Autor: Andrzej Tucholski | 22 stycznia 2017 | Komentarze:
Czas czytania: około 35 minut

Umowy Śmieciowe – odcinek pierwszy

Cześć. Mam dla Ciebie przedziwną, ale chyba super fajną wiadomość! Jakiś czas temu zacząłem pisać krótkie opowiadanie. Potem zamieniło się w długie opowiadanie. Potem je skasowałem, napisałem od nowa i chyba, powoli, staje się książką. Będę ją teraz publikował na tym blogu!

Nazywa się „Umowy Śmieciowe” i jest to, przynajmniej w mojej ocenie, historią o nietrafionym rozwiązywaniu problemów. A przynajmniej taki dopisek sobie machnąłem na roboczej wersji okładki :)

O co chodzi?

Młoda dziewczyna przyjeżdża po studiach do Warszawy, do pracy. Na miejscu szybko dowiaduje się paru rzeczy. Po pierwsze, nie ma tej pracy i musi sobie radzić inaczej. Po drugie, nie każdy będzie względem niej fair. Po trzecie, może nie wszystko stracone?

Zobaczymy.

Jak to będzie wyglądać?

Nowe rozdziały będą się pojawiać co kilka tygodni. Chcę wycelować w przynajmniej jedną premierę miesięcznie.

Czy się uda? Zobaczymy.

Serial do czytania!

Mam też taką małą ochotę, by nazywać kolejne rozdziały odcinkami. Skoro prezentuję tę historię w formie pewnego cyklu, to już jesteśmy o krok od serialu. A ja kocham seriale. Odkąd pozwoliłem sobie na wolność nazywania tej serii jak tylko chcę, pracuje mi się nad nią dwa razy przyjemniej. To po pierwsze. Po drugie – trochę by mi było niezręcznie używać tak „prawdziwych” i ważnych dla historii literatury w Polsce określeń jak „powieść w odcinkach”. Powieść w odcinkach to pisał Sienkiewicz. Czuję się mi pewniej, gdy zachowuję do dawnych mistrzów duży dystans :)

A po trzecie – zawsze mnie cieszy, gdy robię coś nowego. Nawet jeśli na drobną skalę. Nazywam więc dla zabawy „Umowy Śmieciowe” serialem do czytania i zobaczę, jak uda mi się ten eksperyment przeprowadzić z największym zyskiem dla Czytelnika. Sam jeszcze nie wiem, jakie dokładnie niesamowite rzeczy może nam taka dziwna, nowa forma publikacji przynieść. Nie mogę się powstrzymać, by nie spróbować :)

(EDIT: W kwietniu chcę tylko tutaj dopisać, że doszły mnie słuchy, jakoby Wydawnictwo Znak w lutym nazwało jedną ze swoich publikacji serialem literackim! Tak czułem, że pewnie mądrzejsi ode mnie już wcześniej działali w tę stronę. Ekstra <3)

Jaki mam w tym cel?

Moim celem jest tutaj, przede wszystkim, trening. Lubię pisać i ciekawi mnie spróbowanie tworzenia czegoś tydzień po tygodniu, tak jakby na żywo. Mam tendencje do przesadnego przygotowywania wszystkiego zawczasu. Jestem więc zdeterminowany sprawdzić, czy potrafię skutecznie operować w zgoła odmiennym środowisku. A jeśli okaże się, że nie potrafię – nauczyć się :)

Wersji do ściągnięcia (pdf, mobi, epub) na razie nie planuję, ponieważ nie wykluczam dalszych poprawek wdrażanych w toku „życia” tego projektu (o proszę, pierwsza zaleta serialu!). Pewnie przygotuję coś zbiorczego na koniec, ale hej, nie gadajmy o końcu w trakcie pierwszego dnia!

Obrazki jak zwykle przygotowałem sobie sam. Nie umiem w grafikę, ale bardzo lubię w grafikę, więc wierzę, że dacie mi tutaj trochę luzu :)

Ostatnie, ważne sprawy przed startem

Za profesjonalną redakcję i korektę książki odpowiada Kinga Kasperek. Dodatkowy rzut oka zaoferowała celna Monika Kondela. W nieoceniony sposób pomogli mi też: Marzena, Michał, Anna, Ola oraz Natalia. Bardzo Wam dziękuję i ze wszystkim sił trzymam kciuki, by nie był to dla Was czas zupełnie zaprzepaszczony ;)

Jeśli chcecie być na bieżąco z kolejnymi odcinkami tej opowieści to polecam zapisać się do blogowego newslettera, Tajemnej Listy. Macie wtedy sto procent pewności, że nowy epizod przygód Hanny trafi na Waszą skrzynkę. No i… chyba tyle. Innym zachowaniem, do którego mam tendencje, jest przedłużanie wstępów, bo zawsze wydaje mi się, że jeszcze za mało wszystko wyjaśniłem. To też pora zakwestionować.

Skoro robię jeden eksperyment, to warto od razu do niego dorzucić i drugi. Krótki wstęp i zostawienie wrażeń Wam :)

Korci mnie napisać teraz „3… 2… 1… Let’s jam!” ale chyba stres mi na to nie pozwala.

Niech będzie zatem prosto. Zapraszam do lektury! :)

 

[Spis odcinków: pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, kolejne wkrótce]

 

Umowy Śmieciowe

Odcinek pierwszy. Początek sierpnia.

Hanna czuła, że czeka ją wyjątkowy dzień. Liczyła jednak, co najwyżej, na porządne odmalowanie pokoju.

Usiadła na piętach naprzeciwko brzydkiej ściany, noszącej ślady zerwanej tapety. Ułożyła przy niej wszystkie puszki z farbami. Od najciemniejszej, granatowej, po trzy śnieżnobiałe. Poprawiła je kilkukrotnie, by na pewno stały w równym rzędzie.

Po chwili wysypała przed siebie zawartość drugiej torby. Tym razem były to przybory malarskie. Folie ochronne, papierowe taśmy, kuwety, wałki, gąbki, pędzle różnej szerokości i długości, butelki wody demineralizowanej, rozpuszczalnik oraz kilka przedwczorajszych gazet, wyproszonych od pani w osiedlowym kiosku. Wszystko ułożyła na planie niewidzialnej siatki.

Dziewczyna zachowała równe odległości pomiędzy przedmiotami i zadbała, by folia malarska, teraz złożona w trójkąt, dobrze komponowała się z trzema, uszeregowanymi według długości, pędzlami.

„Podobno będzie lepiej” – głosił zajmujący pół strony nagłówek gazety wybranej na wierzch stosu papierów.

Jedna gąbka nie pasowała do całości, więc Hanna odrzuciła ją za siebie, daleko od doskonałego schematu. Dziewczyna wstała, przysunęła drabinę bliżej swojego dzieła i wspięła się na najwyższy stopień. Położyła się na nim na brzuchu i, trzymając w wyciągniętych rękach telefon komórkowy, zrobiła zdjęcie gotowej, remontowej kompozycji. Farby i przybory prezentowały się teraz wyjątkowo estetycznie, niczym z katalogu sklepu. Trochę tak jak pewnie wyglądały obozy dawnych armii szykujących się do wielkich bitew, z namiotami, wozami z zaopatrzeniem i okopanymi placami na apele. Wszystko było na swoim miejscu i czekało tylko na sygnał do pracy.

Fotografia szybko została skadrowana do kwadratu, obłożona obowiązkowymi filtrami i wgrana na konto na Instagramie.

„Już prawie. #NowyDom #TerazWarszawa #gridphoto” – głosił jej status.

„Hej Hanieczka, nie daj się tam!” – po chwili pojawił się pierwszy komentarz. Młodsza siostra, dopiero kończąca gimnazjum. Chyba jedyna osoba na świecie, która szczerze cieszyła się z wyborów zawodowych Hanny.

„Lublin tęskni #weźczasemwpadnij” – odezwał się też dawny kolega Hani. Siedzieli razem na matmie w ogólniaku, w Staszicu. Ona była leworęczna, więc siedziała z lewej, on był praworęczny, więc siedział z prawej. Żadne z nich już chyba nigdy nie miało mieć lepszego partnera do ściągania na klasówkach. Na studiach kontakt trochę im się rozluźnił.

Hanna przeczytała jeszcze dwa komentarze i sprawdziła liczbę serduszek. Było ich 19, więc mniej więcej tyle co zwykle, może tylko odrobinę mniej niż przy zdjęciach z rodzinnego domu, z Lublina.

Już miała wyłączyć aplikację, gdy telefon zawibrował jej w dłoni. Na ekranie błysnęły cyfry nieznanego numeru. Dziewczyna odwróciła się, nadal na drabinie, i siadła na schodku, podsuwając kolana pod brodę. Lewą ręką trzymała się stelaża, więc odebrała połączenie, przesuwając nosem po ekranie.

– Tak? – spytała.

– Dzień dobry, z tej strony sekretariat działu kadr firmy Roundtable Solutions, informuję, że dla pani wygody rozmowa jest nagrywana w celu poprawienia jakości świadczenia usług, mam nadzieję, że nie przeszkadzam, czy zastałam panią Hannę Wróbel, która miała zacząć u nas pracę od poniedziałku? – zatrajkotał kobiecy głos. Jego właścicielka była zdenerwowana.

Hanna otworzyła usta, by odpowiedzieć, i natychmiast je zamknęła.

Wzięła długi wdech.

Spojrzała przez okno na korony drzew zdające się drżeć od gorącego powietrza.

Wypuściła powoli powietrze nosem.

– Tak. Co to znaczy: „miała zacząć”? – spytała wreszcie.

– Ojej – wymsknęło się pani z działu kadr.

– Ojej?

– Przepraszam najmocniej.

– Za co?

– No bo liczyłam, że uda mi się jakoś łagodniej przekazać.

Wdech.

Zza okna dobiegało głośne ćwierkanie ptaków.

Były młode i głodne.

Wydech.

– Co łagodniej przekazać?

– Pani Hanna Wróbel?

– Nadal ta sama co przed chwilą.

– Z największą przykrością muszę panią poinformować, że w związku z zamrożeniem części budżetów przez centralę firmy w Wielkiej Brytanii musiały zajść pewne zmiany kadrowe, których w absolutnie żadnym stopniu nie mógł przewidzieć ktokolwiek z nas. – Pani z działu kadr ewidentnie lubiła długie zdania.

Wdech.

Z oddali dobiegały stłumione dźwięki młota pneumatycznego. Remont przy skrzyżowaniu niepokojąco się przedłużał.

I wydech.

– Nie mam tej pracy – powiedziała głucho Hanna. Bardziej do siebie niż do telefonu.

– To nie tak, że pani jej nie ma, tylko na czas bliżej nieokreślony zostało przełożone spotkanie z panią, na którym miałby się odbyć ostatni element procesu rekrutacyjnego, czyli podpisanie umowy.

– Czyli jej nie mam – podsumowała Hanna. Lawinowe tempo rozmówczyni zaczynało ją nużyć.

– I tak, i nie, pani Wróbel, proszę nie przekręcać moich słów. – Głos pani z działu kadr robił się coraz wyższy. – Prawnie rzecz ujmując, nie nastąpiło zerwanie kontaktu z panią, bo to byłoby złamanie postanowień naszego listu intencyjnego, co jest zachowaniem trudnym z prawnego punktu widzenia, a przede wszystkim – nieetycznym. Firma Roundtable Solutions szczyci się wysokim poziomem traktowania zarówno aktualnych pracowników, jak i potencjalnych nowych, dlatego teraz dzwonimy.

Wdech.

Powietrze w pomieszczeniu pachniało rozpuszczalnikiem.

I wydech.

– Proszę pani – zaczęła Hanna. – Gdyby to było absolutnie nieszkodliwe przesunięcie terminu, nie użyłaby pani słów „łagodniejsze przekazanie wiadomości”. Pani dobrze wie, że dzwoni pani z informacją, która mi zupełnie rujnuje plany. Przecież przyjechałam do Warszawy specjalnie dla was.

– Proszę mnie nie łapać za słówka – rzuciła pani z działu kadr, teraz już wyraźnie obrażona. – Nie można tak upraszczać, mówimy o złożonych procesach, poza tym to nie była moja decyzja, tylko osób z dyrekcji, i tak między nami, to sam dział kadr wcale nie miał w tym proce…

– Czy to wszystko? – Hanna wcięła się w środek słowotoku.

– Wydaje mi się, że wystarcza…

– Dziękuję.

Hanna rozłączyła się. Nie lubiła przerywać ludziom. Nie lubiła nie móc się dogadać. W tej chwili nie lubiła też drabiny wżynającej jej się w tyłek. Ani Warszawy, do której być może przeprowadziła się po nic. Czuła się niczym łódź zerwana z cumy wchodząca właśnie w groźny i bezcelowy dryf.

Nie lubiła tych rzeczy.

Ale jeśli miała czegoś szczerze nienawidzić, nienawidziła ciężkiej, lepkiej bezradności, która brzydko skrzywiła jej całą twarz i wypełniła gardło gorzkim przedsmakiem płaczu.

Płacz jednak nigdy nie nadszedł.

Dziewczyna zeszła z drabiny.

Zamrugała kilka razy.

Popatrzyła na zablokowany ekran telefonu. Pojawiały się na nim kolejne komunikaty o ludziach lubiących jej najnowsze zdjęcie.

Popatrzyła na ułożone idealnie przybory malarskie. „Podobno będzie lepiej” – nadal mówił do niej nagłówek gazety. Hanna podniosła brwi, by lepiej przetrawić ironię tej sytuacji.

Podeszła do drzwi, zsunęła ze stóp stare, góralskie kapcie i już w samych skarpetkach zrobiła długi krok na czysty parkiet mieszkania. Kapcie zostały na brudnych tekturach wyłożonych na podłodze na czas remontu.

Zdjęła też brudne, bawełniane szorty i upaćkany dzięki–bogu–zapomniała–czym t–shirt. Ułożyła je równo koło zdjętego obuwia.

Stanęła na moment bez ruchu, by pozbierać myśli. Była wysoka. Jakimś cudem, pomimo ciągłego siedzenia przed komputerem, jej sylwetka trzymała względny pion. Co prawda od paru lat nie miała czasu regularnie trenować, więc nie wyglądała już tak smukle jak na początku studiów, ale nadal nie mogła sobie za wiele zarzucić. Co najwyżej wkurzały ją trochę uda.

Nadęła policzki wypuszczanym głośno powietrzem. Miała plastyczną twarz, na której każda mina wyglądała bardziej wyraziście niż u jej koleżanek. Pewnie zasługa wyjątkowo ruchliwych brwi. Te dwie wąskie kreski bez pudła zdradzały jej nastrój.

Hanna rozpuściła złapane gumką długie, kasztanowe włosy i związała je z powrotem, tym razem ciaśniej.

Przeszła się po zaskakująco zagraconym mieszkaniu. Jak na tak skromny wystrój i niewiele mebli jej współlokatorka, właścicielka lokalu, naprawdę przechodziła samą siebie w generowaniu chaosu. Drzwi do jej pokoju były otwarte na oścież, jak zwykle.

Wnętrze wyglądało, jakby ktoś tam wcześniej wytrząsnął całą zawartość szafy i wrzucił w środek tego bałaganu odbezpieczony granat. Czyli też jak zwykle.

Z leżących w przedpokoju waliz dziewczyna wyszarpała pognieciony, biały t–shirt. Powąchała jego rękawek. Pachniał świeżo, wiosennym płynem do płukania. Nadawał się. Wciągnęła go na siebie. Na dole nadal miała krótkie, bawełniane szorty, których nie chciało jej się rano zdejmować, zakładając drugie, robocze bawełniane szorty. W zasadzie mogła wychodzić.

Wsunęła na stopy permanentnie zasznurowane adidasy, zgarnęła z taboretu w kuchni swój laptop razem z ładowarką. Poklepała się wolną ręką po kieszeniach na udach, sprawdzając, czy ma komórkę i klucze.

Miała wszystko.

Wyszła więc z mieszkania na klatkę schodową i weszła do narożnej kawiarni przy dużym skrzyżowaniu, parę podwórek i jedną bramę dalej.

Ze zdenerwowania zupełnie nie zarejestrowała drogi pomiędzy.

W środku pachniało kawą i było chłodno. Klimatyzatory pracowały z pełną mocą, konkurując szumem z nieco zbyt głośno puszczoną muzyką. Dwie ruchliwe ulice za oknami też dokładały się do hałasu.

Kawiarnia „Porto” potrafiła drażnić zbyt dużym natężeniem dźwięku, ale wystarczyło mieć niezłe słuchawki i nawet można było w niej chwilę posiedzieć.

Hanna tym razem słuchawek nie wzięła.

Za długim barem z ciemnego drewna stała dziewczyna, której imienia Hanna jeszcze nie zdążyła zapamiętać. Pomachała więc do niej.

– Cześć. Jest Kot? – spytała.

Baristka przestała polerować ekspres i zarzuciła szmatkę na ramię. Miała misternie upięte, kruczoczarne włosy i bardzo wąską twarz.

– Cześć Hania. Nie, nie ma. Załatwia coś.

– Akurat jak muszę z nią pogadać.

– Zawsze musisz z nią pogadać, gdy tu wpadasz.

– Mogłaby się nauczyć, że jak idę, to ma tu być.

– Napiszę jej notatkę służbową.

– I poinformuj przełożoną.

Uśmiechnęły się do siebie.

– Słuchaj – powiedziała ze skrzywioną miną Hanna – bardzo cię przepraszam, ale chyba umknęło mi twoje imię. Przypomnisz mi, proszę?

Baristka wystawiła język.

– Nie.

Hanna uniosła brwi.

– Aha.

– Takie fakty. Nie chciało się słuchać, to teraz zapracujesz na tę cenną informację.

– A więc dobrze, Bezimienna Koleżanko. Nie dam się zaszantażować. Zamiast tego kawkę ładnie poproszę.

– Jakąś szczególną?

– Czarną.

– Widzę, że panna szaleje, droga panno Hanno – powiedziała baristka i dygnęła dystyngowanie. – No weź, zamów coś fajniejszego, a nie tylko tę czarną i czarną.

– Dobrze. W takim razie poproszę kawę taką, jak moja przyszłość, aspiracje zawodowe oraz chęci do życia.

Baristka zamrugała parę razy.

– Czyli malinową z bitą śmietaną?

– Nie. Nadal czarną.

Popatrzyły na siebie w milczeniu

– Śmieszek dziś z ciebie – mruknęła baristka.

– Odwołali mi pracę.

– Żartujesz.

– Nie, właśnie dostałam telefon. Dlatego wpadłam z Kotem pogadać. I popracować trochę.

– To bardzo słabo.

– Nie ukrywam.

– Dobra, to już cię nie zagaduję. Mogłaś od razu powiedzieć, że nie masz nastroju, a nie, o, wyciskać z siebie marne żarty.

Hanna spojrzała na nią spode łba.

– Okej, przepraszam – poprawiła się baristka i mrugnęła porozumiewawczo.  – Doskonałe żarty. Przyniosę ci kawę do stolika. Kamila też zaraz będzie. Nie ma teraz przerwy.

– Dzięki.

Hanna zostawiła banknot dziesięciozłotowy na ladzie i poszła do stolika w kącie. To było jej ulubione miejsce, centralnie pod dużym klimatyzatorem. Jego łopatki ustawiono pod kątem, więc zapewniał przyjemną kurtynę chłodu, ale spadała ona dopiero na ludzi siedzących kilka stolików dalej. W efekcie Hannie, póki co, udawało się nie złapać wakacyjnego zapalenia płuc.

W drewnianej podstawie siedziska ulokowano kilka gniazdek, więc dziewczyna podpięła laptopa i rozstawiła go przed sobą. Poczekała na załadowanie się systemu, wpisała hasło, poczekała na pokazanie się pulpitu. Otworzyła przeglądarkę i wstukała adres poczty.

„Brak połączenia z internetem” – odpowiedziała przeglądarka.

Hanna kliknęła w ikonkę sieci bezprzewodowej w rogu ekranu i zauważyła, że faktycznie, komputer nie złapał się z wybieraną wielokrotnie siecią „Infante Henrique”. Nie było jej nigdzie na liście.

– Hej, coś się stało z wifi? – spytała w stronę baru, podnosząc rękę.

Niestety, klimatyzatory, muzyka i ulica skutecznie ją zagłuszyły. Baristka znowu pucowała ekspres, stojąc tyłem do sali, więc machanie nie pomogło.

Hanna przewróciła oczami i zaczęła podnosić się z siedzenia. Krzyczenie nie wchodziło w grę przy jej dzisiejszym nastroju.

– Nie wstawaj. Internet nie działa – odezwał się z wyraźnym, choć miękkim, akcentem mężczyzna siedzący kilka stolików dalej.

Dziewczynie przyszło do głowy, że chyba jest Francuzem. Był postawny, po czterdziestce. Miał napomadowane włosy, zaczesane w duży lok nad prawą brwią, wysokie kości policzkowe, drogie ubrania, drogi zegarek i drogi komputer. Wyglądał na kogoś ważnego. Wrażenia dopełniały dłonie osoby, która nigdy nie pracowała fizycznie.

– Aha – odpowiedziała, nie wiedząc co odpowiedzieć.

Od przyjazdu do Warszawy rzadko z kimkolwiek rozmawiała. Poza Kotem, oczywiście, ale jeśli Hanna albo u niej mieszkała, albo przesiadywała w jej miejscu pracy, było to całkiem zrozumiałe.

Trochę przywykła do milczenia.

Inna sprawa, że do rozmawiania z zupełnie obcymi nie zaczęła przywykać w ogóle.

– Zgłosiłem to drugiej kelnerce. Kwadrans temu. Powiedziała, że jest jakiś remont i internet czasem znika. Poszła się dopytać, kiedy wróci. C’est curieux.

Jak na zawołanie gdzieś za oknami kawiarni znowu odezwał się młot pneumatyczny. Hanna siadła głębiej w fotelu, zamknęła laptopa, wsunęła twarz w dłonie i zgarbiła się od nagłego uderzenia zmęczenia. Zmalała tak, jakby uszło z niej całe powietrze. Nie zauważyła, że w międzyczasie podeszła do niej czarnowłosa baristka i położyła na stoliku kubek.

Francuz patrzył na dziewczynę z lekkim rozbawieniem.

– Widzę, że bardzo potrzebujesz tego internetu.

– Nie ukrywam, że by się przydał – burknęła Hanna spomiędzy dłoni.

– Musisz coś ściągnąć?

– Nie, nic takiego.

– Jeśli chcesz, mogę postawić hotspot z komórki. Na krótko. Ale nic nie ściągaj.

Hanna podniosła głowę. Uśmiechnęła się krzywo.

– Nie ma potrzeby. Też mam telefon. Ale dziękuję. Naprawdę.

– To czemu nie postawisz hotspota?

– Gdybym potrzebowała tylko internetu, nie byłoby problemu.

Francuz zmarszczył krzaczaste brwi. Po chwili się szeroko uśmiechnął.

– Nic nie rozumiem – ogłosił.

– Widzę, że się poznaliście! – dobiegł ich kobiecy głos.

Francuz i Hanna spojrzeli ku drzwiom kawiarni. Stała w nich Kot. Była niska, wyglądała na piętnaście lat. Tym razem oczy przysłaniała jej jasnoniebieska grzywka. W zeszłym tygodniu była różowa z białymi pasemkami.

Drobne kształty dziewczyny skrywał zawiązany krzywo czarny fartuch z nazwą kawiarni. Skinęła głową do drugiej baristki i dosiadła się do stolika Hanny. Z bliska wyglądała starzej, bliżej trzydziestki.

– Czy internet będzie? – spytał Francuz.

– Nie. – Kot przewróciła oczami. – Gadałam z ludźmi, nawet na moment ich namówiłam, by przestali fedrować tym złomem, ale nic więcej nie zdziałałam. Węzeł mediowy będzie rozkopany jeszcze dwa dni. Musimy więc tu siedzieć bez internetu, jak w latach dziewięćdziesiątych.

– Ale ja miałem internet w latach dziewięćdziesiątych – powiedział z uśmiechem Francuz.

– Louis. Nie denerwuj mnie. – Kot pacnęła go ręką w ramię. Spojrzała na koleżankę. – Hanna, poznaj Louisa. Od roku wpada tutaj co kilka dni, bo bardzo nie chce mu się pracować, i często narzeka, że ma jakąś trudną analizę na głowie. Jest w porządku. Minęliście się, bo ty ile jesteś już w mieście, dziesięć dni? No. To jego z kolei gdzieś ostatnio wywiało.

– Nie gdzieś, tylko do domu, do Paryża. Odwiedziłem centralę.

– Pewnie, żeby się spowiadać, czemu masz tak słabe wyniki. Albo bagietek się najeść.

Camille, nie mów tak. Moje wyniki są przynajmniej tak dobre jak twoje jedzenie. Te oskarżenia są bezpodstawne.

– Czarusiu ty. Louis, poznaj Hannę. Mieszkamy razem. Będzie pracować jako analityk w jakiejś korporacji i pewnie skończy tak jak ty. A ostrzegałam ją od dawna, że to zły pomysł.

Louis skinął głową.

– Jak ja, to znaczy bogata, ze szczęśliwą rodziną i w fajnym kraju? Hanna – Louis nie wymówił litery „h”. – ewidentnie potrafi się ustawić. Dzień dobry. – Skinął głową dziewczynie.

– Miło mi. – Hanna uśmiechnęła się i odwróciła do Kota. – Możemy przez moment pogadać? To pilne.

– To ja was, drogie panie, zostawię. Na dzisiaj, oczywiście, bo jutro też tu wrócę – Louis wstał, odsunął palcem pustą filiżankę w stronę baru i wziął pod pachę swój komputer.

Skłonił się nieznacznie i leniwym krokiem wyszedł z kawiarni. Nie minął nawet progu, a już przyłożył do ucha telefon komórkowy.

– Lubię go. Mało jest równie miłych ludzi w okolicy – powiedziała Kot, patrząc jak odchodzi.

– Kot.

– On i jego dział są w porządku, chociaż z Louisa żaden wymiatacz. Wydaje mi się, że jego dwie pracownice tak skutecznie go ratują przed zwolnieniem, wspaniałe kobitki. One robią za niego całą pracę, a że facet jest sympatyczny, wszyscy go lubią. I się pnie w górę, a normalnie pewnie by go dawno wywalili. Jak raz tutaj wypełniał swoją ocenę pracy, to w życiu nie widziałam równie marnych punktów na tym blankiecie dodawanym do zestawu odgórnie. Tak, chyba go po prostu lubią.

– Kot.

– A że jego szefowa to po prostu makabra, tym bardziej wydaje się milszy. Może on załatwia za nią sprawy z ludźmi? Bo jej nikt nie potrafi zdzierżyć i dlatego go trzymają, żeby firma nie traciła klientów? Genialna kobieta, ze dwa razy z nią rozmawiałam, aż czujesz energię, jakby cię paliło słońce w gorący dzień. Ale jej charakter, to sobie nawet…

– Kot!

Kot spojrzała na Hannę. Siadła prosto.

– No co?

– Nie mam pracy.

Kot zamrugała i cofnęła głowę tak głęboko, że pod normalnie ostrym podbródkiem wyrosły jej trzy dodatkowe.

– Jak to nie masz pracy?

– Nie ma etatu, nie podpiszą ze mną umowy. Nie mam pracy. Jestem tu po nic.

Hanna znowu poczuła ucisk w gardle i zapiekły ją oczy. Zacisnęła usta.

– No to kijowo – powiedziała Kot i skrzyżowała ręce. – A tacy byli pewni. Kiedy ty przyjechałaś pierwszy raz, wybadać firmy i połazić na rozmowy kwalifikacyjne?

– Późną wiosną.

To krótkie zdanie. Hannie udało się wypowiedzieć je całe bez załamania głosu. W nagrodę wzięła głęboki oddech.

– I co, tylko oni byli zainteresowani na sto procent?

– Tak.

– Ale zainteresowani czy fajni? Czy są inne opcje?

Hanna wzięła łyka kawy. Ciepły napój trochę ją uspokoił. Złapała mocno ucho kubka, aż zbielały jej palce.

– Miałam wybory takie jak: albo robić coś zupełnie niezwiązanego z moją karierą, albo dostawać śmieszne pieniądze, albo pracować dla Roundtable. Wybrałam Roundtable.

– Może spójrz jeszcze raz na te inne opcje. Są nadal otwarte? Masz jakieś telefony?

– Kot, nie po to przyjeżdżałam do Warszawy, żeby robić coś, czego nie chcę. Albo żeby pracować poniżej pensji minimalnej jako wieczna stażystka. Nie mam ogromnych wymagań, ale mam też pewne standardy.

– Jak sobie chcesz.

– Za chwilę minie rok, odkąd skończyłam studia. Musiałam jakiś czas pomóc w domu, porobiłam coś przez internet, ale już najwyższa pora ruszyć z życiem. Przecież u ciebie też nie będę wiecznie mieszkać. Muszę znaleźć nową pracę albo wracać.

– Mieszkaniem się nie przejmuj. Możesz u mnie spokojnie mieszkać do listopada, bo potem sama nie wiem, czy nie wyjeżdżam. Ale do końca października masz spokój.

Kot odpowiedziała kiedyś na internetową ofertę Hanny, a ta napisała jej pracę magisterską w zasadzie za darmo, za samą obietnicę udostępnienia pokoju w swoim mieszkaniu, gdy zajdzie taka potrzeba.

W toku codziennego wymieniania e–maili dziewczyny poznały się i polubiły. Po kilku miesiącach Hanna faktycznie zadzwoniła do drzwi swojej internetowej koleżanki. Kot wyśmiała spakowany przez nią śpiwór i przeniosła jej plecak na łóżko w wolnym pokoju. Po trzech miesiącach Hanna wróciła, tym razem na dłużej.

– Ile jest czasu do listopada, trzy miesiące? Tyle mi wystarczy. Jeśli nie jestem w stanie poradzić sobie w nowym mieście w trzy miesiące, być może nie poradzę sobie nigdy.

Kot skrzywiła się.

– Ciekawe co ja mam powiedzieć, jeśli nadal nie wiem, co chcę robić, a żyję głównie dzięki mieszkaniu, które dostałam w spadku.

– Wiesz, że nie o to mi chodziło.

– Wiem.

Ale Kot nie wyglądała, jakby wiedziała. Hanna westchnęła. Musiała szybko zmienić temat, bo nie miała teraz siły na kolejny wybuch Kota, kończący się zrzędzeniem na bezsens jej życia i brak perspektyw.

Co prawda sama chciała jeszcze trochę ponarzekać, ale wtedy na pewno sprowadziłaby na siebie smęcenie koleżanki. Zebrała się więc w sobie i wyprostowała plecy.

– Może pochodzę na kolejne rozmowy kwalifikacyjne?

– Możesz. – Kot odchyliła się do tyłu i skrzyżowała ręce. Zmiana tematu rozmowy była jej nie w smak.

– Ale od rozmowy do rozpoczęcia pracy mija czasem wiele miesięcy. – Hanna postukała palcem w kubek.

– To może szukaj pracy w tle, a w wolnym czasie spróbuj dorobić inaczej?

– Nie dam rady pracować na etacie i chodzić na rozmowy. Te ich „assignmenty” potrafią być ustalane z jednodniowym wyprzedzeniem na jedenastą trzydzieści. Albo czternastą piętnaście.

– To nie idź na etat.

– To skąd wezmę pieniądze?

– A jak zarabiałaś do tej pory?

– Czyli co? Za dnia chodzę na rozmowy kwalifikacyjne i wszędzie wysyłam CV, a nocami piszę ludziom magisterki?

– Zadajemy sobie bardzo dużo pytań.

– Ty zaczęłaś. – Hanna wzruszyła ramionami.

– Cicho. Tak, za dnia szukaj pracy, a nocami pracuj. – Kot pstryknęła palcami. – Jak bezrobotny Batman.

– Nie wiem, czy chcę być jak Batman. A już tym bardziej bezrobotny. Chociaż może nie jest to głupie, bo i tak piszę ludziom jeszcze trzy prace. Dzięki nim mam za co żyć, nawet biorąc pod uwagę twój doskonały czynsz.

– Przecież ty nie płacisz czynszu.

– Wiem.

– Hanna.

– No co?

– Widzę, że humor ci się poprawia.

– Możliwe.

– A nie chcesz ich pozwać? Do sądu?

– Roundtable?

– Tak.

– Za co?

– Nie wiem, ale na takie zrywanie ustaleń na pewno jest jakiś kruczek.

– Wątpię. Nic nie podpisywaliśmy, poza listem intencyjnym. A ten mi przesunięto, nie odwołano. Poza tym pamiętaj, że ta firma to w dwóch trzecich jej dział prawny. Wątpię, by mieli takie oczywiste luki.

– Prawda.

Siedziały przez chwilę w milczeniu. W kawiarni było pusto, Kot mogła więc chwilę posiedzieć. W wakacje brakowało licealistów z okolicznych szkół. Studenci też się nie pojawiali. Przerwa obiadowa w okolicznych biurowcach miała zacząć się dopiero za dwie godziny. Nawet polerująca ekspres baristka odpuściła i oglądała teraz serial na telefonie komórkowym.

– Mam pomysł – ogłosiła nagle Kot. Wyglądała na podnieconą. Stukała szybko palcami o stół.

– Dawaj.

– Louis.

– Louis – powtórzyła Hanna cicho.

– Ten, co tu był.

– Wiem przecież, przedrzeźniam cię.

– To przestań.

– Co z nim?

– On, i nie tylko on, jest wielu takich jak on. Ciągle tu przychodzą. Nie w porze lunchu, w porze lunchu są tu wszyscy. Ale poza porą lunchu regularnie w kawiarni siedzi kilku biznesmenów, którzy mają z czymś problem. – Kot plątała się trochę w wypowiedzi, ale wyglądała na wyjątkowo dumną z siebie.

– Okej? – Hanna nie rozumiała, dokąd jej koleżanka próbuje dotrzeć ze swoim wywodem.

– Jaką ty miałaś mieć fuchę w tym korpo?

– Analityk rynkowy.

– A po ludzku?

Hanna prychnęła.

– Patrzę na cyferki w nieskończonych tabelkach skoroszytów biznesowych i sprawdzam, co tam się dzieje. Co zarabia, co traci, jakie są przepływy. I inne takie.

Kot poprawiła się na krześle. Teraz promieniała w pełni. Odgarnęła grzywkę z czoła.

– Mówi ci coś takie hasło jak „analiza konkurencji” albo „struktura kosztów”? – spytała.

– Tak. To są rzeczy z pierwszych zajęć biznesu.

– Nieważne. To mogą być rzeczy nawet z przedszkola. Codziennie siedzi tutaj przynajmniej jeden biznesmen, który ma problem ze swoimi liczbami i żali mi się, że nie chce mu się ich liczyć. I czasem używa takich słów. Czasem nawet mi te tabele pokaże. Straszna nuda.

– Jak dla kogo.

– Cicho. Mam pomysł.

– Już wspomniałaś.

– Nie spodoba ci się.

– Co to za pomysł?

– Przesiaduj tutaj codziennie, popijaj tanią kawę, którą ci będę odlewać z naszego prywatnego ekspresu na tyłach, i czekaj. – Kot dobitnie przedstawiła swój plan i rozsiadła się na krześle.

Hanna przekrzywiła głowę.

– A jak pytałam, czy są zniżki, to nie było.

– Jakie zniżki?

– Na kawę.

– Cicho. Masz tu siedzieć i czekać.

– Na co niby? Nie mam czasu na czekanie.

Kot podniosła obie ręce do góry.

– A masz coś innego do roboty? Malowanie zajmie ci maksymalnie dwa dni. Akurat wróci nam internet, bo te ludki z młotami pneumatycznymi zrobią, co mają zrobić, i sobie pójdą. Zresztą, nie powiedziałam ci, to przez ich remont nie mamy też sieci w domu. Ale to akurat nic nie zmienia. Po odmalowaniu pokoju zaczniesz siedzieć w kawiarni z laptopem, szukać pracy, pisać magisterki innym ludziom. A ja będę słuchać.

– I?

– I jak usłyszę, że któryś krawacik ma problem ze swoimi liczbami, w toku rozmowy, subtelnie i z wielką gracją, powiem mu, że proszę pana, tam siedzi taka jedna laska, która tabelki rozwiązuje sobie z nudów, jak jej się rano jajka gotują.

– Ale wcale tak nie jest.

– Od dzisiaj jest.

Hanna siadła na dłoniach. Spojrzała na naklejki na laptopie. Bardzo chciała mieć „prawdziwą” pracę, taką zdobytą dzięki docenionemu doświadczeniu i przeczytanemu listowi motywacyjnemu. Wysługiwanie się znajomościami i poprawianie leniwym biznesmenom ich tabel w ogóle nie brzmiało jak coś, z czego mogłaby być dumna.

– Nie podoba mi się ten pomysł – powiedziała.

– A wolisz być bezrobotna? – spytała się Kot i wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.

Hanna milczała przez minutę.

– Okej. Z tym argumentem nie mogę się kłócić.

– Widzisz.

– I co, to magicznie mi rozwiąże problemy?

Kot wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Ale na pewno przebija dramatyzowanie.

– I kto to mówi. – Hanna uśmiechnęła się mimowolnie.

– Ja to mówię – prychnęła Kot.

– Nawet jeśli bym spróbowała, twoim zdaniem, ile to może potrwać?

Drzwi kawiarni stuknęły cicho. Kot wstała i bez odpowiedzi, bez słowa, bez jakiejkolwiek reakcji, wróciła za bar. Hanna westchnęła. Kamila chyba nie była świadoma, jak bardzo niepokojąco pseudonim „Kot” do niej pasował.

Do lokalu weszły cztery osoby. Zapatrzona w siebie para, starsza pani w prostej sukience i białych, koronkowych rękawiczkach oraz młody chłopak, wyglądający na stażystę lub młodego menedżera. Tego ostatniego Hanna niedawno zaczęła rozpoznawać, wpadał prawie codziennie. Uśmiechnęła się do niego. On odwzajemnił uśmiech i odwrócił się plecami.

Hanna siedziała jak zaklęta. Trawiła jeszcze propozycję Kota. Czasem tak miała, że jej umysł wskakiwał w tryb podwyższonej analizy informacji, więc ciało zostawało praktycznie bez opieki. Nie chciało jej się wtedy jeść, nie odczuwała chłodu. Siedziała więc i wodziła oczami bez celu po całej kawiarni. Jej mózg pracował tak mocno, że gdyby wydawał dźwięki, zagłuszyłby nawet huczący nad nią klimatyzator.

Zawstydzona wszystkim para, widocznie na pierwszej randce, zupełnie nie umiała się na nic zdecydować. Starsza pani stanęła w sporej odległości od ekspresów i, przykładając złożone okulary do nosa, czytała powoli wiszące pod sufitem menu. Kot obsłużyła zatem chłopaka w garniturze, choć wszedł jako ostatni. Rozmawiali odrobinę dłużej, niż zwykle trwa składanie zamówienia.

Dziewczynę z transu wyrwało dopiero to, że chłopak się do niej dosiadł.

– Hanna? – spytał. Nie miał w ręku kubka.

– Tak – odpowiedziała dziewczyna. Nie lubiła rozmawiać z obcymi. Nie miała pojęcia, jak go potraktować. Przeszło jej tylko przez myśl, by zachowywać się uprzejmie.

–  Kamila mi powiedziała, że czasem pomagasz w ogarnianiu trudnych baz danych. Robisz to tutaj na miejscu?

Hanna zamordowała koleżankę wzrokiem.

Kot pomachała do niej wesoło.

– Tak, czasem mi się zdarza – wykrztusiła.

– Jakie masz doświadczenie?

– Skończona ekonomia, staż w banku w dziale analizy ryzyka, prywatne spinanie danych dla kilku małych firm znajomych, obliczone kilka prac magisterskich.

– Ile bierzesz?

– To zależy od bazy danych – powiedziała i przełknęła nerwowo ślinę. Modliła się, by tego nie usłyszał.

– Słuchaj, jutro z czymś wpadnę. – Chłopak wycelował w nią palcem. – Ale musisz klikać na moim komputerze, bo nie mogę nijak naruszyć bezpieczeństwa pliku. Czy tak może być?

– Eee. Tak. Spróbuję się dostosować.

Chłopak cały się rozpromienił. Miał krótko ścięte, brązowe włosy, pogodne oczy, trzydniowy zarost i odrobinę za małą marynarkę.

– Tak przy okazji, jestem Adam.

– Hanna.

– Wiem.

– Faktycznie.

Podali sobie ręce nad stolikiem.

– Podasz mi swój numer telefonu?

Dziewczynę zamurowało.

– To znaczy?

– Żebyśmy się mogli jutro złapać. Czy podasz mi swój numer telefonu? Chyba, że wolisz się złapać na Facebooku.

– A. Aha. Jasne, oczywiście. Może być telefon.

Podyktowała mu cyfry. Adam wysłuchał ich i kiwnął głową.

– Nie muszę notować. Mam niesamowitą pamięć do liczb.

– Pamięć, ale nie zdolności analityczne?

– Hej, nie narzekaj, gdy ktoś chce ci dać zarobić.

– Faktycznie.

Adam wstał od stolika.

– To co, do jutra?

– Jeśli nie będę akurat zajęta.

Hanna nie bardzo wiedziała, czemu odpowiedziała w taki sposób. Czuła się zaskakująco dotknięta uwagą chłopaka o tym, że ktoś da jej zarobić. Postanowiła jak najszybciej zakończyć rozmowę.

– Do usłyszenia – powiedziała i też wstała. Zdjęła ze stolika laptopa i ładowarkę.

Adam uśmiechnął się jeszcze raz, wrócił po swoją kawę na wynos i opuścił kawiarnię. Hanna odczekała chwilę, stojąc bez ruchu. Teraz z kolei nie bardzo wiedziała, czemu w ogóle stoi. Żachnęła się w myślach i podeszła do koleżanki.

– Chcesz mi to wyjaśnić?

– No co? Pomagam ci.

– Ale tak bez uprzedzenia?

– Miałam zadzwonić do twojej sekretarki? – Kot rozłożyła szeroko ręce. – Wyluzuj. Adam to swój ziomek. Straszna ciamajda, ale kto wie, może ma w biurze kogoś fajnego, komu o tobie powie. Ciągle tu wpada ze znajomymi, często na coś narzekają. Może tylko dadzą ci zarobić, a może się od nich dowiesz, że przypadkiem jest jakieś otwarcie w firmie. To druga opcja.

– Otwarcie?

– No wiesz, rekrutacja. Niedawno czytałam, że osiem na dziesięć miejsc pracy jest zajmowane przez tak zwany nieformalny rynek pracy, czyli dzięki znajomym lub poleceniom.

– Wiem, też czytałam ten artykuł.

– Więc czemu się dziwisz?

– Bo ja nie mam w Warszawie takich znajomych.

– A Adam? – Kot mrugnęła porozumiewawczo.

Hanna westchnęła teatralnie.

– Nie rozmawiam z tobą – ogłosiła i poszła do domu.

Zrobiła po drodze proste zakupy. W kuchni zjadła banana, popiła jogurtem.

Przebrała się w swoje robocze ubrania i pomalowała cały pokój za jednym zamachem. Pracowała resztę dnia, aż do zmierzchu. Gdy skończyła, niebo akurat zaczynało palić się gorącą czerwienią sierpniowego wieczoru.

Otworzyła okna i zamknęła drzwi, by pokój się wywietrzył, a chmary owadów nie znalazły drogi w głąb mieszkania.

Nadal w roboczych ciuchach poszła poukładać trochę swoje rzeczy w walizkach.

Kot wróciła chwilę po dwudziestej drugiej. Po porannej zmianie w kawiarni wybrała się jeszcze do baru, gdzie czasem dorabiała wczesnymi wieczorami jako kelnerka.

Pogadały chwilę w kuchni i Kot poszła spać. Bez prysznica. W ubraniu, w którym była w barze. W połowie wypowiedzi wstała, przeszła do swojego pokoju i padła na łóżko. Tak po prostu.

Hanna popatrzyła chwilę na śpiącą koleżankę i zatrzasnęła drzwi do jej sypialni. To dawało razem zamknięte dwa z czterech pomieszczeń w mieszkaniu. Została kuchnia i łazienka. Hannie powoli kończyły się rzeczy, które mogła robić, i miejsca, w których mogła być, byle tylko nie myśleć o sobie.

Poszła się więc umyć.

Tak jak chłodna woda spływała jej po karku, tak razem z nią spływały z jej serca wszystkie wydarzenia z dnia. Nie chciała się jeszcze na żadnym skupiać, więc po prostu pozwalała im się pojawiać i znikać. Nieświadomie, cicho. Swobodnie.

Dziewczyna wysuszyła się szybko i przebrała w letnią piżamę, czyli trzecie już szorty i trzeci t–shirt. W kuchni przewróciła na podłogę materac obleczony prześcieradłem z gumką, stojący za dnia pod ścianą. Otworzyła na oścież okno, zaklejone siatką przeciw komarom.

Wyjęła z szafy inne prześcieradło i położyła się pod nim, już do snu. Musiała mieć na sobie w nocy jakąkolwiek warstwę przykrycia. Inaczej było jej zimno nawet przy plus trzydziestu pięciu stopniach.

Hanna łudziła się, że może szybko zaśnie.

Leżała więc.

Słuchała bzyczenia owadów za oknem.

Ignorowała odległe, miarowe chrapanie koleżanki i patrzyła się w podrapany, biały sufit, pełen tłustych plam.

Czas mijał.

Poprawiła kilka razy zrolowany ręcznik pod głową. Kot nie miała drugiej poduszki.

W ręku dziewczyny co jakiś czas wibrował telefon. Kolejne komentarze i serduszka pojawiały się pod zdjęciem sprzed kilkunastu godzin.

Trochę się tym zdjęciem wkopałam, pomyślała.

Jak ja teraz powiem ludziom, że jednak nie mam tej pracy? Będą ze mnie żartować. Że nie dałam rady. Że Warszawka mnie skopała. Że pora wracać.

No hej. A może poczekam? Powiem najbliższym, jeśli spytają, że jest mała obsuwa, a w międzyczasie może uda mi się znaleźć coś nowego, tak jak mówi Kot? Może mi ten cały Adam pomoże?

Nie, to nie ma sensu.

Ale z drugiej strony nie mam wyboru. Właśnie odmalowałam swój pokój, mój pierwszy pokój w Warszawie. Mam tu koleżankę. Mam za co żyć przynajmniej do listopada.

Nie chcę poddać się przed listopadem. 

Byłoby głupie, wrócić przed listopadem.

Telefon zawibrował znowu.

Tylko czy znowu nie będzie tak, jak z udzielaniem korepetycji w domu? Że pieniądze nawet nie takie złe, ale ogrom zajętych godzin? I zero prestiżu. Zero kariery. Studia po nic.

Telefon zawibrował jeszcze trzy razy.

Hanna przysunęła go bliżej i odblokowała. Obserwowało ją w internecie sporo znajomych, ale tyle polubień naraz należało do rzadkości.

Instynkt jej nie mylił.

To nie były polubienia.

To były wiadomości.

Czekały na nią cztery nieodebrane sms–y.

„Dobra, dopiero jestem przy prywatnym telefonie. Co powiesz na randkę, jutro, przy kawce, w Porto, o ósmej trzydzieści? Poznasz mnie po komputerze.”

„Okej, żartuję, tak naprawdę bez Twojej pomocy mnie zwolnią, błagam bądź.”

„Aha, bo nie podpisałem się, to ja, Adam, poznaliśmy się dzisiaj.”

„Jakby coś, to jest mój prywatny numer, możesz go sobie zapisać.”

Gdy Hanna kończyła czytać, telefon zawibrował po raz piąty. Na dole konwersacji pojawiły się kolejne zdania.

„Obiecuję, że piszę ostatni raz – przepraszam w ogóle, że tak późno – wpadnę jutro z kolegą. Jeśli dobrze zrobisz temat, możemy mieć tego więcej. Może być?”

Szósta wiadomość nie nadeszła przez kilka minut. Hanna wstukała więc odpowiedź.

„Randka umówiona. Też mnie poznasz po komputerze, bo mam fajniejszy od twojego.”

Odczekała chwilę. Przeczytała swoją wiadomość, warknęła głucho i ją skasowała. Napisała nową.

„No pewnie, widzimy się :)”

Wahała się długo, a kciuk wisiał tuż nad guzikiem „wyślij”.

Hanno Wróbel, pomyślała, czy aby na pewno interesuje cię praca i szacunek na rynku pracy, czy też może jednak zdążyłaś już sobie wyobrazić związek z pierwszym facetem, którego tu poznałaś?

Zrobiła kwaśną minę i tę odpowiedź też skasowała. Ostatecznie zdecydowała się tylko na dwie litery.

„OK.”

Adam odpisał po sekundzie.

„Ale super!”

Hanna zablokowała komórkę i wsunęła ją pod materac.

Położyła się na brzuchu i patrzyła długo do przodu, przez korytarz, na obite skórą drzwi wejściowe do mieszkania. A potem znowu sięgnęła po telefon i pierwszy raz od dziesięciu dni nastawiła budzik.

ciąg dalszy – drugi odcinek – znajdziesz tutaj.

A w nim: czy dogada się z Adamem? Kto jeszcze będzie ciekaw jej umiejętności? Czy będzie w stanie mądrze wybrać? Czy starczy jej na to wszystko kawy?

Zapisz się do newslettera „Tajemna Lista” i nie przegap kolejnych odcinków!

Dołącz do Sekretnej Kawiarni i podyskutuj z innymi Czytelnikami!

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

Bądźmy w kontakcie:
  • Anna

    Hanna chyba niebawem zostanie moja ulubioną bohaterką literacką. Ma ku temu wszelkie predyspozycje. Wciągnęłam się w lekturę bez reszty. :) Gdy czytałam, w tle głębokim głosem śpiewał mi Barry White, a ja wyobrazilam sobie, że ta kawiarnia to Green Cafe Nero, to z ulicy Jasnej chyba. To w nowym budynku, z widokiem na Pałac Kultury. Wiem, że będzie się działo wiele! I nie mogę się doczekać kontynuacji. Doskonale wiesz jak złapać uwagę czytelnika od pierwszej linijki. Jak zafascynowac postaciami bohaterów, jak wejść w ten alternatywny świat. Swoją twórczością potwierdzasz teorię, że kto czyta, żyje dwa razy.

    Jesteś dojrzałym autorem Andrzeju. :) A ja chcę więcej i więcej. :)

  • Angelika

    Ale super, wciąga!

  • mario

    Twój styl się polepsza. Nie mogę się doczekać reszty.

    • mario

      w dodatku przegapiłem ważną aukcję na allegro, bo się zaczytałem :/

  • Bartek

    Niesamowity styl :) Idealnie wyważona ilość szczogółów. Swietnie naucza o zauważaniu małych ale znaczących zachowań ludzi. Generalnie bardzo przyjemna lektura.
    Pozdrawiam, Oby tak dalej :)

    • Ja właśnie mam trochę problem z tym trochę – bardzo mnie fascynują drobne gesty i miniaturowe sytuacje. Ale ciężko to dobrze opisać i nie wiem czy jeszcze mam warsztat. No, ale próbuję :) Dziękuję!

  • A mi się nie podoba. Czegoś brakuje, jeszcze nie wiem czego.

    • To ładnie poproszę, że jak będziesz wiedzieć, to daj znać. Każda uwaga jest dla mnie bardzo cenna :)

  • Ulla

    Ha! Powieść w odcinkach – to lubię – i czekam na ciąg dalszy ;)

  • Przyjemnie się czyta, a to jest chyba najważniejsze :) Czekam na resztę i trzymam kciuki!

    • Kurczę, no nie ukrywam, że bardzo się cieszę, jeśli tak jest. Sam najbardziej lubię jak historia po prostu fajnie leci, nad tym chyba najdłużej nasiedziałem.

  • Ewa

    Jest fajnie, wciąga, czyta się lekko, bez zgrzytów.
    Ciekawe, niewymuszone dialogi. Niezły pierwszy rozdział :)

    Jedyne co zauwazyłam, że w jednym miejscu piszesz o trzech miesiącach do października co sugerowałoby, że akcja toczy się w lipcu, a chwilę później piszesz o sierpniowym zachodzie słońca, co nijak trzech miesięcy nie daje ;) Ale to drobiazg tak naprawdę.

    Trzymam kciuki za Ciebie i Hannę, tym bardziej, że jej historia jest mi dość bliska — mnie podobnie wykiwał Londyn ;)

    • Hm. Wyobraziłem sobie początek sierpnia i koniec października, ale faktycznie wygląda to błędnie. Listopad zabrzmi o wiele sensowniej. Poprawię to, dziękuję :)

  • Chaton

    Jestem trochę skołowana po przeczytaniu tego co napisałeś głównie z powodu fabuły. Tak się składa, że może nie pochodzę z Lublina, ale przez ostanie 6 lat tam mieszkałam i studiowałam. Nie całe pół roku temu obroniłam magisterki i podjęłam decyzję, że nie będę pracować dorywczo np. dając korki lub jako sprzedawca lecz poszukam stałego zatrudnienia. Po złożeniu w kliku miejscach cv oraz rozesłaniu jego drogą elektroniczną, miałam parę rozmów kwalifikacyjnych. Ostatecznie dostałam pracę w Warszawie i jestem na etapie czekania na podpisanie umowy i przeprowadzę. Czytając Twój rozdział czułam się awkward i mam nadzieję, że dzień przed rozpoczęciem pracy nikt nie zadzwoni do mnie z telefonem o podobnej treści, gdy będę urządzać się w nowym miejscu :D a tak na marginesie to podoba mi się Twój styl, czytając zapomniałam, że jest to historia napisana przez dwudziestolatka i uwierzyłam, że taka dziewczyna mogłaby istnieć ;)

    • Kto wie, może istnieje :) Sam jestem z Lublina, choć akurat przeprowadziłem się do Warszawy będąc jeszcze dzieciakiem, z Rodzicami. Ale znam sporo podobnych historii i jakoś je tak „skleiłem” w głowie na potrzeby tej historii.

  • kcurlykiller

    Fajne! Podoba mi się, naprawdę będę czekała na dalszą część! :)

  • Agnieszka Bielecka

    przyjemnie się czyta i wciąga :) czekam na ciąg dalszy :)

  • Naturalnie_Witalni

    Miło się czyta. Szybko się wciągnęłam. Czekam na dalsze losy Hani :) / Aneta

  • <3

  • Damian Borciuch

    Bardzo ciekawie się zapowiada. Czekam na więcej! A tak przy okazji fajna forma, książka w odcinkach. Trochę jak Sienkiewicz kiedyś :)

  • Kuba Stach

    Pięknie

  • Bardzo fajny pierwszy rozdział, czyta się szybko i wciąga. Jedyne co mnie uderzyło przy końcu, to, że bardzo duża ilość zdań zaczyna się od Hanna, Hannie. Myślę, że czasem można imię pominąć, a sens pozostanie nienaruszony ;)

  • Iga

    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Bardzo mi się podoba Twój styl pisania, tak przyjemnie się czyta :D

  • Joanna

    Umilasz mi przydługie zajęcia tą całkiem ciekawą historią :) wyczuwam więź z Hania, bo też często przyłapuję się na tym, że zaczynam wyobrażać sobie związek z pierwszym poznannym od dłuższego czasy facetem :D
    Zniecierpliwiona wyczekuję dalszych części!

  • Kaszpin

    Andrzej, to jest świetne! Czekam na ciąg dalszy <3

  • Natalia

    Świetne! Czekam na ciąg dalszy! :)

  • xAkemi

    Wow, podobało mi się!

  • Joanna

    Andrzej, Jezu, gdyby nie to, że zadzwonili do mnie dzisiaj, że mnie jednak zatrudniają to czytałabym z bijącym sercem, tak to tylko z wypiekami na twarzy ale to wypisz wymaluj ja, pisząca ludziom prace po nocach i chwilowo bez zatrudnienia z sensem :) cudna rzecz, będę czytać dalej z tymi wypiekami!

  • Olga

    Czekam na ciąg dalszy :) Tak leciutko się to czyta…
    Kiedyś też lubiłam sobie coś napisać… może do tego wrócę.. zobaczymy.
    Lecę na uczelnię :)

  • Dobre! Przyjemnie się czytało ☺

  • Ciekawie. Czekam na dalszy ciąg! :)

  • Kibicuję! Czekam na dalszy ciąg! :)

  • Kot

    Boooże, nie nie nie. Nie wchodziłam do Ciebie od miesięcy i już sobie przypomniałam, dlaczego. Alergia na słowotok. Do nie-zobaczenia.

    • Anonimowy pseudonim, nieprawdziwy adres e-mail, mało konstruktywna krytyka. Nie pomógł mi Twój komentarz, ale też i mam wrażenie, że wcale nie takie były Twoje intencje. Tak czy inaczej życzę Ci wszystkiego dobrego, jeśli moja strona Ci nie odpowiada, to liczę na to, że szybko znajdziesz bardziej właściwe Twoim gustom i potrzebom :)

  • Sylwia Golebiewska

    WOW! Lekkie pióro! Dzieki! Swietnie sie czyta, czekam na wiecej. Pisz szybko! ;)

  • Piotr

    Świetne! Kiedy kolejna część? ;)

  • hesiamela

    O mamo, jak to się przyjemnie czyta! Jestem zauroczona. Czekam na więcej, bo już czuję, że w niejednej sytuacji odnajdę siebie.

  • Karola

    czyta się bombowo, jednym tchem

  • Agata Gajcy

    Umiejętność wejścia w kobiecą głowę na najwyższym poziomie ;) super się czyta!

  • Angelika

    Wcale nie zamierzałam tu dziś zaglądać. A skoro się tu znalazłam miałam przeczytać tylko kawałek. Jak zwykle pochłonęłam całość. Jestem pod wrażeniem. To, że potrafisz pisać to wiem, ale książka . . . miło mnie zaskoczyłeś :) Czyta się lekko, przyjemnie. Jestem zaintrygowana, czekam na więcej. Powodzenia!

  • Patrycja Wałęga

    Wow, super się czyta! Gratuluję, życzę powodzenia i czekam na ciąg dalszy <3

  • Monika Fiodorów

    Podoba mi się jak opisujesz detale, drobne niby-nic nie znaczące szczegóły, które jednak nadają tekstowi kolorytu:) tak 3maj, oby tak dalej! potrafisz zaciekawić czytelnika, tworzysz zaskakujące sytuacje – dziewczyna maluje pokój, kładąc niejako fundamenty pod nowe życie, po to by za chwilę usłyszeć rujnująca jej plany wiadomość. Wciągnęłam się :)
    Trzymaj tylko akapity razem, szerokie przerwy między wersami nie sprzyjają ogarnianiu wzrokiem większej partii tekstu :)

  • Madzia

    Super, czekam na ciąg dalszy! :)

  • Kasia Sz

    Bardzo fajne i temat interesujący, ale co mi przeszkadza to te dialogi od kreski, bez żadnych opisów. Ale na pewno będę czytać dalej :)

  • Mercz

    Świetne! Super się czyta, więc super piszesz no i jestem juz ciekawa co dalej. Biorę się za drugi odcinek ;D

  • eM

    Na prawdę wciąga :) pochłonęłam pierwszy odcinek i już żałuję, że na razie są tylko dwa..:)
    Na pewno będę śledzić historię.. I po cichu liczę na częstsze odcinki, niż raz w miesiącu!

  • Hazel

    Bardzo lubię Twoje blogowe wpisy, ale opowiadanie tak średnio mi się podoba. Problem w tym, że opisujesz wszystko tak szaleńczo dokładnie… coś w stylu: podniosła rękę, przekręciła klamkę, pociągnęła i otworzyła okno… Niepotrzebnie. Gdyby się pozbyć tych niepotrzebnych opisów najprostszych czynności byłoby znacznie lepiej, szczególnie, że fabuła ciekawa i życiowa. Powodzenia z ciągiem dalszym!

  • Pamela J. Fiore

    Witaj Andrzeju,
    wlasnie skonczylam czytac pierwsza czesc twojego opowiadania.
    Jako iz bardzo chetnie czytam ksiazki, w tym rowniez polskich autorow jak na przyklad Ziemianskiego, od razu wpadl mi w oko twoj brak doswiadczenia w pisaniu tego typu tekstow. Jednakze mimo tego, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Historia zdecydowanie mnie wciagnela i mimo wszystko byla prosta w czytaniu. Uwazam, ze masz wielki potencjal i mam nadzieje, ze nigdy sie nie zrazisz do pisania tego typu tekstow. Zycze Ci powodzenia i wytrwalosci w kontynuowaniu tej historii. Pozdrowiam goraco z chlodnych bawarskich Alp xoxo

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)