Have a very shiny Christmas

 

Ściemnia się. Pokój oświetlają mi proste, odbijające kolory książek i filmów lampki. Piję niezły chai z odrobiną mleka. Piszę. Słucham Rachmaninowa (co zresztą całkiem normalne, skoro piszę). Czekam na wieczornego kuriera. Czekam na jutro.

Lubię Święta :)

Co roku orientuję się dzięki nim, że blog daje mi możliwość powiedzenia czegoś pozytywnego i ciepłego do kilkudziesięciu tysięcy Czytelników z całej Polski i paru okolicznych krajów. Nie jest to coś, o czym myślę jakoś bardzo często, ale są takie chwile w roku że aż się samo nasuwa. Może to głupie, ale dla mnie takie połączenie to jedna z najfajniejszych spraw w tym całym pisaniu:)

No, ale wracając do samej Gwiazdki! Tuż przed nią świat nakręca się do chorej prędkości, ale dzięki takiemu stopniowo narastającemu ekstremum można potem bardzo wyraziście poczuć w zasadzie natychmiastowy spokój. Gdyby nie kontrast, nie odczuwalibyśmy zmian. Co więcej, mam to szczęście, że zupełny luz mogłem poczuć już dziś rano. Żadnych spotkań od siódmej, żadnych rzeczy do ogarnięcia przed południem. Wstałem koło dziewiątej, śniadanie zjadłem o trzynastej. Mogłem przez godzinę poczytać książkę w ciągu dnia. Czyste piękno.

I dokładnie takiego samego luzu życzę Tobie!

Żadnych tam dni bez komputera i reszty podobnego bullshitu – mamy taką kulturę komunikacji jaką mamy. Jeśli Twoi przyjaciele są dostępni po fejsie to jak najbardziej miej przez Święta gdzieś pod ręką fejsa. Ja się od swojej dziewczyny i przyjaciół nie zamierzam odcinać tylko dlatego, że teraz jest modnie wszystko zrzucać na net, nie wiem jak Ty:-)

Życzę Ci za to dni z masą oddechu. Żeby można było wreszcie, w spokoju nadrobić filmy. Obejrzeć po raz trzeci całe Firefly (nie ma, że się nie chce). Nadgonić książki. Przesłuchać uczciwie wybranych płyt (szczególnie polecam wkręcić się w teksty INNYCH niż Can’t Hold Us i Thrift Shop piosenek Macklemore’a + Lewisa).

Pogadać z bliskimi.

Napisać coś. Nagrać. Może namalować.

Sprawdzić, czy na pewno przeczytało się wszystkie dobre wpisy na jestKulturze z ostatnich paru miesięcy.

(Oraz czy jest się na newsletterze :>)

Przez najbliższe dni zamierzam pisać trochę mniej niż zwyczajnie. Powód jest prosty. Po raz pierwszy od wczesnej jesieni mam realną szansę nadgryźć trochę mój rosnący i rosnący stosik rzeczy do obejrzenia/przeczytania/ogrania. Tak więc przestawiam się z tworzenia na pochłanianie!c Ale spokojnie. Parę dobrych notek do nowego roku się jeszcze pojawi. jestKulturę czytają za fajni ludzie, żebym nie chciał im podrzucić trochę ciekawego materiału.

I to chyba tyle. Zależało mi jeszcze tylko, by zakończyć te proste życzenia jakąś muzyką. Tyle że motyw przewodni z Firefly jakoś mi ostatecznie nie zagrał, pomimo wtrętu w tytule. Wschodnich kompozytorów też nie ma co wrzucać. Padło więc na Slade. Klasyczny rock to zawsze dobry wybór.

A zatem… KEEP ON ROCKIN’, KULTUROWCY!

Wesołych Świąt! :D

http://www.youtube.com/watch?v=YxNemfdMnOU

(Link do Youtube)

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies