Autor: Andrzej Tucholski | 8 kwietnia 2017 | Komentarze:
Czas czytania: około 7 minut

Red Rising – od lat mi tak nie odbiło

Kojarzycie takich denerwujących znajomych, którzy odkryją coś nowego – książkę, serial, album – i potem będą Wam włazić na głowę bez końca, dopóki nie ulegniecie i też nie spróbujecie?

Dzień dobry :D

Tym razem pora na mnie.

Kilka tygodni temu przeczytałem pewną trylogię, która natychmiast awansowała do ścisłego panteonu moich ukochanych książek wszechczasów. Nie mam pojęcia jak dokładnie mam się zabrać za opowiadanie o niej, ponieważ jedyne, co przychodzi mi do głowy, to machanie nad głową rękami i cieszenie się, że być może jeszcze jej nie znacie.

(M.in. dlatego razem z tym tekstem nagrałem film – do obejrzenia na samym dole. Pisanie w pozycji siedzącej zupełnie nie pozwalało mi na przeżycie wszystkich targających moją radosną dziecinnością emocji.)

(Aha, by wszystko było jasno powiedziane: nie czytałem polskiego wydania i nie mam pojęcia, czy jest dobrze przetłumaczone. Wydaje mi się, że tak, bo czemu nie? Ale sam czytałem oryginał. Tak więc proszę o pamiętaniu o tym przy czytaniu nadchodzących pochwał.)

Czym jest Red Rising?

Red Rising autorstwa Pierce’a Browna to trylogia science fiction bardzo mocno umocowana i obficie czerpiąca z antycznej estetyki starożytnego Rzymu. Czytelnik pomiędzy kolejnymi odwiertami dokonywanymi przez ludzkość w głębi planety Mars co krok zauważa nawiązania do rzymskiego systemu politycznego, kast społecznych czy wyznawanych bogów.

Głównym bohaterem jest Darrow, tzw. helldiver, górnik zajmujący się najgroźniejszymi, wręcz samobójczymi pracami na samym przodku marsowych kopalni cennego minerału, bez którego ludzka rasa nigdy nie poradzi sobie z kolonizacją systemu słonecznego.

Darrow jest też redem, czyli członkiem najniższej kasty społecznej odpowiedzialnej za najgorsze, najbardziej niebezpieczne i najmniej wdzięczne roboty na świecie.

Darrow jest wreszcie bohaterem opowieści TAK OGROMNEJ, że aż głupio mi próbować ją „opisać” przez pryzmat pierwszych kilkudziesięciu stron. Niestety, nie mam wyboru. Red Rising szybko i wspaniale rozwija skrzydła i zwiększa swoją skalę do epickiego poziomu. Tylko że robi to przy pomocy cudownych zwrotów akcji.

A ja nie wybaczyłbym sobie zdradzenia Wam nawet jednego z nich :)

No dobra – to czym jest Red Rising „tak w skrócie”?

Pierwszy tom to nieślubne dziecko Gry Endera  z Hunger Games.

Drugi i trzecim tom to z kolei wypadkowe Gry Endera z dowolną gigantyczną, wykonaną z rozmachem space operą godną Gwiezdnych Wojen!

Jak się dowiedziałem o tej trylogii i czemu to ważne?

Słuchałem mojego ulubionego podcastu (Co-Optional Podcast) i jak zwykle w połowie trójka prowadzących spytała się zaproszonego, czwartego gościa nagrania o to, co ostatnio ciekawego czytał. Aż tu nagle ten gość zaczyna się plątać, śmiać, pokrzykiwać i całym sobą namawia do kupienia Red Rising.

„No dobrze”, pyta się prowadzący, Total Biscuit, „ale dla kogo niby jest to lektura?”

Na co gość odpowiada: „Wiesz co? Red Rising spodoba Ci się jeśli kiedykolwiek spodobało Ci się… COKOLWIEK. PO PROSTU COKOLWIEK. TO JEST KSIĄŻKA, KTÓRA WCIĄGNIE KAŻDEGO.”

Po pięciu minutach miałem całą trylogię na Kindle’u.

Dlaczego aż tak się nią cieszę?

Bardzo dobrze widzę dużo „prawdziwych” błędów tej książki. Niektóre sceny bywają naiwne, sporo wydarzeń łatwo przewidzieć, kogoś może wkurzyć stosowany przez autora model słowotwórstwa. Tak jest i nie ma co ukrywać faktów. W „prawdziwej” recenzji pewnie przyznałbym tym książkom 8 albo 9 na 10.

W mojej recenzji przyznaję im 15/10.

Red Rising dało mi – emocjonalnie – coś, czego nie dała mi żadna książka od czasów Harry’ego Pottera.

W środku wyjątkowo gorącego okresu (masa pracy, dużo obowiązków, kilka wyjazdów, permanentne niewyspanie) zarwałem kilkanaście nocy z rzędu. Codziennie rano wstawałem wcześniej by godzinę-dwie czytać Red Rising zanim zajmę się czymkolwiek innym.

Czytałem te książki do posiłków, w trakcie jazdy komunikacją miejską i czekając aż mi się wrzuci film na YouTube.

Czytałem je z przerwami WYŁĄCZNIE na pracę i czas z bliskimi.

A potem znowu siedziałem do drugiej, trzeciej w nocy, by tylko wciągnąć kolejne parę rozdziałów.

Nie umiem Ci dokładnie powiedzieć, co mi się stało. Sam nie wiem. Ale od pierwszej strony Red Rising wstąpiłem w nowy, nieznany mi świat, którego WSZYSTKIE elementy ułożyły się z moimi prywatnymi puzzlami gustu i oczekiwań kulturowych tak ładnie, że aż oniemiałem.

Od dziecka nie czułem aż takiej radości z czytania :)

Jaki jest powód, że to aż tak doskonale działa?

Mój ulubiony.

Red Rising to charyzmatyczne i piękne postacie, których przygody mogłyby równie dobrze mieć miejsce w dowolnym innym świecie lub czasie historycznym.

To jedna z największych zalet Gwiezdnych Wojen. Gdyby Luke był dzieciakiem z okupowanych części Portugalii, który natrafiając na hiszpański ruch oporu bierze za cel zniszczenie jakiejś tam hipotetycznej wyrzutni rakiet V1 i V2 (a w międzyczasie natrafia na wariackiego przemytnika / kierowcę własnego pojazdu opancerzonego rzekomo wożącego na front zapasy) to oglądałoby się to pewnie tak samo dobrze.

A że George Lucas postanowił stworzyć przy okazji kanon science fiction – mamy legendę.

Podobnie jest w przypadku Red Rising. Bohaterowie i fabuła TAK SAMO DOBRZE odnaleźliby się w antycznym Rzymie, antycznej Grecji, przedrewolucyjnej Francji czy dziewiętnastowiecznej Anglii. Ale autor ma hopla na punkcie butów antygrawitacyjnych i gigantycznych statków kosmicznych. Mamy więc ultra lekką i cudownie „wchodzącą” sagę science fiction.

OK, a podsumowując?

Bohaterowie szybko znajdują miejsce w Twoim sercu i już teraz czuję, że będzie się ich potem pamiętało latami. Darrow, Mustang, Sevro, Pax czy Ragnar staną się imionami tak bliskimi, jak najlepsi bohaterowie z dzieciństwa. Nawet jeśli okazjonalnie rzucą do siebie nawzajem dosyć suchy żart.

Wydarzenia wkurzą, wzruszą, rozśmieszą, czasem rozczarują a czasem wzbudzą dumę.

Wszystko będzie dziwne i szybkie, jak furkot skrzydeł wyjątkowo ambitnego wróbla marzącego o locie na równi z albatrosami, który czasem nie da rady unieść własnych aspiracji, ale pogodnym podejściem i budzącym podziw rozmachem działań złapie taki prąd powietrzny, że będzie się wydawało, jakby ogarnął :)

Wspaniała trylogia, której nie sposób przestać czytać.

Dobra, to teraz to samo, tylko że w wersji „film”

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 
Bądźmy w kontakcie:
  • Konrad Kozłowski

    Andrzej, nie tylko Ty kupujesz podwójnie książki (najpierw ebook, później na półkę). Wiem, co czujesz! :D

  • Nina Cabaj

    Piękna recenzja! Emocjonalna wręcz! :D (P.S. to już wiem, czemu nie dostałam odpowiedzi na maila – jeszcze :P :D )

    • Nie na wszystko odpisuję – nie widzę teraz w skrzynce nic od Ciebie, więc pewnie ostatnio uznałem, że nie mam nic wartościowego do dodania :)

      • Nina Cabaj

        Oczywiście to żarcik był! ;)
        Pytałam o książkę Ferrissa (która godna polecenia), ale już zakupiłam – „4 godzinny tydzień pracy”. :)

  • Ja ostatnio pochłonęłam Hrabiego Monte Christo i najchętniej zaczęłabym czytać go jeszcze raz ;). Jesteś strasznie przekonujący co do tej książki, po majówce mam przymusowy urlop, który na pewno przeznaczę na przeczytanie czegoś nowego, zwłaszcza że ostatnio sięgam po mało książek z tego gatunku, dzięki za polecenie ;)

  • Ewelina Pawłowska

    Ile entuzjazmu! To lubię i już zamawiam książkę :D

  • roszpunek

    poleciłe… tfu, poleciłeś :D

  • No ejjjj, ja już nie mam czasu na czytanie, a tu kolejna porcja książek.
    Już chyba nie wyrobię. Staram się przeczytać „Amerykańskich Bogów” przed premierą serialu, a w międzyczasie chcę przeczytać sagę „Pieśni lodu i ognia”.
    Na ale chyba jeszcze sobie dołożę „Red Rising”. Raz się żyje.

    • PLiO „w międzyczasie” :D powodzenia!

      • A dzięki, dzięki ;)
        Ps. W „międzyczasie” też serial jest w planach :D

  • Bije po oczach entuzjazmem!!! I jak tu się nie skusić i wszelkimi siłami wcisnąć gdzieś do kalendarza wspomnianą trylogię :D

  • Vafloo

    Hmm… Andrzeju, nie obraź się, ale… recenzja entuzjastyczna i normalnie bym chętnie spróbował, ale kiedyś polecałeś niemal równie entuzjastycznie Gen Atlantydzki Riddle’a, spróbowałem i nie mogłem dojść do siebie, bo to jest tak zła książka, że nie potrafiłem zrozumieć jak mogłeś ją polecać… no zobaczymy… może kiedyś

    • Czyli mamy różny gust, proste :)

      • Vafloo

        Zaiste, na to wygląda. Ale nawet jeśli nie skorzystam z Twoich poleceń czytelniczych, to wciąż bardzo cenię inne rzeczy, które robisz. Dobra robota! Tak trzymaj. I powodzenia! :)

  • nieobiektywniej

    Ooo, dobrze znam to uczucie uniesienia, gdy odkryło się niwy literacki świat, z którego nie chce się wychodzić. Mnie tak wciągają kryminału Katarzyny Puzyńskiej, mimo nawału pracy czytam wszędzie i też wstaję wcześniej, żeby zobaczyć, co dalej. 😊
    Science fiction to nie mój konik, ale po takiej zachęcie dam szansę. Jaki jest polski tytuł?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)