Kozak w polu owsa

 

Jaram się dorobkiem Marshalla od lat. Od pierwszego przesłuchania The Eminem Show gdzieś w środkowych latach podstawówki aż po dziś dzień nie ma takiego tygodnia, bym nie przerobił paru jego piosenek. Nie ma takiej empetrójki, na której bym nie trzymał choć kilku jego kawałków. Nie ma takiego grona znajomych, z którymi bym o nim czasem nie pogadał. Nie ma większej sesji Singstara bez Without Me. Nie ma wreszcie wypadu na Open’era (tak, wiem, relacja kiedyś się pojawi, luz) bez gromadnego rapowania Lose Yourself (Kuba, Tomek, zacnie było!).

Lubię jego podejście do rymów, wyczucie rytmu, siłę beatów, inteligencję w przekazie i elastyczność słów. I w związku z tym faktem zniosę nawet Rihannę. Która, szczerze mówiąc daje sobie cokolwiek radę w tych swoich refrenach (szczególnie miłe wrażenie robi didżejskie zatrzymanie muzyki po jej pierwszym refrenie. Foniczna wersja ogłoszenia: tej pani dziękujemy, wchodzi król). Popowa gwiazdusia nie wcina się mistrzowi w zwrotkach, więc i nie przeszkadza w odbiorze całości.

But I still fight!

A odbioru tego bardzo mi było trzeba. Naprawdę cisnących po twarzy piosenek Emiego ostatnio było jak na lekarstwo. Oczywiście, zawsze mogę sięgnąć do któregokolwiek z niesamowicie bogatego wachlarza albumów i po prostu zapuścić coś randomowego, ale preferencje mam dosyć ścisłe. U najlepszego z białych raperów przede wszystkim cenię produkcje epickie. Najczęściej te zawierające w tle werble lub do werbli nawiązujące ogólnym uderzeniem. Te militarne, anarchistyczne, nawołujące do movementu. A tych jest relatywnie mało (daj spokój, pamiętam moje pierwsze spotkanie z Like Toy Soldiers jakby miało miejsce wczoraj).

Zależy mi na utworach reprezentujących siłę, przydatnych w trudnych chwilach. Na takich, które mogę sobie puścić tuż przed istotnym wyzwaniem i zaufać, że naładują mi wszystkie bateryjki w najwyżej trzech czwartych pojedynczego przesłuchania. Wspomnianego już Lose Yourself nic chyba w tej materii nie przebije, ale nie można poprzestawać na laurach po poznaniu dotychczasowego zwycięzcy. Nigdy nie wiesz, kiedy znajdziesz nowego.

Love The Way You Lie nim nie jest. Ale brzmi świetnie, Emi na teledysku emanuje tym co w nim od tylu lat lubię i słucha się ogółem przyjemnie. To dobry kawałek.

A Tobie jak podchodzi?

Skleił Twój blogger,

autograf

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies