Sony Nigdy Dość – Tym Razem Sobie Pofocę

 

To się chyba nazywa trudną miłością :) Raczej bez związku z moją ostatnią notką o Sony (lub poprzednią. Tudzież jeszcze wcześniejszą. Zaczynam robić się ciekawy jak wygląda social tej złożonej marki) dostałem znienacka propozycję przetestowania jednego z ich najnowszych aparatów. Pomyślałem sobie, czemu nie. Będzie zabawnie.

O Co W Ogóle Chodzi?

No więc: parę dni temu wylądował w moich rękach cudak opatrzony łatwą do zapamiętania i wymówienia nazwą Cyber-shot DSC-HX200V. Wygląda fajnie, profesjonalnie, choć jest bardzo leciutki.

Obudowę wykonano z przyjemnego w dotyku plastiku, który nie sprawia wrażenia, jakby się miał zaraz rozpaść (co jest częstą przypadłością sprzętu nawet zawodowej klasy). Wrażenie fachowości pogłębiają też dobrze osadzone przyciski i pokrętła, nigdzie nie uciekają i ruszają się skokowo. Czasem jedynie potrzebują dosyć zaskakująco silnego nacisku, by się w ogóle zorientować, że ktoś czegoś od nich chce. Można przywyknąć.

Aparat z daleka wygląda jak lustrzanka, ale pierścień na zamontowanym na stałe obiektywie służy raczej głównie do imponowania obserwującym nas przechodniom (ewentualnie fajnym dziewczynom. Zdejmowanie automatu ze szkła nie ma wyraźnego sensu przy manualnym wybieraniu punktu ostrości dżojstikiem a trigger przy palcu wskazującym jest wystarczająco dokładny do ustawienia szukanego przybliżenia).

To chyba jedna z tych słynnych hybryd.

Ale To Dopiero Za Tydzień

Aj, no i się zagalopowałem. Recenzja aparatu pojawi się na blogu dopiero w przyszłą sobotę (lub okolicach). Nie będzie ona wybitnie profesjonalna bo i ja nie jestem zawodowym fotografem, ale sądzę, że powinna Ci się spodobać.

Przy okazji chcę Cię poprosić o pomoc. Robiłem już zdjęcia na wczorajszym TEDx Warsaw (swoją drogą, relację postaram się machnąć przed wtorkiem) oraz w trakcie dzisiejszego spaceru po mieście (o, na przykład strzeliłem paciorkowy baniaczek ze Sphinxa u góry). Jakieś tam podstawowe ujęcia można uznać wobec tego za sprawdzone.

Teraz Ty!

Jako studiujący w dużym mieście bloger piszący o kulturze, nie szukam za często żadnych ultra specjalnych miejscówek bądź scenerii do fotografii. Uwieczniam to co mnie otacza. Od zawsze mnie ciągnęło ku wizualnej kronice codzienności stołecznej ulicy i parków. Co za tym idzie, jest bardzo prawdopodobne, że o czymś bym w recenzji zapomniał.

Proszę, napisz mi w komentarzach, na co mam zwrócić uwagę i jeśli akurat będzie okazja to postaram się to przetestować :)

Pozdrawia Twój bloger,

autograf

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies