Autor: Andrzej Tucholski | 4 grudnia 2012 | Komentarze:
Tematy:

Kraje są takie śmieszne

Dzisiejsza myśl przyszła mi do głowy podczas wczorajszego lotu z Walencji do Porto (zegarowe 30 minut podróży, śmieszna sprawa), ale dla czytelniejszego pokazania o co mi chodzi postanowiłem zmienić realia na trochę bliższe naszej codzienności. Będzie Polska. Będzie Portugalia. Będzie też ściąganie nielegalnych, pirackich i paskudnych filmów. No i polityka.

Sytuacja 1 – Polska

Choć ściąganie muzyki na dozwolony użytek prywatny jest, no właśnie, dozwolone, mało kto o tym mówi. Mamy za to podróżującego przez kraj Hirka Wronę uświadamiającego każde napotkane dziecko, że muzyków nie wolno okradać i że generalnie piractwo popierają pewnie tylko zwyrodniali kryminaliści. Już pomijam, że określenie “piractwo” podchodzi z zabawnie pachnącej rynkowym lobbingiem reklamy “społecznej”, nie od faktycznych ekspertów :)

Mamy też wyniki takich badań jak Obiegi Kultury (tym razem już związanych z prawdziwymi ekspertami i obiektywnymi organizacjami), które jasno udowadniają, że rozsądne zarządzanie i dysponowanie nowoczesnymi formami wspierania marketingu i sprzedaży pozwoli zarobić całe ciężarówki dolarów nawet przy potężnie “spiraconym” utworze. Że ludźmi najwięcej wydającymi na kulturę są też najczęściej ci, którzy jej najwięcej zasysają z netu (nie tylko u nas).

Ale co z tego, skoro prawo blokuje innowacje. Artyści, przykładowo, nie mogą sprzedawać swoich dzieł w systemie “pay what you want” bo płaci się potem z tego podatki tak upierdliwie, że wielu doradców wręcz uznaje taki system za proceder nielegalny. Co z tego, że są w np. Stanach muzycy (rozmawiałem z kilkoma), którzy pomimo istnienia w totalnej niszy i tak zarabiają na szczęśliwe życie dzięki swoim paru tysiącom wiernych fanów. A po co to komu potrzebne.

Mamy wreszcie kolejnych “ekspertów”, tym razem z różnych środowisk związanych z wydawaniem kultury, którzy w dalszym ciągu upierają się, że każdy jeden ściągnięty film to strata dla kina. Argument, że zarabia się na fanach lub ludziach nakręconych hajpem a reszta i tak by nie wydała na dany produkt pieniędzy w ich głowach nie istnieje, to jakaś bzdura. Oni wiedzą, że tracą. Co jest całkiem zabawne, bo choć wiele źródeł tzw. nieoficjalnego obiegu kultury mierzy się bardzo ciężko, każda prawdziwa organizacja zrzeszająca muzyków lub filmowców potrafi bez mrugnięcia okiem wyklepać całą “ukradzioną im” kwotę.

Tjaaaaaaa :)

Sytuacja 2 – Portugalia

Lokalny antypiracki moloch ACAPOR uparł się jakiś czas temu, że chce kary dla grupy dwóch tysięcy plikowych udostępniaczy. W październiku Departament Śledztw oraz Czynności Karnych (DIAP) postanowił, że DZIELENIE SIĘ PLIKAMI jest legalne dopóty, dopóki ich późniejsze pobieranie będzie w dalszym celu na użytek prywatny (źródło).

Fragmenty decyzji:

From a legal point of view, while taking into account that users are both uploaders and downloaders in these file-sharing networks, we see this conduct as lawful, even when it’s considered that the users continue to share once the download is finished

~(Z prawnego punktu widzenia, biorąc pod uwagę że użytkownik jest zarówno pobierającym jak i udostępniającym w tych sieciach wymiany plików, uznajemy ten proces za zgodny z prawem nawet gdy udostępnianie trwa po ściągnięciu pliku)

Oraz:

the right to culture, education and freedom of expression on the Internet should not be restricted in cases where copyright infringements are clearly non-commercial

~(prawo do kultury, edukacji i wolności wypowiedzi w Internecie nie powinno być ograniczane w sytuacjach, w których naruszenia praw autorskich są jawnie niekomercyjne)

A także:

IP addresses were not sufficient evidence to identify a person accused of file sharing

~(adresy IP nie są wystarczającym dowodem by zidentyfikować osobę oskarżoną o dzielenie się plikami)

I wreszcie:

Finally, the prosecutor said that even if file sharing for personal use was considered to be illegal, artists should explicitly state they are not authorising their material to be copied for personal use.

~(Wreszcie, prokurator uznał, że nawet jeśli dzielenie się plikami zostałoby uznane nielegalnym, artysta powinien jednoznacznie ustalić, że nie pozwalają na kopiowanie swojego materiału do użytku prywatnego.)

Efekt? Kina pełne. Muzyka się sprzedaje. Książki schodzą pomimo absurdalnych cen (lokalne powieści kosztują euraka, nowa książka Rowling chodzi po 21 euro). Jeśli tutaj kiedykolwiek był większy ruch “fizycznej” kultury to ci ludzie się chyba przedtem nie mieścili w sklepach :)

Wniosek Pierwszy – kraje są śmieszne

Wiecie co oddziela oba te środowiska? Jedno, w którym Nieomylni Oraz Istotni Twórcy Prawa upierają się, że “piractwo to przestępstwo” oraz drugie, w którym kultura generalnie kwitnie i ma się dobrze, a książki i muzyka sprzedają się zadowalająco pomimo nieźle dającego po kościach kryzysu?

Pięć godzin lotu.

Wystarczą dwie stówki (jak się ogarnie dobre połączenia) i plecak z zapasową bielizną i voila. Nieomylni Oraz Istotni Twórcy Prawa mają dokładnie tyle samo mocy decyzyjnej co dziadek, który chyba przed chwilą ostro strzelił się kolanem w słupek pod moim oknem.

Jak teraz patrzę na te słowa to wydają mi się trochę hipisowskie :), ale i tak spróbujcie na moment spojrzeć na tę sprawę z punktu widzenia lecącego 7000 metrów nad ziemią samolotu. Kraje są umowne. Granice są umowne. Prawo jest umowne. Sto lat temu było inne, za sto lat będzie inne. To śmieszne, jak wszyscy “u góry” upierają się z wyskakującą na skroni żyłką, że ICH ZDANIE JEST PRAWDZIWE a jeśli cokolwiek zostanie zmienione TO PEWNIE PIEKŁO WYSTĄPI Z BRZEGÓW I ZEŻRE NAM NOGI AŻ DO PĘPKA :<

Pięć godzin lotu i po kłopocie. Trochę dystansu.

Wniosek Drugi – wielcy bywają głupi

Choć często zdarza mi się pisać różne myśli prostą retoryką (przepraszam, staram się z tym walczyć), to tym razem pytam zupełnie na serio. Dlaczego medialne molochy w stylu ZAIKSu albo RIAA nie chcą być prowodyrami innowacji, która przy ich możliwościach prawnodecyzyjnych pewnie przyniosłaby im ze trzy razy tyle hajsu ile mają teraz? Przecież to bez sensu. Z czysto ekonomicznego punktu widzenia :)

Wniosek Trzeci – proste nie zawsze znaczy dobre

Czy zamiast, wybaczcie stwierdzenie ale żadne inne mi tu nie pasuje, srać się z powodu każdego jednego ściągniętego pliku, Nieomylni Oraz Istotni Twórcy Prawa nie mogliby za rączkę z ZAIKSem i RIAA przygotować wielkiej, trwającej ze trzy pokolenia kampanii społecznej uczącej ludzi szacunku do kultury oraz kreującej nawyki wydawania na nią pieniędzy? Podejrzewam, że koszta byłyby podobne.

Przecież dzięki jej wynikom i jedni i drudzy mieliby na przynajmniej jednym poletku względny spokój na kilkadziesiąt kolejnych lat minimum. Ale, wiadomo. Po co to komu potrzebne.

Wniosek Czwarty – myślenie boli

Do podsumowującego dzisiejszy wpis wniosku natchnął mnie taki stary film, Dwunastu Gniewnych Ludzi. Jeśli chcecie go bliżej poznać to zapraszam na bloga Karoliny. Ja go dziś tylko polecę, jest wybitny :) No, ale wracając do tematu.

Otóż: to nie jest tak, że popieram ściąganie muzyki z tzw. nieoficjalnych źródeł.

To nie jest tak, że popieram kupowanie muzyki, aby zarabiał artysta (chociaż dam kwiatka temu, kto zarobił więcej na płytach niż na koncertach i aktywnościach poboczych skierowanych stricte do fanów, którzy najczęściej płytę i tak kupią, bo po prostu lubią).

Popieram inteligentne rozwiązania, których w tych wszystkich dyskusjach brakuje mi STRASZNIE. Gdy widzę projekt kolejnej mającej “uratować sytuację” ustawy to jakoś nie chce mi się wierzyć, iż został on napisany w porozumieniu z niezawisłym gronem 20 ekspertów danej tematyki, z których połowa wykazuje się wybitną wiedzą teoretyczną a druga połowa to doświadczeni praktycy o nowatorskim podejściu do rynku. Nie, nie wydaje mi się. No po prostu nie jestem w stanie się do takiej myśli przekonać.

A to w sumie zabawne, bo z jakiej niby racji ktokolwiek inny miałby być organem przygotowującym zmiany dla danej tematyki?

Szkoda, że tak rzadko widzę spotkania profesorów kilku uniwersytetów, którzy w wieczornym programie zastanawiają się nad najlepszym ugryzieniem tematu prawa autorskiego. Szkoda, że tak rzadko w porannych pogaduchach można spotkać grono artystów, którzy opowiadają kulisy zarabiania dzięki samym fanom. Szkoda, że ZAIKS nie publikuje kwartalnych raportów pomagających opiniować oraz przewidywać trendy rozwoju muzycznego bizu w Polsce. Szkoda, że jak zwykle coś ma zostać naprawione, chociaż zarówno finansowo jak i społecznie wcale problem nie jest aż tak palący, by brać się za niego bez odpowiedniego przygotowania. Szkoda, że jak zwykle tak wielu ludzi nie ma żadnych wątpliwości.

Zanim nauczymy się odpowiadać, byłoby super nauczyć się pytać.

Twój bloger,

Andrzej Tucholski


///

PS: W ostatnich dniach miałem przyjemność porozmawiać z Anną Jadwigą Orzech (prywatnie jednym z mistrzów sieciowej ceremonii w WOŚPie) i efekty tego wywiadu-niewywiadu możecie przejrzeć na jej blogu. Część pierwsza & część druga. Jeśli interesuje Was dlaczego sporo fundacji działa bez sensu, zapraszam :)

PS 2: Dosłownie w 10 minut po wrzuceniu wpisu czytam tego oto newsa. Happy birthday, ZAiKS. Świetnie.

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem oraz twórcą internetowym.

Pokażę Ci jak duży i praktyczny wpływ na człowieka ma psychologia. A także pogadamy o sposobach na ogarnięcie zabieganej codzienności w taki sposób, by życie było spokojne i bardzo udane. Znajdziesz tu lifestyle'owe tematy (seriale) płynnie połączone z praktycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Zapraszam!

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Aha, nagrałem też kurs.



Kurs uczenia się dla dorosłych to kompleksowe szkolenie uczące jak się uczyć. 17 lekcji wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować własny system nauki. Dzięki niemu przyswoisz psychologiczne podstawy uwagi i pamięci. Nauczysz się korzystać z najlepszych sposobów na efektywną naukę i technik pamięciowych. Zajmiemy się też motywacją i zachowywaniem spokoju w obliczu wyzwań. A wszystko podane tak, by maksymalizować mocne strony uczenia się w przypadku osoby dorosłej.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs opiera się o moją autorską strategię PROPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

I to nie jeden kurs!



"Ogarnij maturę w tydzień" to kompletny kurs, który dzięki 7 lekcjom wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować system nauki do matur. Dzięki niemu nauczysz się uczyć, rozplanujesz starania, nie zmarnujesz czasu a nawet zrobimy tak, by się za bardzo nie stresować. Każda prezentowana w nim porada została przetestowana wiele razy i pochodzi z mojego doświadczenia, a także jest oparta o naukę. I co najważniejsze - działa. Tak zwyczajnie.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs został objęty patronatem merytorycznym Uniwersytetu SWPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 4 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • a także kolejne materiały!

Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, z której potem będziemy dumni :)

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany lifestyle'owy blog ekspercki o psychologii. Prowadzę go od 2009 roku.

Piszę na nim o praktycznym wpływie psychologii na człowieka. I o tym, jak ogarnąć zabieganą codzienność w taki sposób, by życie było spokojne i udane.

Życzę Ci bardzo udanego dnia!.

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem - psychiatrą lub terapeutą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!