Mężczyzna Wzrokiem – Kobieta Ustami

 

Wybrałem się ostatnio z przyjaciółką (jej pomysł, ale bardzo dobry!) na jedyny w Polsce pokaz filmu dokumentalnego El Bulli. Opowiada on pełen sezon z życia historycznej już, jednej z najsłynniejszych restauracji na świecie, której ekipa sześć miesięcy w roku spędzała w barcelońskim laboratorium w celu znalezienia kolejnych, ekskluzywnych w skali świata smaków i potraw. (A przez pozostałe sześć miesięcy robiła grubą kasę na codziennym, pełnym obłożeniu sali).

Seans ten został zorganizowany w warszawskim kinie Atlantic i podciągnięty pod cykl 1/100. Liczbowy zapis nazwy projektu oznacza limit stu biletów na każdą odsłonę oraz jednego zaproszonego gościa specjalnego. Tym razem był nim Maciej Nowak, znany krytyk kulinarny (i nie tylko). Przyznam się, że nie znałem tej postaci. A szkoda, gdyż po powrocie do domu przeczytałem ciągiem jakieś dwadzieścia jego tekstów, nie patrząc nawet, czy interesuje mnie dany lokal czy nie. Pewnie niebawem doczytam spis do końca i będę czekał na nowe odcinki.

Wiedziałem, że będę czytał jego teksty jeszcze w trakcie spotkania. Otóż osoba o tak lekkim sposobie wysławiania się i równie interesujących wnioskach snutych na podstawie inteligentnie dobieranych informacji musi umieć zaciekawić słowem. I, no cóż. Umie.

Nie piszę jednakże tej notki tylko w celach pochwalnych. Otóż Maciej pokusił się w trakcie rozmowy o bardzo ciekawą tezę. Uznał mianowicie, że kuchnia dołącza od niedawna do grona sztuk wyzwolonych. Rodzących się ze sztuk zdominowanych tradycyjnie przez męskie postrzeganie świata, czyli przekaz w formie dostrzegalnej prostymi zmysłami, wzrokiem i słuchem.

Kolejne wydarzenia z cyklu 1/100:
8.10 „Chodorkowski”
19.11 „Miejsce wśród gwiazd”
3.12 „Gunnar szuka Boga”

Malarstwo, przy całej swojej złożoności symbolicznej, dostrzec nietrudno. Logicznego rozróżniania kolorów, razem z nazewnictwem, uczymy się już w przedszkolu. Obrazy zresztą (przynajmniej te nie-nowoczesne) pokazują najczęściej pewien znany oglądającemu wizerunek przedmiotu, osoby lub miejsca. Kępę drzew, statek, trójkę mężczyzn z psem. Kwestią była forma. Podobnie rzecz się miała z muzyką – przez długie lata szło jedynie o melodię i rytm. Lecz nawet dziś większość utworów niesie ze sobą pewien ściśle określony ładunek emocjonalny, możliwy do zrozumienia dzięki użytym instrumentom, słowom wokalu, częstotliwości kolejnych nut.

W kontraście stoi tutaj gotowanie, sztuka oparta o smak i zapach. To, że gniew ma kolor czerwieni i brzmi szybkimi, ostrymi nutami – wiemy. Ale jak gniew smakuje i pachnie? Gruszką? Pieprzem?

Skomplikowanie formy przekazu nazwał Maciej kobiecym. Trudniejszym do zrozumienia, wymagającym większej subtelności (tak jak nowocześniejsza muzyka, współczesne malarstwo lub, no właśnie, gotowanie). Dlatego też i wyzwolonym, związanym z rozwojem danej gałęzi (w użytym przed chwilą nawiasie, aż dwie z trzech dziedzin opatrzyłem określeniem dotyczącym teraźniejszości).

Spodobało mi się to myślenie.

A co Ty myślisz o takim podziale?

Zdjęcie pochodzi z Wikipedii.

Proponuje dyskusję Twój bloger,

autograf

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Mam na imię Andrzej. Jestem psychologiem biznesu i strategiem od skuteczności, a także pisarzem i scenarzystą.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, na jeden z moich podcastów, na konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies