Niech Trwa

 

Szare cienie biegną w stronę łuny. Znaczą swe ścieżki wydychanym w grudniową noc powietrzem. Od czasu do czasu wyłaniają się z mroku, lśnią i topnieją pod złotym snopem latarni, lecz trwa to tylko chwilę. Zaraz znowu są jedynie wyblakłymi kształtami na nocnym tle. Wychodzą wreszcie z niedostatecznie oświetlonych ulic Wiednia na plac opromieniony blaskiem hotelu Imperial. To do niego należy łuna, to do niego należy ta noc.

Hotel płonie setką świateł, tak jak sztuczne ognie ustawiane tradycyjnie na urodziny cesarza. Z każdego okna bije ciepły blask z wiszących u stropów, bogato złoconych żyrandoli. Cienie, niczym ćmy, zbliżają się wydeptanymi już w śniegu ścieżkami do głównego wejścia budynku. Zapach mrozu ustępuje przesytowi pomieszanych perfum i palonemu w kominkach drewnu.

Damy oddają usługującym szwajcarom swoje płaszcze i szale, mężczyźni strzepują szron z wąsów i ramion. Jeden z nich, wyjątkowej postury i spojrzenia, ani chybi rozpoczynający oficerską karierę syn z dobrego domu, zastaje się w przejściu odrobinę dłużej niż wypada. Nie może oderwać wzroku od młodej dziewczyny, zajętej aktualnie ogrzewaniem dłoni własnym oddechem. Jej wysoko upięte, jasne włosy przedłużają dodatkowo wyprostowaną, nienaganną sylwetkę. Linię pleców przerywa na wysokości bioder szeroka kokarda, spod której wychodzi bogata draperia klosza mieniącej się czerwienią i złotem sukni. Każdy cal jej ubioru sprawia wrażenie godnego cesarskich komnat.

Dziewczyna zauważa przenikliwe spojrzenie mężczyzny i rumieniąc się lekko, choć rumieńca tego spod wywołanej mrozem czerwieni policzków i tak nie widać, wciska pomiędzy otaczające ją kobiety. Te, odbierając zachowanie dziewczyny jako gest niecierpliwości, zaczynają podchodzić bliżej otwartych szeroko skrzydeł lekko zdobionych drzwi. Pomiędzy dwójką witających gości zarządców hotelu pyszni się gruby, czerwony dywan odprowadzający wchodzących aż na wewnętrzne schody.

W drzwiach następuje minięcie. On, uśmiechając się, skłania krótko, po żołniersku, głowę. Gromada kobiet odpowiada na to płynnymi dygnięciami. Zamykająca korowód czerwono-złota dziewczyna dołącza do dygnięcia mrugnięcie okiem. Niespotykane, nawet biorąc pod uwagę jej wiek.

Mężczyzna nie wie co ma o tym myśleć, ale już nie żałuje, że jednak ominął rozgrywki szachowe na stancji i zdecydował się przyjść tutaj. Cieszy się na nadchodzący wieczór.

Podobnież na nadchodzący wieczór cieszy się dziewczyna. Waha się jednak, czy wysoki młodzieniec sprzed wejścia dobrze zrozumiał jej sygnał. Chodziło przecież o…

Pochylony nad biurkiem mężczyzna odłożył pióro i odsunął się razem z krzesłem. Z wyraźnym bólem wyprostował plecy, strzelił palcami naciągniętych nad głową dłoni, poprawił opadające na czoło włosy. Zdjął i przetarł okulary, przysunął je obok pióra. Sięgnął po szklankę z herbatą, ale ta okazała się zimna. Wstał, poszedł do kuchni i wylał pełne fusów resztki do zlewu. Nalał do czajnika lekko pożółkłej wody i nastawił nad gazowy palnik. Oczekując na przeciągły gwizd zwiastujący wrzenie usiadł na stołku, przechylił mocno głowę i wpatrywał się w stojącą na porcelanowej nóżce żarówkę okrytą drucianym abażurem. Siedział tak w absolutnej ciszy, która dla niego ciszą w żadnym wypadku nie była. Chwilę przerwało dopiero narastające bulgotanie spod przykrywki czajnika.

Mężczyzna westchnął na to, westchnął ciężko. Nie miał ochoty na rozstrajanie sobie słuchu gwizdem. Wstał szybko i, jakby rekompensując sobie tę stratę energii, flegmatycznymi ruchami zrobił kolejną szklankę herbaty. Pomieszał niedbale fusy łyżeczką i podszedł do drzwi. Przystanął. Popatrzył jeszcze chwilę na żarówkę.

Wiedział już, co dziewczyna ma na myśli.

Zdjęcie pochodzi z Wikipedii.

Twój bloger,

autograf

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Mam na imię Andrzej. Jestem psychologiem biznesu i strategiem od skuteczności, a także pisarzem i scenarzystą.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, na jeden z moich podcastów, na konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies