Przyszłość bije w twarz przeszłość – Walencja

 

Nie ma nudy. Jakiś czas temu wziąłem Cię do Londynu, dzisiaj lecimy do Walencji. To takie miasto po śródziemnomorskiej stronie Hiszpanii. Niby historyczne, niby stare, niby przewidywalne. Niby zwykłe. Yeah, sure.

Podróż

Ja jestem na stypendium w Portugalii. Moi znajomi są na stypendium w Hiszpanii. Moi znajomi z Polski zdecydowali się skojarzyć te dwa fakty i zagwarantowali sobie jeden z przyjemniejszych eurotripów o jakich słyszałem. Przedostatnim etapem było Porto (yo!), ostatnim Walencja.

Podczepiłem się. Hehe.

Tak, to po prawej u góry to ocean. Team Porto, woo hoo! :)

A to już nabrzeże Morza Śródziemnego. Nie mam pojęcia co to za mierzeja, ale bym sobie po niej pospacerował.

Stateczek. Walencja ma PRZEOGROMNY port. Lecieliśmy nad nim chyba z dwie minuty.

Dobra, styknie tych fotek bez sensu. To już sama Walencja. Kolega mnie ostrzegał, że w tym mieście wszystko jest nieproporcjonalnie duże. Zobaczenie tego o czym mówił na własne oczy to zupełnie inna bajka. Niektóre ulice mają po 4 pasy w jedną stronę a samochodów cudem by starczyło na pojedynczą, wąską uliczkę. To tutaj to główny dworzec kolejowy. Niesamowite bydlę. A wcale nie robi największego wrażenia. Wrócę do tematu za moment.

Stare

W ścisłym centrum Walencji jest sobie stare miasto. Wygląda jakby było kiedyś otoczone murem, więc pełna norma. Co ciekawe – dawne mury szły przez dłuższy fragment wzdłuż rzeki, która ileś lat temu zmieniła swój bieg. W dawnym korycie jest aktualnie długi, snujący się przez całe miasto park :)

A tutaj fota z Rzymu.

Nowsze, ale też stare

90% miasta generalnie przywodzi na myśl ogromne, latynoskie blokowisko (spójrzcie jeszcze raz na fotki z samolotu to zobaczycie), ale to ścisłe centrum nawet się wybrania. Reszta środkowej części wygląda na lata pięćdziesiąte, może sześćdziesiąte ale specem nie jestem.

Wszystko jest nadal nieproporcjonalnie duże. Okolice dzisiejszego ratusza najcelniej można opisać jako hiszpańskie podejście do Nowego Jorku. Dziewięcio – dwunastopiętrowe kamienice z parterami mogącymi pomieścić wyrośniętego słonia. Co chwilę. Co ulicę. Wszędzie.

I do tego ta fajna architektura przywodząca na myśl prosperity age po wojnie :)

Nowe

Dobra, przechodzimy do mięsa. Tym co robi NAJWIĘKSZE wrażenie podczas pobytu w Walencji jest Miasto Sztuki i Nauki (możecie je podejrzeć z samolotu na fotce w nagłówku wpisu, tej u samej góry). To takie zbudowane na sztucznych stawach połączenie opery w Sidney, miasteczka przyszłości Howarda Starka i wszystkiego co futuryści lat siedemdziesiątych kiedykolwiek mieli w głowie.

Na Miasto składa się sala nieznanego użytku (pierwsza), centrum nauki i techniki (to z grzebieniem na dachu, byliśmy ale zapomniałem robić fotki od nadmiaru zabawy), most, sala konferencyjna (granatowy moloch z podświetlonym półksiężycem na dachu) oraz… klub – ta niebieska łuna przy prawej krawędzi fotki.

Do Miasta przynależy także ogromne centrum teatrów, kin, kultury i sztuki wyglądające prawie dokładnie jak turystyczny cruiser z Piątego Elementu.

No i częścią Miasta jest również przeogromne…

Oceanografium!

Nie wiem czy się takie coś różni od starego dobrego oceanarium, ale efekt faktycznie o wiele bardziej fachowy. Teren tego zwierzęcego parku mógłby spokojnie konkurować z małym miasteczkiem a na przestrzeni dwunastu pomieszczeń i otwartych zalewisk można się nacieszyć widokiem wszystkiego co w pływającej lub związanej z wodą przyrodzie najciekawsze.

Mokradlany ptaszek. Ptaszek jest sneaky sneaky.

Jellyfishes!

Absolutnym fartem załapaliśmy się na jeden z ostatnich w sezonie pokazów delfinów. Taki sam jak w filmach familijnych z Kalifornii – ze skakaniem, typkiem uprawiającym delfinboarding i sztuczkami. Coś pięknego :)

Film z podróży!

Wisienka na torcie dzisiejszego spaceru. Tylko jedno ogłoszenie: ostatnio montowałem cokolwiek na kółko chemiczne w gimnazjum. Poproszę o wyrozumiałość :)

http://www.youtube.com/watch?v=B16HK5AjaJs

(Link do Youtube)

Muzyka: Nujabes Ristorante Mixtape Track 1 Moonstarr — Scarborough RT (*)

Aparat

Wszystkie fotki oraz ujęcia video w dzisiejszej notce wykonałem aparatem Nikon P310 w trybie full auto i z ręki (nawet nocą). Nalot na Hiszpanię miał przede wszystkim charakter prywatny, nie planowałem skupiać się na zdjęciach w żaden szczególny sposób. Efekt przyćmił oczekiwania. Jeśli tak w aparacie działa full auto to nie mogę chyba o nim powiedzieć żadnego złego słowa :)

Głosowanie

Ludzie ludźmi (obiecany street powstaje, choć zajmuje więcej czasu niż przewidziałem), ale może chcielibyście w kolejnym spacerze zobaczyć charakterystyczne portugalskie jedzenie? Jeśli tak to możecie mi podrzucać w komentarzach co na jego temat wiecie, zobaczymy jak z Waszym stanem wiedzy ;)

Twój bloger,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies