Czas czytania: około 9 minut

Minimalizm dla początkujących

Lubię mieć rzeczy. Zawsze lubiłem. Cenię sobie posiadane kolekcje gier, książek, komiksów, gier planszowych, płyt z muzyką. Problem jest tylko taki, że czystą i spokojną głowę też cenię. A jak ma się nieporządek dookoła, to i o nieporządek w myślach łatwo.

Od lat walczę z nawykiem gromadzenia rzeczy i mogę się Wam pochwalić, że powoli zaczynam odnosić pewne sukcesy. Głównie dotyczące starszych przedmiotów, o których wiem, że już nigdy nie będę ich używał, ale z drugiej strony, jeeeeeeej, przecież nadal je lubię. Po sporym wysiłku nauczyłem się odcinać drugą część zdania i postępować zgodnie z zamierzeniem części pierwszej.

Niestety, do niedawna nie wiedziałem dokąd z tym wszystkim zmierzam.

Nigdy nie chciałem być pełnym minimalistą, człowiekiem posiadającym mniej niż 100 rzeczy i tak dalej. Ja naprawdę lubię moją kolekcję książek i nie, akurat z nią nie zamierzam się rozstawać. Te książki to dla mnie wiedza, doświadczenie, coś, do czego wracam. Jak więc poradzić sobie z myśleniem “co wylatuje” a co zostaje?

Okazuje się, że to nie jest takie trudne :)

Poznajcie Katarzynę Kędzierską

Zawdzięczam jej sporo celnych wskazówek :)

Katarzyna to autorka największego i najważniejszego polskiego bloga o minimalizmie, Simplicite.pl. Podpowie jak poradzić sobie z chomikowaniem lub, bo czemu nie, jak uczynić swoje życie bardziej “eko”. Prywatnie jest spokojną, ujmująco sympatyczną kobietą o wielkim uroku i dorównującej mu charyzmie. Dodajcie sobie do tego równania galopującą inteligencję i prawnicze wykształcenie i będziecie mieli pewien ogląd tego, jak wyjątkowa jest to postać.

Oprócz prowadzenia butikowej kancelarii patentowej i wspomnianego już bloga, Katarzyna wydała niedawno książkę. Aktualnie cieszącą się statusem bestsellera pozycję “Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce“.

Poprosiłem ją, by pewne podstawy swojej pasji przedstawiła Wam :)

Moi drodzy – zaczynamy!

Minimalizm dla początkujących

(Artykuł autorstwa Katarzyny Kędzierskiej.)

Gdy Andrzej poprosił mnie o tekst o minimalizmie dla początkujących, byłam bardzo zaskoczona. Wydało mi się, że w obliczu obecnej, swoistej „mody” na minimalizm, nikt nie potrzebuje już czytać o podstawach, początkach, wartościach.

Moja długa przygoda z dziwnym zjawiskiem społecznym, jakim jest minimalizm rozpoczęła się od starcia z domową biblioteczką wiele lat temu. W trakcie jednej z przeprowadzek zderzyłam się ze swoimi książkami. Było ich kilkanaście kartonów. Dużych, w pełni załadowanych literaturą, poradnikami, kodeksami, skryptami, dokumentami i segregatorami. Ich ciężar urywał ręce, a ja próbowałam odpędzić od siebie myśl, że muszę je znieść do samochodu, zapakować do bagażnika, wypakować, a potem wnieść do nowego mieszkania. A to był tylko ułamek mojego skromnego, jak mi się wtedy wydawało, dobytku.

Upraszczanie życia okazało się dla mnie długim, wieloletnim procesem, który zaczął się właśnie w tamtym momencie – gdy poczułam ciężar tych książek. Nie, nie ten metaforyczny, ale czysto fizyczny. Nagle zrozumiałam, że nie potrzebuję bagażu, że chcę przeżyć moje życie po swojemu, lekko. Wbrew schematom. Chciałabym napisać, że przeżyłam oświecenie, wskutek którego pozbyłam się 70% swojego dobytku, a teraz żyję z jedną miską i łyżką. To jednak nie byłaby prawda. Pozbyłam się mnóstwa rzeczy, ale nie wiem, ile ich było dokładnie. I w gruncie rzeczy, nie jest to zbytnio istotne.

Dzisiejszy tekst kieruję do tych z Was, którzy czują ten nadmiar. Nieważne, której sfery życia on dotyka. To może być przepełniona szuflada „na wszystko”, której codzienny widok uwiera niczym pyłek w oku. Bałagan w skrzynkach mailowych i na dysku komputera. To może być również nadmiar bodźców, informacji, nieustanny problem z dokonaniem właściwego wyboru.

Ciężar ambicji i oczekiwań, które nakłada na Ciebie współczesny świat, albo Ty sam.

Czujesz to?

Pozwól, że na moment cofnę się w czasie o 15 lat. Miałam wtedy 19 lat i całe dorosłe życie przed sobą. Jednocześnie byłam przekonana, że moja życiowa ścieżka jest już poniekąd ustalona. Miałam w planach pójście na dobre studia, a potem do pracy. Myślałam, że w międzyczasie założę rodzinę, pojawią się dzieci. Zbuduję dom, zasadzę drzewo. Może to kwestia wychowania w małym mieście, ale wtedy nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłabym żyć tak, jak żyję w chwili obecnej. Świadomie bez etatu, bez dzieci i bez domu. Czy to znaczy, że w etacie i dzieciach jest coś złego? Absolutnie nie. Chodzi o świadomy wybór WŁASNEJ ścieżki życiowej.

I w tym pomógł mi minimalizm.

Mogłabym napisać ten tekst od bardzo praktycznej strony. 10 porad, jak wdrożyć minimalizm w swoim życiu. Jak skutecznie posprzątać piwnicę czy szafę z ubraniami. Pewnie klikałby się dobrze. Jednak, czytając komentarze do tekstów Andrzeja wiem, że Ty, drogi Czytelniku, nie idziesz w życiu na skróty. Bo minimalizm nie jest zbiorem gotowych reguł „jak żyć”, ale narzędziem, które pomaga uporządkować życie. Gdy pozbędziemy się wszystkiego, co zbędne: rzeczy, obowiązków, projektów, toksycznej ambicji, cudzych oczekiwań – zaczniemy szukać własnego sposobu na życie. Przestaniemy identyfikować się poprzez rzeczy.

Wyobraź sobie, że Twoje życie jest jak walizka (lub plecak, jak kto woli). Od najmłodszych lat wkładasz do niej wszystko, czego się dowiadujesz o świecie, co jest ważne dla Ciebie i Twoich bliskich, wszystkie doświadczenia, obserwacje, nabywane umiejętności, oczekiwania i potrzeby – nomen omen nazywamy to BAGAŻEM doświadczeń. Nieświadomie dźwigasz na co dzień ogromny ciężar – własnych i cudzych oczekiwań, doświadczeń i niezrealizowanych ambicji, a także niektórych przekonań, które sprawiają, że myślisz o sobie i o świecie w określony sposób. Bardzo często zdarza się też, że pod naporem trendów, popularnych idei lub kierunków zwyczajnie zapominasz o swoich priorytetach.

Bo wybór jest zbyt duży.

Ukrywasz się pod warstwą opinii, przekonań i przedmiotów, bo tak łatwiej i wygodniej.

Znasz to uczucie, gdy po posprzątaniu szafki w kuchni oraz poustawianiu w niej równo talerzy i kubków sięgnięcie po filiżankę do porannej kawy staje się czystą przyjemnością? Dokładnie tak samo jest z naszym wnętrzem – trzeba czasem odrzucić wiele zbędnego balastu, który nagromadził się przez lata – wyczyścić siebie tak samo, jak porządkuje się swoje otoczenie, odgruzowuje szafę z ubraniami czy piwnicę.

Zacznij porządki w sferze materialnej – tak jest łatwiej. Bez wymówek. Po prostu zacznij od uporządkowania jednej, małej szuflady w kuchni, jednej półki z ubraniami, jednego folderu ze zdjęciami. Bądź konsekwentny, a zanim się obejrzysz, spróbujesz zerwać grubą warstwę przyzwyczajeń, stereotypów i przedmiotów, które miały Cię określać, bo sam siebie określić nie potrafiłeś.

Jeśli postanowisz wypróbować w swoim życiu idee minimalizmu, zacząć je upraszczać, chciałabym bardzo, żeby była to świadoma decyzja. Zanim sięgniesz do konkretów, do narzędzi i metod zastanów się, po co Ci ten cały minimalizm? Czy to prawdziwa potrzeba, czy też kolejny trend, za którym bezmyślnie podążasz? Im głębiej sięgniesz, tym bardziej skorzystasz. Dla mnie minimalizm nie jest modą, chwilowym kaprysem zmęczonego bogactwem dzieciaka. Jest to wybór, który oparłam na wyznawanych przez siebie wartościach.

Minimalizm to narzędzie, które pomaga mi żyć bazując na tym, KIM jestem, a nie na tym, co MAM. Przejście przez ścieżkę „mniej” sprawiło, że poczułam niewiarygodną wręcz wolność. Wolność od nadmiaru rzeczy, ale przede wszystkim wolność od perfekcji i konieczności spełniania cudzych, ale i własnych wybujałych oczekiwań.

Co teraz?

OK, to znowu ja (tzn. Andrzej).

Wow.

Wiedziałem, że prosząc Katarzynę o artykuł dla Was podejmuję dobrą decyzję, ale sposób w jaki zdecydowała się “ugryźć temat” zachwycił mnie ponad jakikolwiek rozsądek. Tak, to prawda. Porządek dookoła siebie i porządek w głowie idą w parze i w trudnych chwilach można jeden ciągnąć drugim. A gdy problem będzie odwrotny – drugi można ciągnąć tym pierwszym.

Jeśli spodobał się Wam ten tok myślenia i macie ochotę na więcej to, po pierwsze, koniecznie rzućcie okiem na książkę Katarzyny. Jest w ciągłej sprzedaży w wielu sklepach w Polsce i, po prostu, warto. Po drugie, wskoczcie w głębiny jej bloga i zobaczcie, jak z elegancją można pisać zarówno o rzeczach prostych jak i tych zupełnie najtrudniejszych.

Po trzecie, i zarazem ostatnie, sięgnijcie dziś po jedną szufladę. Po jeden folder ze zdjęciami. A potem go uporządkujcie.

(Podziękowania za super nastrój ślijcie do Katarzyny!)

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 
Bądźmy w kontakcie:
  • Weronika Manista

    W minimalizmie zawsze zastanawia mnie jedna rzecz: przecież przedmioty mam po coś. Mam 4 pary butów i nie wiem jak mialabym mieć mniej – sportowe, na basen, zimowe, na co dzień. A to już karton. W innym kącie mam matę do ćwiczeń, giare, laptopa, trochę naczyń. Używam codziennie. Przytłacza mnie ilość rzeczy, wyprowadzka jest zawsze klopotem, ale kiedy się nad tym zastanowić to niewiele jest tego czego mogłabym się pozbyć – nic to nie zmienia, rzeczy mam po coś.

    Tak w skrócie opisalabym mój dylemat, jako osoby potrzebującej więcej przestrzeni, spokoju i poczucia większej kontroli (=i w takim sensie warto by realizować minimalizm), a jednocześnie niemożliwości wprowadzenia tego w zycie, bo “robić” (czyli być, stawac się) zazwyczaj łączy się z “posiadać coraz więcej” – im więcej zainteresowań, tym więcej sprzętu potrzebnego do realizacji, bo wynajem po prostu się nie opłaca.

    • Taka moda, warto z niej wziąć wartościowe elementy, ale pójście na całość to niekoniecznie dobry pomysł.

    • Tomek Głowacki

      Pozwól, że posłużę się metaforą. Przez kilka lat grałem z moim zespołem w piwnicy. Dzieliło się to na kilka etapów:
      1. Wejście do MEGA zasyfionej piwnicy – nasz sprzęt: dwa bongosy dla perkusisty i dwie gitary akustyczne (nie mieliśmy basisty!)
      2. Stopniowe porządkowanie piwnicy (nie mogliśmy nic wyrzucić, tylko przestawiać!)
      3. Powiększanie wolnej przestrzeni i zasłanianie syfu np. kocami
      4. Zakup PERKUSJI (która zajmuje mnóstwo miejsca)
      5. Wniesienie wzmacniaczy, gitar itd.
      6. Remont generalny (odkurzanie – odkurzacz do wyrzucenia, zamiatanie, kolejne przestawianie i wciskanie przedmiotów na zasadzie matrioszek, polecam)
      7. Mega zadowolenie z super czystej piwnicy :)
      8. Kolejny raz sprzątanie syfu. Efekt końcowy: jeszcze lepiej niż wcześniej!

      i tak w kółko punkt 7 i 8 :) Dodam że wymagało to sporo gimnastyki (“Nie możemy nic wyrzucić”), kreatywności i kombinowania. Dochodziło to do takiego ekstremum że wielkie ciężkie drewniane stoły pełniły funkcje ścian, pojemników itd.
      Od tego momentu nazywam się Złotą Rączką :P

      Reasumując – uważam że również możesz jakoś zagospodarować to miejsce nie wyrzucając nic. Również posiadam sztangi, gryfy, gitary, wzmacniacz, kilka ścian książek ale staram się na bieżąco planować i stopniowo realizować przemeblowanie :D

      • Weronika Manista

        Mniej więcej tak staram się, póki co, realizować założenie. Ale wydaje się, że dość daleko mu do minimalizmu. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak do tego podchodzą “praktykujący minimaliści” (brzmi religijnie, nie?). Zazwyczaj po filmikach na yt nie odnosi się wrażenia żeby mieli naprawdę mało rzeczy. Zdaje się, że Maria Czubaszek w swojej książce pisała, że najlepiej czuje się w pokoju, w którym nie ma nic poza materacem i kocem, może jeszcze jakimś kubkiem i aktualnie czytaną książką, a wspominam o tym dlatego, że mam podobnie (o czym przekonałam się w trakcie remontu), ale taki stan jest po prostu, moim zdaniem, niemożliwy do utrzymania. CHYBA ŻE masz dodatakowy pokój, jeden do życia, a jeden do kontemplacji natury wszechświata (;)). Nie wiem jak być aktywnym, mającym wiele zainteresowań, podrużującym minimalistą, z (nie daj bóg) kilkoma przyjaciółmi, których czasami zaprasza się na kolację, a wtedy coś się im gotuje i podaje i jeden kubek i łyżka to trochę za mało.

        • Tomek Głowacki

          W sumie minimalizm to taki ciekawy sposób na nudę – zawsze jest coś co można wyrzucić/przenieść/zreorganizować, a nigdy nie uzyska się efektu końcowego :D Z tym że ta praktyka owocuje pożytecznymi efektami, więc chyba warto spróbować

    • jbogusz

      Miałam podobny problem. Jednak wydaje mi się, że kluczem do minimalizmu jest wyłapanie tych rzeczy, których faktycznie jest za dużo, a mogłoby ich nie być. To mogą być sterty kubków w kuchni (bo taki ładny, to kupię), pościeli, ciuchów, lakierów do paznokci, świeczek… każdy chyba ma taką rzecz. Plus ważne jest świadome kupowanie rzeczy, które są dobrej jakości i nie zniszczą się zbyt szybko. Do tego złapanie tendencji do naprawiania, a nie wyrzucania. Ja zaczęłam od małych kroczków i naprawdę – daje to satysfakcję i ulgę :) Dzięki, Kasia! I dzięki, Andrzej!

      • Hej, lepiej bym tego nie ujęła. :) Z drugiej strony zastanowiłabym się też, czy te wszystkie rzeczy do “zrobienia”, które łączą się z “posiadaniem coraz więcej” to faktycznie świadomy wybór, a nie robienie, bo wypada być zajętym, albo głupio zostać w tyle… Czy te wszystkie zainteresowania to faktycznie MOJE zainteresowania, czy też może spełniam czyjeś oczekiwania w tym względzie. Tak tylko zostawiam do przemyślenia. :)

    • Marek

      Ograniczanie ilości rzeczy może być środkiem do celu albo celem. Jeśli będzie celem, to wyrzucisz trzy pary butów i będziesz cierpieć, albo na swojej internetowej liście dowodzącej jak bardzo ograniczyłaś ilość rzeczy policzysz cztery pary butów jako jedną rzecz, jak to robią niektórzy “ekstremalni minimaliści”. Jeśli będzie środkiem to może nawet uznasz, że potrzebujesz jeszcze eleganckich butów i kupisz piątą parę, po prostu nie kupisz jeszcze dziesięciu zbędnych par.

      • Weronika Manista

        Wydaje mi się, że traktowanie 5 par butów jako “1 rzecz” bo w końcu jedna kategoria to trochę takie “głaskanie minimalistycznego sumienia”. To nadal jest karton butów. Czy też szafa, zależy co kto ma. Ja chciałabym móc się spakować do jednej walizki i nie przedźwignąć :).

  • Nadal czasami zaskakuje mnie to, że często szukając jakiegoś wartościowego tekstu, który wpasuje się w moje aktualne potrzeby, trafiam tu. Dziękuję Andrzej, że tworzysz tak wyjątkowe miejsce i dziękuję Kasiu, za ten tekst! :)

  • Marcin

    A ja właśnie przeczytałem Zen to Done i staram się powoli wprowadzać nowe nawyki do mojego życia. Bardzo fajny artykuł :)

    • Dobra książka?

      • Marcin

        Dobra, coś pomiędzy GTD a 7 nawyków Covey’a – właściwie ich streszczenie i synteza. W podobnej orbicie Greg McKeown “Esencjalizm” super:)

  • Czytam bloga Kasi, a jej książka czeka już na mnie na Kindlu. Sama też wdrażam minimalizm do swojego życia i przyznam, że musiałam przestać myśleć o emocjonalnym aspekcie przywiązania do rzeczy. Coraz mniej czasu spędzam na zakupach, a coraz więcej na sprawach, które odkryłam, że są dla mnie ważne. Zamiast być odbiorcą i konsumentem zdecydowałam się wyjść na zewnątrz i współtworzyć to, co mam wokół (czyli moje miasto), w sposób alternatywny do tego, które narzuca nam “system”. Bo dla mnie minimalizm to nie tylko pozbycie się nadmiaru. To przede wszystkim odgruzowanie życia, żeby mieć czas skupić się na swoich priorytetach.

  • Jestem wielką fanką Kasi. Dysk na komputerze czysty, szafa czysta (choć jeszcze pełna), kuchnia czysta. Taaak… I żyje się lepiej ;-)

  • Minimalizm czyli praca nad nie gromadzeniem niepotrzebnych rzeczy oraz uporządkowaniu swojej przestrzeni do pracy :) Tak widzę temat minimalizmu.

  • omnomomg

    Dziękuję za to,że prowadzisz tego bloga.Często tu wracam.Sprawiasz,że “się chce”.

  • Olga

    Dziękuję :)

  • Świetny wpis!

  • Idealnie. Tego własnie potrzebowałam. Burdel w mieszkaniu odzwierciedla mój burdel w głowie… Koniec roku to dobry moment na uprzątnięcie wszystkiego (zarówno w sferze materialnej jak i mentalnej) i wejście w nowy rok “na czysto”…

  • Wazy

    Jak pytali Daniela Radcliffe’a ktora rzecz ze swiata czarodziejow chcialby miec, odpowiedzial: peleryne niewidke. Faktycznie, fajna sprawa (szczegolnie dla tak rozpoznawalnej osoby). Ale ja osobiscie marzę o myślodsiewni… :-)

  • Not me

    To będzie trochę zabawne, co napiszę, ale co tam. Jest teraz swego rodzaju boom na “dziewczynę od sprzątania,” Marie Kondo. Chyba Kasia była na spotkaniu z nią, tak kojarzę z Simplicite :) w każym razie, przeczytałam jej książki i ta druga (Tokimeki) mnie zachwyciła. Podejście Marie jest proste i genialne: (1) wyobraź sobie swoje idealne życie, ale takie, w którym mieszkasz w swojej obecnej przestrzeni- czyli wyobraź sobie swoją przestrzeń w najbardziej idealnej dla Ciebie wersji, (2) biorąc do ręki każdą swoją rzecz zastanów się, czy daje Ci radość, czy wpisuje się w obraz Twojej idealnej przestrzeni, (3a) jeśli tak, zostaje (3b) jeśli nie, podziękuj jej i pozbądź się jej. To jest, moim zdaniem, esencjalizm w praktyce, w formie łatwej do przetrawienia. Też to dziękowanie jest w dechę, bo pozwala pozbyć się poczucia winy, że pozbywamy się czegoś (nietrafionego prezentu. czegoś co kupiliśmy i nie użyliśmy. itd).

    Trochę się wstydzę, że nie dość, że nie skomentuję górnolotną myślą, to jeszcze ściągam dyskusję do poziomu modnej książki. Ale mam poczucie, że gdzieś pod skórą minimalizmu, mimo tego zarzekania się, że przedmioty to tylko przedmioty, jest miejsce na to, żeby czerpać radość z obcowania z nimi. W ogóle po lekturze tej książki (może książeczki, bo to dosłownie na dwa wieczory) moje myśli krążą wokół tego, jak nie doceniamy radości, jak ją dyskredytujemy albo pomijamy skupiając się na wzniosłych celach. Mnie ta mała książeczka kupiła bardziej niż dążenie do pokoju z krzesłem i kubkiem. Bo zobaczcie, jeśli pozbędziemy się wszystkiego oprócz najpotrzebniejszych rzeczy, faktycznie będzie mnóstwo miejsca na poszukiwanie siebie. Ale jeśli pozbędziemy się wszystkiego oprócz tego, co daje nam radość, dowiemy się co daje nam radość. To jest bardzo ważna informacja.

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)