Siedem nierealnych książek, które warto przeczytać

 

Ostatnie dziesięć książek, które warto przeczytać przyjęliście bardzo ciepło (linki i te sprawy, miód na serce blogera), przygotowałem więc dla Was coś nowego; już najwyższa pora :) Tym razem obadanych tytułów będzie trochę mniej, ale za to postarałem się o ogólną zbieżność tematyczną.

Założenie

Dzisiejszym motywem przewodnim jest szeroko rozumiana fantastyka, sprawy nierealne. Dla wygody katalogowania wepchnąłem w ten worek zarówno “naginaną rzeczywistość” Kinga jak i śląskie wizje Sapkowskiego. Wychodzę z założenia, że wszyscy odbiorcy mający smak na nierealne wydarzenia mają pewien wspólny mianownik, niezależnie od ulubionych kierunków. Szczególnie, że wśród wybranych na dziś powieści jest sporo klasyków. Może znając jedne warto się skusić na inne, hm? :)

Lista nie jest w żaden sposób hierarchiczna – tytuły występują w kolejności losowej. To po prostu krótkie recenzje 7  książek, które, tak się złożyło, w ostatnim czasie miałem przyjemność przeczytać lub sobie przypomnieć i okazały się super.

No, to lecimy!

Gra o Tron + Starcie Królów

Zacznę podwójnie. Standardowo już, zabrałem się za książkę, gdy poznałem film (w tym wypadku serial) i muszę przyznać, że chyba nie zdarzyło mi się jeszcze milej zaskoczyć rozbieżnościami. No, może z wyjątkiem Lśnienia, ale to podobno niepopularna opinia :)

Proza R.R. Martina jest ciężka, złożona i WYPCHANA nazwiskami, miejscami, niuansami oraz niedopowiedzeniami. Czysto “warsztatowo” brzmi to kusząco, ale zarazem mogłoby się wydawać, że poznawanie kolejnych wątków wojny o Żelazny Tron to czynność co najmniej upierdliwa.

A SKĄD :) Przez rozdziały sunie się niczym potężnie rozgrzany parowiec przez leniwy nurt Mississippi. Pewnie przy rozbuchanej przez HBO gorączce polecanie tej serii jest trochę dolewaniem do pełnego naczynia, ale cóż począć. To naprawdę udany cykl. Szczególnie podoba mi się ten fabularny zabieg, że w każdej z konkurujących do Tronu frakcji mamy przynajmniej jedną osobę, której sympatyzujemy. A przecież wiemy, że w efekcie ktoś będzie musiał kogoś zabić, tak?

Neil Gaiman – Nigdziebądź

Pamiętam, że gdy pierwszy raz leciałem do Londynu prawie wszyscy namawiali mnie, bym koniecznie się wyrobił i jeszcze przed pacnięciem kołami Airbusa o powierzchnię Heathrow przeczytał “Nigdziebądź” – “Andrzej, to jedna z najlżejszych i najfajniejszych książek na świecie”! No okej, potrzebowałem do podjęcia takiej decyzji dodatkowych kilku lat ;) ale ostatecznie projekt zakończył się sukcesem.

“Nigdziebądź” to książka o facecie, który w wyniku intrygującego zbiegu okoliczności trafia do Londynu Pod. To taki Londyn pod prawdziwym Londynem, mający sporo wspólnego z magią i metrem. Przyznaję – mijanie np. stacji Blackfriars po lekturze tej książki to naprawdę zupełnie nowe przeżycie. Uwielbiam takie podważania rzeczywistości.

Jest to też pozycja fascynująca technicznie. Gaiman, jeśli akurat nie miał ochoty, nie pisał żadnych opisów przez kilka lokacji pod rząd. I w niczym to nie przeszkadza, po prostu chłoniemy wydarzenia. Trudna sztuka, tutaj wykonana perfekcyjnie :)

Andrzej Sapkowski – Narrenturm

Pamiętam, że dawno dawno temu miałem jedną styczność z Trylogią Husycką i zwyczajnie się odbiłem. Nie znając faktów, mając w pamięci “samoczytającegosię” Wiedźmina oczekiwałem świetnego osadzenia w historii, ale też i lekkiego pióra. No cóż, trochę się tu przejechałem :)

Narracja nadal zasługuje na osobną kategorię jakości, ale dialogi postaci są wypchane gwarą z epoki. Niektórzy mówią po łacinie. Inni po czesku. Jeszcze inni używają makaronizmów. Jeśli nie ma się ogólnego obeznania w językach (jak ja, gdy pierwszy raz sięgałem po “Narrenturm”) to nie ma nawet co się nastawiać, że zrozumiemy fabułę.

A jest co rozumieć – zarówno intrygi jak i ogólne, spinające świat wydarzenia polityczne, religijne i gospodarcze są nakreślone mistrzowsko. Do tego żywe, głębokie i zapadające w pamięć postacie i voila, kilka ładnych tygodni z życia wyjęte.

Prywatnie coraz mniej jestem w stanie znieść postać samego autora, ale no cóż, pisarz z niego wybitny.

Stephen King – Cmętarz zwieżąt

King to jeden z moich najbardziej cenionych pisarzy. Czytałem już różne jego książki i opowiadania, ale zawsze coś mi przeszkadzało w dotarciu do klasyków – ot, chociażby Cmętarza. Dzięki wolnej psychice w Portugalii wreszcie się udało.

Nie powiem, miano “klasyka” w tym wypadku jest jak najbardziej zasłużone. “Cmętarz” to horror w najpiękniejszej postaci – przez pewną część książki tak naprawdę mało co się dzieje. Ot, rodzina wprowadza się do nowego domu, czas upływa, codzienność wypełnia każdy milimetr kartki. Jak to u Kinga. Rzeczy są, a potem nie są. Gdy zaczynamy czuć, że powoli będzie się dziać “coś” złego to, JEZU, jak bardzo robi się nieswojo!

Dodatkowy plus za zakończenie. Z ręką na sercu – ohydniejszego (psychologicznie) nie znam :)

Joe Abercrombie – Bohaterowie

Nie mam dziś tyle czasu na wielkie tomiszcza fantasy ile bym chciał, więc czytam ich względnie mało. Ostatnie (poza Grą o Tron) polecił mi albo Artur Kurasiński albo Jakub Prószyński – dziś już nie pomnę, ale mam mgliste wspomnienie, że swego czasu gadali o tym tytule non stop :) W każdym razie jestem im za te pogaduchy bardzo wdzięczny.

Książka okazała się bardzo dobra. Z jednej strony bardzo klasyczna (dwie frakcje, wielki spór, wielcy wojownicy, zdrady i dziwne tajemnice), ale z drugiej jedyna w swoim rodzaju. Otóż jej fabuła to tak naprawdę jedna bitwa z przyległościami – ledwie kilka tygodni i gotowe.

Podobnie jak u Martina mamy swoich ulubieńców po obu stronach barykady, chociaż słowo “ulubieniec” średnio oddaje fakty. Postacie u Abercrombiego są raczej odrażające – nawet jeśli kogoś tolerujemy lub rozumiemy jego pobudki to i tak wygrywa niechęć wywołana agresją, stetryczeniem lub zakłamaniem.

Brudne są też wydarzenia. Bez zdradzania wielu niuansów – “Bohaterowie” to fantasy realistyczne o tyle, o ile w trakcie bitw naprawdę ginęli wszyscy, nie tylko ci szczególnie wyraziści ale też i nie tylko ci zupełnie z przodu. Dobrze jest widzieć autora, który umie operować takimi realiami.

Andriej Diakow – Do Światła

Spośród fanowskiej twórczości Uniwersum Metro najwięcej pochwał zebrała powieść “Do Światła”. Naturalnym ciągiem wydarzeń stała się więc kolejną do przeczytania po “Metro 2034“.

Stylistycznie trochę wymięka (niestety, pisarz rzadko kiedy ma taki komfort jak np. folkowy wokalista, który nie umie grać na gitarze. “Zespołowe pisanie fikcji” praktykuje się rzadko), ale fabularnie trzyma bardzo ładnie. Tym razem po raz pierwszy w uniwersum prawie cała powieść dzieje się na powierzchni; nie w tubingach metra. To pierwszy taki wyskok od premierowego Metro 2033.

Gdzieś na horyzoncie moskiewskiego petersburskiego pogorzeliska miga lampka i grupa dzielnych mężów postanawia się przejść, sprawdzić o co chodzi. Ich wyprawa do klasycznego nastroju horroru/thrillera dodaje jeszcze parę wątków typowo kryminalnych – podoba mi się konstrukcja całości. Rozwiązanie stawianych podczas spaceru zagadek są wynagradzające.

Ot, fajna książka. Raczej dla fanów, ale klimat oferuje uniwersalny.

Wasze polecenia

Czytaliście ostatnio coś fajnego z pogranicza fantasy, science-fiction itp? :) Zapraszam do komentarzy!

Kolejny odcinek zbiorczych recenzji już wkrótce! Autorką zdjęcia jest Kathryn Denman.

Keep tight,

Andrzej Tucholski


///

PS: Słuchajcie, w poniedziałek wieczór będzie na blogu szybki konkurs. Potrwa tylko przez jeden wieczór. Piszę o tym już dziś, bo chcę wynagrodzić czytających PS-y pod wpisami :) Jeśli interesujecie się filmami i macie w miarę dojazd do Warszawy (sorki, ta nagroda ma ograniczenie geograficzne; obiecuję, ze kolejna będzie już bardziej otwarta!) to wpiszcie sobie koniecznie bąbelek do kalendarza: Poniedziałek, po 18, jestKultura!

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies