Autor: Andrzej Tucholski | 29 października 2013 | Komentarze:

Nowy Wiedźmin – jedno wielkie WTF?

Na dniach ma premierę nowy „Wiedźmin”. Można już go zamawiać przedpremierowo, odebrać z paczkomatu jako pierwsza osoba w Polsce i w ogóle cały zestaw bajerów. Ta premiera to perfekcyjny przykład śmieciowego „biznesu po polsku”.

Nie wiem, czy to będzie dobra książka. Choć w kunszt pisarski Sapkowskiego nadal trochę wierzę, tak jego ostatnie publiczne wypowiedzi skutecznie mi odwidziały jakiekolwiek wstępne zaufanie. Jeśli dostarczy dobre dialogi i intrygi, dobrze. Jeśli powtórzy radosne wygłupy z nieprzeczytanej ani razu przed publikacją „Żmii” – trudno. Mam gry, nie będę płakał. Uniwersum przetrwa bez twórcy oryginału.

Ale, przecież ja nie o tym.

(Gwoli ścisłości – ten sam trend, za który zaraz tutaj zbesztam premierę nowego Wieśka zaprezentowało w ostatnich tygodniach też m.in. „Inferno” Dana Browna, ale to akurat nie była książka, z którą wiązałem jakiekolwiek nadzieje. Wiesiu drażni mnie bardziej.)

→ Również polecam: Siedem nierealnych książek, które warto przeczytać

Otóż do sprzedaży trafia tylko i wyłącznie miękkie wydanie papierowe za 36,90 zł. Nie chcę komentować, czy to drogo czy tanio, bo każdy umie sobie na takie pytanie odpowiedzieć sam. Dla mnie to cena do przyjęcia, niech sobie będzie.

W ułamek sekundy po zobaczeniu tej oferty na Allegro zacząłem przeszukiwać Internet w poszukiwaniu preorderów wersji wirtualnej. Mamy rok 2013, wersje wirtualne są standardem na normalnie rozwijających się rynkach od minimum 18 miesięcy. Klikałem, smyrałem, przewijałem, stukałem. Coś mi nie szło. Poprosiłem o pomoc znajomych na Twitterze. No i się rypło. Wersji elektronicznej nie będzie.

I w tym momencie pojawia mi się w głowie magiczne pytanie – ile jeszcze lat w Polsce będziemy zmuszani przez wydawców do takich debilnych wyborów? Jako klient chcę przeczytać KSIĄŻKĘ a nie „książkę w wersji przynoszącej najwięcej pieniędzy dystrybutorowi i reszcie ogniw łańcuszka”. Niezależnie od tego, czy może życzę sobie ebooka czy papier, chcę mieć WYBÓR.

→ Również polecam: Jak czytać 3 dodatkowe książki w miesiącu?

Ta premiera mogłaby być idealną okazją, by zaprezentować w kraju zupełnie nową jakość. Do sprzedaży mogłyby trafić pakiety papier + ebook, sprzedaż mogłaby się połączyć z nadchodzącą premierą trzeciej części gry. Można było przygotować różne interaktywne atrakcje pokazujące, że (bądź co bądź) flagowa, rodzima saga fantasy może stać na skraju zmian wydawniczych, które i tak nastąpią. Można było uczynić z tego tytułu system-sellera nowego podejścia do czytelnictwa. Pierwsze wydawnictwo, które zdecyduje się na taki skok, zadziała na nim najwięcej. A przez „zadziała” mam też na myśli „zarobi”.

ALE NIE. Ta premiera jest IDEALNĄ okazją, by natłuc cysterny hajsu kosztem teleportowanych raz za razem do 2003 roku czytelników. Nie rozwijajmy się nigdy, po co. Lepiej tankować dogasające i przymierające kanały dystrybucji, bo przecież zmiana myślenia tak bardzo boli i szczypie w mózg.

Znajoma artystka nawet wykuła na tę okazję chwytliwe hasło.

Ile dajemy treści tej książki zanim znajdzie się na chomiku? Trzy dni? Tydzień?

Ile dajemy mediom, by poruszyły ten temat razem z nagłówkiem „Polacy nie szanują autorów książek i kradną ich dzieła”?

Miesiąc?

Ja tej książki z chomika nie ściągnę, bo szanuję autorów. Nawet takich, którzy sami dla innych autorów szacunku to za wiele nie mają. Papieru też nie kupię, bo taka jest moja konsumencka decyzja. I co teraz? Żyjąc w Unii Europejskiej w 2013 roku będę musiał czekać rok na premierę produktu, który jest w większości cywilizowanych krajów traktowany jako absolutne minimum?

Wow, ekstra. Uszanowanko.

Generalnie cenię sobie Super Nową, ale tym razem moja tolerancja dla polskich zagrywek trochę się przelała. Trochę zalała mi podłogę i trochę przecieka do sąsiadów na dole. Sorry. Nawet jeśli tylko w formie notki na moim prościutkim blogu – chcę wyrazić sprzeciw.

Jeśli autorzy i wydawnictwa życzą sobie sprzedawać ładne nakłady książek, my jako klienci życzymy sobie nie być traktowani jak idioci.

Uściski,

Andrzej Tucholski


///

PS: Nie planowałem pisać tej notki, ale jakoś tak wyszło. Niestety, pojawiła się ona na blogu na tyle szybko po wczorajszej, że możesz tę poprzednią niechcący przegapić. A jest fajna, bo o Pokemonach. Będzie mi miło, jeśli nadrobisz!

PPS: Widzę, że temat jest bardzo popularny i nośny. W takim razie już teraz ogłaszam, że na dniach nastąpi kontynuacja w formie kolejnego wpisu. Zapraszam do zapisania się do newslettera, by na pewno jej nie przegapić :) 

Bądźmy w kontakcie:
  • Na papierowej miękkiej oprawie zarobią więcej niż na ebooku?

  • Kamil

    Znając Sapkowskiego, pewnie sam zakazał publikacji swojej książki w formie e-booka, żeby każdy miał na półce i pompował jego ego. Każdy ma oczywiście prawo, ale ja również z tego powodu nowego Wiedźmina przez jakiś czas nie poczytam.

    • Słowem klucz mojej reakcji jest „zdziwienie” ze strony wydawnictwa. Wielu autorów życzy sobie być paper-only. Tylko to się w jakikolwiek sposób ogłasza i informuje.

      • Byłoby to dziwne, zważywszy w jak pozytywnym tonie wypowiada się AS na temat ebooków.

        • Kamil Krakowiak

          Czytałem wczoraj wywiad z Sapkowskim, w którym zapytany został o jego stosunek do ebooków i odpowiedział, że najważniejsza jest treść i nie ma sensu hamować zmian, które ułatwiają odbiorcom dotarcie do dzieła.

          • O to właśnie mi chodziło. Już zdarzyło mu się coś podobnego powiedzieć, podczas początków bumu na ebooki. Dlatego dziwi mnie obecna sytuacja. Trudno mi uwierzyć, że ktoś taki jak on, nie ma wpływu na działania wydawcy.

  • Zarówno ebooki, jak i audiobooki, są strasznie zaniedbane w naszym kraju (choć w tym drugim przypadku duże propsy dla Audioteki za szerzenie wersji audio). I podejrzewam, że wydawców może przekonać tylko jakaś ogólnopolska akcja poparcia dla ebooków, w innych razie 90% z nich i tka będzie olewać, choć to dla nich o wiele łatwiejszy zarobek niż dodrukowywanie egzemplarzy. Nie mówiąc już o całej proekologicznej otoczce, która ponoć taka modna – a jak widać, każdy sobie rzepkę skrobie…

    • Coś mi się wydaje, że „ogólnopolską akcją poparcia” dla czegokolwiek nowego powinny być ich wyniki sprzedaży oraz prognozowane zmiany w czytelnictwie. Dane są w necie, za darmo, od wielu źródeł.

    • No właśnie, zaniedbane. Naiwna szukałam lektur dla dzieci w wersji ebook. Ale widać się pospieszyłam.

  • A ja doskonale rozumiem wydawcę. Chcą jak najlepiej zarobić, minimalizując straty spowodowane piractwem. Po co ułatwiać robotę złodziejom. Nie prowadzą interesu dla fanów tylko dla pieniędzy. Póki u nas będzie tak wielu złodziei , którym się wydaje , że to co jest w internecie jest za darmo, że można bezkarnie ukraść zdjęcie, piosenkę czy film, do których nie ma się żadnych praw, wymachując przy tym jeszcze „antyACTA” sztandarami, póty twórcy będą ograniczać dostępność swoich dzieł w wersji elektronicznej. Ty i ja nie ściągniemy książki z chomika, ale wielu z tych co będą ją czytali na ekranach komputerów po prostu ją ukradną, tak jak wcześniej ukradli muzykę i seriale.

    • Ułatwiać? Spośród nabywców znajdzie się wielu chętnych, by tylko zacząć ją skanować. Dla piratów nie ma przeszkody nie do pokonania, więc po co kłaść kłody pod nogi uczciwym nabywcom?

    • Ale przecież nielegalny „ebook” tego Wiedźmina będzie w necie w mgnieniu oka, akurat co do tego tytułu mam smutną pewność. A przecież mógłby tam być legalny, prawdziwy, „normalny” ebook, w każdej z internetowych e-księgarni, które by zabrały jakąś część ruchu chomikowcom. To ogromna różnica.

    • Tylko dlaczego traktować wszystkich jak potencjalnych złodziei? Może prewencyjnie do aresztu?

      • Ależ nikt nie traktuje Ciebie jak złodzieja. No chyba nie czujesz się tak traktowana widząc zabezpieczenia w banku, którego klientką jesteś ;)

        • Ale bank nie ogranicza klientom dostępu do bankomatu. Mimo że jest ryzyko, że takowy może zostać okradziony. Stosuje inne środki ostrożności.

          • Gorcja

            Złe porównanie. W tym przypadku odpowiedniejsze byłoby porównanie do pieniędzy i, tak, bank ogranicza dostęp do nich, nawet nie-złodziejom. Nie dziwię się superNOWEJ, skoro piracenie w Polsce to już jakby duma, ja-Polak, zaradny człowiek, nie wydaję, mam za darmo! Z dumą o kradzieżach książek piszą nawet ludzie piszący (!) na forach literackich (!), którzy, wydaje mi się, choćby w ramach solidarności pisarskiej powinni mieć trochę więcej zrozumienia dla takich spraw. Rzeczywistość to koszmar dla wydawcy i pisarza, a raj dla bezkarnych.
            I okej, książki drogie, kogo na to stać, ale od tego są biblioteki albo egzemplarze od znajomych.

  • Co do Chomika, to niektórzy wydawcy są w stanie dopilnować nielegalnych źródeł. Wystarczy monitorować Chomika, peb.peel i torrenty.oergie by wyeliminować sporą część nielegalnego ruchu. (sorki za przekręcone adresy, ale nie chcę do nich linkować ;)

    • Oczywiście, że tak. Mam nadzieję, że takie filtry zostaną odpowiednio postawione. Jako e-czytelnik i tak czuję się za to średnio z wykluczeniem, to odrębna kwestia :)

  • Michał Gałuszek

    Ja również bardzo się zawiodłem na braku wydania w formie e-book’a. Każda taka decyzja wydawnictwa oznacza dla mnie czekanie na urlop w Polsce, żebym mógł kupić papier. Zassanie nielegalnych wersji z internetu (i dotyczy to książęk, muzyki i filmów) to zwykła kradzież i jej zwyczajnie nie uznaje.

    Tym razem jednak idę w zaparte i nie kupię papierowej wersji. Poczekam na wersję elektroniczną, niestety ostania książka AS’a mnie zawiodła tak bardzoe, że nawet sława i chwała „Wiedźmina” tego nie naprawiają i nie widzę powodu aby wydawać pieniądze na coś, co nie jest dla mnie najwygodniejsze.

  • Dammit, a myślałem, że w samochodzie sobie audiobooka posłucham. Cóż.
    Ale, że Wiedźmina uwielbiam jak mało którą książkę, to chyba nie mam wyboru. I nawet ten brak wyboru jakoś strasznie mnie nie boli. Bo CHCĘ PRZECZYTAĆ KSIĄŻKĘ, niezależnie, czy w wydaniu papierowym czy wirtualnym. Jak jest ona wydana, nie ma znaczenia. Może być nawet na wersji łazienkowej na papierze toaletowym. Nie róbmy igły z wideł, bo troszkę jest to przesada.

    • Szczerze – to daj potem znać, jak Sapkowi wyszła kontynuacja :)

      • Nie omieszkam ;) Wyjątkowo może nawet recenzję strzelę, a co mi szkodzi ;)
        Ale nie ukrywam, że mam obawy co do poziomu.

  • Renata

    To jakiś żart jest. Ja też szukalam wersji elektronicznej bo po coś tego Kindle kupilam a na moich półkach z ksiażkami już szpilki nie wcisnę

  • bdr

    Ja miałem swojego czasu przykre doświadczenie z SuperNową. Mianowicie pisałem do nich, jaki krój czcionki występuje w „Narreturm” ponieważ chciałbym taki krój mieć na swoich czytniku do innych książek. W odpowiedzi zostałem oskarżony o piractwo z shiftem i masą wykrzykników… A co do wersji elektronicznej. Myślę, że pojawi się wtedy, gdy książka nie będzie się już sprzedawać.

  • Joanna

    No to teraz mnie megarozczarowałeś. Czekałam na tę premierę będąc pewną, że 6.11. chwilę po północy zakupię sobie kindlową wersję Wieśmina. I co? Nie kupię? Panie Sapkowski, WTF?! Myślałam, że żyję w nieco nowocześniejszym kraju… No nic, będę musiała pożyczyć papierową wersję, bo czterech dych za to w życiu nie dam, wiedząc, że za rok na alegrze po dychu będzie. A tak bym zapłaciła ile by wołali za e-booka. Brawo, Supernova!

    • Arkadiusz

      O to to – Ja też bym bardzo chętnie zapłacił parę złotych, coby dołożyć „na bułkę dla autora”, ale naprawdę wolałbym mieć ją na czytniku – jest to dla mnie wygodniejsze po prostu. Ale skoro nie chcą ode mnie pieniędzy, to poczekam aż będzie u mnie w bibliotece, albo pożyczę od jakiegoś maniaka papieru…

  • ChilliBite

    Ja nie powstrzymam się przed kupieniem papieru, ale co do wyboru masz absolutną rację. Od lat tłukę każdemu wydawnictwu, z którym mam do czynienia, by jednocześnie wydawali dwie wersje. Że nie wspomnę o pakiecie książka+ebook w cenie mega przystępnej jako komplet. Wydawnictwo Literackie właśnie wydało „Francuski Szef Kuchni” Julii Child i to od razu w 2 wesjach. Jaka ulga! Książka to cegła ponad 500 stron i jaka radość, że wreszcie wersja, z której gotuję w kuchni będzie czysta i nie ochlapana ;)

  • 2-3 dni po premierze będzie dostępny .pdf. To zupełnie jak puszczanie seriali dwa lata po premierze w USA. Pewnie, zawsze ktoś obejrzy, ale ile więcej można by ugrać na równoczesnych premierach? Mam wrażenie, że wydawcy przegapi jedno ważne wydarzenie w historii najnowszej: powstanie internetu.

    • Guest

      Uważam, że przesadzasz w dwójnasób. Po pierwsze porównanie rynku czytelników w Polsce (przecież wszędzie słychać tylko hurr Polacy nie czytajo durr, więc chyba jest w tym ziarnko prawdy), do rynku produkcji telewizyjnych w USA (może też przesadzę, ale nie zdziwiłbym się, gdyby głupi Netflix był więcej wart niż cały przemysł czytelniczy w Polsce). A po drugie 2-3 dni obsuwy w przypadku książki to nie tragedia. Przy okazji, czy czytniki są aż TAK powszechne?

      Zgadzam się z tezą tego wpisu, ale nie wiem o co tu podnosić larum. Wydawnictwu hajs i tak się będzie zgadzać.

      • Ale my tu mówimy o 2-3 dniach „obsuwy” w kontekście oryginału na papierze i nielegalnego skanu na .pdf :D

  • Jeśli chodzi o nowego Wiedźmina, fragment dostępny w sieci zapowiada się dość dobrze. Ale z racji pojedynczej powieści raczej nie mam się co spodziewać wielowątkowości znanej z sagi.

    Faktycznie szkoda tylko, że nie jest dostępna w wersji elektronicznej, bo taką kupiłbym już prędzej. Ale w sumie po ostatnich pomysłach Polskiej Izby Książki nie jestem pewien, czy któremukolwiek wydawnictwu w naszym kraju zależy tak naprawdę na czytelnikach.

    • Swoją drogą – darmowy fragment jest wydany jako EBOOK. Ale książka już nie. Seems legit.

      • Obawiam się, że ja również tego nie ogarniam ;)

  • Szkoda. Akurat kiedy zdecydowałam, że nie mam miejsca na więcej książek na półkach… Jestem w kropce.

  • Tomek

    Ostatnio fajną premierę miała nowa książka Marka Krajewskiego „W otchłani mroku”. Wyszła również na e-booku i to w bardzo atrakcyjnej cenie w stosunku do drukowanej wersji.

  • Jako, że lubię patrzeć na książki stojące w biblioteczce, ale czytam tylko na kindlu, chciałbym doczekać dnia w którym ktoś wpadnie na pomysł żeby za lekko większą cenę sprzedawać combo. Papier+ebook w jednym. Papier na półkę, ebook do czytania. Zakładając, że sam papier kosztowałby powiedzmy 35 plnow a takie combo 40 pln, z radością wpychałbym kartę płatniczą w napęd dyskietek w komputerze aby kupić to. Zanim paczka z książką by doszła do mnie, zapewne już dawno przeczytałbym to na kindlu. BTW jaka ma być fabula nowego Wiedźmina? Ot takie przemyślenie dotyczące papier i ebook. Nie banuj mnie Andrzeju. Proszę. plzzzz. :)

    • Podobne combo bywa z grami. Kupiłem sobie kiedyś Total Wara w pudełku, z aktywacją na Steam. Pudełko i płytę zgubiłem. Ściągnąłem grę ze Steam. :)

      A dziś kupiłem inną, tylko elektroniczną grę nieco taniej niż w pudełku, choć taniej głównie ze względu na promocję. ;)

      • zgubiles pudelko z gra i plyte?! Jestes najbardziej nieodpowiedzialnym czlowiekiem na swiecie. Rozumiem zgubic dziecko ale GRE?!

    • Takie kombosy to jak na razie najlepszy wynalazek zachodniej cywilizacji :)

    • kikuriro

      Nie za bardzo rozumiem kupowanie zestawów książka+ebook. Przypuszczam, że przeczytasz ebooka a ksiązka na półkę. Tylko po co…żeby móc chwalić się znajomym że masz, żeś taki oczytany…? Bo posiadanie na półce książki, której nigdy palcem nie tkniesz bo już czytałeś w wersji elektronicznej i kupiłeś żeby cały świat widział, że czytałeś jest troche…smutne?

      • kikuriro – nigdzie nie wspominalem o chwaleniu sie. A docenianie papierowego kunsztu slicznie wydanych ksiazek to juz zupelnie co innego.

        EDIT:
        Szukalem metafory i mam! Wydana ksiazka jest jak kobieta wyszykowana na bal. Sliczna, ale malofunkcjonalna. Ebook jest jak kobieta biegajaca po domu w samej koszuli.

        Obie warto miec <3

        • Ja też uwielbiam moją kolekcję najważniejszych książek. Prawie tak bardzo jak czytanie ich z kundelka :)

      • Agnieszka

        Wolę czytać na Kindlu, ale jak mam w książce czegoś szukać, wracać do jakichś fragmentów (np. w poradnikach) – to tylko na papierze. Dlatego też chciałabym mieć książkę + ebooka.

  • Marcin M. Drews

    Lepiej bym tego nie ujął! Dziękuję, Andrzeju, za ten tekst! Popieram!

  • Nie kupuję e-booków, ale muszę się z Tobą zgodzić. Jak to pewien znany polski pisarz napisał: „Wojna!”.

  • Szkoda że wydawcy nie stosują promocji jak w przypadku poprzedniej książki T.Tomczyka – preorder=papier+ebook gratis

  • r.sienicki

    Ty, a ten nowy „Thor” od Marvela wyjdzie do kin. Nie od razu na VOD. Jaki fakap Disneya! Nie pójdę do kina, bo taka jest moja decyzja :D

    • Oh pls, książki nie wychodzą premierowo w wersjach „na żywo”, dostępnych wyłącznie w ograniczonych obiektach :P A to, że nie mamy w Polsce sensownego systemu VOD to istotnie paląca kwestia, już trochę najwyższa pora na dodanie do filmowych kanałów dystrybucji czegoś wirtualnego i na poważnie.

  • Szmurny

    Samo blokowanie i nie wydawanie ebooków nie zatrzyma powstawania wersji pirackich i wydawcy świetnie zdają sobie z tego sprawę i wliczają to w koszty publikacji – w tym całym zamieszaniu, jak napisał to autor, chodzi tylko o utrzymanie wydawniczego łańcuszka…

    ile osób zdecydowałoby się na obie opcje gdyby ofertę zestawić następująco:
    – książka papierowa – 36,80
    – ebook – 19,90
    – pakiet k.papierowa + ebook – 46,80 (ebook w promocji do 9,90)?

    Wiele osób jakie znam i tak będzie chciała mieć książkę na półce choćby po to, żeby się kurzyła, a oficjalny ebook wyciągałby spory % z puli ludzi, którzy ponad $ przekładają własną wygodę i którym nie chciałoby się szukać dobrej pirackiej wersji….

  • Andrzej Giełzak

    Wiem, Andrzeju, że ty nie o tym w tym wpisie traktujesz, ale temat dla mnie ważny wiec dorzucę trzy groszę:

    Powiedzieć że wychowałem się na Sapkowskim to mało. Te siedem niegrubych książek stanowiło niemalże moją biblię. Karmiło wyobraźnię, budowało poczucie moralności i pozwalało spojrzeć na świat z innej perspektywy. Siedem tomów. Skończona saga, perfekcyjnie ważąca każdą informację, szanująca czytelnika – niepodająca mu wszystkiego na tacy, pozwalająca mu samemu oceniać świat i bohaterów. Dająca szansę własnej interpretacji, rozgryzienia zagadek czy niedopowiedzeń na własną rękę. Budująca napięcie zdanie za zdaniem, porywająca czytelnika tak daleko od brzegów rzeczywistości, że nie ma szans zawrócić póki nie dotrze do deski siódmego tomu. Ilekroć wracam do sagi, patrząc zadumanym na tylną okładkę Pani Jeziora, nigdy nie żałuję czasu po raz kolejny poświęconego na lekturę. Ale koniec tych zachwytów – chciałem tylko rzec – arcydzieło.

    Nie zamierzam od razu czytać „Sezonu Burz”. Saga o Geralcie jest dziełem skończonym. To tak jakby do Mona Lisy próbować obok domalować jeszcze Halle Berry, bo w miarę ładna, a na płótnie jest jeszcze przecież sporo miejsca. Nie zrobię tego żeby nie psuć swego ideału. Przeczytam, dopiero gdy usłyszę że warto. Żal mi jednak podejścia autora. A.S. udowodnił, równie świetną warsztatowo, dopracowaną i porywającą Trylogia Husycką iż Wiedźmin nie jest autorem jednego dzieła. Tym bardziej nie rozumiem skoku na kasę jakim była Żmija. Książka która wygląda jak wyciągnięte z szuflady, przerobione stare opowiadanie, w którym ze świecą szukać dawnej ambicji towarzyszącej dziełom Sapka. Pamiętam moja pierwszą myśl po skończeniu tej książki. „Dobrze że nie zrobili tego wiedźminowi.”. Do czasu. Jedyne co mi najwyżej pozostaje to nie tyle wiara, co nadzieja że Sapkowski zdołał oprzeć sie pokusie pójścia po najmniejszej linii oporu. Mam nadzieję że się po prostu pomyliłem. A nadzieja umiera ostatnia.

  • Wydaje mi się, że wydawcy wciąż jeszcze nie chcą przeskakiwać na ebooki bo… im się to zwyczajnie nie opłaca. Przypominam, że w Polsce jakimś cudem ebooki nadal obejmuje 23% podatek vat, który skutecznie zniechęca zarówno wydawców, jak i dystrybutorów oraz klientów.

    Zamiast jednak zajmować się tym, Polska Izba Książki woli zajmować się Ustawą o Książce…

  • wydawca

    23% Vat na produktu wirtualne obowiązuje w całej UE i Polska nie może samowolnie go obniżyć, jeśli dalej chce przestrzegać unijnych regulacji. A wydawnictwa niestety są związane umowami z autorami, w których może (ale nie musi) być zapis o prawach do wydania elektronicznego. Niestety wydawca niewiele ma w tej sprawie do powiedzenia, autorzy nie zawsze są świadomi tego, że wydania elektroniczne są bezpieczne i niewydanie ebooka nie uchroni ich przed chomikuj.pl

    Nie oceniajcie sprawy z tylko własnego punktu widzenia, na ogół istnieje ich kilka.

    • Nie rozumiem, dlaczego jako bloger i osoba prywatna mam nie stawać po stronie generalnie mających pod górę w Polsce klientów :) To zawsze jest obowiązek wydawcy/dystrybutora, by klient miał wszystkie wersje na czas, w uczciwych cenach i w takich zestawach, jak uzna za stosowne. Tak wyglądają zachodnie rynki i dokładnie tak samo ma wyglądać nasz rodzimy – tyle, koniec :)

      A odcinając temat – jestem głęboko świadom obu stron medalu. Stąd wkrótce powstanie niejako sequel tego tekstu, kontrujący kilka kwestii.

      • :-)

        Ale prawda jest taka ze malo kto w Polsce kupuje ebooki!
        Wszyscy kradna bo tak jest najtaniej – wiec gadanie o tym jakby to bylo gdyby byl ebook jest idiotyczne!
        Oczywiscie ze kazdy woli sobie sciagnac pdfa z chomika za darmo

        • Hm. Mam dane, które twierdzą coś wprost odwrotnego, no ale skoro „wszyscy kradną” to cóż poradzić :)

  • yo

    Na to żeby premiera książki zbiegła się z premierą gry Sapkowski nigdy by nie pozwolił. W wielu wywiadach możemy zobaczyć jego niechęć do tej gry, a szczególnie do łączenia jej z książką. O grafikach z gry dołączonych do książki wyraża się ironicznie, że to ‚niedźwiedzia przysługa’. Cóż… Szkoda. A co do książki, fakt. Mogłaby też być w formie ebooka. Ja się jednak boję o jej fabułę. Może się okazać, że kolejna część czegoś co już podobno było skończone może się okazać fatalna. Jako fanka Wiedźmina rozczarowanie przeżywałabym podwójnie…

    • Domek

      Niechęć Sapkowskiego do gry „Wiedźmin” jest przejawem braku instynktu zwierzęcia pisarskiego – zwierzem takim jest np. Stephen King. Od lat robi się bardzo dobre i bardzo złe filmy na podstawie jego bardzo dobrych książek. A King, rasowy pisarz (fanowie kochają jego, on kocha ich; co tam kocha – ceni!), toleruje wszystkie przyległości swojej twórczości. Pseudosnobistyczne wympompianie się Sapkowskiego na niemiłośnika gry jest dywersją wobec własnego biznesu. Wysadzi sobie w powietrze kurę znoszącą złote jajka. Po co?

      (Ja w gry nie gram, książki Sapkowskiego uwielbiam czytać. Grę oglądam sobie, kiedy dzieci grają. Raz spróbowałam wejść w rolę Geralta i zanim rozejrzałam się dookoła – już mnie zabili. Magia jednak działa. Gra jest wymykiem z rzeczywistości. Jakt to RPG.)

  • Super Nova

    Wersja mobi i epub na czytniki już jest!

    Miłego czytania na Kindle.

    • soulafein

      A konkretnie gdzie można zakupić ??

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)