Autor: Andrzej Tucholski | 17 października 2014 | Komentarze:
Tematy:

Ta jedna kwestia, przez którą kreatywność wydaje się trudna

Macie tak czasem, że siadacie przed kartką papieru z zamiarem wymyślenia czegoś nowego – czegokolwiek! – i po prostu nic się nie dzieje? Pomimo dopiero co wypitej kawy, świetnej energii, wielu pomysłów poprzedniego dnia… kartka pozostaje czysta? W moim przypadku często objawia się to jako samotny kursor migający na białym krajobrazie niezapisanego dokumentu. 

Klasyk.

Wydaje mi się wtedy, że już TYM RAZEM TO NA PEWNO ZAPOMNIAŁEM JAK SIĘ BLOGUJE. Albo wymyśla historię. Albo odpisuje na trudną wiadomość. Albo cokolwiek. Generalnie jest dramat.

Ja się oczywiście nie poddaję. Próbuję napisać jakiekolwiek zdanie. Wychodzi marne. Kasuję. Piszę nowe. Wychodzi marne. Też kasuję. Piszę nowe. Trwa to kilka minut. Moja pewność siebie zachowuje się jak zestrzelony błyskawicą w połowie lotu kruk. Pikuje, ryje dziobem w plecy jakiegoś masywnego orka. Ork smaży mnie nad ogniskiem i voila, nie dość że nie podołałem wyzwaniu to jeszcze posilają się mnie uruk-hai. Bida.

Wizualizacją tego stanu jest fotka w nagłówku. Pusto. Pusto, zimno i bez żadnej nadziei na spontaniczne słoneczko.

Poznajcie Donalda Glovera

To aktor. Znam go z roli Troya w serialu Community.

To również komik zajmujący się stand-upem, ale chwilowo w stanie spoczynku.

To wreszcie prawdziwe nazwisko Childisha Gambino, jednego z najlepszych amerykańskich raperów młodego pokolenia. Po niezłym Camp wypuścił wybitne Because the Internet, a Spotify właśnie próbuje mi powiedzieć, że na rynku czeka już na przesłuchanie epka Kauai. W muzyce i tekstach Childisha Gambino przemawia do mnie, z braku innego słowa, perfekcyjne rozumienie swojego rzemiosła. Nie ma tam miejsca na klasyczne, puste, nudne przebiegi. Jest za to od groma eksperymentów filtrami, cięciami, montażem, wielowątkowością opowieści.

Jest też ten freestyle.

The Freestyle to end all existing freestyles.

Lubię oglądać ten Freestyle nie tylko dlatego, że jest niesamowitym przejawem sztuki drzemiącej w młodym raperze. To też fenomenalne studium odpalania się ludzkiej kreatywności. Jestem pewien, że Childish przygotował sobie zawczasu parę rymów czy może nawet całych zwrotek – w końcu jest profesjonalistą, a prośba o krótki pokaz umiejętności jest przy takich audycjach standardem – aaaaale. Ale!

Ale to co z nimi robi to jest perfekcja!

Jeśli podobał Wam się efekt końcowy to koniecznie obejrzyjcie całość jeszcze raz, tym razem skupiając się na kolejnych fazach „uruchamiania się” kreatywności, muzycznego mechanizmu odpowiadającego za łączenie wszystkiego, co Childish ma w swoim arsenale.

Na początku coś próbuje kleić. Nie brzmi to jakoś spektakularnie.

Potem się trochę rozpędza.

Potem SIĘ ROZPĘDZA.

A potem… nie może wyhamować :)

Co zatem robić?

Bywają takie dni, że kreatywność po prostu UDERZA Z WIELKĄ MOCĄ. Siadacie przed wyzwaniem i buuum, słowa płyną, nuty się sypią, obrazy same przychodzą i wszystko jest cudowne.

Niestety, będą też takie dni, że kreatywność Wam nie ruszy choćby nie wiem co. Mówi się wtedy trudno i idzie czytać.

Przez większość roku kreatywność będzie się jednak zachowywała niczym ciężki pociąg. Rozpędzenie takiej krowy zajmie trochę czasu i energii. Może wystarczy kwadrans, może dwie godziny. Ale warto się zmusić i wytrzymać. Bo potem nie wyhamujecie przed bladym świtem :)

Stay strong, Odważni Marzyciele.

Skopcie dziś jakiemuś wyzwaniu tyłek! :)

Ciao,

Thunderous Samurai.

Bądźmy w kontakcie:
  • O tak… Historia mojego życia. Nic nic , później cos tam się pojawia a jak już się rozpedzi… ;) ważne żeby nie odpuszczać! A Gambino rewelacyjny!

  • Być może widziałeś, ale to interesujące spojrzenie na kreatywność: http://www.ted.com/talks/elizabeth_gilbert_on_genius.

    • Parka

      Oglądałam ten speech i nie mogłam się nadziwić, że ta kobieta po prostu ubrała w słowa moje lęki związane z tworzeniem. Bardzo fajna, inna perspektywa. No i trochę wycisza irracjonalny strach, że jeśli zajmę się muzyką i tworzeniem, to na pewno skończę w depresji, alkoholu i narkotykach ;)

  • Jeśli przerzucimy na polski Glovera i możemy uczynić z tego poradnik kreatywności, zakładając że mamy do pociągnięcia lokomotywę parową, to:

    Siadamy przed kompem i widzimy, że dziś to już chyba nasz pociąg nie pojedzie, ale mówimy do siebie: „Jestem pisarzem, nigga. Potrafię odpalić tę lokomotywę, nigga. Jestem w tym dobry, bo były dni kiedy przeganiałem TGV moją lokomotywą, nigga.” Potem dostrzegamy, że brak dziś u nas w lokomotywie pary. Piszemy parę mało znaczących słów na wpis, gdy nagle…

    *olśnienie*

    Kurde, przecież ta para nie ekhm… wyparowała. Ona ciągle siedzi w nas. Składamy dwa zdania i nasze oczy otwierają się radośnie w przypływie poczucia tryumfu. Podnosimy ręce w radości i wiemy, że to czas nawalania. Pełne skupienie i voila! Lokomotywa już mknie po torach. Ujarzmiliśmy kreatywność, chwyciliśmy kawałek z tego nieopisanie ogromnego tortu zwanego kreatywnością i teraz przyszedł czas by nadać temu kształt.

    I co najważniejsze, jeśli lokomotywa nie jedzie, to nie warto się skupiać na tym, czy w pociągowym kiblu nie ma mydła lub że w którymś wagonie jest wybita szyba. Bez tego pociąg pojedzie, ale bez PARY na pewno nie da rady. Pozdro 600.

  • Skoro wiemy, że rozpędzenie ciężkiego mechanizmu jest trudne, tym bardziej warto być otwartym i gotowym na momenty, kiedy maszyna sama się uruchamia i pozwolić wszystkiemu spłynąć na kartki notatnika.

  • Ja tak mam. Dwa tygodnie bez weny, ale potem dwa dobre dni i zrobię robotę za cały miesiąc. Czytelnicy bloga tego nie widzą i pewnie nie jednemu się wydaję, że ja cały czas coś dłubię. :)

  • U mnie od dwóch tygodni nie ma wpisu, chociaż wcześniej były po 3 w tygodniu. Rozregulowanie totalne, ale i na to jest sposób – czytam, oglądam filmy, szwendam się bez celu i myślę. Wreszcie coś zaskoczy :)

  • a jaki ten mój pociąg ciężki.. Ale odpalę stereomood i skopię tyłek pierwszemu podrozdziałowi licencjatu! :)

    • Stoi na stacji lokomotywa, Ciężka, ogromna i pot z niej spływa – Tłusta oliwa. :D

  • Naprawdę dzięki za ten tekst. Ostatnio bardzo często mam tak, że walę w ścianę, raz za razem kasując to, co dopiero napisałem. Aż w końcu, za dziesiątym lub piętnastym podejściem, w końcu się udaje. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak mam.

    PS. Choć myślałem, że na Twoim levelu, masz już nabyte immunity na ten problem :)

    • Uczę się mieć nabyte immunity na frustrację płynącą z tego problemu. A i to nie jakoś wielce :)

    • nawet najlepsi pisarze mają czasem gorsze chwile :). Ale wierzę, że właśnie @sephirath:disqus nie ma z tym problemu. Jak się czyta jego teksty,to odnoszę wrażenie, że z taką lekkością pisze, że kazdy tekst powstaje w co najmniej pół godziny (po odpowiednim przygotowaniu materiałów ;P)

      • Muszę sobie zapisać to jak mnie określiłeś, bo jest to mega sprytne określenie :) Podoba mi się. Tak, tekst z reguły powstaje szybko. Ale zbieranie się do tekstu – hoho. Hohohohoho. Ho. ;)

  • Gdy byłam jeszcze w szkole przed napisaniem jakiegoś wypracowania najpierw wertowałam słownik języka polskiego. Spisywałam wyrazy, które wydawały mi się idealne do wypracowania. To uruchamiało wyobraźnie, rozpalało silniczek kreatywności. Dzisiaj też muszę jakoś rozpędzić silniczek, ale nieco inaczej – tworzę w głowie różne warianty zdań i opisów i dopiero, gdy wpadnie mi TO co mi się naprawdę spodoba, rozpoczynam pisanie. Lubię ten stan tworzenia :)

    • Beata

      hej,

      bardzo fajny pomysł z tym słownikiem!!! muszę to koniecznie zastosować. co prawda jestem inżynierem ale na pewno da się to jakoś wykorzystać w pracy :)

      mnie profesor nauczył kiedyś, że jak za nic nie chce się zacząć pisać (projektu, pracy magisterskiej, czy czegokolwiek na komputerze bo mamy facebooki, maile i te pe) to otwieramy pustego worda i zaczynamy pisać głupoty staratatatatutu piszę sobie takie tam bo mi się nie chce i max w 5 linijce takich bzdur człowiek z rozpędu pisze to co miał pisać :) a i nie trzeba zacząć od początku :) w prezentacji można zacząć od slajdu z podziękowaniem :)

      pozdrawiam!!

      • To też jakiś sposób. Przy najbliższej okazji pisania tekstu na swojego bloga spróbuję tego ;)

        • Beata

          super :) miło przekazać coś fajnego dalej :)

          ja dzięki temu napisałam na czas dwie magisterki i inżyniera :D serio, siedziałam i piszęstraszniegłupiegłupoty aż tu nagle pojawia się: na podstawie analizy badań stwierdza się co następuje. ooo serio :) ja to napisałam ;)

          pozdrawiam

    • Też mam podobny problem ze nowymi słówkami. Tylko ja najpierw piszę tekst, a dopiero przy wtórnym sczytywaniu kontempluję czy jakieś słowo czasem nie będzie dawało lepszego wydźwięku, jak poszukam mądrzejszego, lepszego odpowiednika ;).

  • Nie ma nic bardziej destrukcyjnego dla myśli niż ten migający kursor, jak już miga na pustej stronie to wszelka kreatywność jest pogrzebana. Ja zazwyczaj chodzę po domu, zajmuję się zwykłymi rzeczami, wychodzę po zakupy i czekam, w końcu pojawia się to jedno zdanie, sformułowanie, cokolwiek. Wtedy biegnę je zapisać zanim ucieknie i potem jest już „z górki”. :)

  • Architektka

    Polecam Edwarda de Bono „Kreatywny umysl”. Udowadnia, ze kreatywnosc to umiejetnosc ktora dzieki prostym narzedziom wykrzesuje z nas tworczosc dzieciecego umyslu nieobarczonego zadnymi schematami. Daje to absolutnie fenomenalne mozliwosci i w tym kontekscie nie zgodze sie z Twoim wpisem.

  • Siedzieć i próbować, aż się uda to nie jedyne rozwiązanie. Ja lubię wyjść na spacer, przejść się w miejsca które lubię, lub zapuścić się tam gdzie mnie jeszcze w mieście nie było i wtedy pomysły same wpadają do głowy :)
    Pozdrawiam, ja skopałam dziś tyłek 40 minutom ćwiczeń! Wy też możecie!

    • U mnie dobrze działa pogranie w coś niewymagającego myślenia :)

      • Też się sprawdza, zwłaszcza teraz jak siedzę w domu chora, a słowa gdzieś umykają :)

  • Gdy nie wiedziałam, jak zacząć pisać, czy to jeszcze w szkole/na studiach, czy nawet teraz na blogu, zaczynałam od… końca. I zawsze wychodziło, bez pustego i demotywującego gapienia się w kartkę, tudzież wrednie migający kursor. Pisanie od końca w moim przypadku górą. :)

    • Tzw. metoda „na magisterkę” ;-))

      U mnie nie do zastosowania, bo w 90% przypadków piszę coś dopiero samemu eksplorując temat – nie pamiętam wpisu, w którym nie dowiedziałbym się czegoś nowego w trakcie pisania.

      • Jak zwał, tak zwał ;)Nawet jak musiałam jeszcze temat doeksplorować, to do zakończenia łatwiej mi było „dorobić” środek. :)

  • Tak myślałem, że skąd kojarzę tę buźkę ;) też oglądałem Community, jednak serial nie podszedł i zszedł na dalszy tor…

    Początki blogowania są bardzo trudne głównie przez tę kreatywność :(. Kiedy wyczerpią się pomysły zapisane na kartce na najbliższy tydzień, to czasem ogarnia panika mnie, o czym będę pisał w kolejnej notce. Walczę z tym i nie zniechęcam się, kiedy ten samodzielny kursor aż krzyczy swoim miganiem „pisz treść!”. Dzięki za inspirację ;)

  • Pingback: #WŁĄCZMYŚLENIE()

  • Ta chwila, kiedy nie wiesz co napisać nie jest według mnie najgorsza. Najgorszy jest ten moment, kiedy w głowie masz milion pomysłów na dany artykuł, i tak naprawdę ciężko się zdecydować, którą drogą pójść, jak go napisać, itd. Jeszcze gorzej, kiedy do wyboru masz kilka fajnych tematów bo przeżyłeś ciekawy dzień, o którym można stworzyć, nie jedną a trzy czy cztery notki. Co ja robię w takich momentach – zostawiam bloga, nie tworzę ciśnienia, że muszę. Na ogół jadę na kawę z kobietą, po dwóch godzinach wracam, siadam i piszę – wychodzi. Najgorszy w tego typu działaniach jest przymus.

  • Anna.

    Uwielbiam go. Polecam dodatkowo niewspomniane „Culdesac”.

  • Pingback: Nie czekaj | I WANNA SCREAM LOUDER()

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)