Idziesz na koncert kolesia reklamowanego jako niespotykane reagge. Stajesz mniej więcej w połowie odległości pomiędzy sceną a drzwiami, żeby nikt nie wziął Cię ani za nudziarza, ani za fana. Czekasz, bo nie kojarzysz nazwiska. Jesteś tam, bo polecano.
Po chwili gasną światła, idą spoty, background zaczyna miksować jakieś nieźle brzmiące beaty. Robi się swojsko, wczuwasz się w klimat. Nagle wychodzi na środek koleś. Bierze mikrofon i wita się staroświeckim Yo people! na które reagujesz chwilowym dołączeniem się do aplauzu. Ale potem zwyczajnie pękasz. Widzisz bowiem jego podskakujące w rytm ruszania się po scenie pejsy. Ogarniasz, że ubrany jest w chałat. I po chwili dopiero dociera do Ciebie, że profesjonalnie klepany przez niego tekst jest w stu procentach o Bogu, religii i wierze w nadzieję.
Ortodoksyjne reagge
Facet pochodzi z Nowego Jorku i od lat studiuje zarówno religię jak i chasydzkie tradycje. Kręci go hiphop i reagge. Popiera pokój, nie lubi przemocy. I w pewnym pięknym okresie swojego życia (coś koło pięciu lat temu) zdecydował się wziąć to wszystko i połączyć. Nieść światu ogień pokojowej muzyki wysokiej jakości i do tego dobrze się bawić.
Już same historie powstawania jego dzieł są ściśle związane z wiarą. Parę lat temu Matisyahu zdecydował się przerwać koncertową passę rozpoczętą po pierwszych sukcesach i wybyć do kraju, gdzie wszystko się zaczęło. Do Jerozolimy. Przerobił tamże setki swoich spostrzeżeń dotyczących Tory pod czujnym okiem nauczyciela, na treść piosenek. Gotowy materiał muzyczny powstał już gdzie indziej – w Wielkim Jabłku i na Jamajce – podczas współpracy z legendami branży. A wszystko w celu propagowania pacyfizmu i wiary w Boga.
Uliczny posłaniec
Może to tylko ja, ale takie inicjatywy są po prostu genialne. Nie starają się być cud-miód-wychuchane, potrafią sięgnąć po uliczne środki przekazu (np. bardzo agresywne ale i, co za tym idzie, konkretne Youth). Są przez to skuteczne. A dokładnie ta cecha, skuteczność, powinna towarzyszyć każdemu projektowi mającemu na celu jednoczenie świata. Poprzez proszenie o pokój, poprzez pomaganie innym. Poprzez uśmiech.
Matisyahu daje nam jasno do zrozumienia, że bez wypełnienia naszych serc miłością niewiele zdziałamy. I właśnie dlatego nie mogę się doczekać jego występu w lipcu. Chcę zobaczyć tę moc na scenie. A do czasu Festiwalu będę sobie oglądał klipy, takie jak poniższy.
Będący hymnem tegorocznych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver utwór pod tytułem One Day. Enjoy.
Wszystkie odcinki cyklu Open’er dostępne są tutaj.
Twój blogger,