Autor: Andrzej Tucholski | 14 maja 2013 | Komentarze:
Tematy:

Bioshock Infinite – idealne dzieło sztuki

Nie spotykam już w życiu wielu ludzi, dla których gry to “tylko i wyłącznie” gry. Rozrywkowa forma spędzania czasu i nic ponadto. Na szczęście. Czekałem na te czasy od szóstych urodzin :) I o ile poszczególne dziedziny zawsze jakoś tam dawało się wybronić tak z dumą mogę powiedzieć, że wreszcie mamy dzieło w stu procentach pełnoprawne.

Dzieło – arcydzieło.

Preludium

Choć często się o tym nie pamięta, sztuka = przekaz autora + emocje. Tylko.

Zgodnie z tą definicją gry były dziełami sztuki już od dawnych czasów, kiedy jeszcze nie miały ani grafiki, ani muzyki, ani fabuł ani nawet odpowiedniego designu. Wzbudzały bowiem emocje a ich twórcy zawsze mieli pewien światopogląd do przesłania odbiorcom. To był jednak dopiero nieśmiały wstęp do stanu rzeczy, którym możemy cieszyć się dzisiaj.

(Link do Youtube)

W międzyczasie bowiem mieliśmy już gry o pięknych projektach. Do dziś marzy mi się wielki plakat ręcznie rysowanego Demomana z TF2. Od lat mam na ścianie grafikę promującą Chrono Triggera. Mieliśmy też gry o cudnej (jak na swoje czasy) grafice. Meliśmy i takie z doskonałą muzyką oraz klimatem (jej, choćby Wiedźmin). Były przede wszystkim gry o potężnych emocjach – zarówno fabularnych (FF VII) jak i społecznych (WoW).

Chwila prawdy

Według popularnej opinii do grona gier najwyższej jakości zaliczają się też dwa pierwsze Bioshocki. Szczerze się przyznam – mam tu mieszane odczucia. Chyba wolałbym te historie poznać w formie książek, artworków i ścieżek dźwiękowych; zawsze coś mi przeszkadzało przebrnąć przez sam mechanizm sterowania i rozgrywki. Ale choć moja prywatna ocena samego silnika Bioshocka i Bioshocka 2 odbiega od tej proponowanej przez ekspertów branży, zgadzam się z nimi, że to również były gry niesamowite.

Nowa era

Powstały już wobec tego gry piękne. Powstały gry świetnie. Powstały gry ze wszech miar artystyczne.

A teraz jest Bioshock Infinite i aż brak mi słów, by opisać jak silne emocje wiążę ze wszystkim co dotyczy tej produkcji :) Oryginalny tytuł tego wpisu brzmiał: “Bioshock Infinite – piękne, dopracowane dzieło sztuki na które sam nie wiem ile czekałem i nie umiem teraz wyrazić, co czuję gdy już jest”. Brzydko wyglądał, więc go skróciłem.

Na samą grę nie czekałem jak szalony – wolałem najpierw poczekać na pierwsze oceny. Byłem ciekaw, czy zrobiono “to samo co zawsze tylko lepiej”, czy jednak obietnice twórców utrzymały poziom ambicji z pierwszych konferencji. Na szczęście wiele przychylnych głosów znajomych w końcu mnie skłoniło do spróbowania, co szczęśliwie zbiegło się w czasie paru tygodni z blogersko-recenzencką kopią gry od wydawnictwa Cenega. Dziękuję!

No i okazało się, że na wnętrze Bioshocka: Infinite, na historie wstrząsające status-quo podniebnego miasta Columbia, na dylematy i wątki, na tę grafikę i design, na tę architekturę i rozwiązania – na to wszystko! – czekałem odkąd pamiętam. Dostałem bowiem zjawisko zamknięte. Perfekcyjnie dokręcony na wszystkie śrubki spektakl, który chłonąłem całymi godzinami, czasem zapominając pewnie nawet zamknąć z wrażenia buzię.

Drobna rysa

Równo z premierą pojawiła się w anglojęzycznej branży ciekawa dyskusja. Zadano pytanie: czy Bioshock Infinite może być “tą grą”, którą można pokazać rodzicom? Niestety, odradzałbym. Walki (których jest duuużo) potrafią bardzo często stać się abstrakcyjnie krwawe. Ale nie, nie jest to rzut na zainteresowanie młodzieży. To styl. Decyzja twórców poparta – na to wychodzi – podobnymi pobudkami jakimi kieruje się np. Quentin Tarantino przy cenzurze (lub nie) swoich słynnych scen.

Werdykt

Ale mi dobrze, że mogę wreszcie napisać te słowa :)

Bioshock: Infinite jest grą przepiękną. Dopracowaną, wyreżyserowaną, przygotowaną, dopieszczoną i stworzoną po to, by ją przeżyć. Tak jak zechcieli twórcy, krok po kroku, wydarzenie po wydarzeniu. Nie dla punktów, nie dla wodotrysków, nie dla dowolnych innych napędzaczy rozgrywki. Ma swoje glitche (ot, nieśmiertelne modele nieaktywnych przeciwników), ma też swoje uchybienia. Dla części odbiorców jest też niepotrzebnie brutalna.

(Link do Youtube)

A dla mnie jest po prostu piękna. I po to między innymi mam bloga, by móc się czymś jaram bez najmniejszego nawet obiektywizmu :)) Cieszę się, że mogłem na ten tytuł natrafić po tylu latach w grach ile mam za sobą, po przeżyciu tylu misji, plansz, mapek i sekwencji. W wyniki różnych historii byłem w miarę blisko procesu powstawania kilku gier i mogę choć poglądowo wyobrażać sobie jak ciężko pracował cały skład 2K Games by połączyć w efektywnym stopniu kreację, programistów, artystów i cała resztę działów.

Podziwiam z całego serca.

Gra na dziesięć, gra na sto, gra do posmakowania przynajmniej raz w swoim życiu.

(No dobra, może na 9, bo trochę mnie poniosło, ale i tak jest przecudowna!)

Keep tight,

Andrzej Tucholski

  • Michał Wojciechowski

    Objection!

    :)
    Osobiście dość uważnie przyglądałem się rozwojowi opinii na temat tego produktu. Od pierwszych zachwytów, ochów i achów, po późniejsze krytyczne teksty, m.in Adriana Chmielarza.
    Moim zdaniem Bioshock: Infinite jest złym przykładem dobrej gry. Dlaczego? Nie dałem się przekonać do wszędobylskiej przemocy, nijak jej moim zdaniem do tarantinowskiego pastiszu. Bioshock 1, 2 i Inifinite, korzysta z niej w bardzo brzydki sposób, aby poszerzyć grono odbiorców, aby się sprzedać. Otrzymujemy przez to dzieło z przesłaniem (moim zdaniem płytkim, i przekomplikowanym), obklejone różnymi śmieciami. Sztuka jest wtedy, kiedy wszystko co zbędne, zostało odjęte. Tutaj zbędnych rzeczy mamy aż nadto :>

    Polecam też ten materiał:

    http://www.kotaku.com.au/2013/04/bioshock-infinite-is-insanely-ridiculously-violent-its-a-real-shame/

    • Czytałem ten tekst. Nie pamiętam bym korzystał z ciosu melee częściej niż raz na ładnych kilka starć, tak na marginesie. A co do pozostałych scen wypełnionych gore – właśnie tutaj moim zdaniem pokazanie brutalnej, “drugiej strony medalu” środowiska Columbii pracuje ładnie. Nie pamiętam bym kiedykolwiek grał w cokolwiek o silniejszym klimacie. Potężnie rozchwiany balans blur-cud-cukierek-codzienności i strasznych uderzeń, pęknięć rzeczywistości do mnie przemawia. A może jestem po prostu przesadnie podjarany :)

      Przy czym wiesz, nie przeszkadza mi w ogóle to charakterystyczne dla świata gier uproszczenie fabularne lub emocjonalne, obecne też w Infinite. No ale to tylko ja, jak najbardziej rozumiem, że może komuś przeszkadzać :)

  • Maciej Ubas

    Przeszedłem ją raz, przechodzę drugi na wyższym poziomie trudności. Historię wciągnęła mnie tak jak ta w Portalu 2, natomiast zakończenie to dla mnie growy Donnie Darko. Jedyne co boli, iż mechanika pozostawia sporo do życzenia. Za pierwszym razem skończyłem grę używając 2 wigorów (ogień i kruki), pistoletu i karabinu. Nawet na hardzie nie jest jakoś specjalnie skomplikowana. Muszę jednak przyznać, iż jest to pierwsza od dawna produkcja, która przyciągnęła mnie do komputera na 7h non stop. Zakończenie jest świetne, jest w stanie zrekompensować wiele drobnych błędów i niedociągnięć. Co do przemocy, nie razi mnie jakoś szczególnie, więc pod tym kątem nie jestem szczególnie obiektywny. Jak dla mnie solidne 8.5/10

    • Ja też tylko ogień, kruki, pistol i karabin:) Chociaż to zielone co przeciąga przeciwnika lub machinę na Twoją stronę też jest ciekawe.

  • Michał Stonawski

    Uhuhu, nie mogę się doczekać, aż zagram. Właśnie kończę jedynkę i jest to gra genialna :)

  • azaghal

    Włączyłem przedwczoraj i skończyłem w dwóch sesjach. Rzeczywiście jest niesamowicie wciągająca, ale jestem daleki od piania z zachwytu: cała magia szybko ulotniła się w trakcie zakończenia. Na poziomie fabularnym jest bardzo dobre, ale moim zdaniem źle wykorzystuje medium, cała interaktywność sprowadza się do biegania. Poza tym jest takie wrażenie pośpiechu, nagle wyjaśnia się wszystko i ciach – koniec. Niby się tego spodziewałem, ale i tak trochę mi tu zgrzytnęło. Podoba mi się wieloznaczność, jest naprawdę kilka bardzo interesujących interpretacji.

    Co nie zmienia faktu, że pod względem mechaniki jest to dla mnie taka sama powtarzalna strzelanka jak wszystkie inne. Nie nudna, ale też w żaden sposób nie odkrywcza.

    A, no i cześć, właśnie odkryłem Twojego bloga :).

  • Łukasz Pilarski

    Infinite jest całkiem przyjemny. W mechanice odlskulowy na podobieństwo drugiego Quake’a, po stronie fabularnej wyjątkowo rozbudowany (i na tyle poplątany, że część osób może to uznać za wadę), a całość zapakowano w śliczną i szczegółową grafikę. Niemniej mam wrażenie, że całość lepiej by się sprawiła jako erpeg czy inna przygodówka, bo potencjał Columbii i wszystkie związane z nią smaczki zostały słabo wykorzystane. Aż człowieka skręca, że z enpecami nie może pogadać, gazety przeczytać, kupić ołowianego żołnierzyka w sklepie na rogu. To wszystko byczo się ogląda, ale znajdując w śmietnikach hamburgery czy inne ciastka czułem się głupio.

    Na dychę trochę za mało, na ósemkę za dużo, dziewiątka byłaby w sam raz.

  • Skończyłem kilka dni temu i wiem, że jest to najlepsza historia opowiedziana w grach, z jaką dane mi się było spotkać. Fakt, sama rozgrywka potrafi nudzić, być liniowa, ale kompletnie mi to nie przeszkadza. Spotkałem się z głosami, że wiele osób podnosi ocenę tego tytułu przez dobre zakończenie, a nie widzą słabej reszty – w moim wypadku jeszcze nigdy nie byłem tak rozczarowany, że w FPS’ie strzelanie zaczęło się tak szybko – spokojnie mogłem sobie zwiedzać kolejne dzielnice jeszcze przez godzinę :)

  • Krzysztof Pater

    Pogrywałem sobie w tą grę. Niestety pewnego dnia pojawił mi się na ekranie podczas oglądania filmu, piękny uwielbiany przez wszystkich “niebieski ekran”. Okazało się, że spalił mi się RAM. W tej chwili męczę się do 10go z 1Gb ramu. Gra musi poczekać.

  • Daria_Wiktoria

    Też mi się Bioshock bardzo podobał! Miło było pograć w grę o ładnej, kolorowej scenerii, bo jako dziewczyna mogę trochę pomarudzić na brak takich. Wszędzie tylko zombie, jaskinie, a Bioshock taki ładny…

    • Z ładnych gier koniecznie obadaj Tearaway na PSVitę, jeśli masz jak. Nie mogę się oderwać od demka, na pewno kupię pełną :)

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i piszę bloga oraz nagrywam filmy o ogarnianiu fajnego życia.

Lubię łączyć treści przyjemne z pożytecznymi. Dlatego, jeśli zaglądasz tutaj by odpocząć, pewnie podrzucę Ci nowy pomysł. A jeśli zaglądasz w poszukiwaniu rozwiązania, pewnie trochę odpoczniesz.

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial. Jest za darmo!



"Umowy Śmieciowe" to serial do czytania opowiadający historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z sobą oraz, bądźmy szczerzy, większością otoczenia. Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych dramatów kawy.


Przeczytaj serial

Pobierz darmowe materiały
i dołącz do 12 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Każdej akcji poświęcam pełną uwagę i dbam, by łączyła doskonałą treść dla moich Odbiorców z pełnym zrealizowaniem wyznaczonych celów dla Klienta.

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)