Autor: Andrzej Tucholski | 27 listopada 2012 | Komentarze:
Tematy:

Jak Kindle rozwiązał mój największy problem (i spowodował tłumaczenie się na pokładzie samolotu)

Książkowy, oczywiście. Nie pamiętam kiedy ostatnio “nie miałem co czytać”. Promocja tu. Premiera tam. Do niedawna zagrzebywałem się w tytułach, na które “kiedyś będę miał czas” w tempie, serio, zastraszającym. Aż tu nagle znalazłem sobie bardzo skuteczną łopatę :)

Łopata nazywa się czytnik. Konkretniej: Kindle. Mam go już od jakichś sześciu, może siedmiu miesięcy i w związku z tym faktem chcę się z Tobą podzielić paroma obserwacjami.

Po pierwsze – przyczyna

Zdecydowałem się zakup, ponieważ:

polecał go dawno temu Kominek, dzięki niemu zakiełkowała we mnie cicha potrzeba posiadania kolejnego gadżetu. Lubię gadżety

– miałem w planie pół roku w obcym kraju. Bez książek nie przeżyję a branie dodatkowej walizki z samym papierem też mi nie pachniało fiołkami

– namówiła mnie Karolina (mam wewnętrzny brzęczyk, że gadżety są spoko, ale można bez nich przeżyć)

– zacząłem przeglądać różne Virtualo i Woblinki i spodobały mi się ceny książek w promocjach

– już parę wielkich książek w tramwajach czytałem (gruba okładka, fachowe 800 stron, porąbany format typu “ładne wydanie”) i konkluzja jest prosta – NEVERMORE, ale to nigdy przenigdy

– po prostu mi się spodobał :)

Po drugie – faktyczne użytkowanie (i ta akcja z samolotem)

Czytnik ebooków to jedno z najważniejszych ludzkich odkryć od czasów kromkowanego chleba. Jadę na pół roku do obcego kraju, mam przy sobie ważący NIC, płaski i drobny przedmiot, na którym trzymam jakieś ~100 różnych publikacji i jak jedna mi się skończy to klik, klik, zaczynam czytać kolejną. Jak jestem zmęczony to zwiększam czcionkę, jak boli mnie, nie wiem, ramię to przekręcam się na drugie i nie zmienia to w niczym komfortu czytania.

Swoją drogą – praworęczni stanowią od 85 do 90% populacji na świecie. Trendy podłapuje i umacnia masywna większość. Dlaczego więc Europa i USA wydają ksiązki czytane od lewej do prawej skoro jest to niewygodne przy operowaniu jedną ręką np. przy jedzeniu (większość praworęcznych je prawą ręką)? Dziwne.

No, ale wracając do meritum. Baterię w Kindle’u ładuję raz na 2-3 tygodnie i, szczerze mówiąc, na co dzień zwyczajnie zdarza mi się zapomnieć, że to urządzenie elektryczne. W tej chwili też nie mam pojęcia, gdzie leży ładowarka. Dopiero w grudniu będę musiał o tym znowu pomyśleć.

Oho, kolejne “swoją drogą” – nie wiem czy wiecie, ale przez Kindle można mieć całkiem zabawny problem w samolocie. “Wyłączony” Kindle nie jest tak naprawdę wyłączony, tylko emituje wygaszacz ekranu. Pełne wygaszanie nie ma sensu, bo bez zmieniania stron żadne impulsy i tak nie zachodzą. I weź tu wytłumacz stewardowi, że to nie jest urządzenie elektryczne w pojęciu definiowanym przez samolotowe guidebooki bezpieczeństwa :)

Po trzecie – outcome (czyli ten problem z nagłówka)

W podejściu procesowym w biznesie mówi się o inpucie (to, co wchodzi), outpucie (to, co wychodzi) i outcomie, czyli skutkach długoterminowych lub niebezpośrednich. Długoterminowym lub niebezpośrednim skutkiem posiadania czytnika jest u mnie zwiększenie się skuteczności w pochłanianiu książek.

Czytam sporo, choć znajduję na to czas jedynie jak gdzieś jadę lub tuż przed snem. Jeszcze pół roku temu miałem średnie tempo jednej książki na tydzień – półtora tygodnia. Odkąd mam czytnik czytam jedną – dwie tygodniowo.

Nie wiem jakim cudem :), ale tak jest. Obstawiam poprawienie się częstotliwości mikro-czytania. Takiego w windzie, gdy ładuje mi się filmik, gdy czekam na przyjazd autobusu. To dziennie potrafi być i 100 stron. To dużo.

Kindle, poza zastąpieniem papierowych książek, wymienił mój zwyczaj mikro-wypełniania-czasu z grania w popierdółki na komórce na czytanie książek. Nie wszyscy tak lubią – mi się podoba.

Przez te paskudne promocje ebooków kupuję więcej książek niż kiedykolwiek, ale stosik (tym razem wirtualny) – uwaga – MALEJE :)

Cieszę się & jestem pod pełnym wrażeniem.

A jak u Was – moglibyście mieć czytnik? Tak, nie, dlaczego? A może macie i też przeżywacie rewolucję czytania?

Foteczki mojego autorstwa. Keep it tight,

Andrzej Tucholski

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem oraz twórcą internetowym.

Pokażę Ci jak duży i praktyczny wpływ na człowieka ma psychologia. A także pogadamy o sposobach na ogarnięcie zabieganej codzienności w taki sposób, by życie było spokojne i bardzo udane. Znajdziesz tu lifestyle'owe tematy (seriale) płynnie połączone z praktycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Zapraszam!

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Aha, nagrałem też kurs.



Kurs uczenia się dla dorosłych to kompleksowe szkolenie uczące jak się uczyć. 17 lekcji wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować własny system nauki. Dzięki niemu przyswoisz psychologiczne podstawy uwagi i pamięci. Nauczysz się korzystać z najlepszych sposobów na efektywną naukę i technik pamięciowych. Zajmiemy się też motywacją i zachowywaniem spokoju w obliczu wyzwań. A wszystko podane tak, by maksymalizować mocne strony uczenia się w przypadku osoby dorosłej.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs opiera się o moją autorską strategię PROPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

I to nie jeden kurs!



"Ogarnij maturę w tydzień" to kompletny kurs, który dzięki 7 lekcjom wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować system nauki do matur. Dzięki niemu nauczysz się uczyć, rozplanujesz starania, nie zmarnujesz czasu a nawet zrobimy tak, by się za bardzo nie stresować. Każda prezentowana w nim porada została przetestowana wiele razy i pochodzi z mojego doświadczenia, a także jest oparta o naukę. I co najważniejsze - działa. Tak zwyczajnie.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs został objęty patronatem merytorycznym Uniwersytetu SWPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 4 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • a także kolejne materiały!

Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, z której potem będziemy dumni :)

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany lifestyle'owy blog ekspercki o psychologii. Prowadzę go od 2009 roku.

Piszę na nim o praktycznym wpływie psychologii na człowieka. I o tym, jak ogarnąć zabieganą codzienność w taki sposób, by życie było spokojne i udane.

Życzę Ci bardzo udanego dnia!.

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem - psychiatrą lub terapeutą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!