Open’er #2 – Pearl Jam

 

Już w drugim odcinku Open’era gościmy prawdziwą gwiazdę. Mających swe korzenie prawdziwe dekady temu, istniejących też już parę ładnych latek prekursorów grunge’u. Dobrego grunge’u, konkretnego, bez żadnych ugrzecznień tudzież pogodnych wydźwięków. Nie. Bo panowie z Pearl Jam znają życie trochę za dobrze, by mieć jeszcze jakieś złudzenia względem jego natury. Jedną zaś z ich lepszych cech jest szczodrość. Mądrością swą się bowiem z nami podzielili już wielokrotnie, na przeszło dziesięciu albumach. Dorobek mają iście spory. Tylko pozostaje teraz pytanie, co nam zaprezentują w lipcu?

Ciężko powiedzieć. Spokojne kompozycje to na ich późniejszych premierach taki sam standard, jak historyjki o seryjnych mordercach z czasów debiutu (na przykład fenomenalne Once z płytki Ten). Na pewno możemy liczyć na charakterystyczne, melodyjne i fajnie przesterowane riffy, skomplikowaną perkusję oraz, oczywiście, lekko bełkotliwy wokal nieśmiertelnego Eddiego Veddera. Nie zawiedziemy się też czekając na ekstremalnie energetyczne refreny, przy których nawet nie chce się już podskakiwać w rytmie. Chce się miotać.

Tak. Chłopaki są stanowczo jednym z filarów tegorocznego festiwalu. Jedną z nazw pisanych na plakacie największą czcionką. A ogółowi amatorów sensownej muzyki nie pozostaje nic innego jak przyznanie temu stanowi rzeczy zupełnej racji. Na swoją pozycje wśród innych rockowych zespołów zasłużyli w pełni.

Nie mogę się doczekać, by zobaczyć ich na żywo.

A wszystko zaczęło się u mnie od jednego z bardziej znanych kawałków zespołu: Alive (też z płyty Ten, która, nawiasem mówiąc, wzięła nazwę od numeru na koszulce korzykarza Blaylocka, którego nazwisko miało pierwotnie być nazwą zespołu jako takiego). Utwór ten, podobnież jak pozostałe dwa ze wspomnianego w początku notki zestawu dzieł traktujących o seryjnym mordercy (tzw. Mamasan Trilogy) powstał jako instrumentalne demo mające na celu ściągnięcie zdolnych tekściarzy i piosenkarzy by dokończyli aktu kreacji i, przy okazji, uzupełnili skład rodzącego się dopiero Pearl Jam.

Na przynętę dał się złapać nie kto inny, lecz właśnie jego przyszły i współczesny frontman, Eddie Vedder.

Potem się już potoczyło. Historia muzyków jest na tyle rozbudowana, że polecam ją jako osobną lekturę – sporo wyjaśnia, daje nam możliwości do wyłapywania niezliczonych smaczków ukrytych w piosenkach oraz, co tu dużo kryć, jest po prostu wciągającą lekturą.

A tymczasem, Alive.

Wszystkie odcinki cyklu Open’er dostępne są tutaj.

Twój blogger,

autograf

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies