Autor: Andrzej Tucholski | 21 sierpnia 2014 | Komentarze:
Tematy:

Bardzo kręta ostatnia prosta do Admiralette (szósty dzień WP)

Menu Wielkiej Premiery: Dzień 1 – super oferty Dzień 2 | Dzień 3 | Dzień 4 | Dzień 5 | Dzień 6 – ostatnia prosta | Dzień 7

Dziś chcę Ci trochę opowiedzieć o ostatniej prostej prac nad książką. To często pomijany aspekt, a wydaje mi się, że tak jak w większości branż na świecie – jeden z najważniejszych. Jak zwykła mawiać pewna moja znajoma: rzecz zrobiona w 99% to rzecz niezrobiona w 100% :)

Pewnego popołudnia, po nie wiem ilu draftach i „przejściach” przez książkę (zarówno w ciszy jak i na głos), po zmieleniu manuskryptu przez moich siedmiu beta Czytelników, po kolejnych poprawkach naniesionych już po tej zbiorczej redakcji wstałem od komputera, przesunąłem na bok stosy wydruków, zrobiłem sobie kawę i podszedłem do okna. I pomyślałem sobie: dobra, to już teraz będzie z górki.

Hehe.

Także tak.

Jakbyście kiedyś w trakcie podróży w czasie mijali wtedy mój blog to rzućcie mi w okno jakąś śniętą rybą, dla zasady ;-)

Moment skończenia manuskryptu w takiej wczesnej postaci to ekwiwalent wpłynięcia w zatokę z naprawdę burzliwego oceanu. Okej. Już się nie będzie roztrzaskanym, ale z drugiej strony do portu nadal zostało trzysta kilometrów sto sześćdziesiąt mil morskich w górę krętej rzeki. A wieje, oczywiście, ku morzu.

Przede wszystkim pojawiła się kwestia zadbania o profesjonalną redakcję i korektę. Współpracowałem tutaj z profesjonalistami z Wydaje.pl (nie jest to obowiązek, system wspiera też wgrywanie książek złożonych „po domowemu” co zawsze jest kwestią opcjonalną w kontekście self-publishingu).

Choć spotkałem się z głosami, że w dzisiejszych czasach redagowanie się i składanie samemu to już prawie standard…

Nie wiem.

Nie wydaje mi się, by to był taki super pomysł. Być może istnieją jednostki wybitnie uzdolnione i wtedy ich podziwiam :) ale w przypadku „Admiralette” chciałem mieć pewność, że daję odbiorcy coś dopracowanego i wartego jej czasu i uwagi. Skończony manuskrypt zaczął zatem fruwać w tę i z powrotem z coraz trudniejszymi pytaniami do odpowiedzenia w komentarzach.

W międzyczasie ruszył proces znajdywania okładki. Próbowałem oczywiście zrobić coś samemu, ale nie, to naprawdę nie jest przypadek, że pisarze rzadko kiedy robią sobie sami okładki :-) Na szczęście udzielanie się w paru społecznościach poświęconych opowiadaniu historii przedstawiło mnie ostatecznie cudownej Christine, której dzieło sztuki zdobi aktualnie front flotowego debiutu :)

Jej, pamiętam, że się strasznie stresowałem czekając na maila z plikiem, bo angielska wersja była wtedy dopiero na etapie copyeditingu i komunikowałem się z artystką wyłącznie przy pomocy luźnych opisów i pojedynczych fragmentów. Aż tu wreszcie AirMail zagwizdał i w rogu ekranu pojawiła się lakoniczna informacja o nowej wiadomości w konwersacji z Christine.

Klikam i robię najdłuższe „wooooooooow” w historii self publishingu :D

W toku rozmów z Tajemną Listą pojawił się też pomysł Wielkiej Premiery. Początkowo chciałem zrobić jeden fajny, wesoły dzień z jakimś konkursem, ale dosłownie w godzinę po uchyleniu tego pomysłu na newsletterze zacząłem dostawać prośby o coś więcej. Było parę głosów, żebym pojechał z książką na Pomorze. Była zwarta grupa, która chciała imprezę w Warszawie. Były nawet postulaty, bym zrobił live-streaming z czegokolwiek tam akurat miałem do roboty :-)

Ostatecznie najbardziej spodobała mi się argumentacja, że premiery to coś takiego, co się bardzo często widzi dopiero po sprawie, czyta w formie jakichś zamierzchłych relacji. Tak narodził się pomysł siedmiu osobnych wpisów, spośród których każdy opowiada pewną część opowieści o zmienianiu pomysłu o Flocie w fizyczny produkt, który przekazuję w ręce Czytelników. Siedmiu, by nawet osoba „wskakująca” na statek po paru dniach od startu nie czuła się wykluczona, że ominęło ją wszystko.

To był naprawdę dobry pomysł :) Dzięki, Tajemna Listo!

No i wreszcie ostatni aspekt przygotowań do premiery. Nieskończone gazyliony drobnych decyzji. Papier, okładka, czcionka, ustawienie pliku, brzmienie opisów, ustawienie opisów, czy info o sadze pod czy nad opisem, jak podzielić domeny, czy zmieniać adres e-mail, w jaki sposób zgrać plik, by nie sprawiał problemów. I jeszcze więcej. I razy sto.

Jej.

Nawet nie wiedziałem, że jest tam aż tyle rzeczy do osobnego, skrupulatnego zadbania. Oczywiście nie obyło się bez potknięć (np. większość linków na jestKulturze kierowała przez kwadrans do strony głównej Google, bo źle nadpisałem menu), ale ostatecznie sprawy się wygładziły i już jakoś poleciało.

Jesteś absolutnie najlepszym człowiekiem na świecie, że chciało Ci się mi w tym towarzyszyć i że spędziliśmy te dni na fajnych rozmowach :)

2. Nowe recenzje Admiralette!

Oprócz przedostatniej prostej Wielkiej Premiery mam też dla Ciebie drugą rundę cytatów z recenzji. Oryginały są każdorazowo podlinkowane, by można było bez problemu trafić do całości. Szczególnie podobały mi się teksty na Mediafunie (Admiralette została przyrównana do innych książek – AAAA! :D), Prowincji (autorowi nie spodobało się moje podejście do promocji a w jego opinii książka wybroniła się i tak!) oraz na Aspirującym Pisarzu (bardzo dobry podział trzy za / trzy przeciw).

To bardzo dziwne uczucie, widzieć własną książkę w zewnętrznych ocenach, takich jak sam sobie czasem czytam o książkach innych autorów :-)

Skończyłem niedawno czytać Admiralette i przyznaję bez bicia, że była to bardzo przyjemna lektura.

~ Maciej Budzich na Mediafun.pl

Tu nie ma tylko pierwszego i drugiego planu. Świat tętni życiem, a każda scena zaskakuje nas mnogością detali. Podobne skojarzenia budzi we mnie konstrukcja fabuły czy podział na trzy powiązane ze sobą głównymi wątkami części. Jeśli miałbym szukać tego klimatu to zamiast literackich odpowiedników wskazałbym którąś z animacji studia Ghibli.

~ Marcin Michno na NoLifeStyle.com

Nie chcę też zbyt dużo streszczać i opowiadać o książce, bo chcę cię do niej zachęcić. Na serio, warto. Czyta się szybko, napisana jest swobodnym, lecz bogatym językiem… idealna na leniwe wieczory.

~ Mikołaj i Anna Szykor na DookolaKultury.blogspot.com

Jeśli chodzi o wymiar immersyjności świata przedstawionego – książka niszczy. (…) do wzięcia jest bardzo solidne, przyjemne w odbiorze czytadło. W żadnym razie literackie arcydzieło, za to naprawdę dobra awanturnicza opowieść w sam raz na deszczowe lato czy wylegiwanie się z książką na plaży. Czekam na księgę drugą. Naprawdę czekam.

~ Michał Szymański na PROwincja.art.pl

Jeśli szukacie książki na wieczór, która przeniesie was do innych krain i oderwie od rzeczywistości – przeczytajcie Admiralette.

~ Łukasz Kotkowski na AspirującyPisarz.pl

3. Różne fajne rzeczy

Jeśli już masz książkę – skrobnij do mnie maila na czesc () andrzejtucholski.pl i pogadajmy.

Jestem ciekaw Twojej opinii :)

Jeśli nie masz jeszcze książki – tutaj czekają na Ciebie świetne oferty. W trakcie Wielkiej Premiery obowiązują spore zniżki, więc warto rozważyć zakup jakoś teraz. Wybierając papier ma się też pewność dostania kopii z pierwszego nakładu, jaki tylko opuści drukarnię!

[button size=”large” color=”red” style=”none” new_window=”true” link=”http://andrzejtucholski.pl/2014/admiralette-wielka-premiera-mojej-pierwszej-ksiazki/”]Bum szakalaka – super oferty![/button]

A jeśli masz ochotę na SUPER KONKURS – tutaj czeka na Ciebie tworzona wspólnie Oficjalna Ścieżka Dźwiękowa do Admiralette w dwóch różnych kategoriach nastrojowych. Już teraz większość zgłoszeń to absolutne mistrzostwo, ale obiecuję, że brakuje tam DOKŁADNIE Twojego typu! W końcu co to jest, trzy godziny playlisty. Przez trzy godziny to się nawet z Gdańska do Oceanu nie dopłynie. DUBLUJEMY! :-)

[button size=”large” color=”blue” style=”none” new_window=”true” link=”http://andrzejtucholski.pl/2014/marzenia-o-wielkiej-wodzie-trzeci-dzien-wielkiej-premiery-konkurs/”]Weź udział w muzycznym konkursie[/button]

Do zgadania w kolejnych wpisach!

Ciao,

Andrzej Tucholski

Bądźmy w kontakcie:
  • Wstęga Möbiusa

    kilometry na wodzie? Kapitanie, to się nie godzi ;)

    a tak poważnie to strasznie się cieszę i mimo braku aktywności w Tajemnej Liście ściskałam kciuki z każdą wiadomością i cieszyłam się z Tobą zupełnie jak własnym sukcesem. oby tak dalej! ahoj, przygodo!

    • *Ekhu*, to jak to było z tą redakcją? :D

      Dzięki, że jesteś częścią tej przygody :)

  • Kaja

    I świetny pomysł miał ten ktoś od wielkiej premiery, dobzre mi się to czyta! Dzięki Andrzej! :D

    • No ba, ten pomysł ma certyfikat Czytelnicy jestKultury Quality :D

  • Culture Raider

    Instagram z książką i kawą, szanuję.

  • Kasia może Kasia

    To ja ciebie poznałam właśnie z recenzji na PROwincji (tak się ich pisze poprawnie)! Chyba się zadomowię :) Książka kupiona, ale czekam na wersję drukowaną. Zapach i te sprawy ;)

    • Już poprawiam, dzięki. Ale fajnie! :)

    • Agata Mila

      Ta książka powinna pachnieć morzem.

  • Już nie linkujesz do Lubimy Czytać?

    • Linki do profilu książki na LubimyCzytać oraz GoodReads są w każdym dotychczasowym wpisie premiery a ruch przede wszystkim odbywa się od jedynki do przodu (piszę o tym w tej notce), więc pięć powtórzeń wydało mi się wystarczające. Jako że ten tydzień to jeden wielki eksperyment, chcę też sprawdzić coś innego :)

      • A ja tam się nie dziwię, że z PRowego punktu widzenia Andrzej już nie linkuje lubimyczytać.pl. :-) Nie należę do internetowych hejterów, ale zauważyłem niepokojące zjawisko, iż na lubimyczytać.pl spora część komentarzy bardzo chwalących książkę jest wstawionych przez użytkowników z praktycznie zerowym „dorobkiem” na portalu. Po dłuższym szukaniu znalazłem też kilka negatywów z nowych kont, więc zgłupiałem. Nic, tylko muszę w końcu przeczytać, żeby samemu się przekonać, bowiem na lubimyczytać panują dwie zupełne skrajności.

        • Wydaje mi się, że mówienie o PRze w kontekście debiutanta robiącego fajne rzeczy ze swoją społecznością to określenie trochę na wyrost. Tj. jeśli tak to postrzegasz to w sumie mi miło, ale dla mnie te wszystkie decyzje to w dalszym ciągu zwykłe eksperymenty. Mail i tak był najaktywniejszym kanałem od premiery :)

          Na LubimyCzytać.pl dzieją się dziwne rzeczy (choć ciekawi mnie, skąd w Twojej narracji parę kont in plus stało się „sporą częścią” a kilkanaście kont in minus to „kilka”? :p), ale generalnie jest to bardzo sprzyjająca sytuacja. Złapałem już kontakt z paroma super Czytelnikami dzięki tym sprzecznościom ;)

          • Użyta przeze mnie nomenklatura – sporo, kilka, etc. – jest zupełnie przypadkowa, widocznie tak to podświadomie oceniłem. Nie przywiązuj do niej zbytniej uwagi (chociaż przypuszczam, ze młodego twórcę tuż po debiucie literackim trudno będzie przekonać aby olał SŁOWA, haha :)). Jesteś człowiekiem, który krytyki się nie boi, stąd moja wypowiedź (która w sumie do tej krytyki nie pretenduje, bo przecież jeszcze nie czytałem). Chodzi mi po prostu o to, że jestem aktywnym użytkownikiem lubimyczytać.pl i to, co się zadziało pod Twoją książką jest naprawdę niecodzienne – mam na myśli kwestię zarówno opinii jak i żywego odzewu. Być może właśnie ten odzew spowodował zaobserwowane przeze mnie zjawisko. Przecież gdybym uważał (=miał pewność), że nająłeś kogoś do nabijania Ci recenzji [sic!], to bym to właśnie tak napisał. :)

          • Hehe, dobre z tym autorem i słowami :)

            To prawda, że tam się dziwne rzeczy na LC dzieją. Nie rozumiem ich, więc się nie udzielam, ale samo zjawisko pewnie z czasem warto będzie przeanalizować.

          • KBKBKB

            A przepraszam jakie dziwne rzeczy się tam takie dzieją?

          • Proszę wejść i się przekonać :)

  • Ale doborowe towarzystwo.
    Teraz mama czyta i kazała przekazać żebyś się pospieszył z następnym tomem i „żeby nie było jak z R.R.Martinem” tak że ten..;)

  • Dominika

    Sailors- Stuart Warwick. Tak po prostu, bez konkursu. Pasuje mi do samotności na morzu. W nocy i o świcie. O 5 rano.

  • przez cały czas czytania posta chciałam Ci coś powiedzieć i, cholera, na śmierć zapomniałam co.
    w każdym razie – zdaję sobie sprawę, że ta ostatnia prosta, to może i kręta jest, ale (co prawda nie wydałam nigdy książki, więc – póki co ;) – tylko mniemam) mam wrażenie, że to już takie ekscytujące oczekiwanie na „koniec”. :)

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy do 10 najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)