Autor: Andrzej Tucholski | 2 czerwca 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 12 minut

Zawsze warto podejmować wielkie decyzje

Równy rok temu siedzę przed komputerem i z ciężkim sercem wpatruję się w ekran. Martwię się, bo czeka mnie decyzja, która skasuje z internetu ponad pięć lat budowania marki, dzięki której rozwijam się, tworzę i żyję. Nie wiem, czy to dobry pomysł. Równie dobrze wszystko może potoczyć się katastrofalnie. Ostatecznie biorę jednak głęboki wdech i wciskam lewy przycisk myszki.

Równy rok temu blog jestKultura.pl przestaje istnieć. 

A po niecałej dobie domeny zaczynają przekierowywać jak należy i blog wraca – tylko że pod adresem AndrzejTucholski.pl. To tutaj, cześć :)

Teoria podejmowania decyzji

Nie można mieć wszystkiego, więc w praktyce jakiś wybór stoi przed nami zawsze.

Sen i zdrowie czy kawa i pieniądze? Czas dla rodziny czy czas dla przyjaciół? Studia czy firma? Pizza czy siłownia? Film w kinie czy audiobook z dziedziny biznesu? Kurs rozwijający kompetencje twarde czy kurs rozwijający kompetencje miękkie?

Duża, dotychczasowa marka bloga, z której już emocjonalnie wyrosłem czy marka nowa, niepewna, ale za to taka, na której myśl AŻ NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ PISANIA?

Co wybrać?

Kiedy jest odpowiedni moment na decyzję, a kiedy na start jej egzekucji?

Czytaj też: ANALIZA ROKU – CO DAJE, DLACZEGO WARTO I JAK JĄ ZROBIĆ

Zawsze interesowałem się tym, czy da się odpowiadać na podobne pytania „najlepiej”. Chciałem wiedzieć jak i po czym rozpoznać ścieżki najbardziej optymalne. Na studiach dowiedziałem się, że jest to wręcz dziedzina nauki z pogranicza ekonomii, ergonomii i psychologii – i bardzo ją polubiłem, nawet w tym formalnym wydaniu. W końcu czym jest życie człowieka jeśli nie pasmem różnych akcji i późniejszych reakcji?

Lub, skoro już przyjmujemy konkretne słownictwo, decyzji i konsekwencji? :)

Ciekawie się robi szczególnie wtedy, gdy konsekwencje są ogromne.

No właśnie.

Dzisiaj chcę Ci opowiedzieć o podejmowaniu decyzji WIELKICH i, jak się często składa, WAŻNYCH.

W lewo czy w prawo? – decyzje dychotomiczne

Decyzje nigdy nie są „A lub B”.

Mój ulubiony przykład to kanoniczne w życiu każdego współczesnego nastolatka „studia czy praca”.

W teorii wybór faktycznie sprowadza się do „studia czy praca”.

W praktyce opcji jest miliard. Studia dzienne i nic innego, studia dzienne i praca, studia dzienne na indywidualnym toku nauczania i inny kierunek na normalny, studia zaoczne w podobnych konstelacjach, praca i nic innego, praca i inna praca, praca i staż, trzy staże i praca, praca i studia online, praca online i studia dzienne, własna firma i praca na etat, własna firma i praca na pół etatu i studia online, własna firma, praca na pół etatu i studia zaoczne – i tak w nieskończoność.

Opcji jest OGROM. Wcale nie dwie.

Czytaj też: METODA PITSTOP – SPOKOJNE, STABILNE I OGARNIĘTE ŻYCIE W 15 MINUT

U mnie – z blogiem – było podobnie. W teorii chodziło tylko o „dalej rozwijać jestKulturę” przeciwko „powołać nową markę osobistą”. W praktyce potencjalnych rozwiązań było tyle, że nawet nie mam siły wypisywać tych, które brałem pod uwagę najmocniej. Było ich jednak koło dwudziestu.

Sugerowane działanie: zawsze zastanów się, czy Twój problem to NA PEWNO problem dychotomiczny a potem wypisz wszystkie najważniejsze scenariusze.

Pomoc: jeśli przytłacza Cię liczba opcji to bardzo dokładnie doprecyzuj

a) swoje aktualne możliwości

b) swoje krótkoterminowe cele

c) swoje życiowe marzenia i aspiracje

… i w oparciu o nie szybko zorientujesz się, że „prawdziwych” opcji jest dosłownie kilka.

„Złe” decyzje

Lęk przed podejmowaniem decyzji często pochodzi od lęku przed konsekwencjami podjęcia ZŁEJ decyzji.

To zrozumiałe.

Tylko że im więcej czytam biografii i im głębiej sięgam po radę do klasycznych filozofii tym częściej widzę podobny schemat: w większości przypadków w ogóle nie ma „złej” opcji. Są po prostu opcje inne.

Jeśli chcecie schudnąć to przy decyzji „pizza czy bieganie” wybór jest oczywisty. Jeśli Waszym priorytetem jest zarobienie pieniędzy, bo musicie pomóc rodzinie, nie będziecie mieli trudu z wybraniem „wakacyjnej pracy” nad „objechanie Europy autostopem”.

Czytaj też: JAK NIE MARTWIĆ SIĘ ŻYCIEM

Ciekawy problem powstaje jednak przy, powiedzmy, wyjeżdżaniu na Erasmusa. Spotykam wiele opinii, jakoby niepojechanie na tę wymianę było „złą” decyzją. No dobrze, wspaniale, tylko jak jest ta „wadliwość decyzji” definiowana? A co jeśli ktoś od lat dużo podróżuje w wakacje i w danym semestrze otworzył mu się interesujący staż?

W przypadku zmiany nazwy i charakteru bloga ryzykowałem tym, że „zabijam markę”. Tylko że ja do tej marki nie miałem już za dużo serca, więc w praktyce i tak bym ją prędzej czy później zabił, ale już wtedy bez równie dobrych perspektyw na rozwój czegoś nowego.

Sugerowane działanie: Wyłącz na moment internet i przestań słuchać „porad”. Realnie zastanów się, jakie są negatywne konsekwencje wybranych opcji.

Pomoc: Zwróć uwagę na to, że negatywne scenariusze mogą powtarzać się przy każdej z opcji – wtedy wiesz, że to po prostu jest „stałe” zagrożenie danego tematu, a nie coś, co grozi akurat wyjątkowo Tobie w tym procesie decyzyjnym.

A co jeśli NAPRAWDĘ nie ma żadnych dobrych opcji?

Dochodzimy do trudnej kwestii czekania.

Niepodejmowanie decyzji jest decyzją samą w sobie. I bardzo często jest to NAJLEPSZA decyzja, bo, jak mawia moja dobra znajoma, jeśli okoliczności nie sprzyjają sercu to najlepiej jest poczekać – zmienią się albo okoliczności, albo serce.

Trzeba tylko wiedzieć NA CO się czeka, bo czekaniem bez żadnych wybranych wskaźników osiągnie się tylko jedno. Ktoś podejmie decyzję swoją i będzie trzeba żyć pod dyktando nieswojego planu.

Czytaj też: JAK SIĘ ODNALEŹĆ?

Ja z rebrandingiem bloga czekałem na moment, w którym „ostatni duży projekt” będzie od minimum dwóch miesięcy nieaktualny, bo dzięki temu wiedziałem, że kolejny duży projekt „wstrzeli” nową nazwę bloga do świadomości dotychczasowych Czytelników – o ile należycie zadbam o jego jakość.

Sugerowane działanie: Zawsze rozważ, czy czekanie nie jest najlepszą z opcji. Jeśli jest, to pamiętaj, by działać tylko w oparciu o mierzalne wskaźniki.

Pomoc: Zastanów się gdzieś na marginesie swojego planu, czy potrzeba czekania nie płynie z błędnego wypisania wszystkich dostępnych opcji. Z mojego doświadczenia w większości przypadków tutaj będzie leżeć faktyczny problem.

Jak się nie bać WIELKICH decyzji?

To akurat bardzo proste. Ktoś jakąś decyzję i tak podejmie.

A czas i tak minie.

To oczywiste, że możesz wziąć kwestię powiedzenia szefowi o nowym projekcie na przeczekanie. Być może jakiś moment będzie lepszy od tego, który masz przed sobą dzisiaj. A być może ktoś Cię ubiegnie i nie dość, że przegapisz budżetowanie wiosenne, to jeszcze w jesiennym znajdzie się projekt konkurencji.

Sugerowane działanie: Powtórne przejrzyj „złe” konsekwencje i uczciwe spójrz w kalendarz.

Pomoc: Od siebie, klasycznie, polecam aureliański stoicyzm :)

Dlaczego zawsze warto podejmować wielkie decyzje?

Skutki czekania i pasywności (bezcelowej) są druzgocące.

Żyje się wtedy pod nieswoje wartości. Czeka nie wiadomo na co. Przegapia się bardzo dobre okoliczności, bo żyje się złudnym marzeniem o okolicznościach „idealnych”. Przegrywa rynkowe szanse, bo nowe nisze zapełniają się graczami szybciej niż ja kicham na słońce po wyjściu z domu w sierpniowy ranek.

W najgorszej opcji wybierze się coś, z czego potem trzeba będzie salwować się tzw. pivotem, czyli zupełnym przestawieniem charakteru działalności. I co? Będzie trudno i być może stracisz kasę lub czas. Te dwie waluty to klasyczne formy zapłaty za najważniejszy z życiowych towarów: doświadczenie :)

Jakoś to będzie.

W najbardziej prawdopodobnej opcji Twoje życie ruszy do przodu, lub będziesz dokładnie wiedzieć, kiedy ten moment startu faktycznie nastąpi.

Po prostu.

Czytaj też: MOJA PRYWATNA PÓŁNOC

Mój przypadek pokazał, że warto. Rebranding w niektórych miejscach wystrzelił mi w twarz a w innych podniósł jakość mojego życia do poziomu, o którym nie śniłem. Obie te kategorie są jednak wyłącznie nostalgicznym wspomnieniem – bo to wszystko było rok temu. To, co się udało, rozegrałem jeszcze mocniej a to, co nie wyszło, naprawiłem najlepiej jak umiałem. O wiele ważniejsze od samej decyzji było to, co z nią robiłem przez kolejne dwanaście miesięcy.

Ostatecznie jestem z tego procesu bardzo zadowolony. Wierzę, że tak naprawdę dopiero się zaczął.

Ale wiesz, mój przypadek to tylko jedna historia. Nie musisz jej ufać.

Polecam biografie, książki filozoficzne (najlepiej klasyczne), książki historyczne o zmianach społecznych i książki o słynnych konfliktach (sam lubię tematy wojny secesyjnej w USA i IIWŚ). Jeśli czyta się je z włączonym filtrem „to jak to jest z tymi decyzjami”, nagle okazuje się, że może faktycznie warto próbować.

Że może nawet „zła” decyzja byłaby sto razy lepsza od wybranej opcji „przeczekajmy to”.

Że może często nie ma czegoś takiego jak „złe” decyzje, tylko co najwyżej decyzje mniej zgodne z optymalnym wypełnieniem założeń.

Że tak naprawdę decyzja jest oczywista, tylko trzeba stanąć przed sobą w zupełnej szczerości.

Takie rzeczy widać, oczywiście, dopiero gdy już się wydarzą.

Znając całość historii każdy może być ekspertem.

Cała sztuczka polega na tym, by historii domkniętych w „całości” mieć jak najwięcej, bo z wiecznej pozycji czekania nauki nie płyną w zasadzie żadne.

Poza jedną.

Nie czekać.

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

///

PS: Na fantastycznej, kieleckiej konferencji Blogotok opowiadałem o rebrandingu razem z liczbami i konkretnymi skutkami. Jeśli interesuje Was zobaczenie tego materiału w formie artykułu to dajcie mi znać, chętnie go przerobię :)

Bądźmy w kontakcie:
  • Joker

    „Niepodejmowanie decyzji jest decyzją samą w sobie. I bardzo często jest to NAJLEPSZA decyzja, bo, jak mawia moja dobra znajoma, jeśli okoliczności nie sprzyjają sercu to najlepiej jest poczekać – zmienią się albo okoliczności, albo serce.”
    Świetny cytat do kalendarza! Dzięki za kolejny świetny tekst! Pozdrawiam!

  • Mateusz Górski

    W kontekście podejmowania decyzji: „Nic nie jest w życiu tak ważne, jak myślisz, że jest, kiedy o tym myślisz”. Dla tych słów opłacało się przeczytać „podręcznik” Kahnemana. Bardzo ta myśl splata się z tym, czego doświadczam w życiu przy podejmowaniu decyzji, bo coś, co wydaje się mega ważne, blednie po odrzuceniu całej opcji. Może to kwestia założeń, ale czuję jednak w tym autentyczność.
    Wniosek: wybrać COŚ. I się cieszyć. (Mówię tu o ciężkich decyzjach, które już są przeanalizowane i wciąż nie możemy się zdecydować). Ja jakoś nigdy nie żałowałem, a to, co miałem stracić idąc w jednym kierunku, przestawało mieć zupełnie znaczenie po podjęciu decyzji. Może to kwestia farta. Albo założeń, albo coś.
    Wpis oczywiście bardzo przyjemny, jak zwykle, pozdrawiam!

  • Finnicouln

    Twoje Teksty (przez duże T) zebrane w jedną książkę, którą przed snem można na chwilę otworzyć, a później zostać z Twoimi myślami kreującymi moje.. – ideał :) pozdrawiam

  • Właśnie jestem w trakcie przeprowadzania podobnej operacji na żywym organizmie:
    http://maciejwojtas.pl/1-zmiana-zawodu/

  • To niesamowite, stoję własnie przed ważną decyzją, włączam internet w poszukiwaniu inspiracji a tutaj mój ulubiny bloger pisze- nie czekaj! Dziekuję, skąd wiedziałeś:)
    PS. chetnie poczytam o rebrandingu z cyferkami i konkretami.
    Buziaki!

  • Genialny tekst!

  • Czytałbym :D

  • Maciej Margas

    Bardzo mnie interesuje ten materiał :)

  • U mnie mało rzeczy, które biorę na „przeczekanie” wynika ze strachu. Dawno temu nauczyłam się NIE czekać na tzw. lepsze jutro. Odkładanie pewnych spraw bierze się u mnie z… wnętrza. Mam na tyle głęboko poukładane priorytety, że moje serducho wie, na co i kiedy jest czas, a do czego kompletnie nie warto się teraz zabierać na 100%, mimo że głowa trąbi co innego. Z konsekwencji tych decyzji zawsze byłam zadowolona PO czasie, gdy się okazywało, że był to najlepszy wybór z możliwych (albo tych, które po prostu znałam).
    A na Blog Conference Poznań jednak się nie zobaczymy, czego żałuję strasznie, bo od dawna chciałam posłuchać Cię na scenie, ale.. Właśnie wylądowałam w szpitalu, i te priorytety mnie tu raczej zatrzymają ;)

  • <3

    I słów nie trzeba.
    Dzięki za ten tekst, jest w punkt.

  • Ja przeważnie podejmuje decyzje w oparciu o swoją intuicję. Im większe doświadczenie tym lepsza intuicja. Wybory nie zawsze są trafne ale lepsze to niż ciągłe gdybanie :) najgorzej kiedy nietrafny wybór ciągnie się potem za nami przez dłuuugi czas.

  • Prowadzę dwa blogi. Jeden z pasji, a drugi już teraz tylko z przyzwyczajenia i sentymentu. Bardzo trudno porzucić coś co się budowało przez lata. Coraz bardziej zastanawiam się, czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby przekazanie go w dobre ręce.

    • Bloga można też oddać w inne ręce, aby nie „usechł”. Generalnie rezygnacja z czegoś, gdy spotkaliśmy się już ze ścianą i uważamy, że nie zapewni nam niczego jest mądrą decyzją.

  • Klaudia

    Świetny post, Andrzej. Uwielbiam czytać Twoje twory – są prawdziwe i trafiają w czuły punkt. Nigdy nie rezygnuj z prowadzenia tej strony, proszę. ;)
    Serdecznie pozdrawiam.

  • Zlikwidujmy strefy komfortu i zacznijmy wychodzić poza znane i bezpieczne ramy, które nie dają nam ŻADNEGO rozwoju :)

    Pozdrawiam mega pozytywnie

    • Zula

      Zgadzam się Pawle, ale z własnych doświadczeń pozwolę sobie zniuansować Twój komentarz. Warto wychodzić poza ramy, próbować nowych rzeczy, co nie znaczy, że musimy dalej iść tą samą ścieżką. Rozwój to również uświadomienie sobie swoich ograniczeń, zrozumienie co jest dla mnie ważne, wtedy rownież pojawiają się nowe możliwości. Chciałam tylko to dodać do Twojej wypowiedzi, bo wiadomo różni są czytelnicy i różne ich problemy, może komuś to pomoże :)
      Pozdrawiam wszystkich i pamiętajcie, że nieosiągnięcie celu nie jest porażką ;)

      • Dzięki za komentarz :) Jasne, każdy ma trochę inne podejście do tego samego tematu, ale fajnie słuchać różnych wypowiedzi.

        Pozdrawiam

  • Przeczytałam do porannej kawy (Twoje zdrówko, Andrzeju!) i od razu poczułam jaki taki przypływ motywacji do wszystkiego, czym muszę się dziś zająć :) dzięki!

  • Masz rację. Nie podejmując wielkiej decyzji możemy coś przegapić. Śmiem jednak napisać, że nie powinieneś pisać, że ZAWSZE warto je podejmować. To nie jest tak, że w najgorszym wypadku wielka decyzja nie przyniesie nic dobrego. Cyt. :) „Równie dobrze wszystko może potoczyć się katastrofalnie. „. Przed podjęciem wielkiej decyzji powinniśmy rozważyć czy skutki pozytywne są na tyle dobre, że warto zaryzykować pojawienie się skutków negatywnych. I co najważniejsze, czy doświadczenie tych skutków negatywnych jest coś wartym doświadczeniem. Wiesz o co chodzi.

  • Andrzeju, dla mnie to Twój najlepszy tekst. Dzielisz się tym wszystkim i można cieszyć się Twoim szczęściem. To jest fajne, że choć nie znamy się osobiście, to mogę temu towarzyszyć i najlepsze wnioski wyciągać dla siebie. Życzę Ci dalszych sukcesów i „nie-czekania”. :)

  • Potrzebny był mi taki kop w sytuacji, w jakiej jestem. Dałeś mi tym tekstem, silę na niebanie się odważnych kroków.

  • Ja bym bardzo chciała taki artykuł o rebrandingu!

  • Dziękuję za ten tekst.

    Od dawna waham się… Nie, nie waham, tylko boję poważnych zmian, które chcę wprowadzić w swoim życiu i pomogłeś mi zebrać dodatkowe siły, by iść z nimi dalej.

    Dzięki.

  • Lubię wychodzić z założenia, że niepodjęcie decyzji, też jest decyzją. Skutecznie pomaga to zwalczać ‚moralniaka’, że czegoś się nie zrobiło, choć ‚powinno’. Jak np. rozwój własnego bloga.

  • Kiedy napiszesz książkę podejmującą te tematy Andrzeju? Na blogu ta cenna wiedza jest rozsiana i jestem na tyle leniwy (wiem, słaba wymówka), że nie chce mi się łączyć kropek. Wolałbym dostać uporządkowaną wiedzę w jednym miejscu, czyli książce.

  • Agnieszka Dudek

    Ale czasami to naprawdę nie wiadomo co robić i wydaje się, że najlepiej to jest usiąść i czekać. Nawet jeśli się coś robi, rysuje, jeździ na rolkach, że nie wiadomo, co zrobić, że można tylko czekać, żeby się dowiedzieć co robić.

  • Popieram w całej rozciągłości zasadę „nie czekać”. Doświadczenie wielokrotnie pokazało mi, że nie można życia odkładać na później, z całym inwentarzem też trudnych i może „gorszych” decyzji. Dorzuciłabym jeszcze tylko, żeby ufać intuicji i nie lekceważyć symptomów. To są moje 2 żelazne zasady po przykrych doświadczeniach w życiu zarówno prywatnym, jak i zawodowym.

  • Alicja

    Decyzje, zmiany…
    Andrzej i czytelnicy: mieliście już okazję przeczytać książkę „Kto zabrał mój ser?” Jeśli nie, to polecam. Johnson Spencer wiele mnie nauczył.

  • Wreszcie znalazłam dłuższą chwilę, żeby ten tekst przeczytać z należytą uwagą. W trudnym momencie mojego życia mi go zafundowałeś – a jesteś już 3cią osobą, która robi coś podobnego w ostatnim tygodniu. To wygląda na oczywisty sygnał ,,Do boju!”. :)

  • Nina Cabaj

    Dobry, bardzo dobry tekst! :)

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)