Autor: Andrzej Tucholski | 24 października 2012 | Komentarze:

Jak dziękować w social media – guidebook

Niech dzisiejszy dzień zostanie wpisany do annałów Polskiego Internetu Codziennego jako początek zupełnie nowej epoki. Od dzisiaj wszyscy blogujemy i postujemy statusy lepiej, a uzyskana dzięki temu skokowi synergia i ogólny klimat prosperity niesie nas ku chwale, przebitkom w mediach tradycyjnych oraz listom pisanym na odwrotach zdjęć naszych najładniejszych czytelniczek.

No, prawie. Ale dobrych praktyk nigdy mało :)

Adnotacje

Poniższy zbiór porad nie ma oparcia w polskim lub europejskim prawie. Znaczy, może i ma, ale nic nie konsultowałem. Wskazuję jedynie zachowania które w latach dziewięćdziesiątych nazwalibyśmy netykietą.

Tyle że oryginalne zasady netykiety (capslock = krzyk, nie obrażanie innych itp) są już tak zakorzenione w sieciowych nawykach, że nie chcę poświęcać im ani zdania więcej. Jeśli się o nich nadal nie wie to jest się ignorantem i tyle, wystarczy pięć minut obserwacji dowolnej, dojrzałej platformy.

Jeśli szukacie podstaw netykiety to znajdziecie je na Wikipedii. Jeśli szukacie informacji czysto prawnych to polecam ten artykuł na Fotoprawo.

A teraz: ultimate guidebook.

1. Jeśli o kimś mówisz – podlinkuj

Zawsze gdy wspominasz we wpisie kogoś z imienia i nazwiska lub pseudonimu to pamiętaj, by tę osobę odpowiednio podlinkować (o ile ma to sens). Często widzę (głównie na największych serwisach i najmniejszych blogach – ciekawa zależność), że autor mówi o „pewnym blogerze” lub, szczyt rozpusty, nazywa po imieniu, ale już bez dodania aktywnego linka do bloga lub kanału.

Nope. Takie błędy przejdą jedynie jako skutek pospiechu, ale i tak warto potem je poprawić, w końcu content nie umiera nigdy. Prawdziwy twórca treści nigdy nie próbuje przyoszczędzić linków. Jeśli ktoś Cię zainspirował – nie skąp. Tobie wtedy też nie będą skąpić.

Przetestował to na własnej skórze (podejrzewam, że nie jeden raz) pewien znany bloger Kominek.

2. Jeśli o kimś mówisz – możesz otagować.

Wiele osób się przed tym wzbrania (używając śmiesznego argumentu o ‚nachalności’) ale nie widzę w uprzejmym tagowaniu nic demonicznego. Jeśli wspominam we wpisie w znaczący sposób o Szymonie Majewskim lub Arturze Kurasińskim to i jeden i drugi będzie miał potem w moim statusie na Facebooku odpowiednie CC.

Ma to cztery pozytywne skutki. Po pierwsze, zainteresowana osoba wie, że o niej mowa. Po drugie – znowu do niej linkujemy, co jest oznaką szacunku. Po trzecie – możemy się przylansować, że niby ich znamy personalnie. Po czwarte – fajnie to wygląda.

Przy czym drobne „hola hola” do zupełnych nowicjuszy. Ciągłe pisanie i tagowanie do powszechnie znanych, dużych postaci w Internecie wygląda słabo. Lepiej nawiązywać do nich rzadziej, ale za to z faktycznym przemyśleniem. That’s the way.

3. Jeśli tworzysz na istniejącej bazie – podlinkuj

Pomijam pisanie polemik do istniejących treści, bo tutaj odniesienie się jest oczywiste.

Niestety, często powstają wpisy inspirowane, dopełniające lub rozwijające jakąś inną twórczość i pan autor nie widzi nic nienaturalnego w braku przytoczenia o jaki oryginał może chodzić.

Nope. Ludzie, którzy szczędzą innym linków zwrotnych noszą buty na rzepy i używają myszki z kulką.

4. Jeśli używasz zdjęcia, komiksu itd – sprawdź, czy możesz

Zakazywanie ludziom wykorzystywania swoich dzieł w sposób niekomercyjny jest dosyć konserwatywne, ale, no cóż, skoro autor sobie czegoś nie życzy to warto to uszanować. Na szczęście każda porządna biblioteka mediów ma już dzisiaj ładne i czytelne oznaczenia, co wolno i dlaczego nie.

UWAGA: Mówimy o wykorzystaniu niekomercyjnym (nagłówek notki, ilustracja we wpisie, plansza we vlogu). Użytek komercyjny to zupełnie inna para trampek.

5. Jeśli używasz zdjęcia, komiksu itd – podlinkuj autora

Jeśli tego nie robisz to jesteś tępym bucem i ubierasz się nieadekwatnie do pogody.

A poruszam temat, bo sam przez lata zupełnie tę kwestię olewałem. Nie wiem dlaczego, ale doszedłem do wniosku, że jeśli ktoś uploaduje obrazek do netu to mogę go używać jak chcę. No nic. Każdy jakoś zaczyna.

Pewnego dnia po rozmowie ze znajomym grafikiem zrobiło mi się wstyd i spędziłem kolejne dwie noce nadrabiając sprawę (przejrzenie 350+ wpisów w celu znalezienia autora obrazka, choć dawno zapomniało się jego pochodzenie to naprawdę świetna zabawa). Co prawda w niektórych moich notkach nadal brakuje linkowania (zależało mi na ilości poprawionych wpisów, więc jak któryś sprawiał problem to szedłem do kolejnego), ale nadal regularnie poświęcam na tę misję parę minut. Jestem już blisko 100%.

Gdybym zobaczył dzisiaj cytat z siebie lub własne zdjęcie w czyimś vlogu lub wpisie bez żadnej informacji, że to ja jestem autorem tego wycinka treści to byłoby mi smutno. Co więcej – nawet taką sytuację niedawno miałem.

Nie rób innym tego, czego nie chcesz mieć zrobionego sobie. Truizm, ale jaki żwawy.

6. Nie czuj dumy z cudzych osiągnięć

To jest dosyć śliska kwestia, ale już tłumaczę. Wielu blogerów zapożycza od siebie nawzajem pewne rozwiązania stylistyczne, techniczne lub pomysły na budowę treści. To zdrowa relacja, w końcu każde środowisko powinno się wewnętrznie inspirować.

Ale często widać jak ktoś strasznie pęcznieje od gratulacji za wykorzystanie pomysłu wymyślonego oryginalnie przez kogoś wcześniej. Odpowiedzenie na taką pochwałę prostym „Dziękuję! Cieszę się, że pomysł [xxx] działa równie skutecznie u mnie” pozwala wybrnąć z impasu bez większego bólu a i niesmak się rozpływa.

7. Rozbudowujemy

Na bank o czymś zapomniałem :) Jeśli macie pomysły na kolejne punkty tego poradnika to zapraszam do komentarzy. Będę je aktywnie przeglądał i dodawał jako następne punkty listy.

Dodatki

Najlepsze źródła obrazków:

Flickr.com z ustawionymi filtrami Advanced Search > Creative Commons-licensed.

– Repozytoria w stylu sxc.hu, ale z zastosowaniem ich regulaminów

deviantART, chociaż tutaj licencja CC jest nadal bardzo rzadka

Najlepsze źródła muzyki:

Domena publiczna. Serio, nie mam pojęcia, czemu tak mało ludzi z niej korzysta

Audiojungle, chociaż za lepsze tracki trzeba czasem wyłożyć trochę kasy na stół

– Mało popularne zespoły. Każdy jakieś zna a często wystarczy jeden mail i voila, prawa do użytku w swoim projekcie uzyskane

Okej, to tyle. A teraz idźcie i twórzcie ładniejsze Internety :)

Zdjęcie w nagłówku pstryknął Andrew Harper.

Twój bloger,

Andrzej Tucholski


///

PS: Na pomysł napisania tego poradniczka wpadłem podczas czytania tego wpisu na Radian6. Swoją drogą, warto go sobie dodać gdzieś do ulubionych. Lubię takie case’y, nie dość że warte zapamiętania to jeszcze wesołe.

Bądźmy w kontakcie:
  • Matrox

    Zgrabnie ujęty zestaw tipsów :)

    Bardzo sobie cenię, jeśli ktoś otagowuje zdjęcia mojego autorstwa. Tak się składa, że robię ich sporo, także na różnych uroczystościach i jak dana osoba postanowi wrzucić je np. na Facebooka i dorzuci do tego odniesienie do mojego profilu, to zawsze pojawia się uśmiech. Taka prosta rzecz, ale zazwyczaj znajomi o tym zapominają ;) Niekiedy przy wysyłaniu zdjęć delikatnie o to poproszę, ale nigdy nie czynię tego w sposób stanowczy i nachalny, bo każdy robi to, co chce.

  • Super wpis, jedno mnie zastanawia tylko:
    „UWAGA: Mówimy o wykorzystaniu niekomercyjnym (nagłówek notki, ilustracja we wpisie, plansza we vlogu). Użytek komercyjny to zupełnie inna para trampek.”
    Czy jeśli używamy tego na nagłówek lub ilustrację we wpisie na blogu, który ma banery, to już jest użytek komercyjny, prawda?

    • Docelowo prawie kazdy blog ma bannery lub zarabia, wiec nie mam w tym temacie zdania. Za ‚komercyjne uzycie’ uznalem np. wrzucenie czyjegos zdjecia na firmowy profil na Facebooku i pozniejsze reklamowanie tego statusu. Gdyby ktos zacytowal mojego bloga w artykule, za ktory dostal pieniadze tez nie domagalbym sie fragmentu wyplaty :)

      • ja też uważam, że takie wykorzystanie grafiki (z linkiem! :)) nie powinno być problemem, ale ciekawi mnie, czy ktoś może z takiego tytułu wytoczyć proces i go wygrać. Wiemy, że prawo+logika nie muszą iść w parze ;-)

        • Wiesz, generalnie prawo i blogosfera nie mialy jeszcze okazji sie blizej poznac:)

        • Mam wrażenie (a może nadzieję?), że kulturalny człowiek przed wytoczeniem procesu zwróci się po ludzku o podpisanie/podlinkowanie/usunięcie materiału, a dopiero w ostateczności poleci do sądu.
          Bo, patrząc realnie, dogadanie się po dobroci nadal jest w Polskich warunkach szybsze i tańsze…

  • A do szukania we Flickr można wykorzystać http://photopin.com/ – też ustala się parametry, ale interfejs ładniejszy :-)

  • Ja jestem wielką fanką tego, że w większości przypadków, kiedy po jakimś evencie wysyłam zdjęcia innym blogerkom (bo miałam aparat, bo im robiłam, bo one nie miały itp.), to jeśli wołami nie napiszę, że mają być podpisane moim blogiem, to tylko nieliczni ogarniający rzeczywistość podpisują. A to nie o to chodzi, że jestę fotografę, ale nie zawsze mi się chce cykać foty innym i potem je im rozsyłać itp. Czasem brakuje mi czasu, ale robię to. Skoro to robię to mogliby podpisać.

    • ostatnio rzadko biorę ze sobą aparat i proszę o zdjęcia inne blogerki, ale zawsze to zawsze podpisuję kto jest autorem tych zdjęć

  • Joanna Burbo

    Wartościowe i zgrabnie ujęte. Dodałabym jeszcze: jeśli ktoś pisze o Tobie, docenia to co robisz, poleca Cię bezinteresownie – podziękuj na jego profilu, odwdzięcz się linkiem – cokolwiek. Przynajmniej mi jest bardzo miło, gdy ktoś reaguje na mój wpis w taki sposób :)

  • Zwierz

    A ja bym jeszcze dodała wbrew poradom niektórych blogerów, że nie jesteśmy świnie i jak ktoś coś super napisał i o tym doskonale wiemy to linkujemy. Często ręka może zawisnąć nad klawiaturą kiedy orientujemy się, że inny bloger napisał na podobny temat lepiej od nas. Teoretycznie nie ma powodu dla którego mielibyśmy go promować ale jak słusznie zauważa Andrzej – wszystkie te zasady mają nam podnieść poziom blogosfery. Myślę, że uczciwe dzielenie się nie tylko fajnymi znalezionymi w sieci obrazkami ale także treściami. Wtedy wszyscy razem będziemy się czuli jak pączki w maśle w naszej blogosferze

  • Robert Ciarka

    Z pewnością wiedza ta przyda się w przyszłości.

  • Tomek

    musze przyznać ze fajne masz fotki na początku postu, zawsze ;)

  • No we – ja noszę buty na rzepy i gdzieś nawet mam mych z kulką..Jawna dyskryminacja;)

    • No ja też mam taką mychę gdzieś + od dzieciaka ubieram się nieadekwatnie do pogody więc potraktujmy sytuację remisowo:)

  • Panie Andrzeju, a co ze zdjęciami z Tumblr’a np? Można używać? Czasem ustalenie dokładnego źródła fotki jest niemożliwe, co wtedy? ;)

    • Po pierwsze, można je wrzucić w Google z dodaniem frazy „author” :) https://www.facebook.com/panrysownik?fref=ts – ten tutaj wpadł na taką oczywistość, a działa prawie zawsze!

      A jak nie daje się znaleźć to link do znalezionego przez Ciebie uploadu – chociaż tyle.

      I przede wszystkim – żaden panie.

  • looqash.com

    A ja mam ten fart, że na swoim blogu robię dokładnie to, o czym piszesz. No dobra, też zapominam o linkowaniu zdjęć – nadrobię.

  • Pingback: Przeczytaj i stań się lepszym internautą! « nie na temat()

  • Dzięki! Akurat miałem zagwozdkę z wyszukiwaniem zdjęć na CC. Chciałem się na chwilę oderwać od problemu, wszedłem na jestKultura poczytać zaległe notki i mam rozwiązanie! Czy to nie nazywa się szczęście? :)

  • Pingback: Skąd brać zdjęcia do wpisów? | jestBlog.pl()

  • Pingback: Jak używać Facebooka | jestBlog.pl()

  • Pingback: 16 kroków - od pomysłu do udanej notki | jestBlog.pl()

  • Pingback: Jak komentować blogi? | Zjawiskowy.com()

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)