Recenzja – Elbow: Seldom Seen Kid

 

Zespół, który odkryłem dosłownie tygodnie temu. Chłopaki z różnych stron świata, grupowo korelują się z kulturą Manchesteru. Powstali gdzieś w czeluściach lat dziewięćdziesiątych odnosząc mniej lub bardziej spektakularne sukcesy. Przyrównani przez pierwsze recenzje do takich molochów jak REM lub U2 nie spoczęli na laurach, lecz rozwijali się dalej. Współcześnie są już całkiem rozpoznawalni. Prawdziwie genialne recenzje zbiera jednakże ich najnowsza płyta, datowana na drugą połowę 2008 roku – Seldom Seen Kid.

Co zabawne – jej klimat jest raczej odmienny od tego, czym byliśmy raczeni na poprzednich albumach. Zamiast alternatywnego, delikatnie psychodelicznego rocka, melodyjnego wokalu frontmana oraz prób sięgania po różne klasyczne środki przekazu tym razem jest… Dawniej. Część piosenek, choć nagrywana na współczesnych instrumentach, brzmi jakby pamiętała jeszcze występy live takich sław jak Dalida czy, chociażby, młodzi Stonesi. Co zaś najważniejsze – te właśnie utwory sprawiają, że przy odpowiednim nastroju można zwyczajnie wylecieć z kapci.

Najbardziej charakterystycznym kawałkiem z płyty bez wątpienia jest “Grounds for Divorce”, tło dźwiękowe zwiastunu szóstego sezonu House MD (tutaj). Ascetyczna linia melodyjna, którą o wiele bezpieczniej nazwać samym rytmem, idealnie podkreśla specyficzny głos Guya Garvesa. Pojawiające się okazjonalnie chóry, partie klawiszowe lub przebijająca spod perkusji gitara dodają całości smaczku, jaki uświadczylibyśmy w remake’u “Żądła” przygotowanym przez twórców “Dark Knighta”. Agresywny riff na zdrowo przęgiętej gitarze świetnie zgrywa się z rytmicznymi uderzeniami pianina. A nie wspomniałem przecież jeszcze o genialnych lyricsach, z których – prawdziwie po męsku – bije raczej wściekłość wynikająca z bezsilności niż faktyczny smutek. Koniecznie polecam obejrzeć oficjalny teledysk, idealnie ilustruje to co słyszymy. Do znalezienia na samym dole.

Ponadto absolutnymi “must hear” z płyty są takie perełki jak “Bones of You” – dziwny utwór, od którego przechodzą po plecach ciarki. Ciekawy wokal, rytmiczna gitara, szybsza niż zakładalibyśmy perkusja. Wszystko to składa się na towarzyszące nam podczas przesłuchiwania uczucie tęsknoty, delikatnego osamotnienia.

Zostającym na długo w pamięci utworem jest także nie dające się umieścić w żadnej szufladce “An Audience With The Pope”. Czy to jeszcze rock? Czy to w ogóle można nazwać alternatywnym indie? Ciężko stwierdzić. Rozbicie gatunkowe pochodzi głównie z oparcia całej (liczonej w niecodzienny sposób) melodyki o pianino i tarkę. Które i tak są niczym więcej jak jedynie przygrywką dla śpiewającego Garvesa, dialogującego z samym sobą o poświęcaniu się z prawdziwie trywialnych przyczyn. Tak zjadliwie przekazany cynizm to potężne in plus w ogólnym rozrachunku kunsztu twórczego chłopaków z Manchesteru.

Z dziennikarskiego obowiązku muszę jednakże wspomnieć o jednym minusiezupełnie nie przemawia do mnie taka konstrukcja jak “Starlings”. Może jest zbyt awangardowa, nawet jak na moje gusta; może zbyt mnie przestraszyła nagłym atakiem arcygłośnego… czegoś(?) podczas pierwszego przesłuchiwania. Tak czy inaczej, może Wy się w niej zakochacie. Ja jestem na nie.

Dodając jednakże do mojej wyliczanki nieprzyzwoicie wkręcające “The Fix” oraz jedyną prawdziwie pogodną piosenkę z albumu – “On A Day Like This” – oraz inne, mniej zostające w pamięci, lecz wciąż świetne piosenki, nie zostaje mi nic innego jak szczerze Was zachęcić do zakupu najnowszej płytki zespołu Elbow. Jest świetna, starcza na bardzo wiele przesłuchań; oferuje różnorodne klimaty połączone jednakże zwiewną nitką wspólnego przesłania.

Utwory sprawiają wrażenie napisanych jednego wieczoru, ich wydźwięk zmienia się wraz z ilością pustych kufli na stole i wydmuchanych serwetek na podłodze. Czuć, że artyści mierzyli się z jakimś problemem. I, no cóż, chyba mu dokopali!

Warto, naprawdę warto (szczególnie, że to nie jest ani trochę “moja muzyka”, wolę albo mocniejszy rock albo delikatniejszy jazz; a jednak nie mogę się od niej oderwać. A to ładnie świadczy o jakości).

Wszystkich chętnych na dalsze dywagacje o zespole zapraszam do dialogu w komentarzach.

A czy Wam przypadli do gustu?

———– Elbow: Grounds for Divorce ———–

Zrecenzował Twój blogger,

autograf

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Robię sporo rzeczy.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, jeden z moich podcastów, konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies