Autor: Andrzej Tucholski | 8 grudnia 2014 | Komentarze:
Tematy:

Jak osiągać wielkie sukcesy, nie stresować się i pić kawę [OGROMNY KONKURS]

Olá, moi drodzy Odważni Marzyciele! Dziś jest dobry dzień, bo udało mi się połączyć opracowanie ciekawego tematu z *werble* fachowymi nagrodami dla Was! A przy okazji spełniłem jedno ze swoich marzeń. Takie, na które pracowałem od ponad dwóch lat. O co może chodzić?

Ej, myślałem, że się już trochę znamy :-(

Jeśli nie wiadomo o co mi chodzi, to prawie na pewno chodzi mi o kawę! :D

Dzięki komu się dziś bawimy?

Dzięki marce Siemens! Nawiązaliśmy współpracę przy promowaniu ich absolutnie mistrzowskiego ekspresu model Siemens EQ 6 (fotka poniżej). To taki kawowy Rolls-Royce. Wsypuje się do niego świeżo palone ziarna (całe!), wlewa z boku wodę, ewentualnie podstawia kartonik z mlekiem i po wciśnięciu guzika dostaje TAK PRZEPYSZNĄ KAWĘ, ŻE NADAL TROCHĘ NIE OGARNIAM.

Ale o samym cudeńku będę pisał trochę później. Na przykład przy wynikach konkursu :)

Najpierw to, co tygryski lubią najbardziej – psychologia i Odważne Marzenia!

Odrobina teorii – prawo Yerkesa-Dodsona

Prawo Yerkesa-Dodsona jest jedną z najważniejszych teorii, które poznałem w toku studiów psychologicznych. Choć prosta i, wydawać by się mogło, intuicyjna, jej pełne zrozumienie pozwala na o wiele większą życiową skuteczność w obliczu różnych rodzajów wyzwań.

Prawo głosi, że dla każdego efektywnego zachowania istnieje optymalny poziom pobudzenia fizjologicznego. Dla wykonania zadań trudnych jest on mniejszy. Dla zadań łatwych – większy. Inne kombinacje rodzą znużenie i pomyłki.

Innymi słowy: podchodzenie z niesamowitą ekscytacją do super-trudnych zadań zaowocuje „przestrzeleniem” zaangażowania, wypaleniem, błędami wynikłymi z niedopasowania pobudzenia do wysiłku fizycznego. A patrząc z drugiej strony: traktowanie banalnych zadanek bez najmniejszego entuzjazmu skończy się wyłącznie szybką drzemką. Nasz umysł po prostu nie wytrzyma braku bodźców.

Chcę Wam zatem zaproponować prosty podział na cztery podejścia zgodne z czterema najczęstszymi „szufladkami” wyzwań.

Dzięki nim będzie Wam łatwiej osiągać duże rzeczy :)

1. Podejście Espresso – czysta moc!

Mając przed sobą proste, znane w konstrukcji zadanie ciężko jest się „nakręcić” na wyższe obroty. Bo i po co. Czy praca domowa z matmy albo zsumowanie tysiąca wierszy w Excelu to aktywności, na myśl o których ledwo powstrzymuję tętno dwieście? No nie :) Traktowanie ich z brakiem zaangażowania może jednak doprowadzić do sporych błędów. Naszemu umysłowi umknie masa detali i efekt ostateczny może być gorszy, niż gdybyśmy po prostu nie zrobili danego zadania w ogóle.

Co należy zrobić: Nakręcić się. Muzyką, filmem, odrobiną ćwiczeń. A może własną narracją. A potem popić to szybkim, pysznym espresso :)

Jaką kawę wsypać do ekspresu: Prywatnie jestem wielkim fanem blend mieszających arabikę z robustą. Może odważymy się na coś równie odjechanego co proporcje 70:30? Najlepiej niech ziarna pomiesza ktoś z Portugalii lub Sycylii. To nie będzie espresso dla mięczaków.

Ciekawostka: Punktowe, mocne pobudzenie to nawyk, który wyrobiłem w sobie w trakcie studiów w Portugalii. Jednym espresso otwierało się dzień, drugim witało wczesny obiad, trzecie rozważało po południu a czwartym świętowało wybicie dwudziestej pierwszej.

2. Podejście Latte Macchiato – spokojne skupienie

Jest takie warsztatowe powiedzenie C.S. Lewisa: niecodzienna przygoda spotykająca niecodzienną osobę w niecodziennym świecie to trochę za dużo niecodzienności jak na jedną historię. Podobnie jest z wyzwaniami. Jeśli macie przed sobą coś trudnego to podchodzenie do tego w „trudny” sposób, z podwyższoną ekscytacją wynikającą np. ze strachu lub rozdrażnienia nie doprowadzi do niczego dobrego. Skoro samo zadanie wymaga od nas rozkręconego umysłu, naprawdę, nie trzeba mu jakoś niesamowicie w tym pomagać :-)

Co należy zrobić: Uspokoić się. Nastawić na długi bieg. Puścić sobie muzykę klasyczną lub lekko przygasić światła w pokoju. A także postawić sobie w zasięgu ręki pyszne Latte Macchiato.

Jaką kawę wsypać do ekspresu: Do pewnego stopnia dowolną, ale o ile przy espresso naprawdę cenię sobie uderzenie gwarantowane przez robustę, tak przy Latte Macchiato można spokojnie postawić na stuprocentową arabikę.

Ciekawostka: Latte Macchiato to nie jest to samo co Cafe Latte. W tym drugim przypadku wlewamy na espresso gorące, spienione mleko. W pierwszym najpierw wypełniamy wysoką szklankę mlekiem z pianką a potem, powoli, oblewamy wewnętrzne ścianki szkła kawą. Daje to piękny efekt wizualny.

3. Podejście Cappuccino – przyjemna elegancja

Oprócz dwóch bazowych podejść, które wyniosłem z teorii Yerkesa-Dodsona pozwalam sobie dodać dwa dodatkowe, bardziej związane z samą przyjemnością wyzwania, niż jego trudnością. Co tu kryć – nie każda robota będzie super fajna. Niektóre będą nam się tak źle kojarzyć, że już lepiej będzie odmalować pięć razy kuchnię niż poświęcić im chociaż kwadrans.

Co należy zrobić: W takim wypadku przychodzi z pomocą cappuccino. Delikatna, bardzo poprawiająca humor kawka. Dorzućcie do niej przyjemną muzykę, wywietrzony pokój, lekko ogarnięte biurko i od razu się fajniej zasuwa :)

Jaką kawę wsypać do ekspresu: Generalnie im delikatniejsza tym lepsza. Cappuccino w całej swojej 65 letniej tradycji ani razu nie było traktowane jak kawa mocna lub wyrazista. Przeciwnie – istnieją tradycje podawania jej ze śmietanką lub lodami, bardziej jako deser niż napój.

Ciekawostka: Będąc baristą najwyższego sortu należy przed wlaniem do espresso spienionego mleka zatoczyć filiżanką specjalne, wysokie koło, by esencja ostatecznie przebijała na obrzeżach porcelany spod bieli. Ponadto prawidłowa pianka musi utrzymać na sobie przez chwilę małą łyżeczkę.

Podejście Duża Czarna – #DamnGoodCoffee

A co jeśli czeka Was coś przyjemnego? Coś, na co naprawdę czekaliście i choć dla innej grupy społecznej mogłoby to być „ciężką pracą” to dla Was jest spełnianiem marzeń i ogarnianiem tematu, który znaczy dla Was bardzo dużo?

Co należy zrobić: Dodatkowo się cieszyć! Ja zawsze gdy czeka mnie długie pisanie to staram się sprawić, bym potem je zapamiętał nie tylko jako ciekawą aktywność, ale także jako wartościowy, super spełniony czas. Jedną z najważniejszych jego składowych jest nieodłączna, wielka, czarna kawa!

Jaką kawę wsypać do ekspresu: No niestety, tutaj znowu będę się upierał przy 80:20 lub ewentualnie 70:30 arabiki z robustą. Podobno na Węgrzech pije się prawie samą robustę, chcę tego kiedyś spróbować. Mam słabość do mocnych, wykręcających psychikę kaw :)

Ciekawostka: Wielka, czarna kawa to ulubiony napój agenta Dale’a Coopera z Twin Peaks! :D

[icon color=”Accent-Color” size=”small” image=”icon-coffee”] GIGANTYCZNY KONKURS [icon color=”Accent-Color” size=”small” image=”icon-coffee”]

Zaczynamy kawową imprezę! Siemens przygotował dla Was czadowy, kawowy, marzeniowy konkurs, w którym można zgarnąć ponad sto nagród! To chyba największa pula w historii jestKultury. Nagroda Główna jest jedna (złapie ją autor komentarza, z którego będzie biła największa pasja i determinacja), za to wyróżnień jest równa setka i będę je przyznawał autorom komentarzy z najciekawszymi rozwinięciami :)

Nagrody:

– jeden ekspres Siemens EQ6 (taki sam jaki ja mam!!!)

– STO kalendarzy na rok 2015 (więcej o nich opowiem przy recenzji ekspresu, ale mogą zawierać mą figlarną twarz)

Termin: od startu tego wpisu do końca piątku, 19 grudnia (regulamin czeka tutaj)

Zadanie: Napisz w komentarzu odpowiedź na pytanie: Przy którym rodzaju kawy spełnisz swoje marzenie – i dlaczego?

(Uwaga: wystarczy jedno zdanie! Poważnie!)

Czekam na zgłoszenia i powodzenia!

Ciao,

Andrzej Tucholski

///

PS:Wpis jest efektem współpracy z marką Siemens. Moja charytatywna składka wynikła z przeprowadzenia na blogu akcji leci dla Stowarzyszenia Wiosna. Też im możecie pomóc, tutaj czekają potrzebne dane.

Bądźmy w kontakcie:
  • OOOOOOOK. To ja pozwolę sobie złamać regulamin. Nie spełnię. SPEŁNIAM.

    Animacja kultury ma to do siebie, że najpierw dłubiesz w tabelkach, wydzwaniasz z najdrobniejszymi pierdołami i wysyłasz dziesiątki tysięcy maili, a potem przestajesz kontrolować, co się dzieje – czyli właśnie rozpoczęło się wydarzenie właściwe.

    W pierwszym etapie największa radość jest wtedy, kiedy po dziesiątym telefonie i dwunastym mailu w końcu otrzymasz pełną odpowiedź. Największa rozrywka – zaznaczanie pól tabelek na kolorowo, żeby się wiersze nie zlewały. Serio. Fascynująco jest, a przy tym do zrobienia jest tak wiele drobiazgów, że kawa planowana od 10.00 czeka na zrobienie do 14.00, po czym stygnie do zera absolutnego, bo nie masz czasu jej wypić – co chwila telefon. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest ESPRESSO. Dwa łyki i jazda, na więcej nie ma czasu.

    A później przychodzi – festiwal, koncert, spektakl. I nie wiadomo, w co ręce włożyć. Ekscytacja osiąga poziom nieba, zmęczenie takoż – bo przecież przez kilka ostatnich dni nie było czasu spać. I tak między upewnianiem się, że cały sprzęt jest na swoim miejscu, artyści dolecieli i mają gdzie spać, nagłą paniką, że TU BRAKUJE JEDNEJ ŚRUBKI, SCENA NAM SIĘ ZAWALI TUŻ PRZED OTWARCIEM, NA PEWNO WSZYSCY ZGINIEMY!!!, a szukaniem tego gościa, co to miał przynieść jakąś Bardzo Istotną Kartkę Papieru, po czym zniknął (Narnia? Mordor?), nie ma czasu na cokolwiek, choćby śniadanie. Jest więc stresująco – bardzo, radośnie – bardziej, bo już za chwilę wydarzy się to, nad czym tak długo pracowaliśmy, nie oddałabym tych chwil za nic, ale… ale padam na twarz, bo ile można funkcjonować na maksymalnych obrotach? Nie ma czasu na duże ilości spienionego mleka (pycha!). Jest ból i zgrzytanie zębami, i zapałki podpierające powieki. Jest ESPRESSO, trzecie, ósme i ostatnie przed snem – bo przecież jutro zabawa zaczyna się od nowa.

  • UUUuuhu hu, muszę mieć ten ekspres. Obecnie kapsułkowy Tchibo #bieda. Daje radę ale nie na dłuższą metę!

    edit: mój komentarz konkursowy zamieszczam osobno

  • Mateusz Stępień

    Spełniając moje marzenie, wypiję wszystkie cztery rodzaje kawy i to przemaglowanej we wszystkie strony, bo marzę o odwiedzeniu ponad 100 krajów na świecie. Trochę ich zostało, więc niejedna kawa przede mną.
    #DamnGoodCoffee do termosu i jedziemy!

  • Moje marzenie spełnię na pewno przy Espresso, bo tylko takie coś piję w domu, a tylko w domu mogę spełnić moje największe marzenie.

    • Korciło mnie, żeby napisać Expresso, ale się opanowałem :)

  • Margarita Boichenko

    Zdecydowanie wybieram Cappuccino! Lubię łagodny zapach kawy i roztapiającą piankę w ustach. Ten moment zmusza mnie uwierzyć, że moje marzenia są realne i potrafię je spełnić.

  • Cele prowadzące do marzeń powinny być jasne i przejrzyste, żadne tam pitu pitu – tak jak espresso. That small cup of espresso will get you everywhere ;)

  • Piotr Koczwara

    Oczywiście marzenia spełnię przy dużej, mocnej, czarnej kawie. Dlaczego? Dlatego, że marzeń nie spełnia się tylko marząc, myśląc i snując o tym czego pragniemy, ale ciężką pracą, zaangażowaniem z dodatkiem pasji, a w tym wszystkim potrzeba miec mnóstwo siły i energii. Żyj uważnie, refleksyjnie, odważnie i pracuj na swoje marzenia, jeśli nie, to ktoś inny zatrudni Cię by spełnić swoje własne. Odpocznij jeśli tego potrzebujesz, ale walnij w międzyczasie kawę, żebyś pamiętał dokąd zmierzasz. Trzymajcie się Marzyciele!

  • Duża Czarna, bo inną ciężko zabrać w termosie na Mount Everest. W sam raz dobre miejsce, żeby ją z gracją obalić tęskniąc za czekającym w domu Siemensem :D

  • Magdalena Agnieszka Banasiak

    Latte Macchiato, ponieważ kobiecie w wolontariacie nie potrzebne jest nic innego, a własnie ożywczy spokój i przyjemna dawka kreatywności. Ta kawa wygląda po prostu pięknie i mojej podopiecznej w Akademii Przyszłości mogę opowiadać przy niej wspaniałe historie, pełne inspiracji, przemyconej matematyki, ukrytych ciekawostek polonistycznych… Kawa pomaga. :D Tym bardziej po ciężkim dniu na uczelni technicznej. Uśmiech! :)

  • Swoje marzenia spełnię przy Latte Macchiato, na spokojnej przekmince znajdę najtańsze linie lotnicze, biorac kolejny łyk kawy rozplanuję oczami wyobraźni trasę zwiedzania mojego Pari Pari… dopijając ostatni łyk wydrukuję bilety i mapkę.

  • Baśka Stąporek

    Duża, czarna, mocna, gorzka i gorąca. Taka, której sam zapach sprawia, że mam ochotę stawać na głowie, żeby wszystko się udało. Inna nie wchodzi w grę przy spełnianiu marzenia. Uwielbiam kawę w każdej postaci, pod warunkiem, że nikt nie dosypie do niej cukru, ale Moje Marzenie wymaga dużo siedzenia przy biurku, jeszcze więcej nauki i całkiem sporo robienia notatek, także tutaj nic innego niż kawa czarna jak noc nie da rady. Na studiach sprawdzała się idealnie więc kontynuuję tradycję spełniania marzeń przy #damngoodcoffee (:

  • Ania

    Moje marzenia spełnią się na pewno przy cappuccino. Lubię usiąść na bujaku z filżanką tejże kawy i rozmyślać o tym, co mnie może dobrego spotkać, wymyślać marzenia i snuć plany. Cappuccino, to dla mnie esencja delikatności i spokoju, a w takiej atmosferze moje marzenia lubią po jakimś czasie wypłynąć z chmurki spenionego mleka i materializować się w najmniej oczekiwanym momencie.

  • a.c.

    Kawa z mlekiem – cortado, wypita na tarasie biblioteki nad parkiem Güell.Tam kawa smakuje jak marzenie, a zimą marzę o katalońskim słońcu.

  • Paulina

    Spełnię swoje marzenie przy zbożówce – obudzę się pewnego dnia rano i zaparzę całej rodzinie kawę zbożową, wszystkim, oprócz mnie. I jak dzieci wyjdą już do szkół, mąż do pracy, to w końcu ja napiję się Latte Macchiato, mojej ulubionej. Usiądę przy dużym stole w kuchni z kubkiem w dłoniach i poczuję, że moje marzenia się spełniły – założyłam Rodzinę, a kawa dobrze mnie nastroi przed próbą w filharmonii.

  • Jak spełniać marzenia to tylko przy espresso , bo dosłownie daje kopa do działania :D

  • Monika Ka(womaniaczka)

    Przy Latte Macchiato oczywiście! Ze względu na widoczne warstwy, które idealnie obrazują proces spełniania marzeń.
    Na solidnym, grubym dnie (oznaczającym naszą pewność i gotowość do działania) pustej (jak życie bez osiągania celów) szklanki znajduje się: 1. mleko (czasem ciężka, ale opłacająca się, bo pozwalająca spełnić marzenie praca), 2. kawa (czysta esencja!, to co najlepsze – spełnienie marzenia, radość, satysfakcja), 3. pianka (wspomnienie i lekkie niedowierzanie, ta radość w sercu na myśl o tym, co udało nam się osiągnąć…). Osiąganie odważnych marzeń wymaga spokojnego skupienia – podzielenia procesu na etapy i umiejętności cieszenia się każdą z tych „warstw” :)

  • Kuba Domasik

    Espresso, by szybko wypić napój i cieszyć się jego aromatem w ustach przez dłuugi czas. Wspaniale się pracuje na własne marzenia, mając w pamięci wypitą przed chwilą genialną kawę. Resztą kaw będę się rozkoszował, gdy już zrealizuję plany i będę miał duuużo wolnego czasu. Na razie praca, praca, praca i espresso!

  • Olaf Goj

    Marzenie spełnię przy espresso, bo doda mi sił i chęci do działania.

  • Mojego największego marzenia już nie spełnię. Niestety. Gdybym cofnął się o 50 lat, usiadłbym w wygodnym fotelu, wziął kawałek papieru, wieczne pióro i napisałbym list. Każde słowo, każde zdanie przepijałbym mocnym espresso, tak by z każdej litery płynęła pasja i zaangażowanie. Zalakowałbym list. Poszedł na pocztę. Czekałbym na odpowiedź. Każdego dnia, o tej samej porze, o której pisałem list piłbym tą małą filiżankę kawy i siedział w tym samym fotelu. Wierzyłbym, że nadejdzie taki moment, gdy odpowiedź nadejdzie. Kawa to cudowny płyn, który pomaga nam przetrwać, daje siłę do działania. Gdyby pewnego dnia, ten szczęśliwy dzień nadszedł, byłbym posiadaczem mojego marzenia – listu od samego Mistrza fantasy – J.R.R. Tolkiena. Takie marzenie nieustannie kojarzyłoby mi się właśnie z tą małą filiżanką kawy, która pomogła mi je zrealizować :)

  • Monika Maniowszczak

    Swoje największe obecnie marzenie spełnie pijąc wielki kubek czarnej i aromatycznej ( bo ma być przecież zapamiętana jak żadna inna ! ) kawy. Będzie to dzień, a raczej – moment, w którym zakupię bilety na mój wymarzony koncert zespołu Foo Fighters – matuchno, już czuję smak nie tylko mojej ukochanej kawy, ale nagrody i satysfakcji za wieloletnią wiarę, że razem z przyjaciółmi zaśpiewam „Best of you” tak głośno, jak nigdy jeszcze nie śpiewałam… a kiedy to już się wydarzy ? Wtedy będziemy odpoczywać i wspominać koncert przy delikatnym cappuccino. Już nie mogę się doczekać – bo wiem, że to marzenie się spełni :)

  • Agnieszka

    Zdecydowanie duża czarna, którą zawsze chciałam wypić w Iranie. Ileż ja się nasłuchałam o Kuku Lubia, Ase Jow, lodach szafranowych czy Lubia Polow. Zdaniem poznanego kilka lat temu w Londynie Irańczyka najlepiej smakują właśnie z dużą czarną kawą o wyglądzie smoły:) I w końcu się uda, już za rok, już niedługo, bo w czerwcu!

  • Tomek Uniszewski

    Gdy wstaję z łóżka spełniać marzenia, nie potrzebuję kawy. Budzi mnie każdy krok bliżej ich spełnienia. Spełniać marzenia się biegnie, a kto to widział pić w biegu ;) Kawa będzie potem, w nagrodę. A jaka? A z mlekiem, czekoladą, szczyptą chilli i cynamonu i ciastkiem owsianym obok. Bo lubię ;)

  • Maciek

    Pracuję w kawiarni. Więc marzenia spełniam po ostatniej kawie, którą wręczę Gościowi ;-)

  • Krystyna Pastwa

    Zdecydowanie Espresso. Najbardziej marzę o tym żeby nigdy nie przestało mi się chcieć. Czas biegnie tak szybko, a wokół jest tyle rzeczy do zrobienia. Gdy wiatr zaczyna wiać mi w oczy, często tracę zapał i energię. Dobre espresso to zastrzyk energii w niechcianych chwilach słabości i świetny sposób na zebranie wszystkich (albo przynajmniej połowy) współpracowników w jednym miejscu.

  • Michał

    Na spełnienie marzenia składa się kilka etapów, a więc spełnić je mogę jedynie przy kilku różnych rodzajach kawy!

    Początek bardzo spokojny – bez kawy, bo pierwszy krok to szczegółowe planowanie podróży! Etap sam w sobie ekscytujący i podrywający więc bezpieczniej jest nie dokładać kofeiny, bo jeszcze serducho wysiądzie i co wtedy?

    Po zaplanowaniu podróży przychodzi czas na spacer, a po powrocie do domu na Latte Macchiato. Etap drugi wiąże się z wymyślaniem jak uzbierać odpowiednią kwotę na podróż i przeżycie, więc odrobina myślenia „Out of box” jest wskazana, a nic nie podkręca kreatywności lepiej niż delikatne Latte Macchiato.

    Trzeci etap jest jeszcze bardziej ekscytujący niż pierwszy, ale to tutaj przyda się zastrzyk energii w postaci Espresso – i to nie jednego! Ten etap jest najdłuższy i najbardziej wymagający. Czas na odbycie wymarzonej podróży, podróży do AUSTRALII (<3)! Espresso to idealna kawa, bo pomoże zobaczyć jak najwięcej, postawi na nogi, gdy ciało będzie chciało jeszcze spać.

    A każdy dzień podróży warto zwieńczyć #DamnGoodCoffee. Dlaczego? Bo w końcu marzenie się spełnia. Idealne miejsce z idealną kawą – raj!
    A może tak tu zostać już… na zawsze? Witać każdy wschód słońca kawą, na tarasie, w domku przy plaży…

  • kin

    Przy dużej czarnej. Co tydzień w termokubasie. Spotkam się z dziesięcioletnim Michałem jako jego tutor w Akademii Przyszłości. Jak miał dwa lata rodzice wyjechali za pracę do Szwajcarii i już nie chcą wracać. Mimo, że dopiero zaczynam moją współpracę z AP już wiem, że moje marzenia spełniają się przy tym chłopcu. Mimo, że od ósmej do szesnastej w pracy, o 16:30 dostaję skrzydeł jak widzę jak młody na mnie czeka i że wreszcie mu się chce, bo czuje że komuś zależy na nim.
    Spytacie jak ma się to do moich marzeń? Bardzo prosto- doskonale siebie na mega wielu poziomach. I coaching za 2tys. mi do tego nie potrzebny

    • mat

      ej, łezka mi się zakręciła. dzięki za takich ludzi jak Ty.

  • Paulinka M.

    A ja kawy nie pijam i nie potrzebuję jej pić w czasie spełniania swoich marzeń :). Same marzenia napędzają mnie wystarczająco i sprawiają, że czuję się naprawdę podekscytowana samą możliwością ich realizowania!

  • Swoje marzenia spełnię przy Latte Macchiato, dlaczego? Bo dobra kawa ma nie tylko pobudzać i dawać energię ale przede wszystkim dawać dużo przyjemności, tak, żeby chwila w której możemy się jej napić była czymś wyjątkowym, byśmy chcieli do niej wracać i co najważniejsze… Byśmy dla takich właśnie chwil gonili za marzeniami, a jak wiadomo… Nie ma nic lepszego jak napić się Latte z tą myślą w głowie, że można skreślić kolejną pozycję z listy marzeń. Czegoś takiego jak spełnione marzenie nie doświadcza się codziennie, to wyjątkowa chwila którą trzeba utrwalić… Najlepiej zapachem mielonej kawy… I smakiem pysznego Latte.

    Pysznej kawy, dzięki! :)

  • Justyna

    Wielkie marzenia najlepiej spełniać przy ogrzewającym dłonie, dużym, porcelanowym kubku (najlepiej prezentem od bliskiej osoby) wypełniony aromatyczną, gorącą, być może zwyczajną dla niektórych, czarną kawą. Bez syropowych fajerwerków, drapaczy chmur z piany i innych „poprawiaczy”, bo one tylko zaburzają cudowną prostotę dużej czarnej.

    Jestem Bardzo Odważną Marzycielką i z uporem osła pracuję na swój sukces, przede mną ostatnia prosta, która o
    wszystkim zadecyduje. Moje wielkie idee nie są tak naprawdę skomplikowane, są to jasno nakreślone cele i dlatego właśnie spełniam je przy tej zwyczajnej, dużej czarnej o wyraźnym smaku, dającej mega zastrzyk pobudzającej kofeiny, w
    kubku pełnym miłych wspomnień, w jeszcze bardziej przyjemnym miejscu. Z takim podejściem nie może się nie udać :)

  • Teraz już nie wiem, czy najpierw zrobiło mi się gorąco i zaczęłam się wachlować, czy pierwsza popłynęła łza (serio). Oto Andrzej Tucholski, jeden z najlepszych blogerów świata, gość, którego miałam okazję dotknąć, ale tego nie zrobiłam (bo jestem miękką… no… tą…) rzuca konkursem, w którym do wygrania jest moje wymarzone cacko, a zadanie konkursowe pozwoli się kreatywnie wyżyć. Matkobosko! <3 Czekaj na mnie, Andrzeju, jeszcze tu wrócę!

  • Martta

    Może to i nie kawa, ale chai latte. Moje marzenie już przy niej spełniłam. W jednej z najlepszych kawiarni w najbardziej inspirującym mieście na świecie. Zawsze będę miała do niej sentyment :)

  • Martyna Piechota

    Spieniam mleko i wlewam espresso, na bazie szlachetnej arabiki, może to być ziarno pochodzące z Kenii, Kostaryki czy Gwatemali i czując zapach świeżego ziarna odbędę podróż w dalekie miejsce, gdzie póki co trafić mogę jedynie palcem na mapie. Espresso w pianie tworzy fajne warstwy, powoli przechodzac w rozmaite odcienie. Kurcze, dobra kawa marzeniem samym w sobie.

  • Filip

    Przy Cappuccino, teraz moim największym marzeniem jest posprzątanie mieszkania, a zwłaszcza ogarnięcie góry naczyń wylewających się ze zlewu. Marzenie odważne i niezbyt przyjemne.

  • Kasia Głowacka

    Genialny, piekielnie uzdolniony i interesujący, egocentryczny Salvador Dali miał ciekawy sposób na pobudzenie swojej kreatywności- idąc spać trzymał łyżeczkę, która upadała na metalową tackę w momencie zaśnięcia i rozluźnienia uchwytu. Budził się i na wpół przytomny szkicował swoje obrazy. Jemu wystarczyła łyżeczka, mi- #DamnGoodCoffee. Ciężka praca przy smolistej kawie z kawiarki (już nie raz przełączyła mnie z trybu zombie na tryb cyborg), będąca jednocześnie kolejnymi krokami w kierunku realizacji moich marzeń i celów. Bez cukru, bez mleka- esencja kawy, esencja sukcesu :)

  • Latte Macchiato, jeśli moim marzeniem jest wypicie tej kawy, a wygranie takie ekspresu mi to umożliwi, to skoro jedno marzenie się spełni, to kolejne, o tym by podróżować, będzie już po prostu na wyciągniecie ręki. Ta kawa ma moc spełniania życzeń, jestem tego pewna!

  • Tylko ciemne jak noc espresso. Maksymalna wydajność pobudza kreatywność – matkę sukcesu.

  • a jak nie pijam kawy, a oczaruję Cię komentarzem nt. innego trunku, przy którym się spełniam, to może być? Chciałbym (jeśli bym wygrał) obdarować tą nagrodą bliską mi osobą. Akurat święta ^^.

  • Michał Paluch

    Zaczyna się od porannej pobudki gdy słońce zaczyna przebijać się przez szczeliny w żaluzjach i tylko jedna myśl przychodzi do głowy, jak to możliwe, że akurat w oczy świeci słońce … Pół żywy, pół zombie modlę się idąc pomiędzy meblami o moje małe palce u nóg i z ogromnym wysiłkiem ląduję w kuchni.

    Robię poranną kawę, czcząc i ubóstwiając małe urządzenie, które ze swojego źródełka wylewa napój bogów i Warszawskich korporobotów, stworzony ze świeżo zmielonej kawy, który swoim wyrazistym smakiem i aromatem przeszywa mój organizm każdego poranka i obudzi go niczym krzesło elektryczne. Łyk kawy… i czuje się jak epileptyk w fabryce żarówkę, drugi łyk kawy… żyje, jestem cały, gotowy do pracy i podboju świata… trzeci łyk, jestem bogiem chwili.

    Uwielbiam to uczucie, tą poranną ceremonię.
    Uwielbiam, podwójne espresso.

  • darekf

    Rzym, Mediolan a może Florencja i mała kawiarnia na świeżym powietrzu. Jeśli kiedykolwiek spełnię marzenie i będę w tych miejscach to na pewno w towarzystwie aromatycznego cappuccino.

  • Jest jedna kawa, którą zawsze chciałem wypić – Kopi Luwak. Ale nie pić jej w Japonii czy Stanach, ale prosto z miejsca zbioru, czyli gdzieś na jednej z Indonezyjskich wysp, wieczorową porą usiąść w małej kawiarni i spróbować czegoś, co w naszych warunkach wydaje się niemal nie do pomyślenia. Obrzydliwe? Być może. Unikatowe? decydowanie. Pić Kopi Luwak na Sumatrze byłoby spełnieniem marzeń.

  • Kocham pisać. Czy to bloga czy opowiadania prozą, czy jeszcze inne cuda. Uwielbiam do tego zrobić sobie Latte Macchiato i, tak jak napisałeś, włączyć jakąś spokojną muzykę klasyczną i oddać się, w pełnym skupieniu swojej pasji. Tak właśnie widzę się za kilka lat, pisząc jakąś powieść (być może też w morskich klimatach bo bardzo je lubię), a obok mnie latte macchiato, dotrzymujące mi towarzystwa przy pracy, która jest spełnieniem moich marzeń.

  • Przy którym rodzaju kawy spełnię swoje marzenie? Przy każdym rodzaju kawy – bo wiem, że potrafię.

    #odpowiedźtakaniekonkursowa :)

  • Agnieszka

    Marzenia spełnię przy swoim rodzaju kawy – duża łyżeczka rozpuszczalnej, bez cukru, z mlekiem na dwa palce, w białej filiżance :)

  • Dominika Eliza

    Swoje największe marzenie spełnię przy Cappucino wypitym w paryskiej kawiarence.

  • Przy którym rodzaju kawy spełnię swoje marzenie? Mocne tureckie espresso pite w sarajewskiej kawiarni….mmmm rozmarzyłam się. Na samo wspomnienie czuję moc tej kawy!

  • Kaja

    Ha! Moje marzenie spełnię przy Latte Macchiato, przeplatane Espresso. Macchiato wydaje mi się dobre na przemyślenia i analizy tego, czego się nauczyłam, a espresso na przystępowanie do akcji. :)

  • Yoongie

    Swoje marzenia spełnię przy #DamnGoodCoffee. Taka kawa to jak mieć wiernego kompana u swego boku w podróży, w walce o marzenia, kiedy serce rośnie z każdym krokiem zbliżającym mnie do celu. Hmm, a może to tylko kofeina? ;-)

  • Paweł Kowal

    Poniedziałkowy wczesny poranek. 4:45. Dźwięk budzika delikatnie, ale stanowczo wdziera się w zakamarki rozespanego umysłu. Czas wstawać. Otwieram oczy, przeciągam się. Wraz z pierwszą trzeźwą myślą na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Tak! Dziś jest ten dzień! Wyskakuję czym prędzej z łóżka, ubieranie i poranna toaleta zajmują mi mniej czasu niż zwykle. Przecież dziś jest ten dzień! Zerkam na zegarek. 4:52. Teraz można nieco zwolnić. Z kubkiem gorącej, czarnej kawy w dłoni podchodzę do okna. Jest. Czeka na mnie. Kawa przyjemnie ogrzewa dłonie, a smak i zapach wyostrzają zmysły gotowe na lawinę doznań. Dopijam kawę, zamykam drzwi z drugiej strony i zbiegam na dół. W dłoni ściskam czterdziestoletnie, sfatygowane kluczyki. Lekko drżącą z ekscytacji dłonią wkładam je do zamka i otwieram drzwi. Zapach starych skórzanych siedzeń, oleju i metalu dociera do moich nozdrzy. Tak… dziś jest ten dzień. Sadowię się wygodnie na szerokim siedzeniu i zatrzaskuję drzwi. Jestem w swoim świecie. Wkładam kluczyk do stacyjki, przekręcam, łagodne zielone światło tablicy rozdzielczej zachęca mnie do uruchomienia silnika.
    Potężne, ośmiocylindrowe serce budzi się do życia. Miarowy, basowy bulgot rozchodzi się po okolicy. Analogowy czasomierz pokazuje 5:05. Czas ruszać. Wrzucam bieg i delikatnie dodaję gazu. Dostojnie wytaczam się z parkingu, po czym wyjeżdżam na szeroką, dwupasmową drogę prowadzącą mnie do pracy. Wciskam mocniej pedał gazu. Donośny ryk silnika płoszy zaspane ptaki, przycupnięte na przydrożnym drzewie. Kolejny bieg. Wskazówka prędkościomierza pnie się w górę skali przy akompaniamencie ośmiocylindrowej orkiestry. Uśmiech nie ma zamiaru zniknąć z mojej twarzy. Tak. Dziś jest ten dzień. Kolejny, a zarazem znów pierwszy dzień z moim Camaro.

  • Przem

    Zawsze znajdę chwile by wypić Latte Macchiato i zadać sobie pytanie „Co dzisiaj zrobiłem, żeby być dumnym z siebie na koniec dnia?”. Przy tej kawie czuje się najbardziej zrelaksowany i odprężony, a tego potrzebuję by zebrać spokojnie myśli i dalej wrócić do swojego rytmu dnia.

  • J.

    Pierwsza czarna kawa parzy palce. Świta. Kawa jest mocna. To jeden z tych poranków, które mają w sobie to Coś, to Coś, co powoduje, że się wstaje, chociaż jest czwarta, jesteś zmęczony i nie bardzo ci się chce. Ktoś powiedziałby – wakacje. Jest zimno, mimo lata. Rękawy swetra naciągnięte na dłonie. Niebieski płomyk tańczy na turystycznej kuchence. Aromat kawy stawia na nogi. I to uczucie, obietnica, że to będzie dzień przez duże D. Kawa szybko stygnie, gdy tak stoisz z kubkiem na świeżym, rześkim powietrzu. Ono nigdzie indziej nie jest takie. Przed tobą ośnieżone szczyty. Najniższe mają ponad 3 tysiące. Patrzysz, mrużąc oczy. Pozwolą ci wejść? Będą łaskawe? Kolejny łyk. Boisz się, ale z każdym łykiem i z każdym mrugnięciem oka masz we krwi coraz więcej siły, adrenaliny i… spokoju. Wypijasz ostatni łyk. Wiesz, dlaczego tu jesteś.

    Chroniczny niedobór przestrzeni. I wielka czarna kawa. Damn good coffee.

  • Daria D.

    Moje kolejne marzenie spełnię przy kawie… z automatu. W tej chwili pewnie strzeliłam sobie w stopę, ale jestem szczera. Mam 17 lat i mało funduszy, ale lubię koncertować (tak spełniam marzenia). Kiedy więc po koncercie stoję na dworcu, czekając na powrotny autobus do domu, wyciągam z kieszeni ostanie drobniaki i wkładam je do automatu z kawą. Piję ciepły napój i pragnę, aby ta chwila trwała wiecznie.

  • cinnamon

    Swoje marzenia najchętniej spełniam przy Latte Macchiato – łagodna mleczna pianka daje szansę na przemyślenie i zaplanowanie niektórych rzeczy, żeby potem docierając do kawy móc zacząć realizować swój plan, w którym oczywiście w dalszym ciągu jest miejsce na odrobinę spontaniczności lub improwizacji, bo dobry plan jest elastyczny

  • Rojek

    Jako wieczny chłopiec nie lubiłem nigdy kawy, a jej jedyną namiastką były cukierki Kopiko zjadane z wykrzywionym wyrazem twarzy przed lekcją przyrody w czwartej klasie. Podejście do tego pysznego napoju zmieniło się kiedy zacząłem wakacyjną pracę w kawiarni. Trzy miesiące spędziłem z wielkim przemysłowym ekspresem ciśnieniowym. Bajka. Moje priorytety zmieniły się po pierwszym cappucino wypitym w czasie przerwy. Też wymarzyła mi się moja własna kawiarnia. Podawanie ludziom espresso doppio, ubijanie mleka do latte sprawiało mi dużo radości. Rozmowy z klientami, milenie kawy, przyrządzanie deserów stały się największą nagrodą moich wakacji. Praca, o której mówiło się jako ciężka od użerania się z „bogolami”, syfem i jedenastoma godzinami na nogach, nigdy nie stała się taką z mojej perspektywy. Myślę, że mogę już odpowiedzieć… Ubiłbym mleko na sztywno, do kubka wlał podwójne espresso, dolał mleka i na wierzchu zrobił mleczną czapę. Po co? Na rozbudzenie przed kolejnym dniem w mojej małej kawiarni w samym sercu Sztokholmu. Tak mi się marzy.

  • Dominika K-Dulska

    Jestem hedonistką! Często spełnieniem marzeń jest już samo picie kawy, w ślicznej (porcelanowej) filiżance. Sama kawa nie jest najważniejsza, Marzenia spełnia bita śmietana (lub spienione mleko) – puszysta, świeża, rześka, delikatnie słodka.. Chociaż dobra kawa też by się przydała… ;) Ale tylko z ekspresu ciśnieniowego!

  • Paulina

    Moje marzenia spełniam przy karmelowej kawie z ziarnem wanilii i kapką mleka. Jak na razie moje działanie prowadzące do spełnienia marzeń polega na rzetelnej nauce i samorozwoju – poza nauką „do szkoły i matury”, zdobywa wiedzę przede wszystkim dla siebie i na przyszłość, a mój samorozwój to dbanie o częste obcowanie z wszelką kulturą, czytanie Twojego bloga i znajdowanie czasu na zainteresowania, zwłaszcza śpiewanie :)
    Karmel jest pyszny, kawa-najlepsza na świecie, a wanilia z mlekiem dodaje delikatności i daje „ciepłe uczucie” /If you know what I mean/.

  • Magda Jakubiak

    Chciałam zrobić tak, żeby wyszło jedno zdanie, ale nie da się ;-) Przy jakiej kawie spełniam marzenia?
    Przy ciemnej, mocnej kawie w kolorze gęstniejącej za oknem ciemności :)
    Większość osób wspomina o porannej kawie. Dla mnie czas marzeń, planów (i materializowania ich, czyli spełniania) następuje wieczorem. I uwielbiam wtedy zasiadać z kawą w ulubionym kubku (jestem zbieraczem – od Gwiezdnych Wojen, kropek, Elvisa, świnek i jamników po obecnie mój ulubiony czerwony z reniferem).
    Wieczorami ustanawiam kolejne marzenia i staram się je spełniać przy aromacie kawy. Nie wszystko da się zrobić od razu, oczywiście. To nie takie proste. Ale warto być odważnym marzycielem, a co!
    Moje marzenia to głównie koncertowe plany, więc sporządzam listę i zaczynam obmyślać, na ile jaki wyjazd jest możliwy. Zaglądam w grafik pracy i kalendarz – hmmm, czy da się wtedy w miarę prędko dotrzeć do Krakowa, żeby zdążyć na Morrisseya? Udało się, byłam :-) A może Warszawa zaraz po pracy za dwa tygodnie? Czemu nie, przy okazji odwiedzę siorkę :-)
    Planuję też z większym wyprzedzeniem – już na przyszły rok. W kwietniu Robbie Williams. Jeszcze dużo czasu, ale już trzeba klepać bilety, organizować nocleg. Damy radę! :-) Kolejny łyk gorącej kawy.
    Fink w Warszawie i w Łodzi w lutym? Wybieram Łódź, bo pójdę do klubu spacerkiem. Będzie pięknie.
    Nie tylko moje marzenia spełniam. Planuję wspólnie z chłopakiem i od niedawna także moim młodszym bratem, którego -duma!- zaraziłam muzyką. Udało mi się w tym roku (z półrocznym wyprzedzeniem) zorganizować nam wspólny wyjazd na OWF i planujemy już powtórkę na rok kolejny. Dlaczego miałoby się nie udać? Wszystko jest możliwe, jeśli zacznie się odpowiednio wcześniej marzyć. Nawet, gdy mieszka się od siebie prawie 400 i 130 km. Ja i moje rodzeństwo łączymy marzenia i spotykamy się, by razem przeżywać muzykę :-) Skończyłam pić kawę. Piona!

    • Magda Jakubiak

      Acha ! Andrzej, jeszcze jedno. Jak to jest, że czuję się tutaj jak na pogawędce ze znajomymi przy dobrej kawie? ;-) cały czas nie mogę wyjść z podziwu dla atmosfery tej strony i zawsze obiecuję sobie, że nie będę tyle paplać, ale…ze znajomymi nie da się tylko „cześć” i już.

  • Misia

    Latte Macchiato, najlepiej o 6.30, codziennie rano, bo uczę się codziennego wczesnego wstawania.
    Spełnianie marzeń to nie jest osiąganie czegoś ot tak, po prostu. Gdzie satysfakcja? Gdzie majestatyczny gest ocierania potu z czoła, kiedy już znajdziemy się na mecie? Marzenia są duże, ale nie tylko dlatego, że imponujące, bardziej przez to, że wymagają dużo pracy. Tak, pracy!
    I myślę, że właśnie tak powinniśmy mówić o naszym ukochanym „rozwoju” i drodze do „sukcesu”. Jak o przygotowaniach do maratonu, o przygotowaniach do górskiej wyprawy. Nie jest tak, że pewnego dnia wstaniemy, pomyślimy sobie „za rok o tej porze będę znanym dziennikarzem”, albo „wyjadę do Afryki budować studnie razem z Ochojską”, ba, nawet zapiszemy to sobie na kartce, powiesimy nad biurkiem i w jakiś magiczny sposób tak się stanie. Nie. To jest praca, to jest wysiłek. I to nawet w marzeniach z pozoru dużo mniejszych. Chcesz chodzić codziennie rano na basen? Kiedyś musi być ten pierwszy dzień, kiedy nie zostaniesz w łóżku godziny dłużej, kiedy Twój mózg będzie Ci podrzucał mnóstwo odjazdowych wymówek, które nawet brzmią rozsądnie, a Ty i tak będziesz musiał się im oprzeć. Nic nie stanie się bez Twojego zaangażowania. Marzenia to wyzwania, strasznie fajne wyzwania. A smak zwycięstwa? Jak najlepsze Macchiato :)

  • Artur

    Do spełniania marzeń potrzebuję kawy ;) Potrzebuję jej także do koncentracji, porannej pobudki, popołudniowego relaksu, wieczornego filmu… Ale tak naprawdę, żeby moje marzenia mogły się spełniać, oraz żebym mógł przy tym pełnię szczęścia odczuwać, potrzebuję najbliższej mi osoby na świecie – mojej, Ukochanej Żony, mojej Inspiracji, mojego Natchnienia… Tylko w jej towarzystwie, nasze caffe latte, to spełnienie marzeń :) Uwielbiamy własnie ten rodzaj kawy i kojarzymy ją z poczuciem szczęścia i bliskością spełnionych marzeń.

  • Klaudia

    Kawa pobudzająca- mocna, czarna, z odrobiną aromatu cytrynowego dla przełamania. Codziennie wstając rano, o wschodzie słońca w Kenii, mieć energię do walki dla innych.

  • Cezary

    Realizowanie Mojego Marzenia będę rozpoczynał codziennie dzięki szybkiemu Espresso; kolejno najważniejsze popołudniowe idee i myśli związane z Moim Marzeniem będę kolekcjonował i dzielnie przetwarzał dzięki delikatnemu Cappuccino, natomiast długie wieczory z Moim Marzeniem będę spędzał z konkretną Dużą Czarną bądź lekkim Latte Macchiato, w zależności od potrzeb…
    Jednak cały proces realizacji Mojego Marzenia wspierany najwyższej jakości kawą, będzie możliwy jedynie dzięki Tobie Andrzeju oraz urządzeniu, które dla mnie ma magiczną moc! :)

  • Ja spełniam swoje marzenia przy Irish Coffe. To ta pseudo kawa z automatu na uczelni, co smakuje jak kawa z dodatkiem whiskey. A tak naprawdę to proszek z syropem o smaku łiskacza. Nic ekstraordynarnego. Ale fajnie się pije na zajęciach.

  • Sylwia

    Jak spełnić Swoje Marzenie? Trzeba czegoś więcej niż hektolitrów kawy. Wyjścia poza strefę komfortu. Ryzykowania. Udawania się tam, gdzie strach iść. Planowania. I tysiąca innych rzeczy.
    Picie kawy pomaga utrzymać poziom energii konieczny dla osiągnięcia celu. Poranny i popołudniowy kubek pełen rozpuszczalnej to mój codzienny rytuał. Pierwszy kubek, żeby się obudzić, drugi dla odprężenia.
    Najbardziej na świecie kocham kawę z ekspresu – Cappuccino z kremową pianką, idealnie słodkie, a jednocześnie pobudzające.

  • Gabriela Nowakowska

    Od razu na myśl przychodzi mi Central Perk…duże,białe kubki z mocną,czarną kawą. Nowy Jork to moje największe marzenie. Rozpływam się oglądając FRIENDS. Mieszkanie z dużą rozwalającą się kanapą,schody pożarnicze,poranne pancakesy i ludzie, z którymi każda kawa będzie tą wyjątkową.

  • Małgorzata Masełko-Swędrak

    Wstaję jak zwykle za późno,aby za chwilę boleśnie wylądować na zapomnianym klocku LEGO. Bezskutecznie próbuję enty raz dobudzić jego właściciela, sama będąc nieprzytomnym zombie w skarpetkach nie do pary. Codziennie mam odważne marzenie aby zmienić ten stan rzeczy, stawiając się na nogi mocnym espresso. Ale do tego trzeba by rozkręcić, umyć i nastawić kawiarkę:) Mocy, przybywaj!

  • Paweł

    Czuję, że moje marzenie spełnię przy kawie przyrządzonej w sobotni poranek, we własnym domu pod lasem. Mocna, czarna kawa z kawiarki przywiezionej z wycieczki do Włoch, do której wsypię kawę z okolicznej palarni, w ten sposób będę leczył kaca po upojnej nocy w gronie najlepszych przyjaciół i mojej ukochanej. Właśnie to będzie spełnieniem marzeń, radosne i spokojne życie składające się z ulotnych momentów i takich chwil jak poranna kawa.

  • Chętnie posłuchałabym więcej na te arcy ciekawe tematy motywacyjne, popijając z Tobą kawusię. Z Blo Silesii uciekłeś tak szybko… :/

  • Natalia K

    moje marzenie? może niekoniecznie przy kawie, ale zdecydowanie po mocnym espresso. dałoby niesamowitego kopa do działania. wybrałabym dużą czarną, ale jak tu podczas sztormu pić kawę? :) ostatnio spełniłam jedno swoje marzenie, a mianowicie wypłynęłam na morze. jednak co mi po jednym rejsie, jeśli zupełnie pochłonęła mnie miłość do żagli i pragnę ciągle wracać na deski pokładu? przede mną wiele ważnych decyzji, jedną z nich jest obranie dalszej drogi życia. zawsze sugerowałam się opinią innych, prosiłam ich o radę, ale czy tak musi być zawsze? może tym razem posłucham głosu serca? serca, które już zostało wśród dudniących o pokład fal podczas sztormu.plan jest pozornie prosty: najpierw akademia morka, później zdobywanie doświadczenia, awans na oficera i wreszcie kapitan. kapitan żaglowca mknącego przez wzburzone fale, pod żaglami łopoczącymi od silnego wiatru. z wiatrem, który unosi małe cząsteczki wody i otula nimi delikatnie całe ciało. gdzieś w tle krzyki załogi, charakterystyczny dźwięk stawiania kolejnych żagli. przede mną wyraźne czerwone światełka od kompasu, w oficerce, osłoniętej od wody, kolorowe ekrany, pokazujące pozycję statu i wszelkie parametry. wszyscy mi mówią, że to nie zawód dla kobiet, że mało której się udaje, że jestem na to za słaba fizycznie. tak? to trzymaj mi kawę i patrz! :)

  • Beata Su

    A ja moje marzenie spełnię w towarzystwie – Latte Macchiato i Cappucino bez losowania kto pierwszy dostanie swoją kawę :)

  • fangslover

    Swoje marzenie spełnię przy Dużej Czarnej, która pozwoli mi przekuć pasję i to co lubię w sposób na życie, jednocześnie przypominając mi o przyjemności jaką sprawiało mi kiedyś pisanie, jeśli kiedykolwiek zapomnę jak bardzo to kocham.

  • Miarka

    Ja przy cappuccino, bo właśnie się parzy, a nie będę czekać ze spełnianiem marzeń na następną.

  • Marzenia mam wielkie, jakem Odważny Marzyciel w końcu. Najczęściej korzystam z pomocy Wielkiej Czarnej. Wybieram wielki kubeł i sączę, póki mi nie wystygnie, a wtedy idę po następną. Jestem z tego szczególnie znana i domownicy nie mogą się nadziwić, że serducho jeszcze mi siedzi w klacie, a nie poszło sobie na spacer (podobnie też nie mogą się nadziwić mojej pasji ciągłego latania tu i tam, by działać i mojemu wymyślaniu miliarda pomysłów na minutę). Jednak czynność picia tej kawy o każdej porze dnia i nocy stanowi przyjemność, która już sama w sobie wprawia mnie w przyjemny nastrój, a do tego jeszcze możliwość dążenia do celu… MIODZIO! Myślę, że w marzeniach nie zawsze najważniejszy jest moment dotarcia do celu, ale sama droga. Z Wielką Czarnistą jest ona niezwykle pobudzająca. Ale ale…
    W tym całym marzeniowym dążeniu zdarzają się też inne chwilki i wtedy radzę sobie z nimi odświętnym Latte Macchiato. To chwile, kiedy trzeba szczególnie przemyśleć kierunek, kolejne kroczki, a nawet czy się czasem nie rozproszyło za bardzo i nie zbłądziło. O taaak, wtedy rozpływam się z tą kawką w ustach.

  • Jarosław Isiek Adam

    – Cicho, cichutko, już spokojnie. Trochę minie zanim wrócą – szepnął do Ethana, mocno przytulając go do siebie – Przed nami jest ich przynajmniej czterdziestu, może pięćdziesięciu. Mamy trochę czasu.
    – A co z Lannym, co z Chipem? Czy ktokolwiek z „wybranych” widział w tym sens? – zaoponował Ethan – Jak sam możesz nadal w to wierzyć wiedząc, że już nigdy nie zobaczysz Susie, małą Jade…
    – Dość! – przerwał Jasper, gwałtownie wypuszczając Ethana z uścisku. Nie dalej niż kilkadziesiąt kół pod nimi niemrawo zatrzeszczała stal sennie ocierająca się o plastik – I bez tego jest mi wystarczająco trudno, Ethan. Musimy
    wierzyć! Przecież słyszałeś Głos! Czytałeś o Uldze, Natchnieniu, Energii i Celu! Tylko my możemy wypełnić Proroctwo, odpowiedzieć na Zew Głosu!
    – Ale czy to nie za wysoka cena? – Ethan poruszył się niespokojnie, dając się ponieść emocjom, którymi karmił go Ojciec. W obliczu nieuchronnego końca różnica wieku nie miała znaczenia. Młynarz zrównał Filozofa i Ucznia – Wiem, ile warta jest moja krew. Przecież możemy się jeszcze uwolnić, możemy choć spróbować…
    – Lepsi od nas próbowali! Pamiętasz opowieści o Williamie Wielkim? Był tak potężny, że na wiele dni powstrzymał Młyn. A o Pleśniaku Johnie? Ile On krwi napsuł Głosom… I nic. Po każdym pokonanym Młynarzu nadchodzi następny, lepszy, szybszy, bardziej bezwzględny. Nawet jeśli moglibyśmy to powstrzymać, czy naprawdę powinniśmy? Taki jest sens. Bez nas, bez naszej krwi, Głos nie osiągnąłby Celu.
    – Gó… – dysputę przerwał warkot mający źródło daleko pod nimi. Zatrzęsły się mury okalającego ich pomieszczenia. Rumowisko z trucheł pogodzonych z losem Ziarniaków powoli zaczęło się obsuwać. Temperatura zaczęła gwałtownie wzrastać.
    – Ojcze? – głos Ethana zadrżał, choć Jasper nie mógł nie docenić szybkości, w jakiej dojrzewał jego chłopiec. Nigdy nie był tak odważny jak dziś. Nigdy już nie będzie odważniejszy. – Ojcze, obiecaj mi jedno. Musisz przyrzec, że, że…
    – Tak, Ethan?
    – Przyrzeknij, że dzięki naszemu poświęceniu Głos osiągnie Cel.
    – Ethan?
    – Tak Tato?
    – Tylko dzięki nam może go osiągnąć. Ethan, odwróć wzroAAKHAHGGGGhRRrrr…

    Dalej, dalej, nędzny automacie, daj mi moje espresso! Wsypałem w Ciebie najlepszą kawę, jaką można dostać w tym smutnym mieście! Jeżeli Ty nie pomożesz mi napisać mojej pierwszej powieści, zaręczam, że skończysz jak Twój zacięty braciszek i zapleśniały kuzyn. No! Jest moja Czarna Magia w płynie…

  • softshell

    Cześć Andrzej!:) Od lat piję kawę zaparzoną w kawiarce o poranku. Mam wtedy dla siebie ten jeden moment, w którym czas zwalnia i w całym tym codziennym pośpiechu czuję się jakby ktoś zamknął mnie w próżniowej kapsule. Później następuje TO uderzenie energii – niewidzialna dłoń naciska spust a ja sam po chwili znajduję się w pocisku, który zabiera mnie wraz z bohaterami filmu „Le Voyage dans la lune” na księżyc.
    Pozostaje wtedy jedynie ten bulgoczący dźwięk, obłok pary, czasem jej wystrzał z zaworka… Lubię takie poranki. Ale wiesz o czym marzę – by ściągnąć ten sam imbryk z ogniska i wypić tę kawę z emaliowego kubka u stóp mojego marzenia – mojej góry. Usiąść jak samotnik przy żarzących się drwach o poranku, spojrzeć wysoko ponad głowę i zasmakować tego jednego płynu po czym zdobyć to, co wydawałoby się nieosiągalne. Moje marzenie zdobywam każdego dnia. Jego wierzchołek jest coraz bliżej i chcę by smak każdego kroku, który mnie do niego przybliża, wypełniło to samo smakowo-olfaktoryczne doznanie. Chcę by ta kawa towarzyszyła mi w pracy, dążeniach, czasem upadkach. Chcę pamiętać ten sam smak tak podczas porannego rytuału, jak i podczas zdobywania mojej góry.
    Pozdrawiam:)

  • Szymon

    Spełnie swoje marzenie przy czarnej bez cukru. Rano przy kawie wpadają mi do głowy najlepsze pomysły, więc pewnie wpadnę na to co muszę zrobić, żeby urzeczywistnić marzenia!

  • Piotr Majek

    Moje marzenie spełnię przy mocnym espresso z gęstą, cynamonową pianką, przypominając sobie majaczącą posturę wielkiego Wezuwiusza skąpaną w południowym słońcu podneapolitańskiego miasteczka. Z tak nasyconą pozytywnym klimatem duszą można osiągnąć wszystko ;)

  • Swoje piękne marzenia spełniam przy pięknej kawie, czyli tylko i wyłącznie Latte Macchiato!

  • Joanna Wojniusz

    Moje marzenia spełniają się przy filiżance mieszanki 50:25:25 z niełatwo dostępnych, ale osiągalnych: samodyscypliny, uporu i cierpliwości. Pozdrawiam!

  • Nuszczyńska Natalia

    Swoje marzenia spełniam przy kawie, którą piję z najbliższymi mi, inspirującymi ludźmi :)

    • Nuszczyńska Natalia

      żadnej kawy dziś nie piłam i widzę, że może jednak by się przydało :D nie chodziło mi oto, że spełnieniem moich marzeń jest picie kawy z najbliższymi ludźmi, ale to, że bez tych ludzi spełenianie moich marzeń byłoby o wiele trudniejsze – każda taka magiczna kawa przybliża mnie do spełnienia kolejnego marzenia. i props za robuste!

  • Piotr Paluch

    Jest tylko jeden rodzaj kawy, który może wykonać to zadanie w pełni. Jest to jednocześnie kawa, której smak zależy ściśle od istniejącego już stanu emocjonalnego, pobudzenia moich komórek nerwowych i wielu innych czynników.

    Taka kawa może zaistnieć tylko i wyłącznie wtedy, kiedy jest spełnione kilka warunków. Po pierwsze, jest przyrządzona jest ukochaną osobę. Trzeba sobie tutaj wyobrazić sobie, iż odpoczywasz w łóżku i Twoja druga połówka wstała nieco wcześniej i poszła do kuchni. Twój słuch, nadwyrężony nieco wczorajszą dawką wyśmienitego wina, prosi o ciszę i szept. Jednak już wcześnie rano o 10 słyszysz dźwięk otwierania drzwiczek szafki i szelest torby. Znajome odgłosy przesypywania ziaren do automatu powoli, lecz uparcie wtłaczają się do głowy. Następuje chwila ciszy i rozpoczyna się najmilszy lecz w tym momencie nieco przypominający tortury proces – mielenia niewinnych ziaren kawy na drobny proszek. Bezlitosne ostrza z niewiarygodną prędkością tną raz po raz ziarenka. Potem znowu kilka sekund ciszy i kolejny hałas tak nieprzyjemnie radosny dla zmęczonych uszu. Tym razem maszyna złożona z wielu skomplikowanych elementów i najnowszych technologii odtwarza znany od wielu setek lat proces wyciskania z przemielonego proszku to co ukryte, aby wkrótce nacieszyć kubki smakowe. Mózg działający na spowolnionych obrotach powoli budzi się do życia lecz niechętnie, przekazując informacje o ciągnącym się w nieskończoność uporczywym hałasie. I wtedy, po długim wyczekiwaniu, słychać błogą ciszę. Uszy nadal pozostają drgają przez krótką chwilę od nieznośnych dźwięków mielenia, lecz powoli wprawiają się w stan ukojenia.
    Wtedy słychać ciche kroki gołych stóp, coś jakby skradanie się. Wraz z nim czuć zbliżający się, lekko pobudzający zapach, łagodnie drażniący nozdrza, pomimo całego nosa w miękkiej poduszce. Wtedy odwracasz się na plecy i czujesz przyjemny ciężar siadający Ci na biodra. Otwierasz z ledwością oczy i widisz lekko rozmazany obraz, który szybko próbujesz poprawić wyłuskując resztki snu spod powiek. Widzisz jak ukochana ubrana jedynie koszulę nocną uśmiecha się zalotnie trzymając w rękach białą filiżankę. Nachyla się ku tobie i podaje Ci ją powoli, żeby nie uronić ani kropli. Swoimi jeszcze nieprawionymi rękami przyjmujesz filiżankę świeżo przygotowanej kawy – od razu zaczynasz odczuwać jej ciepło, ta energia dodatkowo Cię ogrzewa, pobudza. Przybliżasz filiżankę do ust i przechylasz, sącząc ostrożnie napój. Jego gorąco i kofeinowy posmak rozlewa się leniwie po twoim gardle i przełyku, dając energetycznego kopa – czujesz, że odpływasz z każdym łykiem. Spoglądasz na ukochaną i podnosząc się siadasz na łóżku podająć jej filiżankę. Patrzysz w jej oczy, jak doznaje dokładnie tego samego uczucia jak ty przed chwilą i zdajesz sobie sprawę, że jest to właśnie jedna z tych małych rzeczy, tych wydawałoby się błahostek, które później będziecie wspominać wspólnie jako najlepsze chwile swojego życia. Te dzielenie się tym, co macie najlepsze, swoją troską o siebie, sprawianiu sobie małych miłych prezentów.
    To takie moje marzenie, móc wspominać takie chwile, które będą kojarzyć z ukochaną osobą oraz zapachem i smakiem kawy. Tak, rodzaj ziaren kawy i model automatu nie ma znaczenia, dopóki dzielisz się, obdarzasz tym co masz najlepszego z kimś, kto chce robić dla Ciebie to samo. I ten właśnie rodzaj wspólnej kawy jest tym, przy którym spełniłbym swoje marzenie.

    • kin

      smacznie opisane, możesz zacząć pisać opowiadania erotyczne! :)

  • Ilona Gos

    Marzenia to coś o czym myślę przed snem. Albo w wolnej chwili, gdy zmęczona zakupami, pracą, studiami znajdę chwilę żeby usiąść w kawiarni. I na te pięć minut jestem ja, moje marzenia i ulubiony Tiger latte. Kawa tak pobudzająca, że gdy tylko skończę ją pić idę od razu spełniać marzenia!

  • Mazi

    Wewnętrzny głos każe się obudzić, ciało chętnie by jeszcze pospało. Krzyczą stawy, mięśnie pleców. Nie ma co się dziwić – trasa około 200 km dziennie, a jesteśmy tu już 4 dni! Nie ma jednak marudzenia, ciekawość dalszej drogi jest silniejsza. Składamy namiot, wypełniamy sakwy i ruszamy w drogę. Zbaczamy z naszej trasy odbijając w stronę morza. W pół godziny jesteśmy na miejscu. W małej kawiarce na przenośnym palniku parzy się kawa, czuć jej aromat, w głowie absolutny spokój. Patrzymy na Adriatyk, popijamy czarą kawę z kostką cukru i jemy śniadanie.
    Tak spełniać będę swoje marzenie – rowerową podróż do Albanii z moim chłopakiem. Nie mogę się doczekać! :)

  • Maciej G.

    Kurczę przy jakiej kawie ja
    mógłbym spełnić marzenie? Prawda jest taka, że ja miłośnikiem kawy nie jestem.
    Kompletnie nie ogarniam tych wszystkich gatunków i jej rodzajów. A wydaje mi
    się, że jest tego multum. Jedyną kawę jaką pije to ta, którą przyniesie mi
    mama. Tak. Zawsze gdy ją poproszę to zrobi mi kawę. Ale to też wynika z tego,
    że ja kawę pije tylko w dwóch zasadniczych sytuacjach. Jeśli warunki nie są
    spełnione to samemu nie sięgnę po ten napój. A więc sytuacja pierwsza.

    Siedziałem do późna na necie lub
    do późna się uczyłem wtedy rano czuję się źle. Zanim wyjdę do szkoły składam
    zamówienie i mając nadzieję, że kawa zdąży wystygnąć na shota przyjmuję ją
    bezpośrednio przed wyjściem, żeby zapewnić sobie kopa energetycznego. Druga
    sytuacja to taka, że rano nie zdążyłem wypić kawy i gdy wracam do domu poproszę
    mamę, o chociaż małą filiżankę. Bez tego ciężko mi się wziąć za konkretne i
    wymagające skupienia zadania, bo zwyczajnie ziewam. Czasami, ale to
    sporadycznie zrobię sobie kawową drzemkę półgodzinną if you know what I mean. A
    więc jeśli owe marzenie miałoby się spełnić to na pewno byłaby to kawa przyniesiona mi
    przez kochaną mamę. Kocham cię mamo! Niebieska prima. Zawsze. Zawsze w domu
    jest niebieska prima. Nie wiem czemu, ale taki zwyczaj. Do tego niesłodzona.
    Rzadko pije kawę, ale bezsensowne wydaje mi się picie kawy z cukrem. Lubię
    goryczkę. Ale jak już zostanę bogaty i będę pławił się w luksusie to sprawię
    sobie wypasiony ekspres. Albo wygram go
    teraz i, wait a minute, czy czasem nie spełnię marzenia? Łeee. Lecę mamie
    powiedzieć, żeby wstawiła wodę i… zamieszczę ten post… pijąc kawę. Do tego nie mogę przesadzać z kawą, bo jak raz
    położyłem się o 2 to zamiast wody do butelki nalałem kawy to potem w szkole
    miałem straszne ADHD.

  • Maciej M

    Witaj Andrzeju, mam na imię Maciej i swoje marzenie spełnię bez wątpienia przy czystym espresso! Pijam ten rodzaj kawy regularnie, nieco częściej odkąd zdałem sobie sprawę z faktu, że dzień składa się JEDYNIE z 24 godzin, a i tak co najmniej ćwierć z nich przeznaczamy na sen. Kawa daje mi świetną energię do tego by się rozwijać, brnąć do przodu, doskonalić własne zdolności i wyostrza moje spojrzenie na to do czego dążę. Towarzyszy mi ona każdego dnia odkąd zdecydowałem się odwrócić swoje życie o 180 stopni i zacząłem zarządzać nim samodzielnie zamiast, jak kiedyś, bezmyślnie dryfować z dnia na dzień – w rutynie i bez pomysłu.

  • Obecnie jako świeżoupieczona matka karmiąca działam na kawie Ince i espresso z rooibosa, ale gdy już tak bardzo mocno brakuje mi kawy to proszę męża o połowę jego genialnego espresso z wysłużonego ekspresu i życie wydaje się od razu bardziej przychylne spełnianiu marzeń różnego kalibru :)

  • Michał

    Moje marzenie spełnię przy mojej ulubionej mieszance – Mokka (lub Mocha). Bo w życiu i marzeniach chodzi o pozytywne zmiksowanie! Kawa+mleko+czekolada+bita śmietana= IDEAŁ! :D

  • concerto

    Duże Cappuccino na podwójnym Espresso z blendu z 30 % robusty . Co najmniej kilkakrotnie, dłużejdystansowo, ale skutecznie. Gładko i jednocześnie na wysokim stopniu pobudzenia. Dlatego.

  • Asiek:)

    Przy którym rodzaju kawy spełnisz swoje marzenie?… Trochę logika mi zaburza tego typu rozważania… Spełnić marzenia, siedząc i pijąc kawę? To, tak u mnie nie działa. Jeśli z filiżanki wyskoczyłby jakiś dżin kawowy, to owszem… ale ja raczej stąpam twardo po ziemi. Marzenia? … właśnie uświadomiłam sobie, że ich nie mam (chyba biedna ze mnie istota). Ja za to mam CELE i plany do których dążę, walczę z przeciwnościami, by je osiągnąć – DZIAŁAM!
    A przy kawie mogę zasiąść w przerwie między realizacją celów, a wtedy, jak to nazwałeś…: przyjemna elegancja lub spokojne skupienie. Smakuje mi to ;)

  • IKA

    Spełnianie marzeń w różnym wieku różnie się układa…ja przy swoim nieco poważniejszym wieku z radością czytam wieści i przemyślenia znacznie młodszych ludzi… i inspirują mnie do moich poczynań, dają bazę do wyborów. Bo całe życie się wyborów dokonuje. U mnie jest to teraz wybór z kim współpracować, aby marzenia o właściwym balansie pomiędzy pracą (na szczęście ciekawą) a rodziną, podróżami i czasem na poranną kawę w spokoju, spełnić.Przy rozważaniach o takim wyborze popijam sobie właśnie dobrą czarną kawę, dobrze zaparzoną z lekkim orzechowym posmakiem…. i nie musi być mleka, cukru, ani innych dodatków… Ważne jest kawowe tło do ułożenia myśli, przepływu emocji i w końcu określenia czego chcę i jak chcę. Do mojego spełnienia marzeń dotrę przez właściwe decyzje, a te podejmę przy czarnej, smakowitej kawie (no i odrobinie czekolady, którą w zimie się je dla zdrowotności – prawda Andrzeju?). Życzę wszystkim delektowania się myślami przy wyborach życiowych!

  • Dagmara Kucharska

    Chwila spełnienia marzeń … to kurczliwość serca, przed czymś, co sercem może zawładnąć niebezpiecznie i rozkołysać, jak dzwonem… niczym solidny łyk espresso …

  • Jedno? Wszystkie życiowe wyprawy pilotowałam pod wpływem cappuccino. Założyłam blog pod wpływem CAPPUCCINO, w dodatku takiego primo, czyli to pierwsze, które wypijam po przekroczeniu włoskiej granicy, i które to daje mi tego kopa (bo wbrew pozorom, cappuccino kopie!), że jestem we właściwym miejscu i we właściwym czasie. To też moja poranna kawa na obudzenie i popołudniowa z wyboru. Taka, by zebrać myśli, poczuć dzień. To kawa, która inspiruje. Każe działać. Tu i teraz.

  • kubako83

    Ja swoje marzenie spełniłem w miniony weekend właśnie dzięki kawie. Miałem ciężkie trzy miesiące, a ostatnie tygodnie to była już orka na ugorze. Marzyłem o jednym dniu, uda się przeżyć w spokoju. I tak się stało w sobotę, którą spędziłem niespiesznie przechadzając się ulicami toruńskiego Starego Miasta. Koło południa zajrzałem do kawiarni, która zwabiła mnie nawiązaniem do jednego z moich ulubionych seriali, a mianowicie Przyjaciół. Zamówiłem cappuccino, wyjąłem z plecaka książkę, czekającą na mnie od urodzin i po raz pierwszy od długiego czasu spędziłem nieco czasu w trójkąciku – kawa, książka i ja. Momentalnie odzyskałem równowagę i spokój.

  • wojtas

    Odrobina Melancholii przy dużej, czarnej, gorącej, zmysłowej i aromatycznej kawie pomaga mi osiągnąć najwyższą sprawność działania, poprzez przywrócenie do optimum narastającego stale poziomu motywacji, wynikającego z jej źródła – Odważnego Marzenia, które nie jest wewnątrzpsychiczną samoreprodukującą się potrzebą, ale wyobrażeniem uwikłanym w bezczasowej sferze nieświadomości.

  • Joanna Sięka

    Przy którym rodzaju kawy spełnisz swoje marzenie?… Trochę logika mi zaburza tego typu rozważania…
    Spełnić marzenia, siedząc i pijąc kawę? To, tak u mnie nie działa. Jeśli z filiżanki wyskoczyłby jakiś dżin
    kawowy, to owszem… ale ja raczej stąpam twardo po ziemi.
    Marzenia? …właśnie uświadomiłam sobie, że ich nie mam (chyba biedna ze mnie istota). Ja za to mam CELE i plany do których dążę, walczę z przeciwnościami, by je osiągnąć – DZIAŁAM!
    A przy kawie mogę zasiąść w przerwie między realizacją celów, a wtedy, jak to nazwałeś…: przyjemna elegancja lub spokojne skupienie. Smakuje mi to ;)

    Wpisuję moją wypowiedź jeszcze raz, ponieważ poprzednią dodałam bez zalogowania się, przepraszam :( Jeśli można, to proszę poprzednią usunąć, podpisana była jako Asiek:)

  • Magda

    Zawsze spełnianie marzeń kojarzy mi się z ciężką pracą, brakiem czasu i
    snu. Półżywa z kubkiem kawy przy największym projekcie swojego życia. A w
    niedomytym kubku duża, czarna, nie do końca rozmieszana, bez cukru i
    mleka kawa. Na co dzień piję delikatne Cappuccino, które relaksuje mnie.
    Spełnianie marzeń bez ciężkiej pracy i obrzydliwego smaku porannej kawy
    na zębach jest po prostu niemożliwe.

  • MilBu

    Marzenie w kilka sekund, do spełnienia każdego dnia, czyli mała czarna na potrójnym espresso najlepiej w wersji arabica z domieszką robusty, „creme” i aromat zostają w pamięci na cały dzień – kawa zrobiona, marzenie zrealizowane!

  • Karolina Jackowska

    Zdecydowanie przy Latte Macchiato! Czuję się wtedy jak czarodziej który w magiczny sposób zatrzymuje na ta chwilę relaksu z kawą czas. Od dziecka marzyłam zostać czarodziejem :) Niestety trzeba powrócić do rzeczywistości, lecz z aromatyczną kawą człowiek czuje że może więcej!

  • karolina woźniak

    Widzę go codziennie,no
    prawie codzienni,kiedy przechodzi koło mojego domu .Wysoki blondyn z loczkiem
    na głowie i nieziemskimi dwoma dołeczkami w policzkach kiedy się uśmiecha. A
    ja? Rzucam mu tylko nieśmiałe spojrzenia spod burzy loków i marzę..marzę,że
    kiedyś zaproszę go do siebie na kawę. Ale taka prawdziwą kawę.Usiądziemy na
    ratanowych wygodnych fotelach,ekspres zaparzy nam Latte
    Macchiato,a jego trójwarstwowośc pozwoli mi odkryć przed nim swoje trzy
    twarze. Jasną ,ciemną i romantyczną. Będziemy długo rozmawiać i głośno się śmiać.Potem pokaże mu jaka
    jestem słodka serwując równie słodkie Cappucino,oby lubił takie lukierki jak
    ja. Na koniec niech uderzy mu do głowy duża Czarna(bo tak właśnie na mnie
    mówią)kawa i pobudzi jego serce do szybszego bicia. Niech uwiedzie go aromat
    smak.Niech smakuje mnie wszystkimi zmysłami.A kto wie,może zostanie na poranne
    espresso…

  • Rina Lou

    Może to banalne, ale zostałam nauczona pić double espresso bez cukru przy spełnianiu marzeń. Tych większych i mniejszych.
    Ostatnie miesiące to spełnianie marzeń. Marzenie spełniło się wtedy gdy, każda składowa, transakcja czy decyzja była przypieczętowywana podwójną dawką szczęścia.
    P.S. Jeśli spełnisz i to moje marzenie, pierwszą filiżankę wypijesz ze mną :)

  • Aneta Piątek

    Spełniam marzenia, nie przy kawie snuje marzenia gdyż dla mnie jest to chwila wytchnienia. Kawe pije spokojnie delektujac się moim ulubionym latte
    macchiato. I ten zastrzyk kofeiny napędza mnie do działania i realizowania swoich marzeń – a jest ich trochę :).

  • Paweł G.

    Każdego poranka spełniam swoje małe marzenie wypijając filiżankę prawdziwego włoskiego espresso. Z przyjemnością zapadam w sen oczekując na zbliżającą się przyjemność obcowania z jego aromatem, mocnogorzkim smakiem i na moc kryjącą się w kawowych ziarnach. Swój poranny napój bogów kosztuję tylko w prawdziwej, przezroczystej niemal porcelanie. Codziennie wcześnie rano, w ciszy stoję patrząc w okno, a gorąca, doskonała kawa przygotowuje mnie na nadchodzący nowy dzień.

  • Kasper

    Niedawno zacząłem pijać yerba mate, która na początku smakowała mi jak wylizywana popielniczka, niemniej przemogłem się do regularnego picia ze względu na działania zdrowotno-energetyczne.

    Teraz już jestem przyzwyczajony i polubiłem ten smak, ale za to nie jestem w stanie pić kawy z cukrem, bo stała się stanowczo za słodka. Co za tym idzie – odkryłem na nowo smak kawy, mocnej, czarnej bez żadnych dodatków, uwielbiam.

    Właśnie przy takiej kawie chciałbym spełnić swoje marzenie jaką jest napisanie podręcznika do nauki programowania (praca już w toku, ale wiadomo, przy dobrej kawie pójdzie jeszcze lepiej) :) Pozdrawiam.

  • wepanus

    Marzeń tak wiele – I need the pure power of Espresso!

  • wepanus

    wyrażam zgodę na postanowienia regulaminowe konkursu i zgłaszam zadanie konkursowe wpisem poniżej.

  • Kasia Kontek

    Latte Amelii jest to karmelowe caffe latte z syropem z zielonej mięty. Zakochałam się w tej kawie od pierwszego łyku i to dzięki niej spełniam codzienne marzenie o chwili spokoju i dostarczeniu moim kubkom smakowym przyjemności.

  • Agnieszka Spasińska

    Spełnię marzenie przy ekspresie. To niemożliwe, żebym cieszyła się z sukcesu bez Kilku Ważnych Ludzi wokół.
    A każdy z nich lubi pić co innego… Ja popijam zwycięstwa espresso. ;)

  • Marcin Brzozowski

    Czemu mamy się ograniczać do jednego marzenia i do jednej wybranej kawy….skoro można mieć każdą z nich, a jaki to będzie wybór?? hmm zależy od humoru, od dnia i od tego jakie marznie chcemy spełnić w tej chwili…a jakie jest moje marzenie?? Chcę wygrać:)

  • Codziennie, kiedy gubię się w nadmiarze obowiązków i zastanawiam, po co to wszystko robię, zatrzymuję się przy kawie z Guatemali, mieszance arabiki z robustą. Parzona w kawiarce, przelana do ulubionego ogromniastego kubła, albo najsłodszego na świecie różowego kubka z cupcake z dodatkiem spienionego ciepłego mleka. Chyba najbliżej temu do ekstra grande powerful cappuccino :) Ten smak i zapach zawsze uświadomią, że słusznie robię to co robię, angażuję się w wiele rzeczy, studiuję kierunek, który mnie interesuje, śpiewam, gdzie tylko mi pozwolą. I że cel jest coraz bliżej.

  • Krisss

    Chciałbym w te Święta popijać duża czarną kawę z mlekiem i cukrem,zajdać pyszne Łakotki czekoladowe i oglądać Kevina Samego w Domu-ot,takie mam marzenie!

  • Norrsken

    Moje marzenie spełni się jedynie wtedy, kiedy wypiję pyszne i energetyzujące espresso przy Placu Królewskim w Oslo:) Bo tylko dzięki niemu moje zmysły będą na tyle pobudzone: wzrok i węch wyostrzone, by móc w pełni doświadczyć piękna stolicy Norwegii całą sobą. Bez sporej dawki w/w espresso zwiedzanie zakończy się w połowie dnia, a tego bardzo bym nie chciała;) Wszak marzenia trzeba spełniać od początku do końca- tak na poważnie:)

  • valdusdus

    Jednym z moich marzeń jest odwiedzenie małej kawiarenki, na zboczu góry schodzącej do pięknego jeziora Como w miejscowości Trezzone. Przepiękny poranek podczas którego wschodzące słońce oświetla małą kawiarenkę, w której pijemy z żoną cappuccino nie myśląc o troskach.

  • Tomasz Kruczyński

    Marzenie – rzecz która trzyma nas przy życiu, nie daje spocząć w działaniach, wskazuje światełko w tunelu, czasem
    daje siłę zrobić krok więcej – krok dalej.

    Kawa doppio jest tym samym, nie pijemy jej jednym haustem, nie opijamy się bez opamiętania niczym słodkim latte, jest to coś więcej, coś bardziej dojrzałego dającym siłę trwać do upadłego.

    Więc pytanie niebanalne… czy oby na pewno chcemy spełnić to marzenie, czy ta
    kawa musi mieć swój koniec? … na pewno nie z Siemensem EQ6!

  • Madlena

    Wiesz co Andrzej, wybieram cappuccino. :) Jak sobie wyobrażam wczesny wieczór w moim och-jak-bardzo przytulnym mieszkaniu, pogawędkę z mężem i kota, który za jedyną słuszną formę drzemki uznaje ułożenie się na ramieniu (niczym papużka! nadal się mieści, 2-miesieczny skubaniec), to jedynie deserowe cappuccino w ręku może dopełnić obrazu idylli. To właśnie moje marzenie na dziś. :)

  • Zordon

    Zdecydowanie cappucino – spokój, opanowanie. Przydatne zwlaszcza wtedy, kiedy wyzwanie jest wyjątkowo wymagające. Odrobina relaksu przed ciężką pracą zdecydowanie zwiększa produktywność.

  • Anna Marszałek

    CAPPUCCINO bez DWÓCH zdań – JEDNO faktycznie wystarczy – „Delikatne, łagodne, aromatyczne cappuccino, które koi umysł po całym dniu hałasu, bieganiny i tego chorego współzawodnictwa + mąż + tiramisu + kojąca duszę jak balsam muzyka + blask jednej świecy zapalonej gdzieś obok nas + cisza (milczenie faktycznie jest złotem) = to czego mi do szczęścia potrzeba, takie mam marzenie, tak mało, a jednak dla mnie (NAS) tak wiele”

  • Paulina

    Uwielbiam Latte Macchiato i kiedy siadam z kubkiem takiej kawy w ręku, automatycznie się odprężam. To moja ulubiona kawa, ale niestety czuję, że to nie przy niej spełnię swoje marzenie. Pijąc ją wyłączam się na wszystkie problemy świata i oddaję się marzeniom. Ale chwileczkę… Kiedy tak bujam w obłokach, to nagle stwierdzam, że kawa się kończy i tym razem sięgam po Espresso, żeby się obudzić. Taaak! To jest to! Ta moc daje mi siłę i nagle nie widzę żadnych przeszkód, żeby zabukować bilet do Portugalii, przecież wszystkie problemy da się rozwiązać jak się bardzo chce, prawda? Na Księżyc też lecimy? A co tam! Będzie po drodze ;)

  • Jakub

    Moje marzenie spelnilo sie przy popijaniu cappucino na pokladzie jednej z tanich linii lotniczych:). Bylo nim opuszczenie mojej strefy komfortu. Osiagnalem to emigrujac do pewnego egzotycznego kraju. Z bardzo przecietna znajomoscia jezyka:)
    Jest ciekawie i bez polskich liter:) Pozdrawiam

  • Agnieszka S

    MAŁY MOCNY SZATAN! czyli innymi słowy mała czarna-w sam raz na raz, a daje kopa jak żadna inna. Kto mi powie, że małe nie jest piękne :)

  • Marcin Jarry

    Przede wszystkim przy zielonej kawie, przywiezionej z plantacji i upalonej w domu… a czy zaparzonej w ekspresie ciśnieniowym, chemex’sie czy caffetierce to już sprawa preferencji smakowych.

    Moje marzenie zacząłem spełniać na Dominikanie podczas wizyty na plantacji kawy, gdzie kupiłem niewielką ilość
    zielonych ziaren do jej późniejszego upalenia w domu.

    Niestety nie posiadam pieca do palenia kawy – (kolejne marzenie), ale można do tego użyć domowego piekarnika, najlepiej z termoobiegiem, by ziarna upaliły się równomiernie.

    By marzenie dobrze smakowało – zielone ziarna należy umieścić na blasze do pieczenia, następnie włożyć do
    rozgrzanego na 200 stopni piekarnika. Po kilku minutach kawa zacznie strzelać, jest to znak, że ziarna osiągnęły temperaturę 190 stopni. Od tego momentu trzeba czujnie obserwować proces palenia, by wyłączyć piekarnik gdy uzyskają docelowy odcień brązu. Pamiętajmy, że im ciemniej upalona kawa tym smak naparu z takich ziaren jest bardziej gorzki. Kawę przesypujemy do innego naczynia, by stygła do następnego dnia.

    O poranku (i w ogóle!), trudno wymarzyć sobie coś przyjemniejszego, niż wspaniały zapach ziaren świeżo palonej i parzonej arabiki.

  • Guest

    Ogólnie moim marzeniem jest zostać znanym, szanowanym i lubianym twórcą komiksów, nie mam na to innego wyjścia niż zacząć tworzyć komiksy, jest to jednak ciężka i długa ale przyjemna dla mnie praca więc powinienem wybrać dużą czarną, tylko że ja nie lubię czarnej kawy dlatego moje marzenie spełnię popijając duże ilości Latte Macchiato. ;)

  • Ewa

    Zawsze i wszędzie najlepsza mała czarna! Do picia czy do ubrania ;-) Mocna, wyrazista, odważna. Tak można zaczynać dzień i realizować marzenia. Te małe i duże.

  • ROBERT

    Espresso macchiato – siła i moc podana z delikatnością…

  • Norbert C.

    Spełnię swoje marzenie,
    gdy uchwycę jej spojrzenie.
    Na minutę, sekundę, chwilę,
    Chociaż tyle, tyle…
    Zadurzę się
    Zanurzę
    W czerni niespokromionej
    Niczym nie osłodzonej
    I w delikatnej pianie
    I w fusach, głęboko na dnie
    W kubku
    Filiżance
    Szklance
    Zadurzę się w mej wybrance

  • „Przy jakiej kawie najlepiej dążysz do spełnienia swoich Odważnych Marzeń i dlaczego?”

    Przy Małej Czarnej w niezniszczalnej filiżance.

    Poważnie.

    No, prawie.

    Zaczęło się niewinnie, bo od filiżanki ristretto i heavy metalu łomoczącego w słuchawkach. Kawa i muzyka podsunęły mi pomysł na opowiadanie oraz na bohaterów – na Johnny’ego Ristretto, Diogenesa, no i Czarną. Małą Czarną, która skradła Johnny’emu serce i kubki smakowe. Wiedziałem dokładnie, co i jak chcę napisać. I napisałem, wspomagając się mocną kawą oraz najlepszą muzyką pod słońcem. Opowiadanie wylądowało w internecie, w rodzimym królestwie literatury bizarro, tak jak zaplanowałem.

    Reszta to historia.

    Lubię wymyślać dziwaczne opowieści, lubię pisać, a „Ristretto” było właśnie jednym z moich marzeń. Zainspirowanym kawą, zrealizowanym z jej pomocą, no i jej poświęconym.

    Od tamtej pory nie siadam do pisania bez małej czarnej na podorędziu. Niewątpliwie straciłem dla niej głowę.

  • Efa

    Tylko espresso da mi siłę by spełnić marzenie inspirowane kawowym aromatem … jeden łyk i kupiony już bilet, drugi łyk i siedzę wygodnie w samolocie a kiedy kończę trzeci koła dotykają pasa na lotnisku w Brazylii. Wreszcie jestem w samym sercu miejsca, gdzie wiatr ma zapach kawy i otula mnie nim każdego ranka. W miejscu, gdzie w rytmie gorącej samby kołyszą się kobiece biodra w wielobarwnym korowodzie radości i szaleństwa oraz które jarzy się tysiącem kolorów w piórach a słońce mieni się w tęczy cekinów. W miejscu, gdzie mogę wspiąć się na Corcovado i u stóp Chrystusa objąć wzrokiem piękno świata, nasycić ciało mocą czarnego naparu, rozbudzić zmysły i ukoić duszę :)

  • Arkadiusz Kleniewski

    K _ awa Arabica jest jak prysznic budzący do życia
    A _ ch! Radość przynosi, satysfakcję z użycia
    W _ spaniałą Arabicę kocham za jej smak
    U _ rzekający, błogi aromat. Wołam: Tak ! Tak !
    S _ uper Arabica sprawia, że życie jest lepsze
    I w trudnych chwilach zawsze mnie wesprze
    A _ch! Pozwala się zrelaksować

    J _ est niezwykła w pracy i gdy chcę poleniuchować.
    E _ leganckie opakowanie. Kawa posiadająca miano gwiazdy
    S _ maczna, pełna pozytywnej jazdy
    T _ o dzięki niej pozytywne wrażenia

    S _ pełnione marzenia
    P _ ragnienie gasi, przynosi radość
    E _ mocji, ekspresji zadość
    Ł _ echce podniebienie, z nią niezwykła atmosfera
    N _ iesamowita, dzięki niej człowiek siły nabiera
    I _ dealna, nastraja mile
    E _ kscytuje, tylko z nią niezapomniane chwile
    N _ iezwykle pobudza ciało i zakątki duszy
    I _ nspiruje, największego twardziela „wzruszy”
    E _ ch! Mógłbym ją pić przez dzień i noc
    E _ gzotyczna Arabica posiada niezwykłą moc
    M _ oc, która budzi

    M _ oc łączenia ludzi
    A _ ch, Arabica w mojej kuchni od lat
    R _ eleksuje, zmienia świat
    Z _ araz idę się napić Arabiki. Koniec słów natchnionych.
    E _ kscytujacą kawę dawno „dodąłem do ulubionych”!
    N

  • agatab

    Duża, czarna i aromatyczna to KawKa, która mnie pozytywnie nakręca! Taka, której sam wirujący w powietrzu zapach daje power’a a jej porządna ilość pomaga mi realizować moje wszystkie marzenia od rana do wieczora:) A, gdy tą mocną kawkę razem ze słońcem pozytywnie nastrajającym piję, to nie ma „bata” wszystkie JE realizuję :)))

  • Długo, bardzo długo zastanawiałam się nad odpowiedzią na to pytanie. Długo za długo, bo nagle okazało się, że kończy mi się czas.

    Początkowo chciałam powiedzieć, że przy takim rodzaju, jak lubisz (tak, Ty), bo przecież zawsze chciałam Cię spotkać (o czym namiętnie tłitowałam na #smday), ale uznałam, że zostanie to odebrane za marketingowe działanie, choć wcale nie miało nim być.

    Następnie chciałam roztoczyć wizję wielkiego dębowego narożnego biurka w wielkim biurze z wielkimi regałami z dużą ilością książek, w którym z namaszczeniem zasiadam do pisania swojej kolejnej książki…

    Okazało się jednak, że odpowiedź jest znacznie bliżej niż się spodziewałam. Jest też bliżej ziemi, przyziemna jest zwyczajnie. Żeby spełniać swoje marzenia, muszę utrzymać ciągłość zarobku, mieć pieniążka, który pozwoli mi opłacić mieszkanie i jeść, żeby każdą wolną chwilę móc poświęcać na spełnianie marzeń, a nie na myślenie o tym, co włożyć do gara. Być może (oby!) kiedyś zarobek przyniosą spełnione marzenia, ale jeszcze nie teraz, więc tymczasem spełniam je przy kawie, którą piję w pracy. Składa się z „capuccino” z ekspresu automatycznego dolanego mlekiem (to bardzo mleczna kawa jest ;)) i z dwoma łyżeczkami cukru (i słodka ;)). Tylko tyle i aż tyle. :)

  • Marta Koscielska

    Cóż, ta sprawa jest skomplikowana.
    Przy espresso zakuwam do najważniejszych egzaminów, a mało który moment jest tak przyjemny, jak piątka w indeksie (i koniec z ciągłym powtarzaniem tego samego materiału).
    Przy latte robię zakupy, a dla każdej kobiety shopping to spełnienie marzeń.
    Przy cafe americano podróżuję do miejsc, gdzie kawa za dolara nie ma końca, a miła pani kelnerka nazywa mnie złotkiem i jeździ na wrotkach mimo pięćdziesiątki na karku.
    Najważniejsze są marzenia – mam ich tyle, że jestem pewna, że nawet dla polskiej siekiery w szklance opatulonej plastikowym kubraczkiem znajdę jakieś zastosowanie :)

  • Alice Jagiello

    ‚Latte Machiatto me marzenie wieloletnie spełni – chcę by mój sen o byciu damską wersją Corleone ziścił się w pełni! Ja, Donna Corleone będę sączyć moc czarnego jak noc espresso z delikatnością jedwabistego mleka złączonego – o, strzeżcie się podli wrogowie, wasze dusze będą moją włoską pasją i dziką determinacją zwycięsko ujarzmione!

  • Mam 24 lata, studiuję informatykę. Mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu nad barem, nad którym jeszcze niedawno nie wisiał żaden szyld. W wolnej chwili wspomagam się kawą z ekspresu kapsułkowego. Codziennie rano, beznamiętnie. Nie chcę tak żyć.

    ***

    Mam 34 lata. Programuję bazy danych, pracuję zdalnie. Siedzę na tarasie mojego domu w Grenadzie i w przerwie patrzę na mojego syna, który bawi się klockami. Z zacięciem układa drewniane bryły, zostało mu jeszcze kilka i lada moment garaż będzie gotowy.

    W wolnej chwili wspomagam się cappuccino. Na stoliku stoi biała porcelanowa filiżanka po same brzegi wypełniona kawą.

    Z każdym łykiem przypominają mi się poszczególne elementy tego labiryntu, który przeszedłem, żeby być tu i teraz. Nieprzespane noce, ślęczenie nad książkami, nieustanne wychodzenie ze strefy komfortu. Ten czas kiedy uczyłem się sam siebie i o samym sobie. Zarabiałem kilka złotych na godzinę, byle tylko pracować w kawiarni z prawdziwego zdarzenia: z profesjonalnym ekspresem, pięknym i ciężkim tamperem, fajnymi klientami. Dawać ludziom siłę i radość serwując perfekcyjnie przygotowaną kawę. Ta moja właśnie taka jest. Jedna porcja espresso do dwóch porcji mleka. Test na elastyczność pianka zaliczyła wzorowo. To mnie uspokaja i daje inspirację do działania. Czuję wdzięczność.

    Piję kawę, patrzę w dal. Góry patrzą na mnie.

    Jestem szczęśliwy.

  • Dominik.a

    Witam!

    zgłaszam chęć wzięcia udziału w konkursie

    „Przy
    którym rodzaju kawy spełnisz swoje marzenie – i dlaczego? ”

    Zobaczyłam pytanie i od razu w głowie pojawił się plan! a właściwie wiele
    planów. Marzenie na rok 2015 jest jedno! Jedno ale niebanalne! Nie dla kogoś
    kto marzy o tym od dłuższego czasu! Nie dla kogoś kto ma taką kondychę jak ja
    (czytaj: level -1 …oby tylko -1) ale to nic, chodzą różni
    ludzie…zresztą..jak to ktoś kiedyś powiedział „DLA CHCĄCEGO NIE MA NIC TRUDNEGO”
    i ja osobiście myślę, ze miał racje! CHCIEĆ TO MÓC TYLKO TRZEBA SIĘ STARAĆ!
    ale do rzeczy: Moim marzeniem jest przejście
    drogi Santiago de Compstela. Poczynania przygotowujące zostały
    rozpoczęte..aby dopełnić je z dbałością o najmniejsze szczególiki. Droga, którą
    wybieramy nie zawsze jest łatwa, myślę, ze Ty jako osoba, która ma na kącie
    TAKIE podróże, wie o tym najlepiej, często trzeba się zmagać z przeciwnościami
    losu, na pewno jedną z tych przeciwności będzie to z czym kobiety mają problem
    najbardziej…czyli spakowanie się w plecak! Jak to zrobić żeby nie był on
    większy i szerszy ode mnie? Myślę, ze na to pytanie pomoże mi odpowiedzieć mocna
    dająca mnóstwo energii IRISH COFEE Z CHILLI. Doskonale pobudzi do działania!
    Zmotywuje lepiej niż niejedna mowa motywacyjna a dodatek z bitej śmietany
    uzmysłowi Nam to, co czeka nas na końcu drogi! Ale co Nas czeka? o tym
    oczywiście za chwilę! bo jest smakowity pobudzający zmysły i ciało smaczek,…
    a co potem? Potem? a więc potem będzie spontanicznie… zobaczymy co ta droga
    Nam przyniesie! Zdajmy się więc na los! Czasem to pewnie będzie espresso, które
    da Nam poczuć swoją gorycz, może postawią się jakieś granice? schematy, które
    trzeba będzie przełamać? pewnie nie jedna taka sytuacja gdy wypijemy kubeł
    gorącej kawy bez cukru i mleka (ale kryzys przytrafia się każdemu! bez względu
    na to kim jesteśmy i gdzie jesteśmy…nie muszę chyba przypominać
    „cukrowego kryzysu” gdzie kupowany był masowo, w każdych ilościach?)
    ALE !!!!!! nie ma się co zadręczać tą czrnulka bo…

    „A po nocy przychodzi dzień,

    A po burzy spokój,

    Nagle ptaki budzą mnie

    Tłukąc się do okien” (nanan nan na na – dobrze, ze nie można
    tu dodawać plików z dźwiękami hahah ) .. po każdym kubku ESPRESSO możemy
    zakosztować MACCHIATO z cudownym ozdobnym piankowym rysunkiem
    przyrządzonym przez spotkanych po drodze ludzi a może gdzieś napatoczy Nam się jakaś MOCHA ??
    nigdy nic nie wiadomo co spotka Nas po drodze..ale jedno co jest pewne!
    to CEL! Jeżeli do niego dojdziesz to masz pewność, że będzie smakował jak
    AFFAGATO to już nie zwykła kawa! to KRÓLOWA KAW Z GAŁKĄ WANILIOWYCH LODÓW
    OBLANA GĘSTYM KARMELEM! I wtedy już nie ważne czy jesteś smakoszem kawy
    czy też nie! AFFAGATO rozpieści Twoje podniebienie i jeżeli nie byłeś smakoszem
    kawy to jest właśnie ten moment w którym bezapelacyjnie wszyscy Nim zostają!

    Nie dałam rady napisać
    tego w jednym zdaniu, tak jakbym nie dam rady spełnić tego marzenia przy jednym
    rodzaju kawy!

    Pozdrawiam gorąco! ;)

  • malina

    Ciao, Andrzeju! :D Moje marzenie spełnię na pewno przy Dużej, a nawet Bardzo Dużej Czarnej – ale to historia, której nie da się streścić w jednym zdaniu, więc wybacz, jeśli trochę się rozpiszę. Co ciekawe, Ty i Twój blog macie w niej pewien udział, więc nawet jeśli nie wygram, będę się jarać, że dowiedziałeś się, jaki wpływ miałeś na życie takiej małej mnie gdzieśtam w Polsce ;). Otóż wiem co chcę robić w życiu zasadniczo od dziecka, generalnie mam to w genach i we krwi po ojcu, ale tak konkretnie wyklarowało mi się to można powiedzieć że w okolicach 15 roku życia. Mianowicie chcę być tłumaczem, jaram się tłumaczeniem, oddycham tłumaczeniem, żyję tłumaczeniem, mam też niesamowitą przyjemność grzać się w blasku jednego z najlepszych teoretyków przekładu i tłumaczy w Polsce, który jest szefem mojego Zakładu na uczelni. W liceum oczywiście zaliczone przeze mnie zostały miliardy konkursów, olimpiada z jednego języka, drugiego, tony książek poświęcone przekładowi, fonetyce, językoznawstwu, wszystkiemu co ma związek z tą wręcz sztuką. Angielskim posługuję się praktycznie każdego dnia (studiuję i pracuję, ale pracuję głównie dlatego, że kocham moją pracę, a nie jakoś szczególnie dobrze zarabiam czy potrzebuję tych pieniędzy) i znam go na
    poziomie prawie nejtiwa, mając ledwo 18 lat zdałam CPE bez większych problemów, a często od zagranicznych gości słyszę „wow, serio jesteś z Polski?” (Jezus, mam nadzieje, że to nie brzmi za bardzo jak przechwałki, nie chcę wyjść na chwalipiętę! Ja naprawdę kocham mówić po angielsku i jestem w tym dobra, a nie wierzę do końca w fałszywą skromność, no cóż.) Mówię również po francusku i trochę po niemiecku. Języki, ich melodia, inność i możliwość
    przekazywania informacji na różne sposoby zawsze mnie fascynowały, etymologia pochodzenia wyrazów, czy też od niedawna fonetyka i fonologia, które mają dzięki jednemu z moich wykładowców w moim sercu i umyśle status królowych nauk. Kierując się nieśmiertelną maksymą „reach for the moon, even if you miss, you’ll land among the stars” chciałabym dostać kiedyś pracę jako tłumacz w Unii Europejskiej, chociaż oni są dla mnie trochę nadludźmi :). Na 100% wiem, że chce być tłumaczem i chcę to robić do końca życia, chociaż to często praca pełna niepewności, wyrzeczeń, frustracji i niestandardowych godzin. Ale też pełna satysfakcji i pewnego rodzaju magii.

    Obecnie jestem na pierwszym roku studiów na Jagiellonce. Studiuję filologię portugalską. Wpadło mi to do głowy jakoś na początku klasy maturalnej. Jak możesz się domyśleć – do głowy wpadło mi to po przeczytaniu Twojego bloga (na którego natknęłam się całkowicie przypadkowo podczas jakiegoś wieczoru pełnego prokrastynacji) i relacji z Portugalii, a szczególnie jednego posta. Poczytałam też co nieco na blogu u Twojej dziewczyny (która swoją drogą jest mega urocza i chciałabym być jak ona jak dorosnę, cześć Karolina! :D). Może nie wyglądało to tak, że porzuciłam wcześniejsze plany studiów (miała być lingwistyka stosowana ang-franc na UW ale jakoś coraz mniej to czułam) tylko
    dlatego, że przeczytałam bloga jakiegoś gościa przez który przewijała się gdzieś w tle Portugalia, ale to był trochę taki zapalnik. Prawda jest taka, że portugalski czaił się na mnie o wiele wcześniej (jak przypomnę sobie niektóre
    życiowe sytuacje) i może nieco naiwnie wierzę w to, że na te studia rzuciło mnie przeznaczenie ;). Ty jedynie pomogłeś mi się zdecydować i Twoje opowieści z Portugalii zaszczepiły w mojej głowie znamienną myśl „a może by tak…?” Teraz siedzę i między jednym zagadnieniem gramatycznym a drugim planuję podróż do Brazylii.

    Minęły trzy miesiące, a ja nie wyobrażam sobie siebie NIGDZIE indziej. Na żadnym innym kierunku nie byłabym tak szczęśliwa. I chociaż czasami jest na maksa ciężko (filologia to nie przelewki, jak jeszcze raz ktoś
    z wyższością rzuci mi, że to łatwiutki kierunek to zaśmieję mu się w twarz), zarywam nocki (oczywiście przy kawie!), a na święta przytaszczyłam do domu 10 kilo książek, kocham te studia. Próbuję tłumaczyć już teraz, do tego zajmuje się tłumaczeniami a angielskiego, a moją nową pasją jest fonetyka, a chociaż większość studentów raczej nie pała do niej taką miłością, to ja kocham babrać się w krzaczkach :D. Do tego prowadzę dość intensywny tryb życia, jak pisałam wcześniej studiuję i pracuję, muszę też mieć czas dla znajomych i innych moich pasji, więc kawy wlewam w siebie hektolitry każdego dnia, żeby w ogóle funkcjonować. Spełnianie mojego marzenia zdecydowanie wpisuje się w kategorię „robisz to i się cieszysz, tylko dlatego, że to robisz”. Na tle moich znajomych jestem też pod tym względem mega uprzywilejowana, bo w tym wieku dokładnie wiem, co chcę robić w życiu, i co chcę osiągnąć, a w moim otoczeniu jest naprawdę mało takich osób. Rodzice zawsze mówili, że mam studiować to co kocham, a nie to co jest prestiżowe, opłacalne czy „przyszłościowe” (chociaż tata też jest tłumaczem – siłą rzeczy podążam jego śladem, ale już planujemy wspólną firmę, a „przyszłościowość” portugalskiego jest aktualnie ze względu na Brazylię bardzo przyzwoita i opłacalna) i to podejście bardzo pomogło mi w życiu.

    I chociaż te moje wypociny są chaotyczne i bez sensu, i pewnie brzmią jak nieskromne przechwałki, a nie wyznanie pasjonata, mam nadzieję, że wywołają u Ciebie uśmiech i nie zostaną odebrane jako podlizywanie się ;). I jeszcze w temacie kawy – „translator: a peculiar organism capable of transforming caffeine into texts”! Bardzo Duża Kawa (niestety tylko rozpuszczalna) czeka na mnie obok notatek z portugalskiego i psa, który chyba nie rozumie, jak nazywam go „ção” (chociaż w końcu mądry jest), ale cieszy się na spełnienie marzeń razem ze mną,

  • malina

    portugalski pies w moim komentarzu oczywiście miał być „cão” a nie „ção”, tak się kończy pisanie targane emocjami, ale wtopa :D

  • bayernka

    Cappuccino – więcej mleka niż kawy – takie połączenie bliskie jest mojego kawowego ideału. Przyciąga mnie z męskim zakonem nazwy powiązanie – ja małe Minorum Cappuccinorum chcę mieć raz dziennie na podwieczorek zaserwowane!

  • WojtekS

    Pamiętam jej cudowny, nieporównywalny z niczym innym smak.

    Arabika 100% z palarni w Odolanowie (rok 1980, powiat ostrowski, województwo kaliskie) kupiona w sklepie GS.

    Pamiętam wydobywającą się z niej aromatyczną woń, która gdyby nie fakt, że unosiła się ze szklanki, to mogłaby równie dobrze pochodzić z papierosów Carmen.

    Właśnie, szklanka! Jest przecież najlepszym naczyniem dla podania kawy. Wspaniale parzy palce, kiedy smakujemy ten niesamowity napar.

    Jak można przyrządzić ten cud baristyki? Przepis jest o tyle prosty, co subtelny i wymagający maestrii.

    Potrzeba kilka przedmiotów najwyższej jakości, wszystkie muszą być wyprodukowane w Polsce, bez udziału tworzyw sztucznych. Tymi przedmiotami są wspomniana już wcześniej szklanka (koniecznie bez uszka i bez koszyczka – to psuje czystość smaku), czubata łyżeczka Arabiki z Odolanowa, grzałka spiralna i łyżeczka
    aluminiowa z eleganckim napisem „Rest. Społem NASTROJOWA”. Przyda się także krystalicznie czysta, lekko barwiona żelazem i doprawiona chlorem woda z kranu.

    Do szklanki należy nalać do pełna wody z kranu. Następnie włożyć do niej grzałkę rozlewając przy tym wodę i poznając prawo Archimedesa. Po podłączeniu grzałki do prądu i wymianie korków na blokowym korytarzu, konieczne będzie odczekanie kilku minut aż woda się zagotuje.

    Do zagotowanej wody wsypać należy przygotowaną wcześniej kawę i energicznie zamieszać, wylewając przy tym nieco naparu na meblościankę.

    I gotowe!

    Zgodnie z dobrym wychowaniem, tak przygotowaną kawę należy pić prawie wrzącą, od czasu do czasu dyskretnie pogryzając niezaparzonymi cząstkami kawy pływającymi na wierzchu szklanki.

    Przy tak przygotowanej kawie można spełnić każde marzenie, czego świadkami byliśmy właśnie w naszym kraju.

  • — KONKURS STOP :)

  • Od paru dni śledzę aktualne wpisy na blogu i nadrabiam jednocześnie zaległości. Dużo ciekawych informacji – nawet przy reklamie ekspresu. Super!

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)