Dziesięć książek, które warto przeczytać

 

Tak sobie pomyślałem, że skoro wieczory mamy już raczej dłuższe niż krótsze to pewnie przyda Ci się coś do czytania. Popatrzyłem więc jeszcze przed wyjazdem po półce (i już na miejscu zajrzałem do wymownego folderu “przeczytane” na Kindle) i zebrałem niektóre skończone na przełomie ostatnich kilku miesięcy tytuły w formie takiej, sam nie wiem. Nazwijmy to: zbiorczo-skrótowej mega-recenzji.

Kolejność losowa.

Przeczytaj również: Kolejne siedem książek, które warto przeczytać (edycja fantasy/sf/unreal)

Haruki Murakami – Norwegian Wood

Moje pierwsze udane podejście do tego legendarnego za życia, japońskiego prozaika. Dawno temu próbowałem zajrzeć do jego historii w polskich tłumaczeniach, ale się odbiłem. Uratował mnie dopiero przyjaciel ze studiów, doszedł do wniosku, że powinienem przeczytać po angielsku, w takim trochę pół-oryginale.

I o, udało się. Norwegian Wood to lekka książka, choć traktująca o ciężkich tematach. Trochę drażniło mnie wewnętrzne rozhisteryzowanie postaci (w życiu też nie lubię, gdy ktoś przesadnie przejmuje się własnymi emocjami) ale już od pierwszych rozdziałów ciężko się było odkleić od “jeszcze jednego rozdziału”. Świetna pozycja do sprawdzenia “o co chodzi z tym całym Murakamim”. Między innymi dlatego, że posiada faktyczne zakończenie.

Marek Kamiński – Wyprawa

Dostałem tę książkę przy okazji tamtego fajnego konkursu. Swoją drogą, muszę kiedyś te wygrane wyniki skompilować w tekst, zupełnie o nich zapomniałem:)

Jest to bardzo elastyczne połączenie książki przygodowej i wybiórczej autobiografii.

Czyta się ją bardzo szybko – wymusza to konstrukcja rozdziałów. Każdy składa się z krótkiej historii związanej z tą lub inną ekspedycją i następującej po niej myśli przewodniej; pewnej instrukcji do zastosowania we własnym życiu. Co prawda pachnie to trochę Paulo Coelho, ale jeśli już mam czytać o czyimś podejściu do życia to wolę, by był to odnoszący sukcesy podróżnik i himalaista niż brazylijski samozwańczy filozof.

John Irving – Regulamin Tłoczni Win

Lubię Johna. Nawet miałem z nim kiedyś przyjemność zamienić parę słów. To specyficzny autor. Bardzo naturalistyczny i przykładający nieludzką wręcz uwagę do detali. Operuje też jednocześnie rzadką umiejętnością plastycznego i logicznego poruszania się po urodzonym we własnej psychice świecie. Czytelnik nigdy nie jest zgubiony i zawsze wie co i dlaczego właśnie czyta.

Podobnie sytuacja wygląda w Regulaminie. To trudna książka o trudnych tematach. Fascynuje, chociaż przez niektóre fragmenty da się przejść jedynie patrząc na strony znad własnego przedramienia. Główną osią fabuły jest próba zrozumienia sensu istnienia sierot oraz zaogniająca się razem z rozwojem wydarzeń dyskusja za/przeciw w sprawie raczkującej dopiero aborcji klinicznej. Wrażenia gwarantowane.

Haruki Murakami – Kafka on the Shore

No, właśnie. Tak jak Norwegian Wood robi dobre wrażenie nawet na laikach (bo ma zakończenie) tak do Kafki trzeba podejść z pewnym zachowanym na własną interpretację marginesem tolerancji. Może lepiej wyjaśnię o co chodzi na przykładzie.

Kiedy na lotnisku w Lizbonie dostawałem od kobiety voucher na jedzenie, cały czas używała stwierdzenia “It’s for heat so you can wait pleasantly”. Przez dobre parę minut nie miałem pojęcia, o jaki “heat” jej chodzi. Ale na szczęście z czasem przypomniał mi się dawny pobyt we Włoszech i to, że niektóre narody lubią bardzo leciutko podchodzić do dosłownego znaczenia obcego języka.

Tak więc do Kafki warto zajrzeć jedynie jeśli jesteś w stanie o sobie powiedzieć, że ostatecznie też by Ci wpadło do głowy, że “heat” może oznaczać “ciepłe jedzenie”. To mniej więcej ten sam poziom surrealizmu :)

Laura Hillenbrand – Niezłomny

Oja. Ile ja czekałem, aby Ci o tej książce opowiedzieć.

Polecił ją światu Artur Kurasiński, z tego co pamiętam chyba nawet pisząc część statustu capslockiem. Akurat byłem w okienku obok na stronie kompletowania zamówienia w Bonito.pl. Parę klików później zsynchronizowałem te dwie informacje i już po dwóch dniach stos faktycznie potrzebnych książek zlądował, niekochany, gdzieś pod biurkiem. Ja zająłem się tą największą z odebranej paczki.

Zniknąłem z powierzchni ziemi.

Odżyłem dopiero kilkadziesiąt godzin później. Z suchymi ustami i żołądkiem całkiem udanie naśladującym linię basu w Sweet Emotion wynurzyłem się spod biurka (metaforycznie rzecz ujmując, oczywiście) i odstawiłem na półkę wymiętą, ale przeczytaną kopię Niezłomnego.

Serio, to jest TA książka (ang.: THE book), którą łykniesz na samej kofeinie i będziesz potem męczyć wszystkich znajomych jacy tylko przyjdą Ci do głowy, że też powinni się jej przyjrzeć a najlepiej natychmiast od Ciebie pożyczyć bo chcesz mieć z kim pogadać o głównym bohaterze. Stuprocentowy must read. A także jedna z najbardziej niemożliwych ludzkich historii, jakie kiedykolwiek wydarzyły się naprawdę. Na literacką zachętę – Louis Zamperini przeżył podczas wojny trwające około trzech tygodni dryfowanie na przeciekającym pontonie pośrodku spalonego słońcem oceanu. A potem miał gorzej.

(Swoją drogą Artur polecił ostatnio coś nowego – tym razem “Bohaterów” Joego Abercrombie. Chyba nawet się o jej jakość założyliśmy. Goddamit, jestem w takim pięknym kraju i zaraz znowu czeka mnie patrzenie tylko w literki?)

Stephen King – Gra Geralda

Wydaje mi się, że to Julien Smith jest autorem tego celnego podsumowania prozy Kinga (z pamięci): “Jest samochód, ale potem jest zło. Jest marsz, ale potem jest zło. Są rzeczy, ale potem jest zło”. Dokładnie tak samo sytuacja wygląda w Grze Geralda.

Jest wypad pary za miasto. Ale potem jest zło.

Książka o tyle warta uwagi, że prawie w całości dzieje się w jednym pomieszczeniu. Bawienie się otoczeniem to jeden z najprostszych sposobów stosowanych przez autorów, by sobie poradzić z “zapchaniem fabuły”. Tutaj King działał bez niego.

Co prawda działał też bez dialogów, ale to już byłby spoiler :)

Richard P. Feynman – Surely you’re joking, mr. Feynman! (Adventures of a Curious Character)

Jedna z najważniejszych książek, jakie przeczytałem w życiu.

Dick Feynman, jej autor, był też fizykiem (noblistą zresztą), naukowcem, humanistą, rysownikiem, muzykiem i domorosłym psychologiem. Był człowiekiem o chłodnym, ale też i bardzo pogodnym podejściu do życia. A życie miał ciekawe.

Nie zawsze wygodne, nie zawsze bogate, nie zawsze dające się zrozumieć zwykłym, współczesnym podejściem do ludzkich wartości. Ale będące przy tym świetną bazą do rozważań. Które, mniej więcej chronologicznie, Richard spisał i wydał między innymi pod postacią tej książki. Aż chyba jeszcze raz ją przeczytam jakoś zimą.

Kurt Vonnegut – Slaughterhouse Five

Ciężka i abstrakcyjna proza pisana przez jednego z najwybitniejszych twórców XX wieku. Jeśli masz wątpliwości co do tego drugiego – koniecznie obadaj jego krótki wykład, który zawarłem w tej notce :)

Slaughterhouse to historia o bombardowaniu Drezna, ale nie tylko. Jest to też historia o ufoludkach, ludzkich marzeniach i zupełnie bezsensownych historyjkach wplecionych gdzieś pomiędzy pierwsze i drugie. Zderzenie historii z naprawdę podłym science-fiction w wykonaniu mistrza słowa. A w tle śmierć, bezsens wojennych rozkazów i zaczerpnięte ze zgaszonych już żyć opowiastki. Warto, naprawdę warto.

And so it goes.

Haruki Murakami – The Wind-Up Bird Chronicle

Moja trzecia książka Murakamiego. Czytało mi się ją najwolniej, ale może to być spowodowane faktem, że jest też (jak na razie) najbardziej odrealniona.

Tematyka, jak zwykle, fruwa luźno dookoła ogólnego sensu życia i dlaczego podejmujemy takie a nie inne wybory. Postacie, jak zwykle, dojmująco wsobne i overthinking. Czyta się, jak zwykle, bez najmniejszych przerw i przy każdej nadarzającej się okazji. Z czasem dochodzę do wniosku, że obcowanie z prozą Harukiego to takie przeżycie o smaku bittersweet. Niby drażni, ale drażni w takie miejsce, że chcemy jeszcze i jeszcze.

A w kolejce już czekają pierwsze dwa tomy 1Q84. Jeśli trend odlatywania od rzeczywistości ma się utrzymywać to trochę się ich boję.

Dmitry Glukhovsky – Metro 2034

Druga część Metra 2033 (duh), które już na łamach bloga pokrótce zrecenzowałem (a historia z pociągu nadal żywa).

Zacząłem ją czytać w samolocie startującym z Brukseli i choć za oknem rozpościerał się słoneczny, bezkresny widok na zielone pola Belgii to nie potrzebowałem więcej niż 2-3 strony by znowu znaleźć się w śmierdzącym, smutnym i rozpaczliwym metrze kilkadziesiąt metrów pod wypaczoną glebą wymordowanej Moskwy.

Fakt, w komentarzach pod tekstem o jedynce mieliście rację, tym razem autor serwuje trochę mniej akcji a trochę więcej przemyśleń, ale nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo. Dmitr, gdyby nie był prozaikiem, byłby świetnym poetą. Uwielbiam jego porównania. Dzięki nim raz na kilka stron człowiek przerywa lekturę i patrzy się przez moment gdzieś nad horyzont. Umysł musi przetrawić nowy punkt widzenia. Fajnie.

A Ty mi coś możesz fajnego polecić? Coś niedawno trafiło z powrotem na półkę? A może teraz jesteś w trakcie? :)

Inne wpisy z serii

Siedem nierealnych książek, które warto przeczytać

Autorem zdjęcia z nagłówka jest AcroYogi.

Ciepło pozdrawia Twój bloger,

Andrzej Tucholski


///

PSChoć to zupełny zbieg okoliczności to, korzystając z okazji, też wspomnę o premierze pierwszej książki Kominka. Jest to zarazem pierwsza poważna książka o polskiej blogosferze i, podobno (bo jeszcze nie czytałem), pierwsza książka o blogosferze, która de facto o blogosferze mówi najmniej. Tak czy inaczej – obserwujemy na żywo pewną branżową historię a zarazem narodziny lektury, która już w dzień po wysyłce łapie prawie same pozytywne recenzje.

Kurczę, Tomek. Gratuluję :) Na razie udanego lądowania, jak przeczytam to dostaniesz resztę feedbacku.

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies