Autor: Andrzej Tucholski | 13 stycznia 2012 | Komentarze:

Wojna o Internet – Część Trzecia

W poprzedniej części cyklu opowiedziałem Ci o dwóch (trzech?) najgłośniejszych wydarzeniach w najnowszej historii Internetu, którym niejako bezpośrednio zawdzięczamy nadchodzące zmiany prawne. Dzisiaj przybliżę Ci wszystkie najistotniejsze ustawy, które mogą przekręcić dowolny demokratyczny kraj w medialną pustynię.

Prawa Autorskie vs Internet

Sytuacja zdawała się powoli przygasać (dane odzyskane i zabezpieczone, Julian nie szaleje, Wikileaks uciszone, systemy połatane a w obu rewolucyjnych państwach zwyciężyli rebelianci), ale, no właśnie, zdawała się.

Z dnia na dzień świat obiegła informacja, że w USA bliska przejścia przez senat jest ustawa mająca zmienić w zasadzie wszystko to, czym jest Internet. Nazywa się ona wdzięcznie Stop Online Piracy Act, lecz w mediach figuruje raczej jako…

SOPA

Sama idea ustawy jest całkiem słuszna – chodzi przecież o oczyszczenie sieci z nielegalnych materiałów. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie samozwańcze postawienie się Stanów w roli szeryfa Internetu. Akt ma przyznawać im władzę nad większością globalnych zasobów, nie tylko nad własnymi domenami lub serwerowniami. Co więcej – mają też móc przejmować niebezpieczne adresy lub blokować (zależnie od interpretacji) strony zawierające treści nielegalne według ich prawa, niezależnie od geograficznej lokalizacji strony.

Daje to pole do ogromnych nadużyć.

Zachcianki amerykańskiego imperium są na tyle spore, że do opozycji dołączył się nawet Parlament Europejski. Wydał oświadczenie, w którym potępia tak projektowane formy wpływania na globalną wolność słowa.

Info z ostatniej chwili – Biały Dom ogłosił, że nie popiera projektu ustawy SOPA! Podobne zdanie wyraziła COGR, czyli komisja do spraw nadzoru i reform rządowych.  Jej przewodniczący, Darrell Issa, wyraził opinię, że członkowie amerykańskiego kongresu „muszą się jeszcze sporo nauczyć o globalnej sieci” a także zaproponował nowy projekt ustawy antypirackiej, tzw. OPEN Act, który nie naruszałby żadnych struktur bądź przedsiębiorczości Internetu. Czy ta będzie lepsza? Zobaczymy.

Sytuację wdzięcznie podsumował wiceprezes Google, legenda sieci, Vint Cerf. W opublikowanym jawnie liście pisze:

Żądanie od wyszukiwarek internetowych usuwania domen rozpoczyna światowy wyścig zbrojeń w cenzurze sieci.

Niestety, coś z tym wyścigiem zbrojeń jest na rzeczy. Cały świat pluje się na sopę, a na starym kontynencie przechodzą niewiele lepsze rozwiązania.

Trzy Ostrzeżenia & Sindi

We Francji niedawno weszła w życie ustawa potocznie nazywana prawem trzech ostrzeżeń pozwalająca państwu (po podjęciu odpowiednich kroków ostrzegawczych) odciąć Internet od łamiącego prawo obywatela.

(Na marginesie – jeśli wydaje Ci się, że jest to surowa kara, pogmeraj w sieci o prawie niemieckim. Nie wspominam go tutaj, bo istnieje od dawna. Ale potrafi zmrozić krew w żyłach tak samo, jak pierwszego dnia po uprawomocnieniu.)

W Hiszpanii zalegalizowano tzw. Prawo Sindiego (od nazwiska ich ministra kultury) mogące doprowadzić do blokady lub wyłączenia stron i portali szerzących nielegalne treści. Ten model ratuje skupienie się na agregatorach danych, nie zaś na końcowych odbiorcach. To jest akurat uczciwe rozwiązanie (zakładając, że dana strona popiera piractwo swoją zadeklarowaną misją. Przy bardzo dużej liczbie portali takie jawne oskarżenie jest bardzo trudne do wystosowania).

ACTA

Co więcej, praktycznie poza świadomością kogokolwiek rodzi się kolejna międzynarodowa, czteroliterowa radość – Anti-Counterfeiting Trade Agreement, w skrócie ACTA.  Pozbawiona medialnej opozycji, niedawno pozytywnie przyjęta przez Radę Unii Europejskiej. Tak, ten samej Unii, której inny organ chwilę temu stawał w obronie internetowych swobód.

Ustawa ta urodziła się bez wglądu opinii publicznej i ma na celu ułatwienie prowadzenia postępowań przeciwko nadużyciom lub bezprawnemu korzystaniu z własności intelektualnej oraz ułatwia poszerzanie strumienia osób zaangażowanych w daną sprawę. O temacie sporo pisał na swoim blogu Piotr Vagla Waglowski (zauważając ostatecznie, że ACTA może tak naprawdę nic nie zmienić i jedynie dalej gmatwa zagmatwane), ale skrótowy przykład pozwolę sobie zacytować od Nathana Roacha (linki do obu panów w źródłach pod tekstem). Nathan dosyć obrazowo przedstawia jeden z najczarniejszych scenariuszy. Tłumaczenia i pogrubienia moje.

Powiedzmy, że Twoja mama, żona albo siostra wrzuciła na Youtube filmik pokazujący dziecko tańczące do muzyki z radia. W tym momencie Prince albo wytwórnia muzyczna mogą pozwać za pogwałcenie praw autorskich (w tym przypadku praw do występu) nie tylko osobę, która wrzuciła filmik, ale też (korzystając z systemu odpowiedzialności pośredników) wszystkich po drodze. Oznacza to dostawców Internetu, zarówno lokalnych jak i krajowych, ale też i samo Youtube oraz w zasadzie wszystkich innych, którzy znajdą się akurat na linii strzału.

Ale, to nie koniec.

Od tej pory dostawcy Internetu będą zobowiązani odłączyć dostęp do sieci każdemu użytkownikowi wskazanemu przez zgłoszenie danego adresu IP przez posiadacza praw autorskich danej własności intelektualnej.

To będzie wielka zmiana dla blogerów i użytkowników sieci. Od tej pory zamiast zostać ukaranym poprzez skasowanie obrazka lub filmiku z sieci możesz zostać odciętym od Internetu na podstawie pojedynczej skargi (nawet bez procesu sądowego).

Dlaczego znienacka wrzucenie na Youtube filmiku, na którym grupka kolegów robi triki na deskach a w tle leci nielicencjonowana elektronika staje się piractwem takiego samego kalibru (w kontekście kar polegających na odbieraniu dostępu do Internetu) jak pobranie zripowanej płyty DVD? Zresztą, jakim cudem stało się to nagle wszystko pełnoprawnym piractwem, skoro nie przeprowadzono nawet jednej edukującej społeczeństwo akcji medialnej?

Czy ja, jako bloger, który opublikuje taki filmik u siebie w notce, też sam się wystawiam do odstrzału?

Zgodnie z tym myśleniem, jeśli wrzucisz na swojego facebookowego walla filmik, który wgrała na Youtube osoba nie posiadająca do niego praw autorskich – wylatujecie z sieci Ty, tamta osoba, dostawcy Waszych usług sieciowych a oba wielkie portale płacą kary za niestaranność w dbaniu o czysty Internet.

Jestem prawie pewien, że w czołówce nagranego przeze mnie i kolegów przed laty podcastu znajdował się riff z jakiejś piosenki Bon Jovi (chociaż melodię skomponował i nagrał mi znajomy z liceum). A o tym, że wrzuciłem rok temu do sieci bożonarodzeniową reklamę Coca-Coli (z zastrzeżeniem, że nie posiadania praw do utworu, ale kogo by to obchodziło) to już nawet wolę nie myśleć.

Nie chciałbym z tego powodu utracić dostępu do Internetu oraz przy każdym otworzeniu skrzynki pocztowej spodziewać się pozwu do jakiegoś międzynarodowego sądu.

Zresztą, zagrożeni są nie tylko ludzie wymieniający się nielegalną muzyką. Dodatkowe skutki uboczne działania tej ustawy, takie uderzające w interesy nieprzychylne korporacjom dobrze podsumowuje poniższy filmik.

(jeśli nie widzisz filmiku – link do Youtube)

Część czwarta, w której opowiadam, jak Internet próbuje się bronić, tutaj.

Zaprasza do dyskusji Twój bloger,

autograf

Bądźmy w kontakcie:
  • Zwierz odnosi wrażenie że to bardzo doby sposób na wyrzecenie wszystkich z internetu. Z drugiej strony to niesłychanie ciekawe jak bardzo prawa autorskie twórców stały się jedynym jak na razie kluczem do prób ograniczenia internetu – zwłaszcza, że przecież mówimy o czymś bardzo wirtualnym – nawet po wyrzuceniu wszystkich zamieszanych w plik z muzyką Prince’a pieniądze nie trafia do twórcy. Zwierz zastanawia się nad ciekawym chichotem historii. Kiedy pojawiły się filmy ( na poczatku XX wieku) USA miało problemy z egzekwowaniem praw do pirackich kopii ( a juz wtedy takie były) bo nie podpisała międzynarodowej konwencji o ochronie praw autorskich. najwyraźniej teraz chcą naprawić swoje błędy. A pomyśleć, że w średniowieczu ludzie się nawet nie podpisywali pod swoimi dziełami

    • Kolega niedawno zauważył ciekawą rzecz.

      Przecież te wszystkie starania doprowadzą jedynie do powrotu „panów z płytami” na osiedlowe bazary. Postawienie machiny nie do namierzenia nie jest znowu takie strasznie trudne, ale nikomu innemu się to nie będzie opłacało.

  • Kyuubi

    Plus za Jackiego Chana.

    Straszne jest to wszystko. Ale moim zdaniem internet się obroni, bo przecież gdyby to wszystko faktycznie weszło w życie, to przecież krajobraz internetu przypominałby postapokaliptyczny świat z garstką ludzi. Ja rozumiem walkę z piratami, ale moim zdaniem więcej się osiągnie przez kampanie społeczne i inne rzeczy niż przez karanie wszystkich. W ten sposób to każdy w końcu wyląduje w więzieniu i będziemy mieli na ziemi jeden wielki zakład karny. Pomijam już fakt, że płyty i filmy są za drogie.

    Według polskiego prawa (przynajmniej tak czytałem) ściąganie muzyki lub filmów (a nawet dzielenie się wyżej wymienionymi z rodziną lub bliskimi znajomymi) jest legalne. Nielegalne jest tylko wtedy, gdy jest to program komputerowy (a więc i gra) lub jeśli udostępniamy plik publicznie.

    W ogóle jakim prawem USA ma prawo robić to wszystko, o czym mówi SOPA? To prawo USA, więc tam powinno obowiązywać. Inne kraje mają własne systemy. Nie rozumiem jakim cudem przez jedną ustawę USA miałoby nagle zyskać kontrolę nad czymś, co nie leży w jej szerokości geograficznej. Już prędzej zrozumiem sprawę z UE, bo tam w traktatach państwa zgodziły się na to.

    • 1) Nikomu nie zależy na wpychaniu kogokolwiek do więzienia. Ale grzywny już się przydadzą. Przyda się też możliwość wpływania na być-albo-nie-być dowolnej strony w sieci.

      2) NO PEWNIE, że jedyną drogą do prawdziwego pokoju jest edukacja społeczna, ale o tym więcej w kolejnych częściach :)

      3) Wiesz, to że coś jest „za drogie” to nie argument.

      4) Co do polskiego prawa – masz rację. Tylko że ściąganie czegokolwiek przez sieci typu torrent oznacza jednoczesne udostępnianie. A to jest już przestępstwem uwzględnianym w kodeksach :)

      5) No więc właśnie dlatego aż tyle szumu z tą sopą.

    • Kyuubi

      1. Zdaję sobie z tego sprawę, tego „więzienia” użyłem raczej jako hiperboli.
      3. No sorry, ale to jest argument. Jeśli nie dla mnie, to dla wielu rodzin, które czasem nie mają co do garnka włożyć, a co dopiero myśleć o kulturzę. Wiem, że to nie tylko od tego zależy, ale na pewno widziałeś wykresy, gdzie jest pokazane ile procent ceny płyty trafia do artysty, a ile do dystrybutorów i innych.
      4. Racja, ale zawsze jest opcja, że wyłączasz upload, a nawet jak się nie da, to możesz zawsze skopiować w inne miejsce dysku, żeby tego nie robiło, wywalić z menu programu typu torrent i wyłączyć sam program.

      P.S. Trochę mnie dziwi jedna rzecz. Niby jest taka walka, a paradoksalnie na youtube widzę coraz więcej całych albumów i filmów w 1 pliku.

    • 1. Okej :)
      3. Inaczej: „to nie jest argument, którego ktokolwiek posłucha w sądzie”. Tak, znam te wykresy. I będę o tym pisał w dalszych częściach cyklu. Głównym sprawcą tego pirackiego kotła nie są wymieniający się plikami ludzie lecz muzyczne wytwórnie, którym nawet nie przyjdzie do głowy cokolwiek zrobić ze spłaszczeniem struktur wydawniczych.
      4. Ekhm. Nie musimy się chyba dzielić w treściach tego bloga metodami na obchodzenie zabezpieczeń, nie sądzisz? ;)
      PS – Ustawa ustawą. Ludzie swoje.

  • Kyuubi

    4. Po prostu uznałem, że to nie obejście zabezpieczeń, a działanie na rzecz legalności prędzej. Ale okej, sorry. Zawsze możesz wykreślić chyba…..

    P.S. To ja wiem, po prostu dziwi mnie, że nikt tego nie blokuje.

    • Ciekaw jestem statystyk, ale sądzę, że gdyby YT skasowało KAŻDY FILM, który nie posiada PEŁNYCH praw do wszystkiego co w nim jest, to nie wiem czy by się ostała jedna czwarta.

  • Matrox

    No pewnie, bo przecież łatwiej odciąć dostęp do Internetu, aniżeli zacząć edukować społeczeństwo, które naprawdę nie zdaje sobie sprawy z praw autorskich. Ba, mogę się pochwalić (choć chyba nie powinienem, bo może mnie zaraz namierzą? Niechaj zostanę bohaterem wolności słowa zatem!), że u mnie w szkole nauczyciel opowiadał, że pobieranie filmów, czy innych rzeczy na własny użytek jest w 100% zgodne z prawem i nikt nic nie może nam zrobić. I tak tworzy się błędne koło… jasne, szuka się na siłę luk prawnych, by siebie usprawiedliwiać, ale to nie jest metoda.

    Konkluzja jest prosta. Powinna powstać ogromna kampania marketingowa (chociażby zlecona przez parlament europejski z tłumaczeniem reklam na całą Unię Europejską, co by uniknąć dodatkowych kosztów) uświadamiająca użytkowników. My, jako Geecy, mniej więcej się w tym orientujemy, ale zwykły Kowalski nie zdaje sobie sprawy z tego, co czyni.

    Nie wyeliminuje się jednak jednego problemu – cen produktów. Dla Anglika zakup filmu na Blu-Ray nie będzie problemem, ale dla Polaka – znacząco obciąży budżet. I tu pojawiają się schody…

    • I jakie są szanse, że taki nauczyciel przejdzie odpowiednie szkolenie po takiej gafie? A jakie, że dostanie naganę lub wręcz straci prawo do wykonywania zawodu za namawianie nieletnich do udziału w przestępstwie?

      Przynajmniej przez kolejne pięć lat segment prawa karnego zajmujący się piractwem powinien stosować metodę edukacji, dzielenia się know-how oraz propagowania wypracowanych na przełomie różnych historii best practise do zastosowania w różnych środowiskach. Dopiero za którymś razem (albo po pewnym okresie czasu) powinny w grę wchodzić cięcia, grzywny i pozwy.

      Jak się ostatnio orientowałem, to państwo ma dawać obywatelowi środowisko do uczciwego wzrostu i pomagać mu w różnych sytuacjach konstrukcją swojego systemu.

    • TheAër

      Tak troszkę OT. Pewnego razu, Pani Nauczycielka mówiła w szkole podstawowej o piractwie. O tym, żeby nie pożyczać i nie kopiować od kolegów gier. Dlatego następnego dnia Jasio przyniósł do szkoły oryginalną płytę z grą. Z wielkim napisem „Mafia” ;)

      Co do budżetu, to też zauważyłem ujednolicanie cen pomiędzy krajami wysoko rozwiniętymi i rozwijającymi się. Mam nadzieję, że w chwili obecnej sięga to tylko obrazów kultury. Ale to raczej temat zahaczający o teorie spiskowe i mieszczący się raczej w dziale „socjotechnika / sterowanie tłumem”.

  • raj

    O ile sie nie mylę, to Parlament Europejski jeszcze nie wypowiedział sie w sprawie ACTA, a nastawienie w Parlamencie jest raczej negatywne. Ostatnia akceptacja ACTA była ze strony Rady UE, a nie Parlamentu Europejskiego. Debata w Parlamencie dopiero przed nami i należy miec nadzieję, że uda się jeszcze ten traktat utrącić…
    Proszę raczej zachęcac czytelników do pisania listów do europarlamentarzystów, przedstawiania zagrożeń wynikających z ACTA i namawiania do głosowania przeciwko temu paktowi, niż zniechęcać ich informacją, jakoby PE już ACTA zaakceptował.

    • Fakt, pokićkały mi się organy – już poprawiłem. Dziękuję za czujność :)

      Cały ten cykl jest jednym wielkim przedstawieniem zagrożeń płynących z podobnych ustaw.

      A żadnych gotowych rozwiązań proponować nie chcę – każdy ma własne zdanie i jeśli będzie miał ochotę, poradzi sobie ze znalezieniem odpowiednich narzędzi pozwalających mu lub jej na przekazanie komu trzeba swojego niezadowolenia z przedstawicielstwa.

  • Marta

    Chciałabym zaznaczyć (co do ostatniej części wpisu), że na całe szczęście prawo nie działa wstecz. :D

    +1 do czytelników. :)

  • Cori

    Przecież ludzie oszaleją. Nie będzie już wiadomo co można a czego nie a to życie pod ciągłą presją. Jeżeli to wejdzie w życie to obawiam się, że wybuchnie wojna a jeżeli nie wojna to na pewno będą zamieszki. Takie ograniczenia to przesada

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)