Autor: Andrzej Tucholski | 15 września 2015 | Komentarze:
Czas czytania: około 9 minut

Pozytywne myślenie – kiedy jest przesadą

Pozytywne myślenie. Zrodzony w latach trzydziestych ubiegłego wieku synek optymizmu i nadziei. Część ludzi widzi w nim lek na całe zło i czuje się z nim pewniej niż z istnieniem podatków. Inni z kolei szczerze go nienawidzą i chętnie pokazaliby tym pierwszym “prawdziwe życie”, by ich wybić z dziecinnego stuporu. Najlepsze jest to, że obie grupy myślą błędnie.

Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy pozytywnego myślenia mają sporo do powiedzenia na siebie nawzajem, dlatego w ramach porządnego omówienia tematu postanowiłem odnieść się do zewnętrznego odniesienia i badań :)

Czy to na pewno najlepsza metoda na planowanie przyszłości?

Terminy & metoda

Optymizm i pesymizm przyjęło się najprościej tłumaczyć ze szklanką, do której nalano wodę do równej połowy objętości naczynia. Optymista widzi szklankę do połowy pełną. Pesymista widzi szklankę do połowy pustą. Thor widzi śmieszny, ludzki wynalazek który fajnie rozwala się o kafelki restauracji.

Do omawiania obu tych podejść zastosuję metodę kontrastowania mentalnego profesor Gabriele Oettingen, autorki wydanej jesienią 2014 książki pod tytułem Rethinking Positive Thinking. Przyjęło się tę metodę prezentować przy pomocy modelu WOOP. Zdaniem profesor Oettingen człowiek powinien najpierw ustalić ważne dla siebie cele (Wish), potem wyprowadzić od nich pożądane wyniki (Outcome), potem przewidzieć wszystkie istotne problemy mogące przeszkodzić w procesie (Obstacles) i wreszcie rozpisać dokładny, radzący sobie z nimi plan (Plan).

Banalny przykład: mogę chcieć zaskoczyć Karolinę ciastkami (Wish), bo na pewno wtedy bardzo by się ucieszyła (Outcome), ale co do zasady dramatycznie nudzi mi się w kuchni (Obstacles), więc po prostu zabieram ze sobą do słuchania podcast (Plan). W ten sposób wszystko jest ogarnięte. Bez podcastu pewnie bardziej bym się tymi ciastkami sfrustrował niż ucieszył, a gdybym myślał tylko o nudzie to w życiu bym się nie zebrał.

Planowanie kariery lub zakładanie rodziny też możecie tam wpisać :)

Wish + Outcome + Obstacles + Plan = WOOP. Obrazki będą zaraz.

Model przesadzonego optymizmu

Czasem nazywany też “tragiczną pomyłką religinej wiary w siłę przyciągania” lub, ale to rzadziej, “dlaczego Sekret nie ma na końcu wsuwki reklamowej prawdziwych poradników”.

O ile znam parę osób, które dzięki zajawce na płytką super-przyszłość z sukcesem zaczęły interesować się faktyczną psychologią stojącą za udanym życiem, tak większość nie podejmuje tego wysiłku. A szkoda, bo mając pierwszy krok za sobą dalej byłoby prościej.

Sporo odnóg pozytywnego myślenia ma badania, które nie kleją się z medialnym wizerunkiem tego nurtu. Ciekawym przykładem są autoafirmacje, czyli wyrażanie ważnych wartości osobistych (jestem zupełnym kozakiem w hokeju na trawie), które zgodnie z kilkoma publikacjami istotnie wpływają na lepsze wyniki w szkole, pracy i w sporcie (zachowuję się pewniej w drużynie, więc w efekcie zdobywam sporo punktów).

Rzadko jednak wspomina się, że jest to miecz obosieczny. Przesadne upewnienie co do swoich pozytywnych cech może – w obliczu porażki – zupełnie zniechęcić do pierwotnego celu (skoro przegrałem to może w ogóle nie powinienem w to grać, bo jednak nie jestem zupełny kozak). Sprawdziła to w 2012 roku drużyna Vohs, Park i Schmeichel.

Osoby przesadnie optymistyczne mogą zatracić kontakt z z rzeczywistością. Często traktują wyzwania jako zbyt proste i trapi je potem np. chroniczne nieprzygotowanie merytoryczne. Może też pojawić się naiwna wiara w “magiczne” rozwiązywanie się problemów, o ile tylko bardzo się tego chce. Nauka jak na razie nie znalazła dowodów na istnienie magii. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jest to nastawienie, które dodaje sporo energii i przy odrobinie samozaparcia zbawiennie wpływa na poziom aktywności względem motywacji.

(Bo są też takie fajne przypadki, jak ludzie “uzależnieni od poradników”, którzy nigdy nie przekuwają poznawanych metod na praktykę, ale tym zajmiemy się kiedy indziej.)

Gigantyczna energia sprawcza „nie natrafiająca na żadne przeszkody” często po prostu rozbija się o niewidziane wcześniej skały. Widać to dobrze na poniższej wizualizacji. Jakiś tam plan w końcu powstaje, ale jego wartość strategiczna, nie nastraja, o zgrozo, optymistycznie :)

Model przesadzonego pesymizmu

Świetnie podsumowują go trzy bardzo dobrze znane wszystkim słowa: “nie uda się”. Negatywne myślenie o świecie ma sporo sensu w kontekście bycia przygotowanym na najróżniejsze kłopoty. Niestety, wpływa zgubnie na ludzkie motywacje i przekonania. Przykładów jest od groma. Ot, choćby osoba, która nastawia się na to, że zostanie źle potraktowana w sklepie, często faktycznie prowokuje konflikty, bo zamiast podejścia neutralnego względem sprzedawcy, już na wejściu zachowuje się defensywnie i nieprzyjemnie.

To pewne, że w modelu WOOP pesymiści poradzą sobie o niebo lepiej z wynajdywaniem potencjalnych przeszkód, ale za to w wielu przypadkach mogą nigdy nie dojść do etapu ustalania planu. Pesymizm skutecznie rozpuszcza jakąkolwiek motywację do postaci smętnej kałuży.

Skoro się nie uda, to po co się męczyć, prawda?

(Tak na marginesie – pesymiści lubią twierdzić, że przesadny optymizm jest zakłamany i szkodliwy, ale niestety nie znajduje to oparcia w nauce. Przykładowo, ludzie cechujący się silnym myśleniem pozytywnym mają znacząco wyższe szanse przeżycia i remisji raka (Rom, Miller, Peluso, 2009) a analiza 100 pacjentów terapii, spośród których 43 czytało książki “self-help” pokazała, że wyłącznie czworo zgłosiło “umiarkowaną szkodę”, podczas gdy 34 osoby zgłosiły “korzyść bez szkody” (Halliday, 1991).)

Model zrównoważony

Ludzie, co do zasady, chcą coś w życiu osiągnąć. To nie jest tak, że bez poradników pozytywnego myślenia nie wpadlibyśmy na to, że chcemy być astronautami, pisarzami, architektami czy dyrektorami wielkich firm. Problem jest jednak taki, że człowieka często trapią, na przykład, różnego rodzaju intruzywne myśli. To takie myśli, które nagle wjeżdżają Ci do głowy we wtorek o pierwszej nad ranem i zaczynasz wspominać sobie, jak się ośmieszyłeś przed znajomymi w drugiej klasie liceum :)

A już nie daj Boże, gdy podobna słaba myśl zacznie Ci ruminować, tzn. w sposób obsesyjny “mielić się” przez długi czas, niezależnie od tego co robisz. To częsty przypadek, gdy ktoś nie jest w stanie “zejść” z myśli o tym, że może mu się nie powieść, bo przecież już kiedyś odniósł porażkę. Takie ciągłe rozważanie wątpliwości

Niestety, jak zażartowali niedawno Wulff & Morgenthaler, współczesny człowiek nie ułatwia sobie sytuacji.

Stąd piękno i prostota praktycznego optymizmu, “zdroworozsądkowego podejścia”, pragmatyzmu, jak zwał tak zwał. Liczy się odważne stawianie marzeń, uczciwe wyprowadzanie z nich wyników, rozsądne przewidywanie przeszkód i kreślenie sensownego planu.

Model WOOP wygląda przy zrównoważonym podejściu następująco:

Wnioski

Nie da się jednoznacznie powiedzieć, który model jest najlepszy. Jeśli ktoś odczuwa w życiu jedynie obsesyjną potrzebę dobrego samopoczucia to przegięty optymizm jest jak najbardziej wskazany. Gdy ktoś bardzo sobie ceni mieć wymówkę na każdą okazję i zawsze czuć się bezpiecznie dzięki nie podejmowaniu żadnych wyzwań, niezły jest przesadzony pesymizm.

Jeśli ktoś chce dużo osiągnąć to warto jednak przytulić się do modelu zrównoważonego ;)

Jeśli chodzi o „duże” pojęcia, to optymizm raczej służy bardziej, niż pesymizm. Nie jest to jednak wpis poświęcony tak szerokim wartościom. Jeśli chcecie to mogę się im przyjrzeć, ale innym razem. Moim celem było wyłącznie zastanowienie się, czy współczesne podejście do „pozytywnego myślenia” na pewno jest rozsądne. Niestety, często nie jest.

Winston Churchill powiedział kiedyś, że pesymista widzi problem w każdej szansie, a optymista widzi szansę w każdym problemie.

Naszym czasom przyda się coś mocniejszego.

Proponuję: Mądry człowiek widzi w każdej sytuacji szansę, problem a także zalążek planu.

Ciao,

Andrzej Tucholski

///

PS: Za inspirację do tego wpisu bardzo dziękuję dr. Jarczewskiej-Gerc, której zajęcia na Uniwersytecie SWPS dodały mi niesamowitej otuchy, że *można* połączyć naukowy sens z tym, co od dawna czułem intuicyjnie. A zarazem, że są podstawy, bym swoje inne przekonania zmienił, bo wiem gdzie szukać źródeł, na co je zmienić, by były zgodne z rzeczywistością :)

Bądźmy w kontakcie:
  • Dorota

    Zazwyczaj sprawdza się model „równowaga to podstawa” ;)
    Zaciekawiła mnie kwestia tych ludzi, którzy mają wiedzę, ale nie chcą/nie potrafią przełożyć jej na praktykę i w konsekwencji zamykają się w błędnym kole (czytam- nie działam- nie wychodzi- czytam więcej – nadal nic nie robię – nie wychodzi…) Jestem ciekawa Twojego zdania na ten temat :)

    PS. Jak zawsze świetny wpis :)

    • Konrad Norowski

      Było coś kiedyś o ludziach uzależnionych od poradników motywacyjnych itd, aczkolwiek nie wiem czy to tu czy w jakimś wywiadzie Andrzej mówił o tym.

      • Dużo ludzi o tym mówi, szczególnie jeśli się śledzi rynek w Stanach. Tam współczesny rynek „self-help” ma mniej więcej 80 lat :)

        Generalnie problem przesadnej nauki jako prokrastynacji dotyczy wszystkiego. To naturalne, że np. artysta grafik powinien się szkolić. Najpierw podstawy, potem zaawansowane rzeczy, potem różne szkoły itp itd, to mądre podejście. Tylko jak taki artysta wpadnie w pętlę myślenia „o nie, nie mogę zaczynać własnego warsztatu dopóki nie będę wybitnie umiał rysować wszystkiego na świecie” to ostatecznie nigdy nie poczuje się dobrze na rynku pracy. To chyba Steve Jobs miał w zwyczaju mówić, że dopracowywanie produktu ma sens tylko do daty premiery i shippingu do sklepów. Nieważne, czy coś jest zrobione na 99,94% czy na 99,37% – premiera we wtorek to premiera we wtorek :)

        • Dorota

          Też jestem zdania żeby najpierw posiadać wiedzę a później działać (chociaż znam kilka osób, które dobrze prosperują mimo odwrotnej kolejności -ale to wyjątki).
          Mam jednak wrażenie, że dzisiaj kiedy samorozwój jest bardzo popularny sporo ludzi gubi się w „poradach”, systemach „jak SZYBKO się dorobić”, „znajdź pasję a znajdziesz pracę” itp. A brak działania ogranicza (uniemożliwia nawet) rozwój .
          Inna kwestia, że jesteśmy pokoleniem, które chce mieć wszystko na teraz, zaraz, już i mamy problem z procesem co skutkuje szybkim poddawaniem się i szukaniem od nowa (kolejna pętla) – zamiast systematyczną pracą i daniem sobie czasu :)

          Dzięki :)

  • Jestem podobnego zdania – warto zachować równowagę, ale też zdrowy rozsądek w ocenianiu sytuacji etc. Często spotyka się ludzi, którzy widzą świat przez różowe okulary, wszędzie same plusy, przekonanie, że wszyscy ludzie są dobrzy i warto wszystkim ufać, a każdy problem jest super bo możemy z niego wiele wyciągnąć. Prawda jest jednak taka, że niektóre problemy mimo, że z nich wyjdziemy potrafią nas nieźle wykończyć i wcale nie mamy „przyjemności z podróży” ani nie cieszymy się że pojawił się problem bo w końcu mamy okazję się wykazać. Fakt faktem, są rzeczy z których należy się cieszyć, mieć pozytywne podejście ale są też takie przy których smutek czy demotywacja nie są niczym dziwnym. Myślę, że warto akceptować ten negatywno-pozytywny balans i po prostu świadomie podchodzić do każdego tematu :)

  • Konrad Norowski

    To teraz jeszcze „tylko ” znaleźć równowagę… ;)

  • O, super, dzięki Andrzeju! :) Brakowało mi takiego spojrzenia, które połączy oba te ekstrema :)

  • Najczęściej natrafiam na osoby, które budują mur między sobą, a realizacją marzenia. Żadnemu z nich nie wpadło do głowy, że sami zbudowali ten mur oraz, że ma on metr szerokości i można go obejść. Wytłumaczyć sobie też nie dają. Andrzeju kapitalny wpis, czekam na więcej „wpisów które się nieco gorzej rozchodzą” ;)

  • Ludzie chyba uwielbiają popadać ze skrajności w skrajność. Obecnie pozytywne myślenie to nierozsądne myślenie, głównie za sprawą książek typu Sekret, w których pozytywne myślenie oznacza jakąś niezwykłą moc, która rozwiąże za ciebie wszystkie problemy, jeśli tylko w nią uwierzysz. Teraz nie można nawet powiedzieć „staraj się myśleć pozytywnie” aby ktoś nie przewrócił oczami. A zawsze warto jest zachować równowagę. Tekst świetny, same mądrości :)

  • Skrajny pesymizm nie raz odciągnął mnie od próby osiągnięcia, czy zrobienia czegoś, a wystarczyło właśnie przestać widzieć „problem w każdej szansie”, z drugiej strony przesadzony optymizm bez planu, bo „jakoś to będzie” też potrafi zgubić. Liczy się równowaga. Świetny wpis. :)

  • Swoją drogą, takie zjawisko, jak wspomniałeś, o ludziach „uzależnionych od poradników” to coś przerażającego! No bo jak można liczyć, że kolejny i kolejny poradnik coś zmieni (a zapewne wiele zagadnień i porad się w większości powtarza), a tak naprawdę pozwala się, żeby czas uciekał i dobrowolnie się go marnuje. Takie moje przemyślenia, ale to coś okropnego, musieć być ślepo zapatrzonym w poradniki i…nic poza tym, bo zawsze można zacząć czytać następny.

    • Prywatnie zachowałbym powściągliwość w tak ostrej ocenie poradników – problem z nimi jest taki, że nigdy nie wiadomo, który coś doradzi a który zupełnie „zresetuje” Twoje myślenie. Ja prywatnie czytam bardzo dużo materiałów, bo nawet gdy 75% książki będzie mi niepotrzebne to lubię wzbogacić myślenie o te 25%. Tylko że ja jestem dziwnym odbiorcą tych książek, bo nie szukam w nich odpowiedzi a wyłącznie, hm, toków myślenia. Gdy tak się do nich podchodzi to nawet te głupsze prowokują ciekawe myśli :)

      Chociaż nie jestem w stanie odmówić sensu tym słowom – http://zenpencils.com/comic/89-stephen-fry-ultimate-self-help-book/ – jeden z moich ulubionych cytatów/komiksów ;)

      • Oczywiście nie chciałam nikogo obrażać tym moim stwierdzeniem. :) Też czytam dość sporo i w sumie masz rację – zamiast odpowiedzi również szukam różnych toków myślenia, spojrzenia innych na pewne sprawy. I dobry komiks. ;)

  • Hotagyoku

    „Optymista widzi szklankę do połowy pełną. Pesymista widzi szklankę do połowy pustą.” Najlepiej się po prostu cieszyć, ze się tę szklankę ma. ;)

  • nieobiektywniej

    O, dobre. Fakt, że różowe okulary nie są dobre, stały pesymizm tez szkodzi.
    Sama jestem pesymistką, szukam ewentualnych przeszkód, problemów. Czasem blokuje mnie to przed dalszym działaniem, ryzykiem. Ale z drugiej strony potrafię przewidywać różne problemy i im zapobiegać (np. do bagażu zawsze pakuję leki, igłę i nitkę, mimo że wielu się z tego nabija, bo ‚nie jedziemy do dżungli’), a potem pomóc.

    Cieszę się, że otaczają mnie ludzie, którzy potrafią dac mi kopa w dupę i zachęcić do pewnego ryzyka, zamiast pozwalać użalać się nad swoimi przypuszczalnymi przyszłymi niepowodzeniami. :)

  • Pesymizm i optymizm – jedno bez drugiego istnieć nie może. Oba podejścia pełnią ważną dla nas rolę. Najważniejsze to zachować względną równowagę ;-)

  • A może podejście pragmatyczne? Szklanka jest dwa razy za duża?

    Bez problemów nie ma rozwoju, więc są potrzebne i musimy umieć sobie z nimi radzić. Z drugiej strony przy kilku możliwych ścieżkach, musimy umieć odrzucać te nadające najgorsze efekty (bo się nie da).
    Wniosek, że skrajność jest nienajlepszym rozwiązaniem narzuca się sam (jest wręcz nachalny :)

    Fajny tekst. Lubimy dane równie bardzo co ciastka.

  • Ciekawe, czy są jakieś badania, które porównują, jak często outcome jest pozytywny bez merytorycznego przygotowania w przypadku optymistów i pesymistów. Moja intuicja podpowiada, że te różówe okulary czasami przynoszą szczęście.

    • Jest pewna naukowa podstawa czegoś, co przyjęło się nazywać serendipity. Odgrywają tam rolę dwa czynniki. Pierwszym jest „widzenie tunelowe” (1) a drugim samospełniające się przepowiednie (2).

      1) Gdy powiem Ci, żebyś nie myślał o czerwonym łosiu to pewnie myślisz właśnie o czerwonym łosiu. Ludzie z reguły skupiają się na tym, co mają w głowie. Jest takie świetne ćwiczenie fotograficzne by przejść 10 razy tę samą trasę mając zawsze inny filtr w głowie. Raz szukać kątów, raz szukać kropek, raz szukać zwierząt itp. I znienacka widzi się znaki drogowe, a potem sukienki, a potem gołębie. Gdy ktoś myśli „ten biznes jest wykonywalny i damy radę przejść przez trudności aż uzyska płynność” to widzi głównie informacje zbieżne z tym. Gdy ktoś myśli „ten biznes nie może się udać a ja jestem idiotą” to zareaguje paniką nawet na info o problemach chińskiej giełdy, choć go to ani trochę nie dotyczy :)
      2) To, co wspominam w tekście. Gdy ktoś idzie do sklepu i nastawia się na chamską obsługę, pewnie sam będzie porywczy i niemiły, w efekcie wywoła niemiłe reakcje obsługi. A gdy ktoś idzie i jest uprzejmy i się dużo uśmiecha, prawie na pewno ma takie odczucia :) Np. ja zawsze jestem cierpliwy i miły dla ludzi, u których muszę coś załatwić i NIGDY nie miałem negatywnego przejścia z dziekanatem. A wielu znajomych miało i to nie raz.

      • Ja wyznaję teorię, że przyciągam to, co prezentuję. Stan umysłu przy przystępowaniu do jakiejkolwiek czynności jest bardzo ważny. Tak samo ton i sposób rozmowy ze swoim umysłem na co dzień.

  • Monika

    Troszke inaczej wytlumaczy to Mark w artykule http://markmanson.net/the-secret .

    • Rzuć okiem na to co odpisałem filozofowi, tuż pod Twoim komentarzem ;)

  • Ja wyznaję jedną zasadę – „oczekuj najlepszego, przygotuj się na najgorsze” ;)

    Myślę, że już samo uświadomienie sobie co tak naprawdę (ale naprawdę, a nie wyimaginowane problemy) może stać się najgorszego (czyli nie wypisujemy tylko problemy, ale również skutki kompletnej porażki) pozwala przezwyciężyć wiele obaw w początkowej fazie.

    Nawiązując do twojego przykładu. Zrobiłbym te ciastka, ale nigdy ich nie robiłem i na pewno mi się nie uda więc nie ma sensu zaczynać. No, ale co może stać się najgorszego? Nie wyjdą, strata czasu, pieniędzy i wstyd, że się nie udało.
    Nie wyjdą (czy jeśli wyrzucę tych kilka złotych na składniki w błoto to będzie dla mnie duży problem?), strata czasu (czy podczas tej godziny zrobię coś lepszego?), wstyd, że się nie udało (czy ktoś inny poza mną się o tym dowie?).

    Jeśli sobie to rozłożymy na czynniki pierwsze często okazuje się, że tak naprawdę nie ma czego się bać.

  • Ludzie mówią, że są optymistami, pesymistami lub kimkolwiek innym. Człowiek tak naprawdę reprezentuje swoją hierarchię wartości i to na jej podstawie podejmuje decyzje. Jeśli ktoś ma potrzebę przygody i rozwoju wyżej w hierarchii niż rodzina i bezpieczeństwo będzie bardziej skłonny do zmian niż na odwrót

  • Agata Wosińska

    no, jak to „magia nie istnieje”???! a fizyka kwantowa? a doświadczenie z podwójną szczeliną jako początek innego obrazu wszechświata /w wydaniu popularnym ;)

  • Ewa Pancer-Głowacka

    Jeżeli już mamy trzymać się nauki, to według naukowców, szklanka, jest pełna w całości, bo do polowy wypełnia ją woda, a potem gaz :) tak ku ścisłości :) więc nauka jest za optymizmem, zauważa, toczego większość osób nie dostrzega czyli niewidzialny a jakze potrzebny gaz :) :) :) bardzo fajny tekst :)

  • Blaski i mroki pozytywnego myślenia! Tego mi brakowało :) ta fala optymizmu która mnie zalewa czasem doprowadza mnie do szału :) Dla mnie wystarczy trzeźwy sposób widzenia otaczającej nas rzeczywistości (czasem sceptyczny), marzenia, chęć działania i uśmiech. Wtedy nie przeżywamy małych potknięć, które po prostu zdarzają się w życiu. Nie obawiajmy się poddawać krytyce naszych pomysłów by je doskonalić :)

  • kovval

    Mucha usiadła na moim monitorze, nie chce jej zabijać pozostaje mi liczyć na to, że jak przeczytam cały art to sobie odleci. No ale mogę ją też przepędzić. Patrząc na to z jedynej słusznej strony jeżeli chce się osiągnąć cel to trzeba mu pomóc, czy się będzie to robić patrząc na problem realnie, pesymistycznie lub optymistycznie. Czy podejście optymistyczne związane jest z łatwym zniechęcaniem się po porażce? To samo można powiedzieć o podejściu gdzie rozwiązań się nie widzi i tym gdzie problem pozostawić ma po sobie negatywne konsekwencje. Co do muchy na monitorze, to mi nawet nie przeszkadza :) Przecież mogło być znacznie gorzej mogła nie by latać w kółko, a tak na prawdę to nie musiała by być mucha tylko szerszeń :D

  • Nadmierny optymizm jest często widoczny w decyzjach finansowych. Gdy przychodzi do inwestowania (lokaty, akcje, zakłady bukmacherskie), ludzie często rozważają argumenty „za”, bagatelizując argumenty „przeciw”. Tym drugim często poświęcają znacznie mniej uwagi lub nie poświęcają jej wcale.

    W psychologii nazywa się to efektem potwierdzenia.
    http://www.surebety.pl/artykul/bledy-poznawcze#efekt-potwierdzenia

    Przerażające jest jak wiele osób kieruje się efektem potwierdzenia na co dzień.
    Jeśli np. chcemy zagłosować na jakąś partię, wiele osób szuka informacji dlaczego mają to zrobić. Mało kto szuka informacji dlaczego nie miałaby tego zrobić…

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)