Miniówki, Katany i Eksplozje

 

Tak w skrócie prezentuje się Sucker Punch, jeden z najbardziej skrzywionych filmów, jakie tylko potrafię sobie przypomnieć. Nie miałem wobec niego wielkich nadziei, ale ekstatyczne relacje znajomych jednak mnie na wycieczkę do kina skusiły. I jak?

Fabuła nie powala

Normalna inaczej dziewczyna trafia do szpitala psychiatrycznego będącego też od czasu do czasu przybytkiem zupełnie innych rozrywek. Decyduje się nawiać w rekordowym tempie i rozpoczyna swoją dziką misję razem z grupą seksownych koleżanek.

Powala za to pomysł na ucieczkę

Jego realizacja i użyte z tej okazji efekty specjalne. Bohaterki trafiają bowiem w pewnych kluczowych momentach fabuły do światów wyjętych prosto z gier wideo. Aby uskutecznić skok przez szpitalny płot muszę się przecież przygotować, zebrać co potrzeba. A te potrzebne cosie są ni mniej, ni więcej tylko celami ich kolejnych misji.

W osiągnięciu składowych swojego głównego zadania przeszkadzać im będą, a jakże:

  • Pięciometrowe pomniki samurajów,
  • Steampunkowi żołnierze niemieccy z okresu pierwszej wojny światowej,
  • Orkowie,
  • Smoki,
  • Androidy,
  • i jeszcze paru pobocznych.

Sceny walk z wyżej wymienioną menażerią to absolutne mistrzostwo grafiki komputerowej. A także przesadzenia, przekoloryzowania i dopakowania zwierzęcymi anabolikami każdego dostępnego kilobajta produkcji (film ma dystans do samego siebie, co się ceni. Niestety, do czasu. Ale o tym trochę dalej).

Spójne i bardzo smaczne światy oraz przegięte chorą ekwilibrystyką pojedynki szybko wprowadzają widownię w specyficzny klimacik. Przestaje nam przeszkadzać, że filigranowa laska obrywa kopniakiem od dwupiętrowego posągu, przebija sobą solidny mur i orze twarzą pokaźny fragment marmurowej posadzki. A potem ochoczo wstaje i niedbałym ruchem poprawia włosy (bo przecież jedynie ten skromny loczek ucierpiał podczas całej sekwencji). Sięga też po miecz i, niczym zawodowy ninja, rozprawia się z przeciwnikiem w kilku cięciach. Abstrakcja goni abstrakcję. I o to chodzi!

Muzyka też niezła

Nie dość, że szlifuje klimat i dodaje scenom energii, jest też istotna fabularnie. W będącym teatrem działań psychiatryku stosowana jest (czy z powodzeniem – na to pytanie niestety odpowiedzi nie poznamy) terapia zakładająca parowanie emocji ze słyszanymi melodiami. W związku z kilkoma przyjemnymi założeniami wszystko to dosyć bezpośrednio prowadzi do rozpoczęcia się prawdziwego filmu (no wiesz, tego ze smokami i robotami). Ponadto, zamienia wiele z ujęć na swoiste teledyski. Uwielbiam takie zagrania.

A teraz dowiemy się jak zepsuć dobry film

Kilkoma linijkami tekstu i doborem kraju, pod który się szykuje premierę.

Największą siłą Sucker Punch jest jego płytkość. No, ludzie. Przecież to dwugodzinny festiwal machania mieczami i spluwami przez grupkę ubranych w szkolne mundurki dziewczyn. Sceny walk mają być efektowne i potężne. Fabuła powinna z grubsza to wszystko sklejać razem i przede wszystkim nie przeszkadzać. Od zakończenia wymagamy zaś jedynie epickiej spektakularności.

Niestety, jako że grupą docelową filmu są amerykańskie nastolatki, trochę się to wszystko prezentuje inaczej. W całym filmie jest bodajże jeden moment, w którym widzimy krew. Zresztą krótki, artystyczny i bardzo tragiczny. Tutaj jednakże to typowe dla Stanów ugładzenie wybaczam – dzięki niemu dostaliśmy w gratisie steampunk i androidy. Kolorytu nigdy mało.

Choć przykro mi to mówić, fabuła i zakończenie już się tak łatwo nie wywiną. Mniej więcej do trzech czwartych filmu wszystko jest okej. Klimat psychiatryka gęstnieje z minuty na minutę, wizyty w innych światach wkręcają a dialogi upływają banalnie i bez większego sensu. Niestety, już pod koniec scenarzystom coś odbiło i poupychali gdzie tylko im się zmieścił kursor pseudointeligentne rozkminy mające ewidentnie poruszać romantyczne serca amerykańskich nastolatek.

Bohaterki filmu znają się fabularnie trzeci dzień. Nie, nie pojmę, dlaczego traktują się jak siostry i nawet do upadającego na kafelki ziemniaka odnoszą się z patosem przywodzącym na myśl motywacyjne przemówienia Williama Walace z filmu Braveheart.

Teoretycznie nieszkodliwa bzdura psująca calutki obraz filmu (wraz z zakończeniem).

Czyli?

W dalszym ciągu warto. Parafrazując wypowiedź mojego znajomego, ten film zdefiniował na nowo, jak powinien wyglądać porządny film dla nerdów. Jeśli się do tej jakże znamienitej grupy społecznej poczuwasz – masz ode mnie questa. Wio do kina!

Tylko weź ze sobą gameboya, by mieć co robić podczas głębokich wynurzeń bohaterek.

Twój blogger,

autograf

// Gaming add-on

Jako że film jest skierowany przede wszystkim do Graczy, oczekiwałem wielu nawiązań. Trochę się zawiodłem. Nie ma ich zupełnie w dialogach (jakieś bzdurnie wstawione It’s a me! Mario! naprawdę by nic zepsuło. Serio!), ale odnajdziemy całkiem sporo w designie. Psychiatryk wygląda jak Arkham, samurajowie trącą mi serią Dynasty’s Warriors i filmami Johna Woo (odlatujące ptaki & stuff). Potem wpadamy na Helghastów w świecie gry Iron Storm; piękny koktajl Władcy Pierścieni (Uruk-Hai!) i Dragon Age’a oraz coś pomiędzy Vanquishem i Crysisem. Scenografia zakończenia z kolei na kilometr pachnie Nuka-Colą.

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies