Autor: Andrzej Tucholski | 18 lipca 2013 | Komentarze:
Tematy:

22 lekcje życia przywiezione z Porto

*Wdeeeech* Mam dziś urodzinyyyyyyyyy :D Równy rok temu opublikowałem z tej okazji wpis „Nie ma nikogo poza Tobą„. Pomyślałem, że w tym roku też chcę przygotować dla Ciebie coś podobnego. Coś ważnego.

Tym czymś będzie zwieńczenie moich cykli z Portugalii.

Ale nie takie zwykłe, co to to nie.

Pół roku w Porto dało mi więcej usprawnień mojego wewnętrznego systemu obsługiwania życia niż jakikolwiek inny okres kiedykolwiek indziej. Peter Parker miał ugryzienie pająka, Luke Skywalker – droidy. Ja miałem Porto. Niby nie-tak-znowu dużo dni w nie-tak-znowu odległym kraju, a wiem, że dzięki niektórym myślom będzie mi już łatwiej lub w jakikolwiek sposób skuteczniej przez naprawdę wiele nadchodzących lat. Wierzę, że to wystarczające paliwo, by uczynić tę notkę faktycznie przydatną :)

Te moje myśli, „lekcje”, nie mają żadnej istotnej kolejności. Co najwyżej taką, z jaką mi się przypominały.

Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa i w większości publikuję je tu na blogu po raz pierwszy! Nie mają żadnego związku z występującymi obok punktami, po prostu tak mi się wydawało najciekawiej je powrzucać.

Aha, notka jest super-długa (wywiadu z Jurkiem Owsiakiem nie przebiła, ale bardzo się starałem), więc pewnie będziesz ją czytać na raty. Będzie mi jednak miło, gdy przeczytasz całą. Jest dla mnie bardzo ważna :)

1. Less is more

W trakcie pobytu w Portugalii miał do mnie kurierem dojechać duży aparat Nikon D600, podstawa mojej długoterminowej współpracy z Nikonem. Wiedziałem więc, że i tak będę wracał z dodatkowym bagażem lukowym (choćby przez statyw), dlatego w tamtą stronę musiałem spakować się w jedną i tylko jedną walizkę. 23 kilogramów rzeczy na pół roku życia, pracy, odpoczynku i rozwoju w obcym kraju. Wyłożyłem na łóżku wszystkie absolutnie potrzebne mi ubrania, przedmioty i ładowarki i po weryfikacji doboru wagą wyszło 27.

Cztery kilo do odrzutu. Fu.

Znienacka część rzeczy wydała się trochę mniej niezbędna i udało mi się zredukować ciężar do 24. Przerzuciłem lapka na plecy i można było jechać.

Na miejscu też mało kupowałem. Dwa razy urządziło mnie niespodziewanymi paczkami wydawnictwo Prószyński i Ska co postanowiłem spotęgować zamówieniem sobie z Anglii obu albumów Sartorialisty (kultura nie zna racjonalności), ale generalnie życie ze świadomością, że ma się wszystkiego (włączając w to skarpetki) mniej niż 100 przedmiotów w swoim otoczeniu jest niesamowicie oczyszczające. Teraz w Warszawie też będę dążył do podobnego stanu.

Less is more. Cieszę się, że mogłem się o tym przekonać.

2. Przedmioty to tylko przedmioty

Mogą się zepsuć. Mogą się zgubić. Mogą przyjechać spóźnione. Mówi się trudno.

Mam zadatki na kolekcjonera i jeśli coś mnie ciekawi – gry, muzyka, książki – lubię to zbierać. Dzięki wyjazdowi zrozumiałem w pełni, że o ile fajnie jest mieć jakąś półeczkę best-of-the-best i nie ma w tym nic złego, to to naprawdę są jednak tylko przedmioty. Gdy ich w pobliżu nie było to nie umarłem, nie wybuchłem, nie dostałem martwicy nerek. Po prostu ich nie było. A teraz gdy znowu je dookoła siebie mam to się cieszę, w końcu to moje kulturowe zdobycze osiągane latami :)

Ale gdyby coś im się jednak stało to będę już pamiętał, że liczą się wspomnienia związane z daną rzeczą a nie ona sama.

To spora różnica.

3. Czas i tak mija

Lubię temat samorozwoju i pokonywania barier. Etap czytania „guru produktywności” minął mi co prawda już jakiś czas temu, ale pamiętam, że praktycznie nie istniała publikacja NIE zawierająca maksym w stylu „time will pass either way so take chances”.

Wiesz jak to jest, gdy pewną regułę lub logikę niby znasz, ale i tak dopiero po dłuższym czasie masz olśnienie, co tak naprawdę znaczy?

Miałem tak z upływem czasu. Niby wiemy, że „czas mija”. Widzimy zmiany pór roku, odliczamy miesiące lub lata, jesteśmy świadom kolejnych urodzin – ok. Też mi się tak wydawało. Ale dopiero pojechanie gdzieś na wyznaczony okres, który jest BARDZO wyraźnie odczuwalny (*tylko tyle* dni będę w *tym* miejscu świata, pełna czasoprzestrzeń) dało kopa w twarz, że nie warto niczego odkładać.

Prosty przykład – względną płynność w j. hiszpańskim osiąga się na wysokości 800-1000 wyrazów. Gdybym przez 3 lata studiów uczył się CODZIENNIE jednego wyrazu i raz na miesiąc dorzucał jakąś gramatyczną rzecz to umiałbym dziś mówić po hiszpańsku. Ale tego nie zrobiłem, bo wydawało mi się to czasochłonne i (tu wstaw jeszcze kilkaset wymówek). Mąąąądrze.

4. Uprzejmość jest pięknem

Boże. Portugalczycy to najuprzejmiejszy naród, jaki kiedykolwiek spotkałem. Młodzi są dla siebie mega tolerancyjni, dorośli używają wielu form grzecznościowych nie noszących jeszcze znamion wytresowanej automatyki (jak w angielskim) i w ogóle, jakoś to pięknie tam gra. Ludzie spytani o drogę potrafią z Tobą iść parę ulic, byś na pewno się nie zgubił :)

To dzięki uprzejmości załatwiliśmy dziesiątki małych problemów, z których każdy mógł się w każdej chwili przerodzić w poważną drakę a udało się go poskładać w kwadrans lub mniej. Ludzie generalnie chcą być pomocni, muszą tylko zauważyć w nas coś zwrotnego.

Uprzejmość nic nie kosztuje i jest cechą ludzi inteligentnych i pewnych siebie.

Cynizm i wszelkie formy kreatywnego ujmowania drugiej osobie zawsze świadczą o pustych wyrwach we własnej wizji siebie u atakującego.

5. Nauka nowych rzeczy jest banalnie prosta

Angielskiego nauczyłem się z gier i komiksów. W efekcie nigdy się go „naprawdę” nie uczyłem, bo dzięki pochłanianiu produktów kultury zawsze „coś tam” umiałem i „jakoś tam” szło zdać. Stąd totalnie nie mam podstaw do uczenia się języków – niemiecki w liceum to była jakaś porażka. Do dziś świta mi tylko „ich bin nicht forbereitet”.

I wiesz co? Portugalski w Portugalii łapałem w mig. Po tygodniu histerycznego googlowania znalazłem zawczasu pięć najważniejszych metod nauki języka, dzięki threadboardom dotarłem do założeń każdej z nich a od megazdolnej pod tym względem Karoliny wywiedziałem się, co najlepiej ugryźć z czym. No i gotowe, lingwistyczny nieuk zaczął łapać nowe zasady na przestrzeni paru godzin. Ten wspomniany w punkcie trzecim system 800 wyrazów przyspieszyłem do dwóch miesięcy i koniec całej sztuczki. Skoro ja dałem z tym radę to każdy da.

Nauka nowych rzeczy jest banalnie prosta. Wystarczy się tylko zastanowić jak się do niej zabrać :)

(Na marginesie: protip dla mających problemy z matmą. Uczcie się logiki i rozkładajcie za jej pomocą wydarzenia historyczne. Reszta sama powskakuje.)

6. Nie warto się spieszyć

Portugalczycy nie spieszą się prawie nigdy. No, może czasem na samolot, ale to też bez przesady.

To piękny zwyczaj. Sprawia, że każdy wstawia w swój dzień tylko tyle, ile realnie będzie w stanie zrobić (na północy [czyli w Porto] nie ma sjesty, więc gospodarki pracują normalnie – nie jest to podstawą kryzysu). Udało mi się trochę tego nauczyć. Cieszę się z tego każdego ranka :)

Dawniej co wieczór na mojej liście to-do zostawało minimum pięć rzeczy, które skrupulatnie przepisywałem na listę kolejną. A potem kolejną.

A potem kolejną.

Teraz realnie ustawiam rzeczy tak, by każdego dnia mieć czas na spacer lub książkę. A jeśli coś by mi to naruszyło (na dłużej niż parę dni) to po prostu tej nowej rzeczy mówię nie. Jakość życia jest jedną z najważniejszych zmiennych odpowiedzialnych za nasz codzienny nastrój.

Pochodną takiego podejścia do życia jest np. czysty umysł, dzięki któremu można cieszyć się każdym posiłkiem. Albo pogodą. Albo kawą. Drobiazgami. Być „tu i teraz” zamiast ciągłego martwienia się przeszłością i, co częstsze, przyszłością.

7. Nie należy bać się nowego

Pewnego dnia zamówiłem w knajpce coś, co pani określiła jako „very tasty ocean food”, bo oczywiście portugalska nazwa potrawy nie mówiła mi absolutnie nic. No okej, ryzykanci żyją dłużej, a co tam.

Czekając na zamówienie zaczęliśmy sobie przy stole gadać, czego nigdy nie wzięlibyśmy do ust. Wiadomo, świetny temat w oczekiwaniu na obiad :) Ktoś powiedział, że nie przeżyłby mięsa z futerkowego zwierzęta, ja z kolei uznałem, że szczytem paskudztwa jest ośmiornia.

Możesz obstawiać, co wjechało na stół jako „very tasty ocean food”.

Podpowiem: miało macki.

Okazało się bardzo pyszne :)

8. Dopóki nic nie robisz, nawet najlepsze plany są bez wartości

Niby oczywistość, prawda? A jednak wpadnięcie w pułapkę nadmiernego planowania to najzdradliwsza z form prokrastynacji. Niestety, jedna z częstszych. Dostrzegłem ją dopiero niecały rok temu. Mam nadzieję, że teraz będę już czujniejszy.

Dziesięć lekcji życia przywiezionych z Porto

9. Podróżowanie jest proste

Większość miast świata jest zbudowana według paru najpopularniejszych globalnie planów (z reguły spójnych wewnątrz danego regionu kulturowego, co może być jedynie zachwiane najczęściej przez przypadki lokacji w trakcie krucjat lub rekonkwist). Mając te podstawowe zasady w głowie ciężko jest się zgubić. Nawet wyjątkowe konstrukcje (jak Walencja) są w ostatecznym rozrachunku proste do sprowadzenia do banalnej mapki poglądowej.

Mapa i długopis oraz przygotowana formułka „proszę narysować mi drogę do [czegoś]” działają zawsze.

Turystyczni kieszonkowcy atakują turystów. Gdy nie zachowujesz się jak klasyczny turysta to wypadasz z ich radarów.

Gdy chcesz wsiąść do środka miejskiej komunikacji, zawsze pozwól zrobić to komuś przed sobą – dowiesz się, jak się wchodzi i gdzie się „pika” bilet :)

Jeśli ludność lokalna korzysta z np. małych, średnio wyglądających usług przewozowych to pewnie działają – tj. dojedziesz na miejsce.

I tak dalej, i tak dalej. Nie ma co się spinać, na wszystko jest metoda.

10. Nie każdy nieszczęśliwy przypadek jest nieszczęśliwy

Pamiętasz może, że gdy leciałem do Portugalii to wywalili mnie z samolotu, zgubili bagaż i ostatecznie właściciel mieszkania, które chcieliśmy wynająć okazał się oszustem? Początkowo taki zestaw wrażeń zmiótł nas z nóg. Ale gdy chwilę poleżeliśmy, to okazało się, że przecież super wyszło, o co halo.

– Dzięki wywałce z samolotu dostaliśmy przeprosinowe karty pre-paid naładowane sporą sumą euro

– Dzięki nim mogliśmy sobie spokojnie pozwolić na dobry hotel, by przespać stresy w oczekiwaniu na bagaż

– Dzięki typowi-oszustowi wznowiliśmy poszukiwania mieszkania już na gruncie lokalnym i znaleźliśmy najlepszą chatę świata, na nic bym jej nie zamienił

– I tak dalej, i tak dalej.

Nie warto przesadzać z tragediami.

Często takie bzdurnie podłe zbiegi okoliczności ostatecznie zamieniają się w coś super :)

11. Internet jest cudowny

No shit Sherlock, nie? ;)

Ale serio, spójrz. Byłem pół roku w obcym kraju i dzięki globalnej sieci mogłem nawet przez chwilę nie przerywać kontaktu z rodziną i przyjaciółmi. Mogłem w spokoju wykonywać samodzielnie przeze mnie stworzoną pracę, jaką jest blogowanie. Mogłem uczyć się fotografii i obróbki zdjęć. Mogłem tłumaczyć obce słowa. Mogłem pisać maile i kupować rzeczy w sklepach w Anglii i Stanach.

Ja wiem, że ta cudowność netu się jakoś w codzienności rozmywa, ale nie zapominajmy, że to naprawdę społeczny i techniczny wynalazek na miarę wcześniej w historii nie znaną. Global village is here, nawet jeśli co chwilę ktoś próbuje ją pociąć.

12. Przyjaciele odchodzą

Nie zapowiadałem, że wszystkie z tych „lekcji” będą pogodne.

Nigdy nie miałem dookoła siebie przesadnie wielu bliskich ludzi, ale też i na ich brak nie zdarzało mi się narzekać. Jak to w życiu (i szkolnictwie bywa), relacje naturalnym tokiem spraw „aktualizowały się” w związku ze zmienianiem otoczeń, ale jakoś to się wszystko dobrze zgrywało.

Niestety, na wysokości pobytu w Portugalii zorientowałem się, że mój – niegdyś – najbliższy przyjaciel już zupełnie odpłynął w odległe rejony świata i ten urwany kontakt zabolał bólem fantomowym, jak szczerze mówiąc żaden wcześniej. Zresztą, jakoś niedługo potem zachował się jak skończony tchórz i miernota inny człowiek, którego w jakiś omyłkowy sposób nazwałem przyjacielem. And so it goes.

(Pojawia się tu też rada 13.5 – jeśli ktoś Cię drażni i pojedyncze oczyszczenie atmosfery nie pomaga, to to nie jest Twój przyjaciel. Teraz już wiem. Dzięki, Tamara :)

13. Nieoczekiwanie czegokolwiek to droga do szczęścia

Ludzie będą Ci obiecywać wiele, będziesz się po nich wiele spodziewał. Będziesz czekać z uprzedzeniami na jakiś film, będziesz się czegoś spodziewać. Też taki byłem. Nadal czasem bywam, choć staram się na to uważać.

Pobyt w Portugalii – nie wiem czemu, szczerze mówiąc; nie umiem tu przypiąć żadnej konkretnej historii – skutecznie pokazał mi, jak o wiele szczęśliwsze jest życie, w którym niczego się nie oczekuje tylko się po prostu MEGA ciężko planuje i pracuje oraz – ewentualnie – jest się miło zaskakiwanym :)

14. Warto sobie pozwalać na „dni życia”

Tamtego nigdy nie zapomnę.

Mamy u nas w kulturze takie przekonanie – bardzo dziwne, jak dla regionu wychowanego w nurcie chrześcijaństwa – że życiem operuje specyficzna forma karmy (antykarmy?). Nie ma co się cieszyć, bo skoro jest dobrze, to pewnie będzie potem źle. Znam zaskakująco duża liczbę ludzi, którzy święcie w taki system wierzą. W Portugalii czegoś podobnego nie ma.

Nie warto sobie zabraniać radości z trwania chwili. To oczywiste, że od razu zwalą się „życzliwi” chcący „pomóc radą” w stylu: „nie ciesz się tak, jesteś młody, jeszcze tragedie cię omijają” ale – no właśnie. Skoro mają mnie spotkać jakieś tragedie, to chyba nie ma co sobie bronić uśmiechania się zawczasu :)

15. Prawdziwe innowacje naprawdę robią wrażenie

Siedzę trochę w świecie start-upów (głównie od strony wizerunkowej i budowania bazy klientów) i nie spodziewałem się, że na moim portugalskim uniwersytecie, na przedmiocie Entrepreneurship doznam Olśnienia przez duże O. Niestety często widuję w necie „innowacyjne” firemki, które określają się jako „lepszy foursquare” lub „drugi last.fm” albo „poprawiony facebook dla profesjonalistów”.

Nope, guys. You’re doing it wrong.

Mój profesor z Porto – Antonio – jest w radzie miasta, gra jako rozgrywający w miejskiej drużynie rugby i posiada cztery firmy. A raczej posiadał cztery, gdyż wyczuwając kryzys zamknął tę generującą najwyższe koszty stałe dzięki czemu zabezpieczył finansowo pozostałe trzy. Gdy tylko trudna sytuacja zaczęła się trochę rozpogadzać (kryzys w Porto jest mniej odczuwalny niż np. w Lizbonie – brak sjesty robi swoje) zainwestował zaoszczędzone i zarobione w międzyczasie pieniądze w… sterowiec.

Razem ze swoim partnerem kupili najnowocześniejszy sterowiec zbudowany z klastrów gazowo-próżniowych (nie da się go zdestabilizować do eksplozji), pokryli go panelami słonecznymi (lata prawie za darmo, silnik hybrydowy) oraz – od dołu – okleili logiem Coca Coli, przez co interes i tak zarabia na każdym locie.

A sterowiec przenosi cargo pomiędzy magazynami w Brazylii, które oddziela gęsta dżungla.

TO jest innowacja. To po prostu czuć :)

16. Ciało jest równie ważne co umysł

Nigdy nie byłem sportowcem. Zawsze wolałem spędzać czas czytając, pisząc, grając lub spacerując. Niestety, nie przysłużyło mi się to dobrze. Ćwiczę więc, pomimo wielu porażek i „zapomnień”, ostatnie podejście zacząłem pod koniec pobytu w Portugalii. Już po dwóch tygodniach regularnych treningów zaczyna się mieć zupełnie inne poranki – pełne energii, wypoczęte, świeże.

No i, co tu kryć, nasze ciało to nasze jedyne stałe narzędzie. Naprawdę byłoby głupio zepsuć je przez nieumyślne błędy w konserwacji :)

17. Nie warto się kłócić

Po prostu.

Jeśli druga strona nie wykazuje chęci do pojednania po – max! – dniu lub dwóch to może warto ją odciąć i żyć szczęśliwiej?

18. Nie warto skąpić sobie ani bliskim

Choć bywaliśmy na plaży w Porto bardzo często, zdarzył się taki jeden dzień, że stanęliśmy przed wyborem: albo kupić plażową parasolkę, albo usmażyć się na węgiel, albo wrócić do domu. Postanowiliśmy zrzucić się po parę euro, kupić parasolkę i po prostu spędzić jeden z najcudowniejszych dni naszych żyć. Od rana do zmierzchu na plaży, w cieniu parasola, z zimnymi napojami w plecaku i książkami w rękach. Parasolki nie użyliśmy już potem ani razu, ale dla tego jednego dnia pewnie kupiłbym ją jeszcze ze dwa razy :)

Jasne, że istnieją wydatki zbyt horrendalne, by na nie przystawać, okej. Ale dopóki coś jest poniżej równowartości 30-40 zł to naprawdę szkoda sobie z okazji takiej drobnostki pieprzyć wspomnienie, które może potem trwać w głowie przez długie zimy i lata.

19. Czasu nie ma znowu tak dużo

Oj, to była bolesna lekcja. Od dzieciaka zawsze wpadałem na bardzo wiele pomysłów i jakoś tak się składało, że zawsze udawało mi się je wepchnąć w dobę i – nawet jeśli ostatecznie nie wypalały – miałem potem poczucie, że spróbowałem. W Portugalii po raz pierwszy natrafiłem na barierę. Między innymi dlatego zamknąłem jestBloga. Czekają mnie teraz dwa naprawdę duże projekty i nie chcąc poświęcać jestKultury muszę wyciąć praktycznie wszystkie inne aktywności.

Poza tym ta lekcja ma też drugą stronę – rzeczy z reguły zajmują więcej czasu niż sądzimy, że będą zajmować. Jeśli mam do napisania wpis i wróżę mu dwie godziny siedzenia to, niestety, wyrobię się pewnie dopiero przy trzech lub czterech. Trzeba uczciwie szacować swoje możliwości, dzięki temu ma się potem mniej wyrzutów sumienia :)

20. Co się stało to się stało

Tu też krótko – jeśli coś negatywnego  jest już w przeszłości, to należy z tego wyciągnąć tyle wniosków ile jest fizycznie możliwe a potem daną rzecz zwyczajnie skasować. Bez rozpamiętywania, bez wracania.

Wydarzenie, odpoczynek, nauka, czystka. Powtórzyć.

21. Eskapizm jest piękny

Dzięki pobytowi w Porto nauczyłem się wreszcie powtórnie, że nie warto odpuszczać swojej wewnętrznej strefy marzyciela. Odlatywanie przy książkach, wielogodzinne „wyłączanie się” patrząc w fale oceanu, pochłanianie całych sezonów nowego serialu – to fajne rzeczy. Potrzebne w życiu, szczególnie gdy jest się zwierzątkiem kochającym kulturę :)

Mamy dobre czasy dla marzycieli. Trzeba tylko o nie skutecznie zabiegać.

22. …?

Nie jest tajemnicą, że jednym z największych plusów mojego blogowania jest kontakt z Tobą, z Wami. W sumie nie pamiętam już kiedy ostatnio faktycznie wyszedłem poza naszą tu społeczność gdy szukałem np. nowego filmu lub książki. Zawsze wystarczy mi pogrzebanie po komentarzach paru ostatnich notek :)

Dlatego postanowiłem oddać Ci głos i teraz. Może Ciebie też spotkało coś ważnego w zeszłym roku i sądzisz, że wzmocniło Twój styl życia? Jeśli masz ochotę, możesz podzielić się tą historią w komentarzach!

I… to tyle. Ja się wygadałem :)

Wierze, ze podobny zestaw olśnień, słabszych lub silniejszych, jest pisany każdemu z nas. Warto być na takie wydarzenia otwartym, bo przegapić je jest łatwo, ale jeśli już złapiemy je za nogi to hohoho, somebody stop meh! :D

(Link do Youtube)

Jeśli udało Ci się przeżyć całą notkę to jestem z Ciebie dumny :) Nie sądziłem, że wyjdzie tak duża. Nie sądziłem też, że będzie mi się ją równie dobrze pisać – sądziłem, że słowa pożegnalne z Porto przyjdzie mi formować z bardzo ciężkim sercem. To chyba dzięki tej myśli, że mogę Ci jeszcze raz pokazać równie fajne miejsce na świecie! A może po prostu już wiem, że jeszcze do tego miasta wrócę? Za wcześnie by się przyznawać :>

I teraz serio – lecę. Mam urodziny, więc należy mi się choć odrobina offline’u :)

Życzę Ci super udanego dnia i jesteśmy w kontakcie!

Buziaki,

Andrzej Tucholski

Bądźmy w kontakcie:
  • Adam Tarasewicz

    ten rok był dla nie przede wszystkim udany, bo udało się dostać na studia do UK! zmieniło to trochę w moim światopoglądzie. przede wszystkim uskrzydliło i pokazało, że nawet z małej miejscowości można się wyrwać w inny, jeszcze nie wiem, czy lepszy, świat. także próbujcie, nie wmawiajmy sobie, że coś jest niemożliwe :)

  • Maja Żuchowska

    Dałam radę przełknąć cały na raz, przyjemnie się czytało. Ale Tucholski, ja od innej strony: strasznie dobre zdjęcia!

    • Mi się opatrzyły, więc nie mam opinii, ale jeśli się podobają to mega :D

  • Olliwka

    przeczytam jeszcze dwa razy, przemyślę i dopiero napiszę :) w każdym razie dziękuję za notkę, mocna i ważna :) wszystkiego najlepszego i obyś był zawsze Andrzejem, który inspiruje :)

  • Andrzej, ja poproszę specjalny newsletter z takimi notkami, albo żeby mi ta jedna wskakiwała co tydzień do skrzynki. Właśnie odmieniłeś mój dzień, który już chciałem spisać na straty. Dzięki!

    • Piszę takie rzeczy, gdy mam temat i mięso, co tydzień chyba nie dałbym rady :< No, ale dobrze, że chociaż ta dostarczyła :)

      • Paulina Angelika Kulik

        Chyba chodzi o przypominanie o istnieniu notki. Ja taką z jednym z powyższych punktów raz na tydzień bym chciała dostawać na maila :)

  • Sebastian Ziach

    jestKultura w najlepszym wydaniu :) Właśnie po takie notki zaglądam na tę stronę

    • jestInspiracja? :)

      • Sebastian Ziach

        Jak dla mnie, powinieneś zacząć taki projekt :) Bo oprócz „Życie jest piękne” Michała Maja nie ma chyba strony o takiej sile motywacji :)

        • Myślałem o tym już jakiś czas temu, ale nie czułbym się uczciwie sam ze sobą pisząc takie rzeczy „po prostu”, dzień po dniu :)

  • Basia

    Wszystkiego najlepszego! Mnie zycie tez ostatnio troche nauczylo. Przede wszystkim wiary w siebie i tego, ze moze zalezy ode mnie wiecej niz myslalam. Dostalam sie na wymarzone studia, na ktore bylam pewna, ze nie mam szans sie dostac. Wyprowadzam sie do Warszawy i czuje, ze sobie poradze. Bo jak nie ja to kto? :)

  • Maria Bilkiewicz

    Jak ten post idealnie wpisuje się w to, co czeka mnie w sierpniu i to już od pierwszego punktu! Wyjeżdżam na studia do Danii i muszę spakować całe życie w 23 kg. Do wielu punktów również sama doszłam w ciągu tego roku, jednak zapisuję te lekcje i będę do nich wracać, jeśli najdą mnie jakieś wątpliwości podczas przynajmniej 2-letniego pobytu za granicą. Nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy chcieć i nie planować za dużo, bo wtedy faktycznie nic nie wyjdzie. Trzeba być gotowym na to, co akurat się przydarzy :) Miłych urodzin!

  • Klaudia

    22. (:D) Doceniać to, co się ma! Często myślę na przykład tak: „Ooo! Chciałabym tam mieszkać, chciałabym tę torebkę, chciałabym… „. I zaraz później: „Okeej, nie mam tego, nie jestem tam, ale za to dziś świeci cudowne słońce, a (dajmy na to) w Gdańsku nie. Mogę wyjść na zewnątrz, pobawić się z psem, wrócić do domu, zjeść przepyszny obiad, wypić kawę, a niektórzy ludzie tego nie mają. Zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić na ten „luksus”, który ja mam w tej chwili. Należy cieszyć się wszystkim, co się ma. Doceniać najmniejsze wydarzenia, chwile, rzeczy. Zawsze może być gorzej…

  • Dobra dobra notka ;) Przeczytana oczywiście na jeden raz po wciąga;]

    P.S. Wszystkiego Najlepszego ;)

    • A miałem wątpliwości, czy ktokolwiek zajrzy do podobnego kloca… dzięki! :)

  • Bardzo fajne lekcje.

    Dorzucam od siebie (trochę już jest, ale…)
    Nie bój się porażki, nie bój się popełnić błędu.

  • Ula

    ból dyscypliny jest mniejszy niż ból żalu – zapożyczone z bloga o bieganiu :)
    jeśli coś sobie zaplanujesz i się z tego nie wywiążesz to z reguły wiąże się to z większym spadkiem nastroju niż gdy po prostu przełamiesz lenia/niechęć i zrobisz to co sam sobie obiecałeś/aś.

    • Na siłowni zawsze w 3/4 powtórzeń lub dystansu zaczynam sobie to mówić – zawsze – że duma z dobiegnięcia lub dociągnięcia będzie sto razy lepsza od czucia się jak pierdółka, która przegrała :)

  • Joanna L-D

    Jedna z najważniejszych rzeczy, jakich nauczyłam się przez ostatnie 12 miesięcy bardzo łączy się z tym, o czym napisałeś w punkcie piątym. Moja lekcja mówi o tym, że nie ma czegoś takiego jak talent. Irytowałam się, kiedy moi rozmówcy, słysząc jak posługuję się językami obcymi, twierdzili, że to „talent”. Żaden talent! Nad każdym z moich języków spędziłam masę czasu – czytając książki i czasopisma, oglądając filmy, dyskutując na obcojęzycznych forach, produkując fiszki, organizując sobie czas z nativami itd. Określenie umiejętności innych jako talentu nie tylko obraża osoby komplementowane – to także bardzo wygodna wymówka dla naszego nieróbstwa. O ile prościej jest powiedzieć „jestem antytalentem matematycznym/językowym/jakimkolwiek, niż zabrać się do roboty! Wiedząc to wszystko, sama wpadłam w pułapkę takiego myślenia. Zapisałam się na zajęcia z programowania i moje nastawienie było fatalne – przecież na pewno nie mam talentu, nie jestem umysłem ścisłym (kolejny głupi i szkodliwy stereotyp). Co się okazuje? Nauka przychodzi mi z łatwością i mogę się pochwalić above-perfect grade :) Wystarczyło solidne przykładanie się.

    Doskonale lekcje! Czyłam się bardzo podobnie po powrocie z mojego Erasmusa.

    • Bywają pewne predyspozycje – np. wzrost w koszykówce – ale masz rację, reszta jest pracą. Ja też ciągle słyszę, że mam naturalny talent do pisania, dwanaście lat praktyki to pewnie przypadek ;))

  • Iwona

    Zacznę od tego, że też mam dziś urodziny. Sprzyjający czas na rozważania, choć zawsze należałam do małych filozofów.

    Moja hisotoria : Spakowałam życie w małe autko ponad rok temu i przemyślenia mam baaardzo zbliżone, a olśnienia doznałam jedyne 350 km. od domu nad naszym rodzimym wybrzeżem. Pytam się można? Można :)
    Slow life. Cieszenie się posiłkami i małymi rzeczami- czyli mój mały hedonizm. Rozwój. Nauka i doświadczanie nowych rzeczy. Sport. Chcę przebiec maraton. Staram się nie stresować i nie denerwować rzeczami, na które nie mam wpływu, A te na które mam , zmienić, by się nie denerwować. Przyjaciele się zweryfikowali, mogę ich nazwać pseudoprzyjaciółmi. Hhehe. Ale ile fantastycznych osób poznałam w tym czasie! to moje! Zwiedzanie nowych zakątków przede wszystkim od kuchni i typowe szlajanie się po nowych miejscach, uwielbiam, tu wychodzi ze mnie rasowa flanerystka. I mogłabym w nieskończonośc.

    Dziękuję Ci za ten tekst! Piękny prezent i dla mnie.
    Wszystkiego najlepszego.

  • M

    Hej, to bardzo ciekawy i motywujący wpis ;)
    Właśnie biorę się za angielski chyba potrzebowałam bodźca z zewnątrz.
    Wspaniale jest przewartościować swoje życie, nadać mu nowy sens i cieszyć się z każdego dnia, każdej chwili. ;)

    A to to sobie chyba zapamiętam do końca życia : „Uprzejmość nic nie kosztuje i jest cechą ludzi inteligentnych i pewnych siebie.”

    Spełnienia marzeń ;)

  • Wszystkiego najlepszego!

    Piszesz to akurat w dniu, kiedy po kilku miesiącach mniej lub bardziej uzasadnionych wymówek wreszcie udało mi się zebrać w sobie i dojechać do pracy rowerem. Niby mała rzecz, a taaki motywacyjny kop!

    I dzięki za przypomnienie punktu 8. Cały czas z tym walczę :)

    • Ja zebrałem się w sobie i dojechałem na uczelnię rowerem jedynie na ostatnie pięć dni zajęć. A przez trzy lata sobie to obiecywałem. Ale warto było, choć to :)

      • Ad. Punkt 22 – Każdy moment jest dobry, żeby zacząć!
        Teraz tylko wystarczy nie zmarnować dobrej passy i kontynuować rozpoczętą misję :)

  • Wiktor Andrzej Adamek

    Okej, najpierw złożę życzenia a później przeczytam, bo zapomnę. Dobra miejmy to z głowy bo notka pewnie cholernie ciekawa:
    życzyłbym Ci zdrowia (bo jest ważne a jakoś mało osób go życzy, tak więc ja życzę), miejsca w Złotej Dziesiątce najbardziej wpływowych blogerów Polski 2013 roku, no i przede wszystkim tego wiecznego optymizmu, żeby Cię nie opuszczał czy coś.

    Dobra, głupio było nie złożyć ;) Nauczony doświadczeniem napiszę jeszcze, że wpis jest super. Już zaczynam go czytać.
    EDIT: „ich bin nicht vorbereitet” :)

  • Zuzia

    Na raty? Daj spokój! Przeczytałam jednym tchem. I dodaję: 22. Bądź dumny z siebie i swoich osiągnięć. Spojrzałam też na notkę o ‚dniu do zapamiętania’ i podoba mi się jak umiesz cieszyć się ze swoich sukcesów. Wszystkiego najlepszego :)

  • Niby to wszystko wiadomo, ale ile razy się łapiemy na tym, że żyjemy przeszłością, trudno nam rozstać się z przedmiotami, które nie są nam niezbędne itd. Dobry tekst :)

    I wszystkiego najlepszego :)

  • Katarzynka

    GENIALNA notka. Naprawdę, dawno nie czytałam wielu tak mądrych słów zebranych w jedno przesłanie -wszystkie te rady w gruncie rzeczy niby unoszą się gdzieś na granicy podświadomości, ale w sumie ciężko je sprecyzować, dopóki ktoś albo coś Ci nie podpowie, jakieś trybiki w mózgu nie zaskoczą. A tu proszę, wszystko tak pięknie skompletowane. Ogromne gratulacje, połączone ze szczerymi życzeniami urodzinowymi :)

    22. Nie potrafię dokładnie sprecyzować tego, o co mi chodzi, ale prawdopodobnie jest to rada gdzieś w okolicy stwierdzenia ‚Jeśli podczas przeżywania czegoś czujesz, że nie do końca Cię to satysfakcjonuje, ale jednocześnie masz wrażenie, że tkwi w tym coś głębszego, jakieś drugie dno, zrób to ponownie. Mocniej.’

    Dwa lata temu brałam udział w warsztatach artystycznych z grupą the Young Americans. W skrócie – uczą uczestników, że zdolności i talenty są cenne, ale wcale nie najważniejsze – najważniejsze to dobrze się bawić i znaleźć swój własny sposób na pewność siebie i jej wyrażanie, nie tylko poprzez muzykę i taniec, ale również w codziennych czynnościach. Był to mój pierwszy raz i wspominałam go jako przeżycie niejednoznaczne – trzy dni miały być spędzone na absolutnie czystej radości życia i budowaniu przekonania, że jestem wspaniała razem z moimi wszystkimi niedoskonałościami, co starałam się robić. Okruszki tego podejścia do mnie docierały, filtrowane przez grubą warstwę sceptycyzmu i przekonania, że entuzjazm Amerykanów jest przesadny i udawany ;D Trzy dni minęły, a szał i ekstaza odjechały razem z ludźmi prowadzącymi warsztaty. Szara rzeczywistość powróciła i dopiero wtedy poczułam, że chyba jednak będę tęsknić za tą przesadną energią. To było smutne – coś jak spróbowanie ciastka, które potem ktoś nam zabiera z ręki. Z drugiej strony, poczułam że coś drgnęło, zaiskrzyło.

    Kiedy w tym roku grupa znów zawitała w mojej szkole, zapisałam się bez wahania. Przeżyłam magiczne trzy dni, ale tym razem pozwoliłam sobie puścić wszystkie lejce, przekroczyć wszystkie granice jeśli chodzi o radość, uprzejmość, uśmiechanie się i entuzjazm. I wiesz co? Podziałało. Coś we mnie pękło, tym razem już nie płakałam po wyjeździe Amerykanów – cała energia i szczęście, a przede wszystkim pewność siebie tym razem nie przeciekły mi przez palce, bo znalazłam drogę, żeby je zatrzymać. Od dwóch miesięcy moja wiara w siebie mogłaby kruszyć skały i przenosić góry, mimo że wcześniej praktycznie nie istniała. Doskonałe uczucie, ale potrzebowałam drugiego podejścia, żeby pozwolić mu rozkwitnąć :)

    Lepiej późno, niż wcale, ale na to później też trzeba pozwolić!

    • No, bo my mamy u nas w kraju taką trochę kulturę szarości i asekuracji. Fajnie, że tak to wyszło u Ciebie :)

  • Czik

    Minimalizm jest cudowny.

  • D.

    22. Pozwól sobie być sobą.
    Brzmi dość szaleńczo, ale mam wrażenie, że to najważniejsza przeszkoda do pokonania. Są ludzie, którzy potrafią realizować swoje plany i marzenia, są też tacy, którzy stale porównują się z innymi, robią to, czego inni oczekują, idą wydeptanymi ścieżkami rodziców/rodzeństwa/rówieśników; tacy, którzy chcieliby polecieć, ale jednocześnie w drugiej dłoni trzymają nożyczki, obcinając sobie własne skrzydła. Ogromnie się cieszę, że dzięki temu, co napisałeś, mogłam spojrzeć z boku na swoje ograniczenia – zwłaszcza te wyimaginowane i zrozumieć, że to, co najważniejsze, dzieje się w mojej głowie.

    Dziękuję Ci za to i życzę, żebyś w każde kolejne urodziny patrzył wstecz z uśmiechem na swoje dokonania! :)

  • Patrycja Lisiecka

    hej, przejrzałam post trzy razy, żeby pooglądać zdjęcia. To spod 6 ukradłam sobie na tapetę. Nie złościsz się? ;> Ale żeby nie było, również przeczytałam. I wiesz co, musi być z Ciebie równy gość.

    • Dzięki:) Ja z kolei na tapetę czasem 15. przybieram, to z barierką i statkiem :)

  • Tamara Gonzalez Perea

    Zawsze do usług ;***
    Wszystkiego najlepszego! :)))

  • MartaSzymula

    Poszła cała na raz, jeszcze przed śniadaniem. Maska pod koniec notki wygrał wszystko. :D

    Moje 22. NIE ŻAŁUJ. Wszystko, przez co do tej pory przeszedłeś, każde zdarzenie, każdy wybór, przyjemność i nieprzyjemność doprowadziły cię do miejsca, w którym jesteś. I nie oszukuj się, jak się nad tym zastanowisz, to jest to całkiem zajebiste miejsce, prawda? Więc nie ma myślenia: „Och, a gdybym wtedy zrobił to inaczej…” – to wtedy nie byłbyś tutaj, gdzie jesteś! A przecież chcesz być właśnie tutaj, w tej chwili, czytając tę notkę w ten piękny, słoneczny poranek.
    No co, może nie? ;)

  • Mateusz Macha

    Lekcja nr 12 – może i niezbyt pogodna, ale jakże potrzebna. Sam to przerobiłem po roku pobytu w Niemczech. Przynajmniej wiadomo na kim można polegać, a kogo można lekką ręką odstrzelić.

  • Znamy dokładnie tyle samo słów po niemiecku :D

  • Joanna

    To mój pierwszy komentarz, bo nie należę do szczególnie komentującego typu osób, ale zasługujesz na niego. To wspaniała notka. Robisz przepiękne zdjęcia, przy niektórych zatrzymywałam się na dłużej, by móc je chwilę popodziwiać. Także lekcje, które wyciągnąłeś z pobytu w Porto, są urzekające. Musisz być naprawdę dobrą, mądrą osobą :-) Dlatego życzę Ci wszystkiego dobrego i dzięki za uśmiech, który spowodowałeś dziś wieczorem. Pozdrawiam.

  • Emilia Maciejewska

    Spełniaj marzenia- tego zawsze życzę na urodziny. Do niedawna był to dla mnie pusty frazes. Od jakiegoś czasu jednak te dwa słowa mają sens!

    Bardzo długo myślałam, że mam poukładane życie- całkiem nieźle radziłam sobie ze studiami, miałam paczkę dobrych znajomych, faceta. A jednak coś zgrzytało. Stopniowo, angażując się w działalność studencką poznawałam coraz więcej nowych osób, sprawdzałam się w nowych sytuacjach, tworzyłam coś wyjątkowego czym mogłam dzielić się z innymi.

    I to było to!

    Już ponad półtora roku tak się bawię. Zmieniło się moje otoczenie- innych ludzi nazywam dobrymi znajomymi, mniej stresuję się studiami, z innym facetem się spotykam. Czy żałuję zmian? Zdecydowanie nie!

    Także…
    22. nie bój się zmian i ciesz się, że nadchodzą! :)

    Dzięki za okazję do przemyśleń :)

  • Czytanie tej notki słuchając Fismolla to czyste piękno. Dzięki Andrzej! :)

    Spóźnione, ale szczere – wszystkiego najlepszego!

  • Asia Waclawek

    Pierwsza zasada to niestety dla mnie wciąż czarna magia – moje rozterki przed erasmusem nie ograniczyły się do „24 czy 27”, nie będę podawała kilogramów czy liczby walizek, bo aż strach. Teraz, upychając kolejną walizkę tak sobie myślę, że lepiej by było zastosować się do zasady „less is more” :D

    A tak poważnie – dodaję sobie notkę gdzieś do zakładek, jak zacznę za bardzo marudzić to przeczytam jeszcze raz ;) Super!

  • Domi

    Negatywne myśli zamień na pozytywne. Głupi przykład – sytuacja przy stole dla osoby odchudzającej się: wszyscy jedzą czipsy – ty nie możesz. Nie myśl „o jaki ja biedny, że nie mogę tych pysznych czipsów jak wszyscy” tylko „wezmę sałatkę, będę zdrowy i szczęśliwy, że utrwalam swoje prawidłowe nawyki”.

  • Karol Janson

    Okropna notka. Musiałem sobie zrobić ekstra przerwę z dodatkową kawką, żeby ją przeczytać. To oburzające!
    :D

  • kryszpinek

    Jeden z lepszych Twoich wpisów :) Czytało się świetnie!

  • Zgadzam się w 100% :) Od 4 miesięcy mieszkam w Tajlandii i wszystko to, o czym piszesz, wydaje się teraz takie oczywiste :)

  • Inspirujący tekst, motywacyjna cegiełka, która jest mi bardzo potrzebna w tym momencie mojego życia. Za 9 dni mam urodziny, zakładam swój internetowy kombajn blogowy, zmieniam lokum i walczę aby przekuć prokrastynację w działanie. Uczę się cieszyć małymi rzeczami, na nowo, bardziej, intensywniej… W zeszłym roku zrobiłam sobie wakacje marzeń w Barcelonie. Takie projekty odkładałam wtedy zawsze na później, bo praca, bo obowiązki, bo drogo, bo cośtam. Dziś też odkładam, ale jakby mniej ;) Realizacja nauczyła mnie że potrafię i że nic mnie tak nie cieszy jak satysfakcja płynąca z tego, że wyszło. Jednak trudność najwyższa to nie spełnić marzenie, ale zdefiniować co tak naprawdę chcemy robić w życiu, na co chcemy poświęcać czas, kogo szukamy, czego pragniemy? Ja dzisiaj na 9 dni przed kolejną kalendarzową rocznicą po raz pierwszy w życiu czuję się pogubiona. Jako przedstawicielka rasy homo-piksel trudno mi znaleźć bratnie dusze, które grają w gry, pochłaniają kulturę i nie dziwią się, że wiem co to spalony. Kiedyś w jednym ze statusów fejsbukowych autor tego bloga nawoływał do realizacji projektów, a nie opowiadania o nich bo to prowadzi to wytracenia energii. Nie opowiadam więc, ale dziękuję za tę pigułkę tekstu pod którym podpisuję się obiema rękami. I mówię wszystkim: do przeczytania!

  • Magda

    lekcja z mojego życia- nie warto planować życia na 90%- zawsze wtedy wyskakują niespodzianki i nie można być złym, że przecież „to nie tak miało być!”. a po drugie – warto podejmować spontaniczne decyzje- zaprowadzą nas tam gdzie działając rutynowo nie marzylibyśmy o podobnych zdarzeniach

  • Codie

    Tak mi wewnętrznie fajniej po przeczytaniu tego tekstu, dzięki :)

  • Paulina

    Nigdy się tutaj nie odzywałam, ale teraz muszę! Świetny wpis, bardzo inspirujący :) Kilka z tych Twoich punktów to elementy mojego życia, ale przede wszystkim cieszyć się z małych rzeczy! To naprawdę daje szczęście. A ostatnio, kiedy się denerwuję – biorę głęboki wdech i powtarzam sobie po cichu ‚tylko spokojnie’ i zaczyna działać! Wpis ląduje do zakładki ‚ulubione teksty’, dzięki! :) A, no i spóźnione, ale wszystkiego najlepszego!!

  • Ośmiornice są przepyszne!!!!!!

  • Sylwia

    Ja mam swoją zasadę, nie przejmuję się rzeczami, zjawiskami czy wydarzeniami które są niezależne ode mnie jak np: pogoda, kolejka do kasy w sklepie czy poranny korek – mój stres nic nie zmieni, a życie bez takich zbędnych stresów jest fajniejsze i zdrowsze :)

    Twój post to świetna ilustracja powiedzenia, że podróże kształcą, ja niedawno wróciłam z Berlina – byłam tam krócej niż ty w Porto, ale kilku rzeczy mnie ten wyjazd nauczył.

  • Pingback: Za co kochamy Polską wieś? | Volume of Smoke*()

  • „Wiesz jak to jest, gdy pewną regułę lub logikę niby znasz, ale i tak dopiero po dłuższym czasie masz olśnienie, co tak naprawdę znaczy?”
    To jest świetne i chyba w ogóle o to chodzi w życiu. Niby to i tamto wiemy ale dopiero musimy jakieś określone zagadnienie czy aspekt czegoś zrozumieć głębiej i po swojemu, żeby faktycznie stwierdzić „wow” i zmienić mindset.

  • Agnieszka

    Dziękuję za tę notkę! Wszystkie lekcje spisałam do specjalnego notatnika, żeby mieć je zawsze przy sobie :) Myślę, że często będę do nich wracać, ponieważ czeka mnie poważna zmiana w życiu – wyjeżdżam na studia do miasta oddalonego od mojej rodzinnej miejscowości o 500 km. Czuję, że te może z pozoru oczywiste prawdy, o których jednak często się zapomina, pomogą mi przetrwać. ;)

  • Specjalnie sobie zostawiłam notkę w zakładkach, bo wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Za dwa tygodnie minie mój rok mieszkania za granicą i mam wiele spostrzeżeń co do tego tematu, często także pokrywających się z Twoimi punktami. Dwa pierwsze to są chyba najbardziej zgodne, jeżeli chodzi o mieszkanie w obcym kraju. Przyjechałam tu z jedną walizką, i z jedną walizką chcę wyjechać. Naprawdę zdałam sobie sprawę, że jedynie niewielka ilość rzeczy jest nam niezbędnie potrzebna, a wszystko inne to rarytasy. Jeżeli chodzi o podpunkt drugi, to doskonale się o tym przekonałam, kiedy kupiłam laptopa, któremu po czterech dniach padł dysk twardy z moimi zdjęciami (nie do odzyskania). Płakałam przez 3 dni, bo zbierałam na tego laptopa przez 2 miesiące, a na dodatek straciłam około 5GB zdjęć z mojego życia. Po ochłonięciu zaczęłam sobie zdawać sprawę z tego, że to tylko urządzenie i głupotą jest użalanie się z tego powodu. Zdjęcia są fajne, ale wspomnienia o wiele ważniejsze, a cała ta historia nauczyła mnie nie uzależniania swojego życia od rzeczy materialnych.

    A na koniec chciałabym jeszcze dorzucić punkt 22, który w moim przypadku brzmi „bądź na tak”. Bo największe przygody zaczynają się od tego, że kiedyś powiedziałeś TAK. (Ja ostatnio przeżyłam niesamowite 5 dni na festiwalu, nota bene pierwszym w moim życiu, jako wolontariuszka, w świetnym gronie Anglików, co było niezłym wyzwaniem językowym) :D

    • Mi też kiedyś walnął dysk, były na nim moje wszystkie próby designu, grafiki itp. Już nigdy do tych dziedzin sztuki nie wróciłem – miałem przez to więcej czasu na pisanie. Chyba spoko wyszło :)

  • Wiola

    Wszystkiego dobrego!
    I prośbę mam. Możesz podrzucić te sposoby na naukę portugalskiego? Jadę tam we wrześniu na Erasmusa i przydałoby się coś umieć :)

  • Na bloga trafiłem zupełnie przypadkiem, szukałem informacji jak ujarzmić radio w Spotify, ale stary! Ten blog jest genialny! Teksty pisane naprawdę z sensem i, co najważniejsze, lekką ręką bez syndromu blogera piszącego dla kasy. Porady są naprawdę życiowe. I wiesz co? Cholera zazdroszczę ci takiego podejścia do życia – ja mam zawsze jakąś „spinę” i wiecznie się czymś martwię, ale pracuję nad tym.

    Pozdrawiam i błagam, żebyś pisał dalej
    Bartek

    P.S. Przez Ciebie mam znowu ochotę na sprawienie sobie lustrzanki!

    • Haha, spoko, będę pisał dalej! :))

      Ja też jeszcze parę lat temu ostro przeżywałem różne rzeczy, ale jakoś tak przeanalizowałem czy są mi te nerwy potrzebne i wyszło, że… nie, no nie bardzo. A potem mi się przypomniało, że przecież lubię czytać stoików. Połączyłem fakty. Wyszło :)

      (No lustro jest fajne <3)

  • Joanna Gwizdała

    Nie wiem jak to możliwe, że trafiłam tu dopiero teraz, ale najważniejsze, że jestem. Kapitalny wpis. Ja ostatnio wprowadzam wiele zmian w swoim życiu. Część z nich dotyczy właśnie mojego podejścia do niektórych spraw. Całkiem nie dawno przerabiałam punkt 17 (robię się w tym coraz lepsza). Nauczyłam się nie bać i śmiało zapisuje się na różne kursy, warsztaty. Mogę iść tam sama, bo poznawanie nowych ludzi daje mi ogromną frajdę. W ten sposób poznałam masę pozytywnych, inspirujących ludzi. Zmieniłam otoczenie i bardzo sobie to chwalę. Przy okazji nauczyłam się akceptować to, że przyjaciele odchodzą. Choć na początku było to trudne, ale zrozumiałam, że nie jest nam dalej razem po drodze.

    Mój 22 to : Zaryzykuj! Ja podjęłam ryzyko całkiem niedawno. A dzięki temu znalazłam nową pasję, która całkiem nieźle mi wychodzi. Fotografia kulinarna podbiła serce. Jeszcze nigdy fotografowanie nie sprawiało mi takiej frajdy.

    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Wielu nowych marzeń i celów.

    Będę tu zaglądać. Pozdrawiam z Gdańska

    • Lubię Gdańsk, moje drugie ulubione miasto w Polsce :)

      Ja mam z fotografią śmieszną historię – zawsze fociłem budynki i architekturę, a dzięki przyjaciółce się okazało, że sprawia mi przyjemność fotografia fashion… nigdy bym nie wpadł :P

  • Pingback: Za co kochamy Polską wieś? - Volume of Smoke*()

  • Haawwa

    22. Ukochana osoba/przyjaciel to najcenniejszy dar. Warto dzielić z nią nie tylko sukcesy i radości, ale też smutki, załamania, chandry, wszystkie negatywne emocje. Nie warto przed nimi ukrywać yej ciemniejszej strony dnia codziennego.

  • Monka

    Andrzej, od 5 minut siedzę i zastanawiam się co napisać :) Po prostu super!

  • Wyrzuciło mnie tu z posta o wyborze notek z 2013. Dodam sobie ten wpis do listy tekstów czytanych co jakiś czas dla naładowania! Punkt 6 pisałeś dla mnie, prawda? :]

  • Pingback: Importowane z Hiszpanii | MojaTrawa.()

  • Nie wiem jak to się stało, ale dopiero teraz trafiłam na ten wpis. Jest genialny. Wiele z tych lekcji już przeżyłam, pozostałe pewnie będzie mi dane przeżyć… Znalazłam dla siebie kilka cytatów wartych dożywotniego zapamiętania, żeby móc je przytoczyć podczas całonocnych, przyjacielskich rozmów albo kiedy dzieci zapytają jak żyć :) Musiałeś być w naprawdę niesamowitym miejscu, mając czas na realizację swoich planów, pracę, marzenia i robienie pięknych zdjęć. Każdy powinien znaleźć swoje własne Porto…

  • Trafiłam tu znowu, tym razem przez wpis o 20000 komentarzy :)

    Warto wracać na ten wpis, za każdym razem inna lekcja „trafia w swój czas”. Co do 19 – to uczy też ustalania priorytetów… fajnie chcieć dużo, ale jeszcze fajniej umiec wybrać, czemu się poświęcić w 100%.

  • Andrzej, głupio się przyznać, ale zazwyczaj nie czytam Twoich „podróżniczo – lifestyle’owych” wpisów. Na ten trafiłam poprzez inny wpis, do którego odsyłałeś przez newslettera. Ogromnie mi się podoba to, co napisałeś powyżej i zaczęłam brać sobie do serca Twoje rady. Jestem typem znanym z wiecznego umęczania się, pewnie przez trudne dzieciństwo i takie tam. Lubiłam sobie tłumaczyć, czemu życie jest takie kiepskie i niesprawiedliwe, zamiast po prostu odpuścić. Teraz jakoś łatwiej odpuścić…

    P.S. Ten newsletter serio się przydaje :D

  • Bardzo fajny wpis. Niektóre rzeczy niby oczywiste, ale oczywiście nie zdajemy sobie z nich sprawy…

  • Agata

    Hmmm… trzeba dojrzeć, aby zacząć tak mysleć. Nie wszystkim się to udaje. Ja, choć wiedziałam o pewnych rzeczach i były dla mnie oczywiste, zaczęłam proces dojrzewania jakieś 5-6 lat temu.. Sytuacja spowodowana definitywną zmianą w życiu zmusiła mnie do usamodzielnienia się ale i osiagniecia niezależności. Mam na mysli niezależność mentalną, która często (w dobrej wierze) przechwytywana jest przez osoby drugie i trzecie… Niezależność jednak ma i słabe strony. Walka o byt, to zapętlanie się w stany wyżej opisane. Wszystko na już, szybko i teraz… Do czasu. Krok po kroku, na wskutek nowych i nieoczekiwanych sytuacji, a także nowo poznanych ludzi moje życie zwalnia… Nie znaczy to, że traci na wartości, ale nagle okazuje się, że można żyć wolniej bez ciągłych obsesyjnych myśli, co jeszcze i na kiedy? Cieszyć się z drobiazgów, patrzeć na dobrych ludzi, podbijać swoje małe szczyty i w tym wszystkim być sobą. Pozdrawiam!

  • Jagu

    Lepiej późno niż wcale trafić tutaj ; ) Wiem, że clue to lekcje, ale że w tle Porto, to już mega rażenie! Od 9 lat noszę na szyi muszelkę z Fozz i zamiar powrotu i wiem, jaki sobie sprawię prezent urodzinowy w tym roku. Linie lotnicze mogą Tobie podziękować ; ) Ja dziękuję Tobie za ten tekst. Hawk!

  • Karolina

    Dziękuję Andrzej! świetny wpis.Przyjemnie się czyta. Pozdawiam Karolina

  • Daria

    Dowiedziałam się o Twoim „istnieniu” na wczorajszym TEDx w Lublinie, oglądałam online, i zaraz po Twojej prezentacji zajrzałam tutaj… Swoją drogą powaliles mnie na kolana i dawno się tak nie śmiałam do ekranu mojego tableta :)
    Po otworzaniu bloga jeszcze więcej miłych niespodzianek! Wow… Jako osobie siedzącej za granicą w smutnej i szarej Anglii taki blog jest czymś bardzo potrzebnym, aby przypomnieć sobie od czasu do czasu, ze życie to jednak jest piękne… Dzięki za wielką inspirację do pozytywnego myslenia! :) Będę śledzić na bieżąco :)

  • Matylda

    Dzięki – trafiłam na Twojego bloga w bardzo dobrym momencie swojego życia (wcześniej prawdopodobnie to co piszesz nie trafiałoby mnie z taką mocą), połykam notkę za notką – a raczej dawkuję je sobie, aby nie zmieszały mi się w jedną całość. :) Keep on dreaming!!! :)

  • Martyna

    Powiem Ci, że ten wpis jest naprawdę ciekawy i pewnie (jeśli nie wszystkie) nie jedną Twoją lekcję wykorzystam w swoim życiu. Fajnie, że ludzie tacy jak Ty dzielą się swoimi przemyśleniami z innymi. Takie coś naprawdę pomaga. Wcześniej narzekałam na nudę i brak znajomych w życiu, a teraz to sobie porządkuję dzięki właśnie takim ludziom jak Ty. Będę tutaj zaglądać, mimo że jestem najmniej systematyczną osobą ever. :) Naprawdę świetnie napisane.

  • oli

    Trochę jakbyś czytał mi w myślach, a na dodatek chyba w tym samym czasie studiowaliśmy w Porto więc zdjecia odświeżyły wspomnienia :) dziękuję!

  • Też nie sądziłam, że wpis będzie taki długi, ale przeczytałam, bo jest bardzo pozytywny :) Miło że są ludzie którzy chcą się dzielić takimi przemyśleniami i nastawiać innych lepiej do życia ;P

  • A podobno długość nie ma znaczenia…

  • ola

    Wychodzi na to,że przybyłam tam zaraz po Tobie – to jak kolejny dom:) Nie to, że lepszy jak rodzimy, po prostu drugi, wolny i przyjazny. Trochę oduczyłam się spieszyć i nie wiem czy to dobrze, ale oddycha się inaczej;)

  • Bogna

    Hej! Dziś weszłam na Twojego bloga pierwszy raz, jest to drugi tekst (po kawie), który przeczytałam, Spędziłam pół roku w Lizbonie i moje przemyślenia są bardzo podobne do Twoich – w szczególności jeśli chodzi o przyjaciół (jak to moja portugalska bliska znajoma Sofia powiedziała: „friends are frierds until they are not”. Pakując się na pół roku przydarzyła mi się taka sama historia z wagą bagażu – 6 kg nadprogramowe trzeba było jakoś w walizce zlokalizować. Późniejsza ulga związana z życiem w jednej walizce? Niesamowita!
    Jedyne z czym się nie zgodzę to łatwość języka portugalskiego – dopiero po 4 miesiącach zaczęłam być w stanie jakkolwiek się nim porozumiewać. Możliwe, że było to związane z tym, że w Lizbonie wszyscy chcieli mnie ugościć mówiąc po angielsku albo tym, że mieszał mi się z innymi językami obcymi poznanymi niedawno.
    Przez pół roku nie zauważyłam też ani jednej sjesty ;)
    Pozdrowienia.

  • Dałam rade na jeden raz :) Przede wszystkim dlatego, że zdecydowana większość uczuć i myśli pojawia się we mnie za każdym wyjazdem do Włoch. To pilockie wyjazdy nauczyły mnie czerpać najwięcej z „szarej” codzienności. Do tego dodać dwóch kilkulatkow, dzięki którym już dawno nie wiem, co to złudzenie i brak entuzjazmu i okazuje się, że to „dorosłe” życie nie jest takie zle, jak straszyli ;)

  • Ania Sieron

    Dokladnie 5 lat temu pakowalam sie do Portugalii. Jechalam do Coimbry. Znalam portugalski jako tako, spakowalam sie w 25 kg bez problemow, zostawialam przyjaciol i chlopaka, ale wazniejsza byla podroz w nieznane. Po 7 miesiacach wrocilam z dodatkowa paczka ksiazek, bez chlopaka i do mniejszej ilosci przyjaciol. Ale bylo warto. Poznalam nowych ludzi, zasmakowalam nowosci, zebralam kilka ton doswiadczen. Portugalia okazala sie koncem swiata, ale poczatkiem nowego zycia. Gdyby nie tamto stypendium nie byloby mnie tutaj i takiej. I tak sie wlasnie zastanawiam, ze moze w ich sloncu, kawie i pastel de nata jest cos magicznego? ;)

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)