Lenovo Yoga 13 – ultrabook zupełnie nowego poziomu (test sprzętu)

 

Recenzje komputerów, przynajmniej dla mnie, są dosyć nudne. Powyżej pewnego poziomu każdy “jest dobry”. Więcej wyniesie się z porównania tablic wydajności np. w grach z czasem pracy baterii + spisem dodatkowych bajerów; nie trzeba czytać paru stron. Dlatego postanowiłem ten tekst trochę urozmaicić :)

Nowe multimedia i nowa rozrywka

Przede wszystkim rzucam tezę: “centrum multimedialne” zmieniło swoje pierwotne znaczenie i mało kto się tak naprawdę zorientował. Gdy sam ostatnio wybierałem swojego stacjonarnego laptopa to pamiętam, że była osobna półka wielkich, wydajnych krów otagowanych jako “komputery multimedialne”. Do filmów, do spędzania czasu, do rozrywki. I jest w tym sporo racji, uwielbiam oglądać filmy na monitorach 17 cali i więcej.

Tylko że branża nie odważyła się jeszcze powiedzieć, że od dawna – nawet w segmencie komputerów! – mamy zupełnie nowe kategorie rozrywki i multimediów. Takie nie do końca mobilne, ale też i nie do końca stacjonarne. Przede wszystkim zaś zupełnie inne od dotychczasowych.

Ich manifestacją jest właśnie używany przeze mnie aktualnie ultrabook.

Lenovo IdeaPad Yoga 13 – podstawowe informacje

Pomarańczowy (miedziany?) ultrabook waży mało. Cienki jest i łatwo się go nosi :) Ekran o maksymalnej podziałce 1600*900 mierzy 13 cali a pod klawiaturą drzemie Intel i5 1.7 GHz oraz 4GB pamięci RAM. Wydaje mi się, że cały dysk to SSD i – użytkowo – jest go lekko poniżej 100 GB. System rusza w kilka sekund.

To tyle względem nudnych liczb!

Yoga ma dotykowy ekran. Jest on też w pełni… wykręcalny? Tak, to chyba to słowo :)

Ultrabook działa wobec tego zarówno zwyczajnie (możecie sobie wyobrazić), w formie “ekranu” (jedno zdjęcie wcześniej), jako “namiot” (zdjęcie u góry) lub jako płaski tablet. Z tego ostatniego zgięcia rzadko korzystam, więc nie robiłem mu fotki.

Pytanie pierwsze – po co mi dotykowy ekran?

Gdy pierwszy raz usłyszałem o tej formie sterowania to zareagowałem trochę jak w 2007 czy 2008 gdy dziewiczo zagrałem w jakąś strzelankę przy pomocy pada do konsoli. “Ale przecież myszka i klawiatura są w sam raz”. W jakim ja błędzie byłem!

Powaga – po paru tygodniach korzystania z dotykowego ultrabooka często zachowuję się jak skończony łom i odruchowo próbuję dotknąć coś na ekranie mojego stacjonarnego kloca, ani trochę nie dotykowego :)

Domyślne aplikacje wykorzystują możliwości ekranu bardzo dobrze. Generalnie Windows 8 został pomyślany pod obsługę paluchami. Świetne połączenie :) Ot, chociażby filmy przewija się wygodnie przy pomocy wirtualnego kółeczka wielkości opuszka palca. Dokładność jest zaskakująca.

Równie fajnie przegląda się fotki. Albo włącza Facebooka. Albo gra – ale do tego dojdę zaraz.

Pytanie drugie – po co mi wyginany ekran?

W połączeniu z dotykowym szkłem odpowiedź nasuwa się praktycznie sama. Rozwinę ją przy pomocy przykładu. Jak zapewne wiecie (albo i nie) jestem wielkim fanem gier z serii Civilization. Grałem w dwójkę, trójkę, czwórkę i – werble – piątkę. Jakiś czas temu postanowiłem sobie kupić dodatek do CiV i tknęło mnie, aby zainstalować go na Lenovo. Na próbę.

Wyobraźcie sobie moją minę, gdy okazało się, że gra ma specjalną nakładkę pod Win8 z dotykowym ekranem, dzięki której calutki interfejs zostaje dostosowany do obsługi dwoma lub trzema palcami. Macie? No. To teraz dodajcie do tej wizji granie w wyrku, z lapkiem wygiętym jak na zdjęciu powyżej.

All day, all night ♥

King of Dragon Pass też dobrze leci :)

Ustawienie “na sam ekran” pozwala mi wreszcie komfortowo czytać dowolne dokumenty lub komiksy. Dzięki tej wygodzie nie muszę już drukować slajdów lub skryptów na sesję a i prace moich ulubionych internetowych artystów wreszcie mogę śledzić bez wytrącającej z dynamiki klikawicy myszki.

Oprócz tego używam ultrabooka też do codziennego notowania na zajęciach, blogowania, pisania (zarówno w Evernote jak i Wordzie), słuchania muzyki oraz przerabiania zdjęć na bieżące potrzeby wpisów. Po bokach obudowy znajdziemy porty: 2*USB, HDMI, czytnik kart i wejście na słuchawki. Więcej nie trzeba.

Bateria trzyma od 3 (włączona gra) lub 4 (wifi + muzyka + internet + evernote) do 8 godzin (offline, evernote).

W zasadzie nie wyjmuję go z plecaka, tak szczerze mówiąc :)

Ciąg dalszy!

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania to zapraszam do komentarzy – postaram się na nie odpowiedzieć. A jeśli macie ochotę zobaczyć ultrabooka w ruchu to zapraszam do video-zapowiedzi tej recenzji, którą opublikowałem na blogu w styczniu bieżącego roku. Mało w niej danych, ale przynajmniej widać jakie toto jest lekkie i gibkie :)

Keep tight,

Andrzej Tucholski


///

PS: Wpis jest efektem współpracy z Intel Polska. Wszystkie opinie są moje i nikt nawet nie próbował w nie ingerować. To dobra współpraca :)

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies