Jestem w Porto, chodźmy nad ocean

 

Na ten tydzień przegłosowaliście spacer nad ocean. Surowy ocean, który silnymi falami oblewa brzegi Europy tak zachodnie, że dalej są już tylko Stany. Typowy ocean, bo im dalej na północ, tym bardziej hardkorowo. No, a ja jestem na północy.

Chodźcie, pokażę.

Życie

Ocean w Portugalii to przede wszystkim źródło utrzymania. Kraj ma silny podział na linię brzegową i tak zwany interior. Brzeg ma przemysł, pieniądze, kolej i lotniska. Interior ma biedę, analfabetyzm i straszne problemy społeczne. Woda daje ludziom pracę przez zasoby, transport i turystykę.

Łodzie ma prawie każda rodzina. Łowienie ryb jest czymś podobnym do polskiego chodzenia po parkach :)

Zielona wieżyczka oznacza końcówkę tamy. Tama przymyka ujście rzeki Douro. Kiedyś tamy nie było i efektem tego stanu rzeczy po dziś dzień jest przywiązywanie beczek z piwniczek Porto do podłogi, bo zalane potrafią roztrzaskać się o sufit.

Nikon paczy.

Stojąc na krawędzi świata ma się ochotę uwieczniać wszystko. Tą wąską ścieżką przepływają małe łódeczki, średnie kutry, ogromne turystyczne jachty, czasem nawet umiarkowanie duże frachtowce lub tradycyjne barki. Są tu setki rybaków, drugie tyle odpoczywających ludzi, dziesiątki wygodnych do rozłożenia się miejsc.

Czysta, świetna bryza rozpędzona tysiącami kilometrów niczego.

A z jednego z portów (Porto ma ich ze dwa lub trzy) nocami potrafi wypłynąć przeogromny turystyczny statek i popłynąć prosto do Bostonu. Nie mam pojęcia, dokąd płynął ten konkretny statek ze zdjęcia. Ale lubię sobie myśleć, że udało mi się trafić.

Fotka wygląda jak robiona żelazkiem, wiem. Zauważę jednak, że nad oceanem nie ma czegoś takiego jak ‘łuna’. Jest po prostu czarniutka noc. Jak na zdjęcie złapane w takich warunkach z ręki to i tak jestem z niego strasznie dumny. Aparat wskoczył co prawda z histerii na jakiś tryb ISO HIGH 2 (lub podobnie) ale nie spękaliśmy.

Zwierzątka

Surowcem oceanu są ryby. Ale nie tylko one dbają o ciągły dźwięk i ruch w Porto.

Chociaż, to prawda, rybek jest najwięcej. W pierwszym odcinku spacerów pokazałem Wam umocnione nabrzeże. W tym nabrzeżu co 30-50 metrów jest rura upuszczająca miejskie ścieki (w sensie to, co wpłynie w kanalizację z ulic; nie domowe) do rzeki. Przy każdym takim źródełku można znaleźć nieokiełznane ławice ryb.

Razem ze spadającą z wysokości wodą, do rzeki dostaje się też przecież powietrze :)

Gdzie rybki tam i mewy. Są ogromne. Przynajmniej 2-3 razy większe niż w Polsce. I jest ich o wiele więcej niż gołębi.

Dzień jak co dzień. Wystarczy spojrzeć do góry.

Widoki

Tak wygląda ocean w Sagres. Byliśmy tam przy okazji podróżowania z Lay’sowym Ziemniakiem. Szerokie, piaszczyste plaże i ciepłe, ciągnące się kilometrami mielizny.

To jest z kolei ocean w Faro. Chłodniejszy, głębszy. Bardziej dziki.

A to jest ocean w Porto. Twardy, surowy, lodowaty. Podobno latem jest przyjemny, ale mi przyszło odwiedzać tę część świata jesienią i zimą, więc mówię co widzę. Zanurzenie stóp jeszcze przejdzie, reszta to zwykłe samobójstwo z hipotermii. Chociaż Matosinhos (plaża na północ od miejsca robienia zdjęcia, wyżej nawet niż ten port od statku płynącego do Bostonu) to legendarna mekka serferów. A więc ktoś tu pływa.

http://www.youtube.com/watch?v=zhd-FmT6pIs

(Link do Youtube)

Wiem, że to tylko 30 sekund. Wiem. Ale chcę, żebyście mieli choć drobne wrażenie jak taki ocean wygląda w ruchu. Jest super. Ogłusza. Zalewa największe kamienie, jakie widziałem w życiu. Pożera co tylko chce. Raz nawet chciał mi wsunąć buta, ale wieloletnie blogowe doświadczenie uratowało sytuację. Co prawda nadal mam trochę brudne jeansy, ale to nie jest opowieść na dziś :)

Te wieżyczki i umocnienia to właśnie ujście rzeki Douro.

http://www.youtube.com/watch?v=7jn69PJVDl0

(Link do Youtube)

A tak ten cały krajobraz prezentuje się w ruchu. Miejsce, z którego robiłem to króciutkie ujęcie jest dawnym umocnieniem, przy którym cumowały statki gdy jeszcze nie uregulowano rzeki. Wyruszyła z niego w poszukiwaniu przygód, kasy i wyzwolenia cała zgraja podróżników. Część jest do dziś w podręcznikach. Część zginęła bez żadnej wzmianki.

Wszyscy patrzyli się w ten sam punkt, w który patrzę się ja teraz.

Coś pięknego.

Aparat

Wszystkie zdjęcia w dzisiejszej notce wykonałem aparatem Nikon D600, szkło Nikkor 24-70 lub Nikkor 50. Tak sądzę. A jeśli nie to pewnie był to Nikon P310. Innych przy sobie nie mam.

Tym razem jestem pod bezgranicznym zdumieniem jak trudne warunki ten aparat potrafi znieść i nawet się nie zmachać. Sorry, ale zdjęcie robione w zupełnym PITCH BLACK to dla mnie prawie taki sam zaskok jak zobaczenie działania drukarki 3D po raz pierwszy w życiu.

Poza tym od paru dni uczę się zawzięcie filmować. Jednak to nie jest “to samo, tylko w ruchu” co fotografia. Pierwsze efekty możecie podejrzeć w moich debiutanckich vlogach lub na powyższych ruchomych pocztówkach, ale jeszcze przede mną bardzo daleka droga.

Na szczęście nauka przychodzi łatwo. Czego nie szukam po sieci w tutorialach lub podpowiada mi pewien zaprzyjaźniony fotograf – pstryk – za mniej niż piątym podejściem już jako tako wychodzi. Fajnie, że ten aparat ma aż tyle funkcji. Człowiekowi się nie odechciewa nawet przy najtrudniejszym zadaniu.

Głosowanie …not!

Tym razem lekko zmieniam reguły gry, żeby było weselej. Postanawiam, że za tydzień tematem spaceru będzie odcinek specjalny – wizyta w Londynie!

Ale za to czekam na Wasze propozycje odcinka za dwa tygodnie. Mogą być takie “na zdjęcia”, mogą być takie “na film”. Tematyka dowolna, byle związana z Porto i Portugalią ogólnie. Piszcie w komentarzach, co chcielibyście zobaczyć. Wybiorę najbardziej podobający mi się motyw i polecę ze sprzętem w teren :)

Twój bloger,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies