Nikon D600 – testy, recenzja, przykładowe zdjęcia

 

Równy rok temu rozpoczęło się moje długoterminowe partnerstwo z firmą Nikon Polska, dzięki któremu mogłem w super jakości pokazywać Ci wszystkie warte zobaczenia rzeczy, na które natknąłem się w trakcie mojego półrocznego pobytu w Portugalii. Dzisiaj chcę opowiedzieć Ci o sprzęcie, który mi to umożliwił :)

Nikon D600 to piękna maszyna z pełną klatką w brzuchu. Towarzyszyła mi praktycznie na każdym spacerze w Porto. Dziś – po dwunastu miesiącach testowania, tysiącach wystrzelanych fotek i godzinach nagranych filmów – pora na jej recenzję. To też takie symboliczne zakończenie mojej relacji z Nikonem – być może jeszcze kiedyś znowu przybijemy piątkę przy kolejnym projekcie, lecz ten aktualny należy już w ładnym stylu zamknąć! Dziękuję za wszystko :)

→ Czytaj też: 22 lekcje życia przywiezione z Porto

Nie jest to recenzja super-profesjonalna, nie jestem zawodowym fotografem. Jest to recenzja pisana z punktu widzenia amatora, który zawsze chciał wrócić do robienia fotek, z którymi miał styczność wcześniej w życiu.

Budowa + wygląd

Nikon D600 zaskakuje połączeniem mocy profesjonalnego sprzętu z komfortem obsługi prawie-że-automatu. Mieści w bebechach pełną klatkę (24.3 mln px) a waży niewiele więcej od lekkich modeli typu Nikon 3100. Fajne wrażenie robi “czerwona łezka” przy spuście, jedyny kolorowy akcent z przodu obudowy. Dobry branding to podstawa!

Korpus wykonano z budzącego zaufanie plastiku z chropowatymi “gripami” zabezpieczającymi bodyprzed wysuwaniem się z dłoni. Trzyma się go pewnie a ergonomiczne rozłożenie przycisków i pokręteł pozwala na wprowadzanie zmian w nastawy bez odrywania oka od wizjera. Prawy palec wskazujący obsługuje spust i pokrętło przysłony, wyprostowany kciuk z kolei operuje migawką. Opcja zmiany czułości jest z kolei dostępna pod ostatnim guzikiem w lewym rzędzie tylnego panelu (widać na trzeciej fotce poniżej) – można go spokojnie wyczuć “na ślepo” :)

Wrócę jeszcze na moment do wagi tej maszynki. Mam nawyk noszenia aparatu “w ręce” – ze smyczą owiniętą dookoła nadgarstka. Po trzygodzinnym spacerze z tak przymocowanym do łapy sprzętem ta spora różnica w wadze pomiędzy modelem D600 a jego bliskim rodzeństwem robi naprawdę OGROMNĄ różnicę.

Nie dorobiłem się na przedramionach zbędnych muskułów :)

Jeśli miałbym podsumować tę część recenzji jednym słowem to będzie nim ergonomia. Nikon D600 jest świetnie zoptymalizowany, mądrze zaprojektowany i wykonany z odpowiednich do celów danej części materiałów. Wielki plus.

Specyfikacja

Znajdziesz ją tutaj. Zamiast kopiować całość wolę podlinkować oryginalną tabelę i zwrócić uwagę na parę rzeczy, które w codziennym użytkowaniu aparatu przydały mi się najbardziej.

Po pierwsze – ogromny przedział ISO. Zdjęcia można robić od ISO 100 aż po ISO 6400 a dzięki wielkości matrycy nawet te nocne eksperymenty strzelane przy ISO 3200 nie bolą, bo wyglądają bardzo porządnie. Nikon D600 to bardzo uniwersalny sprzęt i dokładnie z takim podejściem planowałem go używać – raz do przygotowanych sesji modowych, raz do cykania architektury na automacie, raz do nocnego kampienia się na statywie za fajnym ujęciem rzeki a raz do vlogowania. Niezawodna jakość i spore możliwości techniczne nie wymuszały na mnie jakichś specjalnych sztuczek. Za każdym razem “brałem aparat i gotowe”.

Podobnie ma się sprawa z przepotężnym, bo 39-polowym autofokusem. Skurczybyk potrafi wyostrzyć wszystko :)) Nawet przy niskim oświetleniu i trudnych obiektywach.

A na koniec zostawiłem perełkę – świetnie zautomatyzowany system filmowania time-lapsów (tj. cyklicznych zdjęć “sklejanych” potem w ciekawy, przyspieszony filmik). Nie miałem jeszcze okazji przygotować przy użyciu tego silnika czegoś naprawdę wartego podzielenia się w Internecie, ale pracuję, pracuję. W dziale “przykładowe video” na dole możesz za to obejrzeć jedną z pierwszych mikro-prób :)

Obsługa

Roztkliwiałem się nad nią jeszcze w takich mikro-recenzjach, które często dorzucałem na sam dół poszczególnych spacerów po Porto (np. tutaj), ale skoro piszę teraz tekst podsumowujący to mogę się jak najbardziej powtórzyć :)

Nikon D600 ma w sobie coś takiego, że wystarczą może dwa tygodnie “oswajania się” i potem korzysta się z niego jak z robiącej cudne zdjęcia protezy ręki, jakiegoś mechanicznego przedłużenia samego siebie. Wszystkie guziki i pokrętła są “dokładnie tam, gdzie powinny być”, grzebanie w zaawansowanych funkcjach (np. dobór autofokusa) z kolei przychodzi użytkownikowi automatycznie po jednej czy dwóch próbach. Jestem pod wielkim wrażeniem.

Jeśli kłębią Ci się jakieś pytania to zapraszam z nimi oczywiście do komentarzy!

Przykładowe zdjęcia

Jeśli chcesz rzucić okiem na to, jak wygląda ogromna pula zdjęć wykonanych Nikonem D600, lecz wzbogaconych lekką obróbką graficzną to zapraszam do poszczególnych fotek z cyklu “Jestem w Porto“. Poniższe zdjęcia nie były w żaden sposób poprawiane, nie tykałem ani kadru ani nastaw. Są “prosto z karty” :)

Używane szkła: Nikkor 24-70 lub Nikkor 50.

DSC_1480

DSC_1494

DSC_1831

DSC_1880

DSC_1932

DSC_2337

DSC_2699

DSC_4732

DSC_5996

DSC_6074

DSC_7408

DSC_6778

Przykładowe video

(Link do Youtube)

(Link do Youtube)

(Link do Youtube)

(Link do Youtube)

Podsumowanie

Z początku końcówka tego testu była trochę bardziej emocjonalna, ale zdecydowałem się ją wyciąć i z czasem zamienić w osobnego vloga (zapraszam do subskrypcji mojego nowego kanału – AndrzejTucholski). Niech recenzja zostanie recenzją a ja o swoich przeżyciach wynikłych ze współpracy z Nikonem opowiem kiedy indziej i przy innej okazji :)

Nikon D600 to silny, wygodny w obsłudze i zaskakująco wszechstronny sprzęt. Nadaje się zarówno do wszelakiej fotografii (reporterska, modowa, studyjna) jak i do nagrań video (vlogi, teledyski lub filmy krótkometrażowe). Wydaje mi się, że rynkowa pozycja tego modelu – coś pomiędzy “wielkimi pełnymi klatkami” a “półamatorskimi półautomatami” – jest ze strony Nikona świetnym posunięciem, bo tworzy w fotografii sytuację bardzo podobną do tej, którą stworzyły tablety (i potem ultrabooki) pomiędzy smartphone’ami i laptopami.

Jest to dający nieograniczone możliwości aparat dla mających piękne ambicje amatorów, ale też i aparat, który spokojnie zadowoli fotografa profesjonalnego – np. zajmującego się archiwizowaniem wydarzeń lub organizacją sesji dla modelek. Ja ze swojej strony mogę go z czystym sercem polecić :) Szczególnie, że o ile mi wiadomo już wszystkie programy do obróbki graficznej (np. Lightroom) dostały łatki pozwalające na współpracę z tym modelem, o co z samego początku potrafiło być trochę ciężko.

Zarówno jako osoba prywatna jak i autor tego bloga chcę też powiedzieć, że to wielka przyjemność współpracować przy równie dużym projekcie przy pomocy dobrego sprzętu, w którym można się osobiście zakochać i potem spokojnie go polecać. Uwielbiam takie akcje :)

Buźki,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Mam na imię Andrzej. Jestem psychologiem biznesu i strategiem od skuteczności, a także pisarzem i scenarzystą.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, na jeden z moich podcastów, na konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies