Stres na scenie – po czym poznać, jak przeżyć

 

Widzę ponad dwieście niesamowitych osób. Są tam ludzie mądrzejsi ode mnie, ludzie których podziwiam. Wielu znajomych. Wielu nieznajomych. Ktoś mnie pewnie lubi, ktoś nie musi. Ktoś mnie nie kojarzy. Kogoś drażnię. Ktoś jest zamyślony i tak naprawdę niespecjalnie słucha. Ktoś właśnie wciąga ziemniaczki z groszkiem. Są tam, czekają, słuchają. Patrzą. A mi się psuje klikacz.

Nie powinienem tego pisać, bo wiesz, autoprezentacja.

Wierzę jednak, że przemyślenia z trudnych sytuacji są wartościowe i również nimi powinienem się dzielić na tym blogu :)

Co czułem ja

Dwa dni temu przemawiałem na moim ukochanym Blog Forum Gdańsk. Miałem to szczęście, że nie spojrzałem wcześniej jakoś mocno w plan i o pewnej kluczowej kwestii dowiedziałem się na kwadrans przed wejściem na scenę. Otóż przede mną występował Radek Kotarski, ten dżentelmen od Polimatów. Tutaj możesz obejrzeć jego prelekcję. Jako uczestnika imprezy bardzo mnie cieszyła możliwość obcowania z jego tokiem rozumowania na żywo, ale cóż, też chciałem dobrze wypaść. A musisz wiedzieć, że dobre wypadnięcie po Radku Kotarskim to *naprawdę* trudna sprawa. Koleś jest fenomenalny :)

Ale, dobra, dam radę. Karol i Włodek mnie wołają, Karolina klepie w plecy. Wchodzę na scenę. Zaczynam. Mówię za szybko. Pierwsza oznaka nieplanowanego stresu. Myślę sobie jednak: spoko, będzie dobrze. Luz. To tylko after-Radek effect, więc powinienem się na przełomie paru myśli uspokoić.

Niestety, na przestrzeni tych paru myśli mam ochotę zmienić slajd, by zobrazować słuchaczom pewną barwną kwestię. W tym momencie siada mi klikacz. Rotator slajdów wypluwa planszę, którą planowałem wywołać sporo później i przestaje reagować na amen. Jestem odcięty od materiałów. Nie jest tragicznie, bo prezentację przygotowałem jako bezslajdową, te plansze dorzuciłem na końcu jako lekką pomoc. Nie jest tragicznie, ale jednak poziom stresu nadal nieuchronnie leci ku górze. Zaczynam wtrącać nieuchronne anglicyzmy.

W końcu odkładam pilot na stolik. Świadom różnych innych objawów zdenerwowania, które sobą niestety okazuję, kontynuuję prelekcję. Wiem, że mówię to, co chcę mówić. Wiem też, że to JAK o tym mówię niestety nie dobije do poziomu, który sobie założyłem.

Kończę, dziękuję, schodzę.

Idę się napić soku.

Co czuli odbiorcy, z którymi porozmawiałem

Już dokonałem publicznej samooceny, więc teraz zacznie się ciekawe :)

Znajomi zawodowcy public speakingu zauważyli nawet więcej błędów niż te, które wyłapałem ja sam. Było dobrze, ale mogło być lepiej. Zapisałem wszystkie uwagi i na przełomie paru tygodni postaram się je wyplenić lub sprytnie ograć. Karolina mnie bardzo dobrze zna, więc choć nie jest profesjonalnym mówcą konferencyjnym, zauważyła to samo. Moi znajomi wiedzą, że ja nie trawię sztucznego kadzenia. Jeśli coś zwaliłem to chcę to wiedzieć od razu. Tak też zadziałały te relacje teraz.

Ale wiesz co?

Na te – w mojej głowie – MONSTRUALNE oznaki stresu nie zwrócił większej uwagi prawie nikt inny. Blogerzy, których podziwiam i od których się codziennie uczę powiedzieli mi, że wypadło dobrze i bardzo im się podobało. Blogerzy, których dopiero co poznałem ale też już liczę na sporą dawkę inspiracji z kolei ucieszyli się, że dałem im równie fajnego kopa. Podeszło do mnie z podziękowaniem bardzo wiele osób. Blisko drugie tyle dało mi sygnał zwrotny przez internet – byli to widzowie oficjalnego streamingu imprezy. Tam też 99% opinii było pozytywnych, pełnych wdzięczności i chęci dalszego kontaktu.

Prezentacja została przyjęta pozytywnie. Nie jakoś fenomenalnie, ale w sposób wystarczający, bym czuł się dobrze ze spełnionym obowiązkiem. Okrągły kwadrans z prywatnego czasu tak wielu równie wartościowych ludzi to ogromna odpowiedzialność. Gdybym zmarnował chociaż minutę to miałbym potem moralniaka do marca. Na bazie nadal spływających opinii zaczynam się powoli godzić z faktem, że chyba ten cel optimum udało mi się osiągnąć :)

Nauki do wyniesienia na przyszłość

Ja je zastosuję. Wierzę, że Tobie też się mogą przydać :)

Po pierwsze – to, co czujemy wewnętrznie a to, co widać zewnętrznie to dwie totalnie odrębne rzeczy. W mojej perspektywie zachowywałem się na scenie niczym zestresowana kulka. W perspektywie jednego z uczestników konferencji zachowywałem się na scenie “tak swobodnie, jakbyśmy gadali w hotelowym lobby”. Pewnie było jakoś pośrodku. Warto o tym pamiętać i umieć w chłodny sposób zdystansować się od własnych odczuć. A także mieć w pamięci, że jeśli już się spalisz to można się z tym pogodzić i powiedzieć sobie: kij z tym, no to trudno, gadam ze stresem :)

Po drugie – należy być przygotowanym psychicznie na każdą okazję. Klikacze zdychają. Od dziś mam w pamięci, że gdy takie urządzenie przestaje stykać to daję mu jedną jedyną szansę a potem po prostu odkładam i zapominam. Lecę bez. Trzeba być na to gotowym.

Po trzecie – nigdy więcej nie występuję po Radku Kotarskim ;) Jeśli chodzi o sztukę przemawiania to on i Jurek Owsiak (każdy na swoją własną, charakterystyczną manierę) pozamiatali tegoroczną konferencję doszczętnie. Jeśli chodzi o merytorykę to zaskoczyli mnie i zainspirowali wszyscy, z drobnymi wyróżnieniami dla Łukasza Garczewskiego, Zorki oraz Marii Rotkiel i Katarzyny Szpor.

Po czwarte – pierwsza zawsze będzie odebrana i zapamiętana historia. Otoczka potem. W Polsce prekursorem tego podejścia jest Paweł Tkaczyk, do którego paru uczestników BFG nawet mnie w bardzo nieuczciwy (dla Pawła) sposób porównało. To jednak bardzo miłe, co tu kryć :). Sam czytam hobbystycznie o public speakingu już od paru lat, wszyscy podziwiani przeze mnie od dawna amerykańscy blogerzy też do tego etapu doszli jakoś w zeszłej dekadzie. To niesamowite uczucie, mieć możliwość przetestować się w takim środowisku samemu. Kilka prelekcji już dałem, ale tym razem pierwszy raz postawiłem wszystko na historię (tak jak Brogan czy Ferriss). I, jak na mój poziom, wyszło. Już wiem, że będę rozwijał się w tym dalej.

Po czwarte – przygotowanie to podstawa. Nie mam tu na myśli slajdów, lecz przekaz. Gdy po telefonie organizatorów zostałem poproszony “o coś inspirującego” to wiedziałem, że będę chciał powiedzieć o podchodzeniu do trudności. Kilkanaście dni spokojnego myślenia nakierowało mnie na dokładny tok przyszłej prezentacji a kolejne parę dni skubania w Evernote ociosało temat do jednego, spójnego wniosku. Wyniosłem takie podejście z dekonstruowania moich ulubionych mówców. To super metoda. W efekcie nawet jak się NAPRAWDĘ dużo rzeczy porąbie na scenie to szansa, że wielu odbiorców wyniesie tę samą myśl jest całkiem spora. Taki sprytny Bentley wśród strategii fail-safe:)

Po piąte (obiecuję, że już kończę tę wyliczankę), linkuję wreszcie do tej mojej nieszczęsnej/szczęsnej prezentacji. Można zobaczyć to, o czym mówiłem w części poświęconej błędom. Można też posłuchać ostatecznych wniosków, które – przynajmniej na razie – cieszą się bardzo dla mnie miłym poparciem i wdzięcznością. To super uczucie, móc swoje doświadczenie z tysięcy godzin pracy nad czymś zrafinować i puścić dalej.

Jeśli pojawią Ci się po jej obejrzeniu jakieś pytania to z chęcią na nie odpowiem zarówno w komentarzach tutaj jak i w tych pod samym filmikiem. Kto wie, może zaprezentowany na prelekcji pomysł przyda się i Tobie? :)

(Link do Youtube)

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies